Niedziela, 23 września 2018. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

Nie jestem zakochany w sobie, chcę być po prostu najlepszy

2015-06-07 09:28:44 (ost. akt: 2015-06-07 08:00:21)

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

Przygodę z wielkim światem mody rozpoczął już w gimnazjum. Ostatnio porzucił modeling na rzecz projektowania ubrań. Zmienił też swój wizerunek: ściął włosy i zapuścił brodę. Rozmawiamy z pochodzącym z Olsztyna Wojciechem Wyzą.

— Kiedy dzwoniłam do Ciebie, żeby umówić się na wywiad, powiedziałeś, że nie wiesz, gdzie teraz w Olsztynie się bywa. Naprawdę wielki świat tak cię wciągnął, że zapomniałeś już o rodzinnym mieście?
— Nie, nie (śmiech). Lubię swoje miasto, staram się tu przyjeżdżać jak tylko mam chwilę wolnego. Zwykle wpadam na parę godzin, bo bardzo dużo pracuję w
Warszawie. Staram się spędzić czas z rodziną. Rodzina jest dla mnie bardzo ważna. Rodzice od początku mi kibicowali i wspierali we wszystkim. Jestem
też zżyty ze swoimi siostrami. Musiałem wyjechać do Warszawy, bo tam jest szkoła, w której chciałem się dalej uczyć. Staram się mieć częsty kontakt
telefoniczny z rodzicami.

— Jak się rozpoczęła twoja przygoda z modelingiem?
— W dzieciństwie uszyłem pierwszą marynarkę dla misia (śmiech). To był pluszak mojej siostry. Później schudłem... ponad 35 kilogramów. Znajoma piosenkarka na jednym z portali społecznościowych napisała mi, że jestem fotogeniczny. Zaproponowała, żebym wysłał portfolio do różnych agencji
modelingowych. Rozesłałem swoje zdjęcia najpierw po agencjach zagranicznych, żeby sprawdzić, czy będzie odzew. Odzew był duży. Później wysłałem do
agencji warszawskich. Pojechałem na spotkanie do jednej z nich. Już na drugim spotkaniu podpisałem umowę i zacząłem pracę jako model. Miałem wtedy
16 lat. Musiałem często wyjeżdżać.

— I jak udało się godzić karierę z nauką?
— Bardzo pomogła mi pani dyrektor liceum, w którym się uczyłem. Mogłem zaliczać sprawdziany w innym terminie niż reszta. Nauka była dopasowana do
moich wyjazdów. Maturę zdałem w Olsztynie.

— I dalej pewnie na nadmiar wolnego czasu nie narzekasz?
— Tak, jestem bardzo zapracowany. Studiuję w międzynarodowej szkole na dwóch kierunkach — na kostiumografii i na projektowaniu ubioru. Po zakończeniu
szkoły myślę o PR. Czasem stylizuję sesje, pomagam przy sesjach zdjęciowych, szyję. Jestem w trakcie tworzenia kostiumów dla jednego z warszawskich
teatrów. Poza tym prowadzę typowe życie studenta szkoły artystycznej, czyli rysuję po nocach i piję hektolitry kawy. Na imprezach raczej nie bywam.
Jeśli gdzieś wychodzę, to w kameralnym gronie.

— Jak to się stało, że porzuciłeś modeling na rzecz projektowania ubioru?
— Od zawsze interesowałem się modą, poznawałem ten świat. Wiedziałem co robić, żeby zaistnieć. Miałem łatwiej niż inni. Kiedy zacząłem studiować
postanowiłem poświecić się tylko modzie. Rzuciłem modeling. Może jeszcze do tego wrócę. Na razie chcę poświecić się sztuce i tworzeniu. Moja pierwsza
kolekcja powstała bardzo wcześnie. Byłem wtedy jeszcze modelem. Jako jedyny na roku mam już wydane kolekcje. Miałem staże w kilku magazynach. Pracowałem
przy sesjach np. dla "Vouge Thailand" z Marcinem Tyszką. Byłem na stażu w magazynie "VIVA! MODA", pracowałem też przy rożnych kampaniach dużych firm.
Poza tym projektowanie i modeling to dwie różne sprawy. Kolekcja jest czymś zupełnie innym, pokazuje się swoje wnętrze, swoje emocje. Pokazuje się coś,
czego nie widać na pierwszy rzut oka.

— Już w liceum odróżniałeś się strojem i stylem bycia od rówieśników. Nie dokuczano ci z tego powodu?
— Dokuczano. Olsztyn to małe miasto. Ludzie są zamknięci na nowości. Ale nigdy nie przejmowałem się opinią innych. Chciałem coś osiągnąć, nie dawałem
się. Uważam, że każdy jest inny i powinien pokazywać siebie nawet w stylu ubierania. Chcę być odważny, świadomy swojego stylu. Jeśli komuś przeszkadza
mój wygląd, to już nie moja sprawa.

— Zmieniłeś swój wizerunek, ściąłeś włosy, zapuściłeś brodę.
— Poznałem swój styl, wiem w jakim stylu chcę projektować. Nie sądzę, że muszę aż tak emanować strojem, jak wcześniej. Ciągle szukam czegoś innego,
czegoś co zadziwi świat. Poza tym włosy ściąłem od razu, jak tylko zerwałem współpracę z jedną z agencji.

— Czym jest dla ciebie moda?

— Miłością, pracą, zainteresowaniami, sposobem na życie. Może nawet filozofią. Uważam, że każda kolekcja musi mieć coś w sobie, nie może być
pusta. Ubranie nie może być zwykłym T-shirtem bez inspiracji i głębi. W każdej kolekcji pokazuję siebie.

— Twoje pierwsza kolekcja „Black and white” była inspirowana książką o aniołach i demonach, do której ilustracji pozowałeś jeszcze jako model. Z
czego jeszcze czerpiesz inspiracje?

— Wszystko co mnie otacza może być inspiracją. Przyroda, ludzie, sztuka film... Szczególnie emocje i to, co mam w sobie. Inspiruje mnie też sztuka,
muzyka liryczna, filmowa. A nawet... cisza. Kiedy przychodzi mi coś do głowy, chwytam zeszyt i zapisuję swoje pomysły. Tak się dzieje szczególnie
przed zaśnięciem.

— Czyli patrzysz na trawnik, który jest przed nami i masz już wizję ubrania? Dobrze rozumiem?
— Dokładnie. Możemy stworzyć sukienkę inspirowaną fakturą uschniętego liścia, nadruk na T-shirt z chodnika.

— Twoje największe marzenie, to...

— ...Własny butik. Na tę chwilę już sprzedaję w trzech sklepach. Mam klientki, które zamawiają u mnie ubrania.

— To jakieś wielkie sławy?

— Tego nie mogę zdradzić. Są to osoby z branży, ale także klientki indywidualne.

— Dlaczego wybrałeś Warszawę?

— Będąc gimnazjalistą zacząłem pracować jako model dla jednej z warszawskich agencji. Już wtedy przynajmniej trzy razy w miesiącu byłem w Warszawie. Z tą
agencją poleciałem do Hongkongu. Po drodze zdążyłem poznać stolicę. Dowiedziałem się, że Warszawa to centrum mody. Poza tym jeszcze będąc
licealistą, wiedziałem, że chcę studiować w warszawskiej Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru.

— Widujesz wielkie sławy ze świata mody?

— Tam, gdzie bywam, są znane osoby. Nie tylko z branży modowej. Na pierwszym konkursie w życiu poznałem Anję Rubik. Dostałem się wtedy do finału, choć
byłem najmłodszy. Pracowałem też z Marcinem Tyszką. Moje ubrania nosi Rafał Maślak, mister Polski czy Michał Baryza z Top Model. Bywam na
fashion-weekach, na konkursach. Tam można spotkać celebrytów.

— Nie boisz się, że wielki świat cię zmieni?

— Nie jestem zakochany w sobie, ale wiem, czego chcę. Chcę być najlepszy. Muszę o sobie myśleć, że jestem najlepszy. A inni muszą to widzieć i
zauważać. Tak jest chyba w każdym zawodzie. Można odnieść sukces tylko wtedy, gdy zna się swoją wartość. Myślę, że jestem taki sam, jak byłem,
tylko jestem pewniejszy siebie.

— Dawne przyjaźnie przetrwały?

— Oczywiście, że przetrwały. Znajomi rozjechali się w różne strony, ale zawsze jak mamy czas i jesteśmy blisko, to udaje nam się spotkać. Mam też
znajomych jeszcze z czasów podstawówki.

— Rodzice muszą być z Ciebie dumni.
— Mam nadzieję (śmiech). Nie wyobrażam sobie życia bez rodziny. Rodzice bardzo mnie wspierają. Siostra bliźniaczka wystąpiła w kampanii mojej
drugiej kolekcji. Wioleta nie kryje, jak jej się coś nie podoba. Zawsze przemyślę jej sugestie i albo coś poprawię, albo nie.

— Czym się jeszcze interesujesz, oprócz świata mody?
— Mam bardzo wiele zainteresowań. Lubię sztukę, film, historię — zwłaszcza starożytną. Lubię dobrą muzykę. Nie ograniczam się, jestem otwarty na różne
bodźce.

— Jakie są Twoje plany na najbliższe miesiące?
— Chcę wydać kolekcję dyplomową w marcu. Później zamierzam wydać kolekcję z kostiumografii. Będę też pomagał tacie w prowadzeniu jego firmy
oponiarskiej.

Aleksandra Tchórzewska



Ramka
Wojciech Wyza urodził się 25 marca 1994 roku w Olsztynie. Tu ukończył
prywatne liceum ogólnokształcące i zdał maturę. Zaistniał w polskim
show-biznesie jako androgeniczny model. Przygodę z modelingiem rozpoczął już
w gimnazjum. Dziś porzucił modeling na rzecz projektowania ubrań. Obecnie
studiuje w Międzynarodowej Szkole Kostiumografii i Projektowania Ubioru w
Warszawie. Na swoim koncie ma już wydane dwie kolekcje modowe.=
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB