Czwartek, 18 kwietnia 2019. Imieniny Apoloniusza, Bogusławy

Gdybym była księgową, to pewnie machnęłabym ręką na tego nochala

2015-05-18 13:22:53 (ost. akt: 2015-05-18 13:29:42)

Autor zdjęcia: wikimedia.org

Zofia Czerwińska, aktorka znana m.in. z "Czterdziestolatka" i "Misia" Zofia Czerwińska, opowiada o tym, dlaczego nigdy nie napisze autobiografii i co sprawiło, że stała się prawdziwym człowiekiem z żelaza.

— Kiedy umawiałyśmy się na rozmowę próbowała mnie pani przestraszyć mówiąc, że jest jędzą. Nie należę do osób bojaźliwych, a czy pani czegoś się boi?
— Tak jak mam długie życie za sobą i proporcjonalnie krótsze przed sobą, tak nigdy niczego się nie bałam. Nawet kiedy byłam sama w czasie Powstania Warszawskiego. Kiedy wokół były strzały i wybuchy, ja potrafiłam się bawić.

— A lot paralotnią? Ja bym się bała.
— Nie mogłam się bać jeśli zdecydowałam się polecieć. Jeszcze w liceum skończyłam kurs szybowcowy. Zrobiłam to dlatego, że bardzo mi się podobał kolega, który go kończył. Niestety, to był tylko kurs teoretyczny, bo jak przyszło do praktycznego, to okazało się że mam wadę serca, która nie pozwala mi na jego przejście. Fruwanie wtedy się dla mnie skończyło. Minęło wiele lat... Pojechałam do Grecji i tam na plaży były paralotnie. Takie, które wypuszczają motolotnię z pasażerem z motorówki na specjalnej linie. Widziałam wcześniej jak przelatywały nad plażą panieneczki. Myślałam tylko tak: jak już spadnę, to do wody, a że świetnie pływam, to dam sobie radę. Spełniłam swoje marzenie i fruwałam, bo zawsze sobie tego życzyłam.

— Jest pani osobą, która bierze od życia dokładnie to, czego chce. Zawsze tak było?
— Człowiek chciałby brać od życia, to czego chce, ale to są marzenia. A życie zgina na nie rękę, pokazuje jak to mówią: "wała". Marzenia mają u mnie przechlapane, bo nigdy się nie spełniły. Zobaczy pani sama, jak będą leciały latka. Zauważyłam za to, że marzenia przysyłają nam zastępstwo. To wygląda w ten sposób, że wprawdzie pani marzenie nie spełniło się, ale zaczyna dziać się coś takiego, co w pewnym stopniu zadowala i wchodzisz w to. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że to też mogłoby być pani marzenie.

— Sprytne to życie.
— Żeby człowiek nie był już taki do końca rozczarowany, to musi mu coś dać.

— Nie boi się pani rozmawiać o trudnych sprawach. Istnieją dla pani tematy tabu?
— Nie wiem czy istnieją, ale większość osób pytających jest na tyle taktownych, że pomija tematy kłopotliwe. Ale proszę próbować...

— Na przykład, dziś kobiety raczej wolą nie mówić głośno o przebytych operacjach plastycznych. Twierdzą, że to dieta zmieniła ich rysy twarzy. Pani nie ma z tym problemu?
— Miałam dwie operacje nosa i od początku o tym mówię. Po drugiej, udanej operacji zdecydowanie zmieniło się moje życie aktorskie. Nos był duży, krzywy i garbaty. Oczy i usta miałam ładne, owal twarzy też śliczny, buzia była drobna i ładna, a nos do niej nie pasował.

— Bywa, że kobiety, które mają twarz jak wyprasowaną żelazkiem, zapewniają. że to kwestia diety i picia wody.
— Rozumiem to. To jest intymna sprawa. Gdybym była księgową, to pewnie machnęłabym ręką na tego nochala. Ale dla mnie wygląd był wizytówką. Zresztą moja mamusia była pięknością. Nie po prostu ładną kobietą, ale prawdziwą, znaną w Poznaniu pięknością. Urodziłam się z jej ustami i oczami, ale ten nochal dostałam po tatusiu.

— Jest pani autorką wielu złotych myśli...
— Kilka lat temu zaproponowano mi, żebym pisała swoje złote myśli do dodatku telewizyjnego i od tego się zaczęło. Później zebrałam wszystkie te myśli i wrzuciłam na moją stronę internetową. W gazecie już się one nie pojawiają, ale czasami jeszcze powstają w mojej głowie. Same z siebie! Duże brawa miałam za na przykład „najlepsze miejsce na namiot jest zawsze trochę dalej”.

— Podobno dzięki Mariuszowi Szczygłowi to teraz znane powiedzenie w Pradze.
— Tak, Mariusz, mój serdeczny przyjaciel, często je powtarza. No, ale kilka powiedzeń mi wyszło, to też: „brzydnę z dnia na dzień, o ile w ogóle jeszcze jest to możliwe”. Nie pamiętam już wszystkich. Bo wie pani, ja się sobą absolutnie nie napawam. Pod żadnym względem. Nie jestem swoją fanką.

— Dlaczego?
— A tego to już nie wiem. We mnie są takie dwie Zosie. Jedna, która coś tam robi i jest wzruszona, kiedy ktoś napisze na jej stronie: „dobrze, że pani jest.” A druga, kiedy siebie ogląda, to rzadko jej się coś podoba. Jakby naprawdę były mnie dwie, to wcale bym siebie nie oglądała. Niejednokrotnie dawałam temu wyraz. Dzwoniły do mnie wszystkie wydawnictwa w Polsce, kilku prominentnych dziennikarzy proponowało wywiad rzekę. Sama też mogłabym pisać pod czyjąś opieką. Nigdy w życiu się na to nie zgodziłam. Parę dowcipów, parę rólek, no nie przesadzajmy. O czym tu pisać?

— W pani karierze obecny jest wątek olsztyński, dokładnie w latach 1961-1962 w Teatrze im. Stefana Jaracza w Olsztynie za czasów dyrekcji Aleksandra Sewruka.
— Zgadza się i dlatego jest mi bardzo miło, że Olsztyn się do mnie odezwał. W olsztyńskim teatrze grałam jeden sezon. Od tego czasu minęło ponad 50 lat... Zostałam zaangażowana przez dyrektora Sewruka do roli Rozyny w „Cyruliku sewilskim”. To było bardzo fajne przedstawienie, a Teatr Jaracza był jednym z najlepszych teatrów w Polsce. Teraz, pod dyrekcją Janusza Kijowskiego teatr również jest na wysokim poziomie.

— To dlaczego tak krótko pani u nas była?
— Byłoby dłużej, gdyby nie reżyserował tam pan Józef Słotwiński. Widocznie podobałam mu się, bo kiedy dostał przy mnie telegram, że został dyrektorem Teatru Syrena, powiedział do mnie: idź do Sewruka i złóż wymówienie, bo ja ciebie angażuję. Zrobiłam tak, a że miałam mieszkanie w Warszawie, to nie było problemu. Po przyjeździe do Warszawy poszłam do gabinetu dyrektora Słotwińskiego, on spojrzał na mnie, rozłożył ręce i powiedział: "Zosiu nie mogę. Tu jest tyle bab i takich wiedźm, że one by mnie zabiły jakbym ciebie zaangażował". Wymówiona w Olsztynie, z tobołami w Warszawie, zostałam na lodzie. I to jest odwaga. 12 lat byłam bez etatu i świetnie dawałam sobie radę. Musiałam walczyć o siebie, starać się o role w teatrze i filmie, a żyłam z estrady. To było czasami upokarzające, dostawało się po dupie i po honorze. Przeżyłam to wszystko i jak z tego wylazłam, to byłam już z żelaza.

— Jak pani zapamiętała Olsztyn?
— Bardzo lubiłam Olsztyn. To był wtedy teatr Olsztyn-Elbląg. Wygrywało się "Cyrulika" miesiąc w Olsztynie i jechało się z nim na miesiąc do Elbląga. Teatr czasów komuny był zupełnie innym teatrem. Nie chodzi nawet o repertuar, tylko on był wytchnieniem dla ludzi. Teatry były zaopatrzone w 30-40 aktorów z pełnymi etatami. Ten rok przeżyłam w Olsztynie bardzo miło. Dostałam też u was medal za rolę Madame Saint-Gene od radia. Olsztyński czas był dla mnie piękny, bo był przy mnie mężczyzna, którego kochałam. Chętnie przyjechałabym do Olsztyna na spotkanie z publicznością.

— Podobno nie przepada pani za komunikacją miejską?
— W 1974 kupiłam pierwszego malucha i od tej pory nie wysiadam z samochodu. Prawo jazdy mam od 1960. Kiedy ktoś mnie pyta, jakim autobusem gdzie dojechać, to ja bardzo przepraszam, ale nie wiem. Pewnego razu nawet wsiadłam do autobusu i zapytałam kierowcy jaką trasą jedzie, a on powiedział, że tą co zawsze. To była ogromnie wyczerpująca podróż.

— Prowadzi pani stronę internetową i facebooka. Ma pani świetny kontakt z fanami. Z częścią chyba nawet pani mailuje?
— Oczywiście. W końcu jak nie ma cię na facebooku, to nie ma cię wcale. Zyskuję stamtąd wiele słów sympatii. Nie jestem fanatyczką komputera, siadam przed nim tylko wieczorem. Internet otwiera świat i trzeba z tego korzystać. A jak świat idzie do przodu, to ja nie zgadzam się, żeby szedł beze mnie.

— W jednym z komentarzy pani fanka zauważyła, że nie tylko główne role pozostają niezapomniane. Trudno się z tym nie zgodzić. Pani Zosia z „Czterdziestolatka” to klasyka.
— Moją kolebką jest epizod i starałam się go zagrać jak najlepiej. Później były już role drugoplanowe i trochę rozwinięte. Czasami było też tak, że jak już weszłam na chwilę, to zostawałam. Tak na przykład zaczęłam w „Plebanii”. Wchodziłam tylko i mówiłam „Niech będzie pochwalony, list polecony dla proboszcza”. A w końcu zostałam na 120 odcinków. Podobnie w „Czterdziestolatku”. zaczęło się szalenie skromnie, bo tylko pytałam pana inżyniera o herbatki. W końcu powiedziałam Jurkowi Gruzie: to jest nieduży barak, ona jest tam jedyną kobietą, to musi być widać. Mogę o sobie powiedzieć, że mam jakąś osobowość. Bo jak wyjdę, to czy mi się to podoba czy nie, to ludzie to pamiętają. Na tej pamięci właściwie zbudowała się cała moja tak zwana kariera, której ja nie rozumiem.

— Nie rozumie pani?
— No właśnie nie. W „Misiu mam” jedną, nic nie znaczącą scenę, a jak gdzieś zapraszają bohaterów „Misia”, to mnie i Tyma. Z „Alternatyw” zapraszają ciągle tylko Balcerków, a z „Czterdziestolatka” Kopiczyńskiego, Seniuk, Kłosowskiego i mnie. Tak jakby grały tam cztery osoby. Ja chodzę z brwiami podniesionymi ze zdziwienia.

— A co słychać u pani najlepszego przyjaciela pieska Dżekusia?
— A jak pani myśli, gdzie on teraz jest?

— Pewnie leży gdzieś obok.
— Dokładnie na łóżku. Całemu mojemu życiu towarzyszy zapach psiej sierści. Kiedy miałam półtora roku, mój tatuś wrzucił mi do dziecięcego kojca szczeniaka i oboje razem się wychowywaliśmy. Teraz nie jestem w stanie żyć bez psa. Napawa mnie przerażeniem myśl, że jak już będę starszą osobą, to w pewnym momencie nie będę mogła mieć psa, bo nie będę mogła go wyprowadzić. Zostaną mi tylko koty, które też kocham. To coś tak strasznie obecnego w moim życiu, że nie wyobrażam sobie życia bez psa. Bez człowieka tak. Kocham ludzi. Nie wszystkich, a ze wszystkich ludzi najbardziej kocham zwierzęta.

Nina Ramatowska

Zofia Czerwińska:
Ur. 19 marca 1933 roku w Poznaniu. Absolwentka PWST w Krakowie. W latach 1957–1958 występowała w Teatrze Polskim w Bielsku-Białej, 1958–1960 w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku, 1960–1961 w Teatrze im. Jaracza w Olsztynie, a następnie w Teatrze Syrena.

Była kultową Balcerkową z serialu „Alternatywy 4” (1983). Zagrała m.in. w serialach „Czterdziestolatek” (1974), następnie „Czterdziestolatek. 20 lat później” (1993). Grała w „Rejsie” (1970), filmach: „Poszukiwany, poszukiwana” (1972), „Misiu” (1980) , „Och, Karol”(1985) czy „Złocie dezerterów” (1998) w roli garbuski w hoteliku. Ostatnio pojawiła się w serialach „Świat według Kiepskich”, „Na dobre i na złe” oraz „Nie rób scen”.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także