Poniedziałek, 9 grudnia 2019. Imieniny Anety, Leokadii, Wiesława

Nigdy nie chciałem być gliniarzem

2015-03-08 17:07:26 (ost. akt: 2015-03-08 17:22:15)

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

— W Olsztynie jest wiele psów i nie sposób, żebyśmy w każdym miejscu postawili strażnika czekającego tylko, aż pies się załatwi — mówi Jarosław Lipiński, komendant Straży Miejskiej w Olsztynie, z którym rozmawiamy o reputacji jego zawodu.

— Macie swój ulubiony dowcip o strażnikach?
— Jest kilka. Sam też w wolnej chwili przeglądam strony w internecie z zapisami interwencji. Czasami są bardzo śmieszne. A pan co tam ma w zanadrzu?



— Że strażnik miejski jest jak nauczyciel wpisujący uczniowi uwagę do dzienniczka. Myśli, że może dużo, ale tak naprawdę może niewiele.

— (śmiech) Tego akurat nie słyszałem. 



— Trafny?
— Czy strażnik może niewiele? Zacznijmy w ogóle od tego, kim on jest. Strażnik jest osobą, który pełni służebną rolę wobec mieszkańców, mając różne narzędzia do pilnowania porządku. Czasami może to wyglądać tak, że strażnik coś wpisuje i tylko tyle może, ale tak zostało skonstruowane prawo. Wielokrotnie chciałoby się zrobić więcej, ale musimy postępować zgodnie z literą prawa. W przeciwnym razie poniesiemy odpowiedzialność karną. To również kwestia oczekiwań mieszkańców. Przykład: dzwoni do nas kobieta skarżąca się, że dzieci grają w piłkę pod blokiem, że ona nie może tego wytrzymać i że jest tym… zgorszona. Czy w tym przypadku mamy zabronić dzieciom grać w piłkę? Przecież lepiej, żeby grały, niż spędzały czas przed komputerem lub chodząc bez celu po osiedlu. Bo czy samo kopanie piłki jest czymś złym?



— Ma pan swoją teorię, dlaczego tak was nie lubią?

— Wszędzie czytamy, że „strażnik jest zły”, ale taka opinia utarła się przede wszystkim z powodu przekazu ogólnokrajowych mediów i według mnie jest krzywdząca. Każda straż jest inna, ponieważ każda z nich podlega innemu prezydentowi, burmistrzowi czy wójtowi. Patrzy się na nas przez pryzmat innych, ale jaki my mamy, proszę pana, wpływ na to, co się dzieje w Szczecinku czy Czersku? W Polsce jest ok. 600 jednostek straży miejskich i gminnych, w których pracuje ponad 11 tys. ludzi. Każda z nich ma do czynienia z określoną społecznością i z określonymi potrzebami. Dla przykładu jeśli mamy gminę leżącą przy ruchliwej trasie, to dla mieszkańców tej gminy ważna jest możliwość bezpiecznego przejścia na drugą stronę ulicy. Dlatego strażnicy kontrolują prędkość fotoradarem i karzą mandatami. Ale później powiela się informację, że straż miejska w całej Polsce zarabia na fotoradarach. A przecież my w Olsztynie mamy inne priorytety, bo mieszkańcy mają inne oczekiwania.



— Jak ktoś chce wam dokuczyć, to mówi, że strażnik jest niespełnionym policjantem...
— Rzeczywiście, często słyszymy, że ktoś przyszedł do straży, bo nie dali mu pracy w policji. Nie zawsze tak jest, chociaż to żadna tajemnica, że policja ma dużo lepsze warunki finansowe, socjalne i emerytalne niż straż. To rzeczywiście może rodzić pokusę.
 


— Pan nigdy nie chciał zostać gliniarzem?

— Ja gliniarzem? Raczej nie. Chociaż wcześniej miałem już do czynienia ze służbami mundurowymi — jestem po służbie wojskowej. Służyłem w Braniewie i we Wrocławiu. Jako młodszy chorąży otrzymałem propozycję pracy w Szczecinie, z której jednak nie skorzystałem. Wybrałem Olsztyn. Zamiast biegania po poligonie wybrałem bieganie po mieście.



— Pamięta pan swój pierwszy patrol?

— Rok 1996, patrol pieszy na starówce. A szczególnym wydarzeniem, które utkwiło mi w pamięci, była historia, która rozegrała się na placu Bema. Pewna starsza pani została zaatakowana przez dwa rottweilery. Wspólnie z kolegą udało nam się ją uratować, chociaż zostaliśmy nieco poturbowani. Starsza pani była nam bardzo wdzięczna. W podzięce zaprosiła nas na kolację. To był bardzo miły akcent.



— Psie „sprawy” w ogóle mocno przylgnęły do wizerunku strażnika.
— Mieszkańcy zgłaszają nam wiele problemów typu: „Ktoś puścił psa bez smyczy, bo mu się nie chciało go wyprowadzać”. Bywa niebezpiecznie, bo to realne zagrożenie.

— No i są kupy.

— Tak... Jeśli ktoś nie sprząta odchodów po swoim psie, naraża się na odpowiedzialność karną. W Olsztynie jest wiele psów i nie sposób, żebyśmy w każdym miejscu postawili strażnika czekającego tylko, aż pies się załatwi. Oczywiście znalazłyby się sposoby na ustalenie psa i właściciela. Są choćby testy DNA. Można wymyślać różne warianty rozwiązania tego problemu, tylko że koszty tego byłyby niewspółmierne do wykroczenia. Chodzi tutaj bardziej o edukację i przypominanie niż karanie.

— Zwraca pan uwagę sąsiadom? Pewnie wiedzą, kim pan jest.

— Pewnie wiedzą. Mieszkam w domu jednorodzinnym i chodniki przed budynkami wyglądają różnie, ale rolą strażników jest także edukowanie właścicieli psów. Prowadzimy też wiele akcji informacyjnych i profilaktycznych, rozdajemy ulotki, torebki na psie odchody. 



— Patrząc na brudne trawniki, nie ma pan jednak wrażenia, że to wszystko psu na budę?
— Zawsze znajdzie się pewna grupa ludzi, która z zasady nie będzie tego przestrzegała i nawet w windzie zostawi „ślad” po swoim pupilu. Tacy ludzie zawsze są na nie. Obojętnie, czy chodzi o psa, czy zakaz parkowania. Działa to na tej zasadzie, że jeśli np. ktoś ma duży samochód, to często uważa, że może sobie na wszystko pozwolić. Tak samo jest z psami. Strażnik jest po to, żeby wyciągał konsekwencje wobec takich osób.



— Jesteście na świeczniku. Dziś wszyscy was nagrywają i jak zaliczycie wpadkę, zaraz ląduje to w internecie.
— Żyjemy w takich czasach. Jesteśmy nagrywani, podsłuchiwani, bo każdy ma telefon z dyktafonem. Wie pan, sam też mam taki telefon, ale jakoś nikogo nie nagrywam. Są jednak i pozytywne rzeczy. Ostatnio jeden z naszych strażników otrzymał statuetkę od rady osiedla Jaroty, która doceniła jego pracę. To, że zawsze służy pomocą i wspiera w rozwiązywaniu różnych problemów. Otrzymujemy wiele dobrych słów od mieszkańców. To cieszy, bo znaczy, że nasza praca jest potrzebna i doceniana. 



— Chyba mało która grupa zawodowa była już tyle razy likwidowana jak straż miejska. To ile razy był już pan zwalniany?

— W straży pracuję 19 lat. W tym czasie pojawiały się różne pogłoski na temat likwidacji. Pamiętajmy jednak o tym, że straż została powołana po to, by pilnować porządku i bezpieczeństwa w mieście. Gdybyśmy faktycznie byli niepotrzebni, to odgórnie zapadłaby decyzja o likwidacji wszystkich jednostek. W naszym przypadku wpływa do komendy ok. 24 tys. zgłoszeń rocznie. Liczby mówią same za siebie. To duża skala. Z pewnością pojawiające się pogłoski dotyczące likwidacji straży nie działają na nas motywująco. Przecież każdy chciałby mieć pewną pracę. Straż jako instytucja ma swojego przełożonego. Jest nim prezydent miasta. Każdego roku jesteśmy oceniani również przez radnych. Praca strażników jest niezbędna i podsycanie dyskusji w tej sprawie jest niepotrzebne. 



— Często narzekacie na warunki pracy. Mamy teraz w Polsce modę na protesty społeczne. Nie kusi was?
— Takie myśli mogą się pojawiać... Strażnicy mogą zrzeszać się w związkach zawodowych, ale nie mają prawa do strajku. No i nie możemy być członkami partii politycznej. 



— Uczulacie młodych, że może być ciężko?

— Na każdym etapie rekrutacji kandydaci są informowani, jakie będą mieli zadania i jak wygląda ta praca. Każdy jest szkolony pod kątem różnych sytuacji. Chociażby zastosowanie środków przymusu bezpośredniego. A reakcje obywateli są różne, od czynnej napaści do znieważenia. Ostatnio jedna z naszych strażniczek została uderzona w twarz podczas próby wybudzania pijanego mężczyzny. Był agresywny i zaatakował ją, porwał również jej mundur. Takie sytuacje mogą mieć miejsce, dlatego strażnicy muszą się z tym liczyć i muszą pozostawać czujni.

— Pytam, bo pewnie nie każdy potrafiłby podnieść pijanego człowieka, ukarać za picie alkoholu grupkę wyrostków, czy zwrócić uwagę, że ktoś nie posprzątał po psie.

— Z pewnością nie każdy. Dlatego już na początku wszystkich kandydatów sprowadzamy na ziemię. Część z nich ma bowiem wyobrażenie, że to robota za biurkiem, a przecież tak nie jest. Strażnik powinien umieć odnaleźć się w wielu różnych sytuacjach. Czasami trzeba przebiec kawał drogi, żeby kogoś zatrzymać, użyć siły, ale są też sytuacje, gdzie należałoby wykazać się empatią i przeprowadzić dziecko lub starszą osobę przez przejście dla pieszych.



— Mimo to młodzi garną się do tego?

— Mamy sporo chętnych. Praca w straży jest gwarancją stabilności w sensie finansowym i rozwojowym, a większość młodych ludzi właśnie tego oczekuje. Sytuacja na rynku pracy nie wygląda przecież najlepiej.



— To ile zarabia taki młodziak?

— Na starcie — jeżeli przejdzie wszystkie etapy rekrutacji — dostaje ok. 1800 zł. Wraz z awansem pensja wzrasta. To stała praca, ze stałą pensją, ale oczywiście nie można tu mówić o żadnym kosmicznym wynagrodzeniu. Wiadomo, dziś młodym ludziom trudno jest znaleźć pracę, dlatego też często przychodzą do nas osoby, które nie znalazły zatrudnienia w wyuczonym zawodzie. Stąd w swoich szeregach mamy m.in. absolwentów prawa, administracji, bezpieczeństwa wewnętrznego, a nawet — uwaga — rybołówstwa.



Rafał Bieńkowski

Jarosław Lipiński urodził się w 1972 roku w Morągu. W Straży Miejskiej w Olsztynie pracuje od 1996 r. W latach 2004 -2014 był zastępcą komendanta Józefa Kłoska. Szefem jednostki jest od czerwca ubiegłego roku. Ukończył studia na kierunkach bioinżynieria zwierząt oraz prawo i administracja.


Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (10) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. sit #1690547 | 217.99.*.* 15 mar 2015 20:29

    Policja zbiera śmieci chodzące, straż miejska leżące - pamiętam z praktyk taką naukę :-D

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. hmmmmmmmmmm #1689777 | 83.9.*.* 14 mar 2015 19:44

    Ale ciacho, taki to może mi karę cielesną wymierzyć.Wielokrotnie.......

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. pan #1689240 | 88.199.*.* 13 mar 2015 23:24

    Nikt nie zostaje ukarany za darmo. Ludziom wszystko przeszkadza, ale jak trwoga to do Straży Miejskiej, zadzwońcie na Policję, że pies sąsiada biega bez kagańca to was wyśmieją, że z takimi duperelami nie zawracajcie im dupy.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Emeryt nie moher #1686512 | 178.235.*.* 11 mar 2015 03:07

    Zlikwidować Straż Miejską to niepotrzebny twór lepiej dac nasze podatki na Policję Lokalną .Straż miejska idzie spać o 22. a potem tylko Policja działa .Rano walczy z emerytami ,bo piesek bez smyczy lata .

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. lol #1685040 | 83.25.*.* 9 mar 2015 10:06

    wiekszość chciało isc do ;policji,ale sie nie nadaje

    Ocena komentarza: warty uwagi (10) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (10)