Sobota, 20 kwietnia 2019. Imieniny Agnieszki, Amalii, Czecha

Majka Jeżowska: Moje piosenki nie są pitu pitu

2015-03-22 08:30:00 (ost. akt: 2015-03-22 08:26:23)

Autor zdjęcia: Archiwum artystki

Dokładnie 30 lat temu jej piosenka "A ja wolę moją mamę" stała się przebojem. Później były sukcesy w Opolu, piosenka do film Machulskiego i dla Orkiestry Owsiaka. I nagle słuch o Majce Jeżowskiej zaginął.

— Oglądała pani piątkowe zaćmienie Słońca?
— Nie. Nie patrzę w niebo. (śmiech)

— Ale patrzy pani na publiczność ze sceny. A na słowa „Majka Jeżowska” w oczach dzieci i dzisiejszych 30-kilkulatków powiększają się źrenice.
— Myślę, że te źrenice głównie powiększają się u osób w tej drugiej grupie. (śmiech) Dzisiejsi młodzi rodzice w swoim dzieciństwie mieli Majkę Jeżowską i w telewizji, i w radiu, i w szkole itd. Dzisiaj dzieci poznają Majkę Jeżowską wyłącznie dzięki swoim rodzicom. I przychodząc na mój koncert, a wciąż gram ich bardzo dużo. Zawsze się śmieję, kiedy ktoś do mnie dzwoni i pyta: "Czy pani jeszcze występuje?".

― W tym roku obchodzi pani 30-lecie pracy artystycznej.
— Dokładnie, 30 lat temu piosenka "A ja wolę moją mamę" stała się przebojem. Miałam motywację, ponieważ mój synek miał wtedy trzy latka. Był moim pierwszym słuchaczem i recenzentem. Dla niego nagrałam też pierwszą płytę winylową, która bardzo szybko zniknęła ze sklepowych półek.

— W latach 80. mieszkała pani także w Stanach Zjednoczonych.
— Przyjeżdżałam do Polski nagrywać i występować. Powstawały kolejne piosenki, powstał nawet musical "Majkowe Studio nagrań". Pamiętam jak kiedyś przyleciałam do kraju i na lotnisku czekał na mnie Jacek Cygan. Z librettem pod pachą i mówi: "Napisałem dla ciebie musical". Na tamte czasy było to duże przedsięwzięcie estradowe. Dwa tiry jechały w Polskę ze scenografią, nagłośnieniem. Graliśmy w największych polskich halach. To był największy w kraju musical estradowy z cyrkowcami, ze śp. Tadziem Brosiem (prowadził program "Teleranek" — przyp. mp). Te występy przeważyły szalę kim będę w przyszłości. Wtedy śpiewałam przecież też dla dorosłych, prowadziłam własny program na Pikniku Country w Mrągowie, występowałam w Opolu. Po tym jednak musicalu stwierdziłam, że publiczność familijna składa się nie tylko z dzieci. Zawsze są z nimi rodzice, dziadkowie. Stwierdziłam, że to jest to, co chcę robić. Przez wiele lat czułam się przez to wyjątkowa, ponieważ mało artystów tworzy muzykę dla takiej publiczności. Byłam odizolowana od showbiznesu. Tak jest od 30 lat i mogę powiedzieć, że cały czas utrzymuję się wyłącznie z koncertowania i pisania muzyki. Nic innego w życiu nie robiłam i nie umiem robić. I muszę panu powiedzieć, że w połowie lat 90. grałam 300 koncertów rocznie! Nawet nie wiem, kiedy ten czas upłynął…

— I pewnie nie pamięta pani tego, że kiedy miałem z 10 lat, to wystąpiłem z panią na jednej scenie podczas jednego koncertu w Płońsku.
— Pana, niestety, nie pamiętam, ale na pewno nie raz występowałam w Płońsku.

— Z okazji jubileuszu w kwietniu ukaże się pani kolejna płyta "Marzenia się spełniają".
— Znajdą się na niej dwie nowe piosenki „Idą wakacje” i „Sing”, ale tak naprawdę są tam moje największe przeboje nagrane w nowych aranżacjach. Od kilku lat śpiewam je w ten sposób na koncertach. Oczywiście część ludzi ma w uszach ich stare wersje, natomiast ci, którzy słuchają dużo muzyki, docenią — mam nadzieję — zmiany, które podnoszą te piosenki z pyłu i kurzu dając im nowe życie. Po 30 latach nie można w ten sam sposób śpiewać starych przebojów. Publiczność, zwłaszcza młoda, oczekuje dzisiaj innych rytmów i nowoczesnego brzmienia. Dlatego "Marzenia..." są zrobione w stylu przeboju "Happy" Pharrell'a Williams'a. Jestem z tej płyty dumna, to mój prezent dla fanów małych i dużych z okazji jubileuszu. Ten rok w ogóle będzie bardzo pracowity.

— To znaczy?
— W tym roku w Radomiu odbędzie się X Ogólnopolski Festiwal Piosenki Majki Jeżowskiej „Rytm i Melodia”. Co roku przyjeżdża tam coraz więcej dzieci, od 5 do 16 lat. Starsi śpiewają moje ballady o miłości, a młodsi moje piosenki dla dzieci. Festiwal będzie jednak inny niż poprzednie, chcemy zaprosić laureatów z poprzednich lat. Będą też warsztaty wokalne i koncert laureatów w plenerze pod koniec maja. Większość laureatów zajmuje się dziś muzyką, występuje w zespołach albo brało udział w programach jak "The Voice of Poland", "X Factor" czy "Bitwa na głosy". I kiedy widzę w telewizji te „moje dzieciaki”, to serce mi rośnie. Czuję się, jakbym była ich ciocią. W tym roku w Krakowie odbędzie się także koncert "Czarodzieje uśmiechu". Do tej pory wydaliśmy cztery płyty pod tym samym tytułem. To mój autorski projekt charytatywny dla Fundacji Ronalda McDonalda, a cały dochód przeznaczony jest na kampanię "Nie nowotworom u dzieci". Czarodziejami uśmiechu zostali m.in. Rafał Brzozowski, Andrzej Krzywy, Olga Bończyk, Andrzej Piaseczny, Piotrek Cugowski, Ana Wyszkoni, bracia Golec i Rysiu Rynkowki. Gwiazdy muzyki śpiewają w duetach z dziećmi, laureatami festiwalu "Rytm i melodia". Sprzedaliśmy do tej pory około 300 tysięcy płyt! W tym roku właśnie w Krakowie zostanie otwarty Rodzinny Dom Fundacji dla rodzin dotkniętych chorobą nowotworową. Za chwilę zaczynam pracę nad kolejną nową płytą, która ukaże się pod koniec roku, nagraną z orkiestrą symfoniczną. Na pewno przyjadę też do olsztyńskiej filharmonii, żeby zagrać koncert z waszą orkiestrą.

— Jest pani człowiekiem orkiestrą. Od trzech lat jest pani Ambasadorem Dobrej Woli UNICEF i twarzą akcji Wszystkie Kolory Świata, która zebrała blisko milion złotych na podstawowe szczepienia maluchów w Sierra Leone.
— Ta akcja odbywa się w placówkach oświatowych w Polsce. Dzieci szyją laleczki, muszą znaleźć jej kraj pochodzenia, dać jej imię, określić wiek, zrobić kostium. Lalki powstają z różnych szmatek, cekinów, koralików. Dzieci, poprzez swoją kreatywność, uczą się pomagać innym. Później w każdej szkole czy przedszkolu odbywają się licytacje tych lalek. Jest też konkurs na najbardziej popularną laleczkę na Facebooku. Szkoła, która wygra ten konkurs otrzymuje w nagrodę mój koncert!

― W wieku czterech lat zaczynała pani przygodę z muzyką od gry na fortepianie. W jednym z wywiadów powiedziała pani: "Kiedy po raz pierwszy ujrzałam muszlę koncertową, wyrwałam się mamie, wdrapałam na scenę, stanęłam przed mikrofonem i zaczęłam śpiewać wymyśloną na poczekaniu piosenkę".
— Wszystko się zgadza. Ta piosenka była o grypie, bo wtedy we Wrocławiu była jej epidemia. Miałam trzy lata, mój tato był lekarzem i ja podsłuchiwałam, kiedy mówił, że trzeba zażywać kulki zdrowia, czyli witaminę B. W naszym domu stał też stary fortepian rodzinny. Siadałam i coś tam próbowałam grać, a mama stwierdziła, że trzeba mnie wysłać na lekcje. Chodziłam do szkoły muzycznej, zdałam do Akademii Muzycznej w Katowicach na Wydział Muzyki Rozrywkowej. Byłam uczennicą Krystyny Prońko, z którą później nagrałyśmy piękny babski numer "On nie kochał nas". Mam nadzieję, że z tą piosenką wystąpię w tym roku w Opolu. Byłoby miło po latach znowu stanąć z Krysią na tej scenie.

— Dlaczego wybrała Pani śpiewanie dla dzieci? Dzieci to trudna publiczność. Trudna w tym sensie, że jest bardziej wymagająca niż dorośli.
— Zawsze podkreślam, że takie sytuacje są dziełem przypadku, a później pewnej konsekwencji i podążaniem za intuicją. Dzisiaj nikt by tego dla mnie nie wymyślił. Dzisiaj mamy talent, który wygrywa program muzyczny. Rzesza ludzi zastanawia się, jak wokalistka ma się ubrać, co ma śpiewać, ci ludzie tworzą repertuar, wymyślają skandal albo nie. W tamtych czasach sami tworzyliśmy swój wizerunek. Ja byłam młodą mamą, która wyjechałam do Stanów Zjednoczonych za chlebem. I, z poczucia winy, po powrocie chciałam coś dla mojego synka nagrać. To był absolutny przypadek, że będąc w radiowej Trójce spotkałam na korytarzu Jana Borkowskiego. Powiedział do mnie: "Majka, mam teksty Agnieszki Osieckiej. Może być coś z nimi zrobiła".

— Tekst piosenki „A ja wolę moją mamę” napisała właśnie Agnieszka Osiecka, a zaaranżował ją Jan Borysewicz. Z kolei tekst do piosenki „Wszystkie dzieci nasze są” napisał Jacek Cygan.
— Bardzo dobrze jest pan przygotowany do rozmowy. Nie zawsze jednak tak jest. Nieraz w Dzień Dziecka dzwoni do mnie dziennikarz z jakiejś dużej stacji radiowej czy gazety i pyta mnie, dlaczego napisałam, że „mama ma włosy jak atrament”. A ja przecież nie piszę tekstów, tylko śpiewam i tworzę muzykę.

— Co było dalej z Janem Borkowskim i tekstami Agnieszki Osieckiej?
— Na początku przygotowaliśmy tylko dwie piosenki. "A ja wolę moją mamę" nie była wtedy określana jako piosenka dla dzieci, mimo że w chórku śpiewały Kasia i Magda, córki Piotra Fronczewskiego, i Patrycja Grzymałkiewicz (piosenkarka, która śpiewa muzykę alternatywną pod pseudonimem Pati Yang — przyp. mp). I tę piosenkę Wojtek Mann puszczał w radiu rano, kiedy ludzie jechali do pracy, obok Lady Pank. Nikomu to nie przeszkadzało. A dzisiaj niech pan powie komuś z radia, żeby puścili moją piosenkę. Nie zagrają, bo przecież radio jest tylko dla dorosłych...

― Powiedziała pani kiedyś: "Wkurza mnie to, że zamiast posłuchać, szufladkują”.
— Tak jest. Dzisiaj wszystko jest sformatowane. Moja piosenka i moje nazwisko do tego nie pasują. Ubolewam nad tym, ponieważ muzyka nie powinna podlegać etykietom i szufladkom. Piosenka ma różne przeznaczenie. Jestem dojrzałą kobietą, która ma różne smutki i radości. I kiedy łapię tzw. doła, to słucham np. Pata Metheny'ego, Toto, Jamesa Taylora, muzyki instrumentalnej na pograniczu jazzu. Zamykam oczy i przenoszę się w inny świat. Z kolei dyskotekowa muzyka pop wprawia nas w doskonały nastrój, kiedy chcemy potańczyć. Tak naprawdę to my sami sobie szufladkujemy tę muzykę. Moje piosenki nie są infantylne, to nie jest "pitu pitu". To są piosenki popowe, zagrane przez najlepszych muzyków sesyjnych w tym kraju, a kiedyś nagrywane w Stanach Zjednoczonych. I, jak ktoś dzisiaj macha ręką i mówi, że moje piosenki to są „pioseneczki”, to mnie zwyczajnie obraża.

— Dzisiaj trudniej jest okiełznać dzieci niż 20 lat temu?
— Dla mnie najtrudniejsze są tzw. koncerty poranne, na które przychodzą całe szkoły i przedszkola. Te poranki są najcięższą dla mnie fizycznie robotą. Wymagają ode mnie mnóstwo wysiłku i energii. Pierwszy koncert zaczyna się o godz. 9 albo 10. Ja natomiast jestem nocnym człowiekiem i zrobienie make-upu o godz. 8 na zaspaną twarz, w dodatku nie najmłodszą, to jest masakra.

— Wygląda pani świetnie!
— Robię, co mogę. (śmiech) Ta młoda publiczność mnie obserwuje, zmusza do dbania o siebie. Na szczęście mam taką, a nie inną urodę i mogę ubrać spódniczkę i fajnie się ruszać. Nie oszukujmy się, z takim repertuarem nie mogę być zgorzkniałą, starszą panią w garsonce. Muszę mieć większą energię niż dzieci.

― I jest pani dla tych dzieci ważna. Dowód: patronka kilku polskich przedszkoli. Legenda za życia.

Rozmawiał: Mateusz Przyborowski

Majka Jeżowska urodziła się w 1960 r. w Nowym Sączu. Ukończyła Wydział Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach. W 1978 r. zdobyła nagrodę ZAKR-u na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. W latach 80. wyjechała do Stanów Zjednoczonych. W 1982 r. poślubiła gitarzystę Toma Logana. Za oceanem mieszkała do 1993 r., jednocześnie kontynuując karierę w Polsce. W 1987 r. zdobyła na koncercie premier Festiwalu w Opolu I nagrodę, śpiewając w trio z Krystyną Prońko i Piotrem Szulcem piosenkę "Czekamy na wyrok". W 1988 r. ponownie zdobyła I nagrodę na koncercie premier w Opolu, tym razem za solowe wykonanie piosenki "Edek".

Wykonywała piosenki skomponowane przez Krzesimira Dębskiego w filmach Juliusza Machulskiego "Kingsajz" i "Deja vu". Jej piosenka "Kolor serca" promowała w 1993 r. akcję Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Dla odróżnienia swojej twórczości dla dzieci od twórczości pop dla dorosłych zaczęła używać zdrobniałej wersji swojego imienia "Majka". Jest kawalerem Orderu Uśmiechu.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także