Niedziela, 18 listopada 2018. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza

Czasami życie wybiera krętą drogę

2015-03-11 17:05:00 (ost. akt: 2015-03-11 17:00:53)

Autor zdjęcia: Michał Skroboszewski

— Mąż był piłkarzem, ale nigdy nie interesowałam się polską ligą, co najwyżej zagranicznymi meczami. Bardziej znałam Messiego i Cristiano Ronaldo niż Grzyba — mówi Kinga Grzyb, piłkarka ręczna Startu Elbląg. Reprezentantka Polski zajęła piąte miejsce w 54. Plebiscycie na Najpopularniejszego Sportowca Warmii i Mazur, organizowanym przez „Gazetę Olsztyńską” i „Dziennik Elbląski”.

— Nasza rozmowa znajdzie się w Gazecie dokładnie dzień przed...
— ...meczem.

— Nie przed meczem, tylko przed Dniem Kobiet!
— Dzień Kobiet, no tak... zapomniałam o tym święcie. Goździki trzeba kupować (śmiech).

— Męska cześć pracowników Startu Elbląg pamięta o tym dniu?
— Rok temu zostałyśmy zaproszone na kolację, tym razem ma być tak samo i po meczu prezes też nas porwie. Oczywiście jest pamięć, chłopaki nie zapominają o nas, kobietach.

— Zastanawiała się pani kiedyś, co robiłaby w życiu, gdyby nie rzucała piłką do bramki?
— Na początku interesowałam się praktycznie każdym sportem. Jako dziewczynka miałam osiągnięcia w lekkoatletyce. Wydaje mi się więc, że poszłabym w tym kierunku. W pewnym momencie musiałam jednak wybierać, między „lekką”, a piłką. Poszłam w ręczną, bo jakoś nie ciągnęło mnie do indywidualnego sportu.

— Ma pani na pewno wiele koleżanek, które nie są związane ze sportem. Zazdroszczą takiej pracy, czy wręcz odwrotnie?
— Często jest tak, że podziwiają mnie ze względu na to, że same mają normalną pracę. Ale z drugiej strony mają na przykład wolne weekendy. Ja niestety ich nie mam, ba, często nie mam wolnego nawet w święta. Dlatego raczej nie zazdroszczą, chociaż gorąco mnie wspierają. Cieszą się razem ze mną, że udało mi się sporo osiągnąć. Czasami same nawet mówią, że szkoda, że same w to nie poszły, chociaż przed laty miały styczność z piłką ręczną, ale po głębszym zastanowieniu mówią jednak, że chyba byłoby to dla nich zbyt trudne. Zwłaszcza jak patrzą na kontuzje piłkarek (śmiech). Moja praca wymaga wielu wyrzeczeń. Normalny człowiek wyjdzie sobie w weekend na imprezę i może sobie pozwolić na różne szaleństwa, ale ja w tym czasie mam mecze w lidze czy wyjazdy na zgrupowania reprezentacji. Zdarza się, że miesiąc nie ma mnie w domu i muszę zostawiać dziecko pod opieką innych.

— Stawiając na sport, zafundowała pani sobie życie na walizkach. Urodziła się pani w Starogardzie Gdańskim, grała w Piotrkowie, Chorzowie i teraz w Elblągu. A mówi się, że kobiety tak bardzo pragną stabilizacji...
— Niestety czasami życie nie wybiera i pisze nam taką krętą drogę. Wyjechałam z domu już w wieku 15 lat, bo pojechałam do Szkoły Mistrzostwa Sportowego w Gliwicach, czyli na drugi koniec Polski. Nie miałam z tym problemu, bo zawsze chciałam być sportsmenką i grać w piłkę ręczną. Udało mi się. Naprawdę nie mam problemu, żeby nawet teraz spakować się i wyjechać z rodziną, żeby grać gdzieś w innym miejscu. Chociaż wiadomo, że fajnie byłoby osiąść w końcu w jednym miejscu i cieszyć się obecnością we własnym domu, gdzie wszystko będzie poukładane.

— Skoro wyjechała pani tak wcześnie z domu, to nie była pani córeczką mamusi i tatusia?
— Byłam strasznie żywym dzieckiem. Uciekałam z domu, żeby tylko pójść na jeden, drugi trening. Po prostu ciągnęło mnie. Nie było tak, że liczyła się tylko mamusia z tatusiem. Zresztą nawet sami moi rodzice powiedzieli mi, że nigdy nie będą mnie blokować w uprawianiu sportu.

— W reprezentacji zadebiutowała pani, mając zaledwie 18 lat. Pamięta pani jeszcze tamten mecz z Jugosławią?
— No właśnie nie za bardzo. Był to chyba mecz w Żorach, ale ogólnie nie pamiętam go za bardzo. To było jednak dawno temu. Tyle spotkań w życiu już rozegrałam, że trudno mieć wszystkie w głowie. Nie pamiętam nawet wyniku tamtego meczu.

— Przez długie lata żeńska reprezentacja nie odnosiła sukcesów na dużych imprezach. W odróżnieniu od panów. Czułyście presje, że wy w końcu także musicie odpalić?
— Nie wiem, czy była taka presja. Dopingowałyśmy kolegów, cieszyliśmy się z ich sukcesów i raczej nie było w nas zazdrości. Chociaż myślałyśmy sobie, że fajnie byłoby też coś takiego osiągnąć. Można powiedzieć, że trochę się nam to udało. Było czwarte miejsce na mistrzostwach świata w 2013 r., ale już rok później na mistrzostwach Europy było gorzej. Miejmy nadzieję, że nasza kadra idzie w dobrym kierunku i te sukcesy przyjdą. Chociaż pewnym sukcesem już jest to, że jeździmy na mistrzostwa. Bycie tam i granie z najlepszymi zespołami daje dodatkowe doświadczenie. Może zaowocuje to kiedyś medalem?

— Kibice bywają przewrotni i wielu mówiło, że szkoda, że było to czwarte miejsce, bo było tak blisko medalu. Chociaż przed turniejem każdy brałby takie miejsce w ciemno. Pani była szczęśliwa czy jednak lekko zawiedziona?
— Na początku czułam niedosyt, bo wiedziałam, że w tamtym czasie było nas stać na medal. Zaraz po meczu było mi bardzo smutno, byłam rozgoryczona, ale później dotarło do mnie, że jesteśmy jednak czwartą drużyną na świecie. Doszłam do wniosku, że trzeba się z tego cieszyć.

— Po sukcesach męskiej reprezentacji telewizja często lubiła pokazywać radość panów w szatni po ważnych meczach. A jak wygląda żeńska szatnia po wielkim triumfie? Jest szał i pisk?
— Po wygranym meczu jest ogromna radość. Pierwsze, co robimy, to od razu włączamy muzykę, są tańce, śpiewy, euforia, głośne okrzyki, hasła, naprawdę różne rzeczy się wtedy dzieją (śmiech). Jeśli chodzi o muzykę, to zawsze kiedy spotykamy się na zgrupowaniu, razem z dziewczynami tworzymy listę przebojów. Każda z nas wrzuca jakieś piosenki i jest szał.

— Pani osoba budzi zainteresowanie także z tego względu, że razem z byłym piłkarzem Wojciechem Grzybem (grał w ekstraklasowym Ruchu Chorzów — red), tworzycie sportowe małżeństwo. Jak się poznaliście? Kto do kogo poszedł na mecz?
— Grałam wtedy jeszcze w Piotrkowie, a Wojtek w Chorzowie. No i akurat moja drużyna grała mecz w Chorzowie. Piłkarze mieli chyba przerwę i poszli na mecz piłki ręcznej. Zwróciłam chyba jego uwagę i odezwał się do mnie przez... Naszą Klasę. Napisał jak sportowiec do sportowca, że fajnie zagrałam. Grzecznie podziękowałam i tyle. Ale Wojtek zaczął do mnie wypisywać, chociaż odpisywałam raczej niechętnie, bo nie miałam wtedy chęci na jakiekolwiek nowe znajomości.

— Musiał za panią trochę pobiegać?
— Zanim spotkaliśmy się minęło pół roku, więc troszeczkę tak. Trwało to, ale jak widać zaowocowało fajną, szczęśliwą rodzinką. Tylko się cieszyć.

— Miała pani wcześniej wyrobione zdanie na temat piłkarzy?
— Powiem tak: kiedy do mnie napisał, kompletnie nie widziałam, kim jest Wojciech Grzyb (śmiech). Nie interesowałam się polską ligą, oglądałam co najwyżej zagraniczne mecze. Bardziej znałam Messiego i Cristiano Ronaldo niż Grzyba. Kiedy Wojtek powiedział mi, że jest piłkarzem, to pokręciłam trochę nosem. Napisałam mu nawet, że nie mam dobrego zdania na temat piłkarzy. Trochę mogło go to zaboleć, ale nie poddał się i obalił cały stereotyp.

— Pan Wojtek przez pewien czas pracował jako trener w Elblągu. Postawiła go pani przed faktem dokonanym, że musi znaleźć robotę tam, gdzie pani?
— Kiedy Wojtek zakończył karierę — a ja grałam jeszcze w Chorzowie — mieliśmy umowę, że jeśli dostanę ciekawą propozycję i trzeba będzie wyjechać, to bez problemu wyjedzie ze mną. To znaczy z nami, bo jeszcze z małą Amelką.

— W domu toczycie walkę o pilota, bo ktoś chce oglądać piłkę nożną, a ktoś ręczną?
— Absolutnie nie ma takiej walki. Sama z chęcią oglądam piłkę, szczerze mówiąc bardzo dużo wiem na temat ligi, kto gdzie gra itd.

— To na którym miejscu jest Ruch Chorzów?
— Odbija się od dna! (obecnie jest na przedostatnim, 15. miejscu — red). Muszę powiedzieć, że strasznie się denerwuję, jak lecą mecze Śląska Wrocław, bo bardzo kibicuję braciom Marco i Flavio Paixao (śmiech). Są strasznie sympatyczni.

Rafał Bieńkowski

O NIEJ
Kinga Grzyb (z domu Polenz) urodziła się w 1982 r. w Starogardzie Gdańskim. Piłkarka ręczna, reprezentantka Polski grająca na pozycji skrzydłowej. W latach 2001-2005 występowała w Starcie Elbląg, a w latach 2005-2011 w Piotrcovii, z którą zdobyła wicemistrzostwo Polski w 2007 r. i brązowy medal w 2009 r. W latach 2011-2013 była zawodniczką Ruchu Chorzów, potem wróciła do Startu Elbląg. W reprezentacji debiutowała 21 listopada 2001 r. w towarzyskim spotkaniu z Jugosławią. Występowała na mistrzostwach świata i Europy. Jej mężem jest były piłkarz Wojciech Grzyb.
Źródło: Wikipedia.pl
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ręczny zaciągnięty #1687028 | 178.36.*.* 11 mar 2015 18:23

    Nie dość że reprezentantka to jeszcze bardzo ładna.

    Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz