Sobota, 3 grudnia 2016. Imieniny Hilarego, Franciszki, Ksawery

Femme fatale z Olsztyna. Jej sprawa poruszyła cały kraj

2015-04-18 17:00:00 (ost. akt: 2015-06-25 16:04:51)

Autor zdjęcia: P. Mateus lic. CC3.0

Na początku XX wieku „Gazeta Olsztyńska“ opisywała proces majorowej i jej kochanka z Olsztyna. Dziś przypominamy tę mroczną historię sprzed lat. W drugi dzień świąt Bożego Narodzenia 1907 roku przy obecnej ulicy Zamkowej w Olsztynie zastrzelono w mieszkaniu majora sztabu 10. pułku dragonów Augusta von Schoenebecka. Kula przeszyła mu czaszkę.

Wedle gazet niemieckich, nie chodziło o samobójstwo. Gdy nad ranem ordynans poszedł obudzić swego pana na polowanie, ujrzał go bez duszy w progu sypialni na wpół ubranego. Przy trupie leżał nabity rewolwer, z którego jednak nie oddano śmiertelnego strzału. Potwierdziła to okoliczność, iż kaliber naboju, z którego został zastrzelony major, jest większy niż ten, który znajdował się w posiadaniu zamordowanego. Pogrzeb von Schoenebecka odbył się 29 grudnia 1907 roku na cmentarzu ewangelickim przy ul. Gutsztackiej (obecnie Wojska Polskiego), a poruszeni zagadkową śmiercią majora mieszkańcy snuli najróżniejsze domysły, co mogło być powodem zabójstwa?

Amory przyjaciela domu Dochodzenie prokuratorskie wykluczyło napad rabunkowy bądź porachunki z udziałem osób postronnych, skupiając uwagę na urodziwej żonie majora posądzanej o niemoralne postępki, zdradę i wiarołomstwo; dziwiono się, że mąż puszcza jej to płazem i pozwala na romans z pewnym kapitanem, o czym plotkowano w niejednym kółku towarzyskim.

W każdym razie był to wystarczający motyw zbrodni, który już kilka dni po zdarzeniu doprowadził do aresztowania sprawcy. Okazał się nim kapitan von Goeben z 3. baterii pułku artylerii konnej z koszar nad Jeziorem Długim, a zarazem przyjaciel majora wyprawiający się z nim na polowania. W mieszkaniu kapitana znaleziono 6-strzałowy rewolwer, w którym brakowało jednego naboju. Kaliber zgadzał się z kulą, z której zabito majora.

Szalona miłość


W śledztwie Goeben wyjaśniał swoje postępowanie „szaloną miłością do majorowej”, którą pragnął poślubić (był kawalerem). Małżeństwu przychylna była matka kapitana, traktując majorową niczym synową. Para kochanków znała się od roku i związek ich stawał się coraz zażylszy. Majorowa skarżyła się na złe pożycie z mężem, który traktował ją brutalnie, na dowód czego okazywała mu sińce po pobiciu. Kilka razy groziła, że popełni samobójstwo, jeśli jej nie pomoże. Kapitan reagował na to z wielkim oburzeniem.
W mieszkaniu majora odnaleziono testament sporządzony przez von Schoenbecka w 1902 roku. Wynikało z niego, że major kwotę spadku 85 tys. marek rozdzielił między dwoje dzieci, a żonę wydziedziczył zupełnie. Jednakże, jak pisały gazety, majorowa posiadała spory własny majątek.

Czy mi przysięgasz?


W Wigilię, gdy majorowa przystrajała choinkę w salonie, Goeben powiedział jej, że „za rok będą już razem spędzać gwiazdkę“. „Czy mi to przysięgasz? ” — zapytała. — „Tak! ”— zapewnił ją kochanek. Następnej nocy kapitan postanowił ostatecznie rozmówić się z majorem i zmusić go do rozwodu z żoną, a jeśli by odmówił, wezwać go na pojedynek bez świadków. Goeben wszedł do domu majorostwa przez uchylone okno na parterze.

Na szelest czyichś kroków von Schoenebeck wyszedł naprzeciw z rewolwerem w ręku, mierząc do intruza. Czy von Schoenebeck spodziewał się nocnej wizyty kapitana? W każdym razie taką wersję zdarzenia przedstawił w śledztwie dr Notzinge z Monachium, który po aresztowaniu przesłuchiwał Goebena. Ten powiedział mu, że „gdyby pierwsza kula nie wystarczyła, posłałby drugą” i był jakby zadowolony ze swego czynu.

Wspólniczka zbrodni?


Pod zarzutem współudziału w morderstwie aresztowano również majorową, która w celi olsztyńskiego więzienia „zapadła na histeryczną depresję” uniemożliwiającą jej przesłuchanie. Pisano, że usiłowała odebrać sobie życie, wieszając się na sznurze od spódnicy na klamce drzwi do celi. W listach przejętych przez prokuraturę kapitan ją zapewniał, że całą winę wziął na siebie, by uchronić ją od wszelkich podejrzeń. Jedną z takich okoliczności była próba otrucia von Schoenebecka arszenikiem, kupionym w aptece przez Goebena, krótko przed popełnieniem zbrodni. Gdy go wręczył majorowej, miała powiedzieć, że mężowi trucizny zadała, lecz bez skutku.

Pod koniec stycznia 1908 roku umieszczono majorową na 6 tygodni w szpitalu dla obłąkanych w Kortowie. W tym samym czasie trafił tam na obserwację także von Goeben. W Kortowie opowiadano, że majorowa wychodząc na spacer, brała ze sobą kijek, którym kreśliła na śniegu symbol serca z podpisem „Toni” (swoje zdrobniałe imię), dając kochankowi znak, że jest w pobliżu, choć oboje już nigdy więcej się nie zobaczyli.

Honor oficera


Proces kapitana Goebena przed sądem wojskowym w Olsztynie odwlekano dwukrotnie, ustalając w końcu termin rozprawy w połowie marca 1908. Zebrane dowody popełnionej zbrodni nie wskazywały na przypadkowe zabójstwo, lecz na obmyślone z wyrachowaniem morderstwo, za co prawo przewiduje najwyższą karę dla sprawcy. Motyw zbrodni boleśnie godził zarazem w honor pruskiego korpusu oficerskiego, co stanowiło wyjątkowo paskudną sprawę publiczną. O rozwiązanie procesowego dylematu postarał się sam obwiniony. Dwa tygodnie przed rozprawą (2 marca) kapitan popełnił samobójstwo, „podcinając sobie gardło tępym nożem podanym mu do obiadu”. Pół godziny wcześniej dozorca, zaglądając przez wizjer w drzwiach celi, „widział Goebena siedzącego przy stole, jak spożywał powoli obiad, co jakiś czas wstawał od stołu i chodził po celi”. Aby nie wszczynać niepożądanej sensacji, utajniono dzień i godzinę pogrzebu Goebena, który odbył się 5 marca na cmentarzu ewangelickim. Prócz matki kapitana przyszło tylko kilku oficerów z pułku artylerii konnej.

Wyszła za mąż


Majorowa leczyła się w Kortowie przez kilka miesięcy (do września 1908), po czym wyjechała do Berlina. Niebawem, jak dowiedziano się z gazet, wyszła za mąż za księgarza Webera (kolportował pisma satyryczne i antyżydowskie), wspólnika firmy „z ograniczoną poręką”. Czekał ją jednak długi proces. Antoninę Weber nie tylko dziennikarze nazywali „diablicą“ z Olsztyna. Ciąg dalszy w piątek, 22 kwietnia: Relacja z procesu majorowej: „Mąż mnie zaniedbywał, szukając rozrywki w polowaniach. Przyjmowałam mężczyzn w swym domu, a na znak, że jestem sama, wywieszałam chusteczkę w umówionym oknie mieszkania“.

Opracował Zbigniew Bielewicz na podstawie „Gazety Olsztyńskiej” z lat 1907-1911; mikrofilmy w zbiorach OBN im. W. Kętrzyńskiego w Olsztynie.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Polak #1720231 | 92.20.*.* 23 kwi 2015 16:59

    Caly kraj ? Czyj kraj? Adolfa Hitlera, Angeli Merkel i wlasciciela Gazety Olsztynskiej.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. czytelnik #1719664 | 22 kwi 2015 20:45

    Zrobcie 1 artykul wspolnie, chetnie jeden dobry przeczytam raz dziennie. Dzisiaj dostaje 10 artykulow ktore czytam i trace czas bo w polowie wieje chlodem albo trzeb zaplacic zlotowke (za co?)

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. heniek #1716493 | 81.190.*.* 18 kwi 2015 23:04

    zróbcie coś dobrego dla Olsztyna i zbankutujcie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (11) ! - + odpowiedz na ten komentarz