Quantcast

środa, 21 października 2020. Imieniny Celiny, Hilarego, Janusza

Jędrzejczyk: Walka jest tylko dniem chwały, sukces rodzi się na treningach

2015-06-28 10:30:00 (ost. akt: 2015-06-27 22:00:14)
Kilka dni temu w Berlinie 27-letnia olsztynianka w świetnym stylu obroniła tytuł mistrzyni świata UFC w kategorii słomkowej

Kilka dni temu w Berlinie 27-letnia olsztynianka w świetnym stylu obroniła tytuł mistrzyni świata UFC w kategorii słomkowej

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Droga na sportowy szczyt jest bardzo długa i pełna wyrzeczeń. Joannie Jędrzejczyk zajęła 13 lat. Ale warto było. Kilka dni temu w Berlinie 27-letnia olsztynianka w świetnym stylu obroniła tytuł mistrzyni świata UFC w kategorii słomkowej.

— Nie jest łatwo umówić się z panią na rozmowę.
— Jestem dosłownie trzy doby po walce, tak że mam jeszcze parę obowiązków do wypełnienia i dlatego spędzam te dwa dni w Warszawie (rozmawialiśmy w środę — przyp. aut.). Chodzi głównie o media, bo jest bardzo duże zainteresowanie po tej mojej walce. No, ale to jest także część mojej pracy.

— Mocno męcząca część?
— Nie, nie męczę się z tym. Wprost przeciwnie: lubię tę część mojej pracy, choć nie ukrywam, że już bym chciała wrócić do domu, usiąść na sofie i po prostu odpocząć. Posiedzieć i nic nie robić (śmiech).

Ja słucham narożnika, a to jest przydatna cecha, którą ma większość dobrych zawodników.
— Jeżeli mistrza świata rzeczywiście poznaje się po obronie pasa, to potwierdziła pani w stu procentach, że ten pas jest we właściwych rękach.
— Nie lubię tego określenia. I już o tym mówiłam w innych rozmowach z mediami: że to nie dotyczy każdego zawodnika i każdego mistrza. Bo tytułu nie zdobywa się po paru miesiącach przygotowań. Nie, do mistrzostwa dochodzi się przez wieloletnią, ciężką pracę, poczynając od sukcesów w zawodach miejskich czy wojewódzkich, bo to są te pierwsze kroki w kierunku mistrzostwa świata. W moim przypadku ta droga była rozłożona na 13 lat.

— Pierwsza runda pojedynku z Amerykanką Jessicą Penne była spokojna, ale od drugiej ruszył walec z napisem „Joanna Jędrzejczyk”. Taki był plan na tę walkę?
— To była walka mistrzowska zaplanowana na pięć rund po pięć minut, więc bezsensem byłoby ruszać na przeciwniczkę od początku pierwszej rundy. Dwadzieścia pięć minut walki to bardzo długi dystans, więc trzeba było gdzieś tę energię zachować. Dlatego zawsze trzeba tę pierwszą rundę spokojnie przewalczyć, „przeczytać” zawodnika, no i zobaczyć, czy plan się sprawdza: co wchodzi, co nie wchodzi i ewentualnie podjąć szybką weryfikację. Czyli słuchać narożnika i działać.

— W tym przypadku trzeba było coś weryfikować?
— Powiem tak: ja słucham narożnika, a to jest przydatna cecha, którą ma większość dobrych zawodników. Dlatego mimo że jesteśmy w oktagonie tylko ja, sędzia i moja przeciwniczka, no i jest plan na walkę, to i tak trzeba na bieżąco nanosić poprawki. Czyli samemu sekunda po sekundzie na bieżąco realizować plan, no i słuchać narożnika, bo stamtąd widać najlepiej.

— Wyglądało na to, że ani na chwilę nie straciła pani kontroli nad walką z Penne.
— I tak właśnie było. Byłam bardzo dobrze przygotowana do tego pojedynku, starałam się mieć chłodną głowę i być jak najlepiej skoncentrowana przed walką i w trakcie. To wszystko złożyło się na taki obraz wydarzeń.

— Które odbiły się o tyle większym echem, że w oktagonie pojawiła się krew...
— No tak, ciągle ta krew wraca... Po prostu doszło do rozcięcia skóry. Może to i wyglądało destrukcyjnie, ale myślę, że Jessica byłaby w stanie walczyć nawet i te dwie kolejne rundy do końca. O to chodzi, że to był taki newralgiczny punkt: cały czas te moje ciosy dochodziły, więc rana się pogłębiała i dlatego tak to wyglądało. Wydaje mi się, że pod wpływem adrenaliny Jessica nawet nie była świadoma, jakie to jest rozcięcie. To jest sport i my wiemy, na co się piszemy: raz wychodzi się bez szwanku, innym razem kończy się na kilku siniakach, a czasem dochodzi do rozcięcia skóry. To nie jest taekwondo light contact.

— Kibice zapamiętają też pewnie efektowny front kick (proste kopnięcie) z drugiej rundy, który wylądował na twarzy Amerykanki. Dobra szkoła boksu tajskiego? (Joanna Jędrzejczyk jest sześciokrotną mistrzynią świata w muay thai)
— Chyba raczej doświadczenie, bo mam doskonałych trenerów: Pawła Derlacza i Szymona Bońkowskiego, którzy tworzą nasz klub Berkut Arrachion Olsztyn. Oni obaj są kompletnie wyszkoleni, choć trener Paweł bardziej zajmuje się stójką, a trener Szymon jest od walki w parterze. Jak widać, z tego połączenia wyszedł dobry „owoc” (śmiech). A ten cios to jest kwestia skupienia, dynamiki, no i tego, że ćwiczyliśmy to na treningach.

— Walka była wyjątkowo blisko Polski, więc tym razem w narożniku mogli zasiąść obaj pani trenerzy.
— Tak, tym bardziej że teraz jestem już mistrzynią UFC, co też zmienia zasady. Bo jeżeli ma się ten bazowy kontrakt, to tylko jedna osoba może lecieć na walkę razem z zawodnikiem, a teraz, jako posiadaczce pasa, przysługują mi już dwie osoby. I to jest fajna sprawa. A w Berlinie dodatkowo byli ze mną także mój menedżer Tiago Okamura i mój sparingpartner z Olsztyna Jakub Wikłacz, zresztą też bardzo utalentowany zawodnik.

— Polskich kibiców też było więcej niż zwykle?
— Sprzedaż biletów nie była aż tak świetna, jak można było się spodziewać, no ale było ich słychać na trybunach. Tylko mojej rodziny i bliskich znajomych było na tej gali około trzydziestu osób, więc taka grupa mogła już zrobić trochę szumu.

— A kolejny krok to chyba gala UFC w Polsce?
— Pod koniec roku chyba znów gdzieś zawalczę, ale myślę, że to będzie raczej za granicą. A w Polsce być może się pokażę podczas gali UFC w przyszłym roku, choć na razie to jeszcze odległa przyszłość.

— Wracając do walki z Jessicą Penne, a właściwie do wydarzeń sprzed gali, niektórym nie podobał się ten cały teatrzyk z groźnymi minami podczas oficjalnego ważenia.
— Ale to nie był tak zwany trash talk (brutalne przepychanki słowne poprzedzające walki np. w zawodowym boksie — red.), czego Polacy chyba za bardzo nie rozumieją. Proszę sobie obejrzeć, jak wyglądają staredowny (ang. pojedynek na spojrzenia podczas oficjalnej prezentacji) i ważenia innych zawodników na innych galach. Spotykam się z aprobatą ze strony Amerykanów, a w Polsce cały czas coś komuś nie pasuje. Powtarzam: to nie był trash talk ani żaden teatrzyk, tylko naturalne emocje przed walką.

— A ten naszyjnik z makaronu, który wręczyła pani Jessice Penne (penne to nazwa makaronu w kształcie rurek)...
— Tak, sama go zrobiłam. Mam wiele różnych talentów (śmiech).

— Zaraz po walce wykrzyczała pani z mocą do kamer: „Kto następny?!”.
— No, tak, jestem pewna swego, naprawdę ciężko pracuję na treningach, wygrywam z najlepszymi i chcę się mierzyć z najlepszymi. A kto będzie następną rywalką? Nie wiem, zostanie wybrana najlepsza zawodniczka z rankingu i to ona będzie kolejną pretendentką.

— Zgadza się pani z tym, że najtrudniejszą do tej pory walką była nie żadna z tych dwóch walk o pas UFC, ale ta jeszcze wcześniejsza, z Brazylijką Claudią Gadelhą (wygrana przez Jędrzejczyk na punkty)?
— Każda walka jest trudna, choć czasem może to wyglądać inaczej, bo wygrywam szybciej albo wyraźniej dominuję. Sama walka to jest „tylko” dzień chwały, takie zwieńczenie tej wielkiej pracy wykonywanej na treningach. A za każdym razem przygotowania są coraz mocniejsze, bo wiem, że przeciwniczki mnie oglądają i przygotowują się pode mnie.

— To prawda, że po walce w Berlinie uroniła pani kilka łez?
— Tak, bo zadzwonił do mnie sam szef Dana White (prezydent Ultimate Fighting Championship — red.). Porozmawialiśmy chwilę, pochwalił mnie i był niezwykle szczęśliwy z mojego zwycięstwa. Bardzo mnie to wzruszyło. On nie robi tego tak często, więc poczułam się bardzo wyróżniona...

— Skoro następna walka ma być pod koniec roku, to teraz chyba czas na jakiś urlop?
— W sobotę wylatuję do Stanów, choć moje wizyty w Las Vegas i San Diego to będzie raczej połączenie odpoczynku z obowiązkami. Wracam do kraju pod koniec lipca, ale zaraz lecę do Brazylii obejrzeć na jednej z gal UFC być może moją przyszłą przeciwniczkę. Myślę, że dopiero na początku sierpnia będę mogła na spokojnie zrobić sobie razem ze swoim partnerem jakieś wakacje. Prawdziwe wakacje.

Rozmawiał Piotr Sucharzewski

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. fifi #1764483 | 31.61.*.* 28 cze 2015 15:47

    Wielki szacunek joasiu:-)

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz