Czwartek, 22 listopada 2018. Imieniny Cecylii, Jonatana, Marka

Listonosz musi mieć mocne nerwy...

2015-03-01 09:00:00 (ost. akt: 2015-03-01 01:11:08)

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

— To nie jest praca marzeń. Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy. I lubić ludzi. Bez tego nie idzie wytrzymać — opowiada Karol, 34-letni listonosz.

— Jestem magistrem. Jeszcze tuż przed obroną dyplomu pomyślałem, że dobrze byłoby sobie dorobić. Trafiłem na ogłoszenie, że szukają listonoszy. Pomyślałem sobie: dlaczego nie? To tylko na chwilę, a później znajdę coś lepszego. To było 10 lat temu — opowiada Karol. — Czy nigdy nie myślałem o zmianie pracy? Oczywiście. Każdego dnia o tym myślę. Ale mam żonę i dziecko, a o etat niełatwo. Muszę wytrzymać.


Dostałem o sto złotych za mało
— Pamiętam, że już pierwszego dnia w pracy usłyszałem, że będzie ciężko. Zdawałem sobie z tego sprawę, ale to przecież miało być ciekawe doświadczenie w życiu — wspomina. — Ostrzeżono mnie, że bywa niebezpiecznie. Nie byłem zdziwiony: w końcu listonosz wchodzi do różnych ciemnych miejsc, klatek schodowych. Często z gotówką, a jest zdany na siebie. Jak każdy na wejście, dostałem gaz pieprzowy do obrony i alarm. Kiedy przychodzi co do czego, nawet gaz okazuje się nieużyteczny, szczególnie przy zwierzętach. Bardzo szybko zostałem pogryziony przez psa, praktycznie na początku pracy. Dziecko otworzyło mi drzwi i nie przytrzymało zwierzaka, który się na mnie rzucił. Kopnąłem go i zatrzasnąłem drzwi. Nie myślałem wcale o tym, żeby skądś tam gaz wygrzebywać w takiej chwili — wspomina — W ciągu 10 lat zostałem pogryziony kilkanaście razy — dodaje.

— Kiedy zostaniemy napadnięci czy okradzeni, od razu zgłaszamy to do centrali i wzywamy policję. Jeśli nic nam się nie stanie, pozostaje martwić się, czy odpowiemy za np. skradzione listy. Bo często od strachu o własne życie silniejszym okazuje się być strach o... kary — twierdzi. — W przypadku zaginięcia listów poleconych ponosimy odpowiedzialność karną za utratę danych osobowych klienta. Podobnie jest z pieniędzmi. Jeśli pod koniec dnia gotówka, którą powinniśmy zwrócić, bo np. ktoś nie odebrał renty, nie zgadza się, brakująca kwota jest potrącana z naszej wypłaty. A nie trzeba od razu być okradzionym, żeby mieć braki w gotówce — podkreśla. — Ludzie bywają bezczelni. Pamiętam sytuację, kiedy jeden pan odebrał ode mnie pieniądze, przeliczył je, zamknął drzwi. Już miałem odchodzić, a on nagle mnie dogania i mówi, że dostał o 100 złotych za mało. Nie wiedziałem, co mam zrobić. Byłem pewien, że dałem mu poprawną kwotę. Jeślibym mu wypłacił te pieniądze, pod koniec dnia byłbym na minusie.

To byłoby 100 złotych, które musiałbym wyjąć z mojej kieszeni — opowiada. — Zacząłem więc stosować zasadę potrójnego przeliczania pieniędzy: raz sam na poczcie, raz przy kliencie, a potem proszę go, żeby on także przy mnie przeliczył. Czasem i tak zdarzają się pomyłki, bo np. nowe banknoty potrafią się skleić. A w takich wypadkach bywa i tak, że ludzie mnie bardzo pozytywnie zaskakują. Potrafią tę nadwyżkę odnieść lub odesłać. Niestety, zazwyczaj działa to w drugą stronę, ale trudno się dziwić, że ktoś wykorzystuje czyjeś błędy — dodaje. — Kiedy weźmie się pod uwagę, że moja wypłata to średnio 1500 złotych na rękę, to można sobie uświadomić, że nie da się z tego wyżywić rodziny. Dlatego dorabiam po godzinach w trzech zupełnie różnych branżach. Czy nie chciałbym zmienić tej głównej pracy? Oczywiście, że bym chciał. Ale w innych miejscach będzie tak samo, takie same zarobki, tylko sposób pracy inny. 10 lat temu myślałem, że bycie listonoszem będzie moją chwilową trampoliną. Dziś jestem mężem, ojcem. I tkwię w tym samym miejscu.

Wyleciał za mną z klatki
— Jestem listonoszem z pasji. To harówka, ale lubię kontakty z ludźmi. Tym bardziej, że mam szczęście chodzić w rejonie, gdzie ludzie są naprawdę wyrozumiali i życzliwi — mówi Stanisław, listonosz z 5-letnim stażem. Swojego rejonu jednak nie chce zdradzać. — To dobra okolica, więcej nie mogę powiedzieć — wyjaśnia. — Bo poza wieloma pozytywnymi aspektami tego zawodu są pewne cienie, o których się na co dzień nie mówi. M.in. to, że codziennie narażamy nasze życie i zdrowie, a nasz pracodawca często miga się od odszkodowań w razie wypadków — podkreśla. — Wystarczy, że ten dowiedzie, że listonosz nie zachował odpowiedniej ostrożności, odszkodowania zdrowotnego nie zobaczymy już na oczy. Można iść wtedy do sądu pracy, ale mało kto to robi.

— Można się przestraszyć, nieważne, czy to biały dzień czy wieczór. Nie raz bywały sytuacje, że listonosz wchodził do klatki i dostawał pałką w głowę. Potem nic, tylko ciemność. I brak przesyłek... — opowiada. — Ja na szczęście zostałem napadnięty tylko raz, niegroźnie. Odmówiłem wydania przesyłki pijanemu mężczyźnie, który chciał wziąć pieniądze przeznaczone dla jego żony. Pomyślałem, że będzie lepiej, jeśli zostawię awizo. Panu tak się to nie spodobało, że wyleciał za mną z klatki i zaczął mnie wyzywać. "Co teraz, kur..., zrobisz?", wrzeszczał. Odpowiedziałem spokojnie, że nic mu nie zrobię, jeśli on nic nie zrobi mnie. Złapał mnie za ramiona i zaczął szarpać. Niewiele myśląc uderzyłem go "z główki", aż się gość zalał krwią — wspomina. — Miałem o tyle szczęścia, że jeden z jego sąsiadów widział tę sytuację i powiedział mi od razu, że w sądzie będzie zaznawał na moją korzyść. Ale z drugiej strony, co ja miałem zrobić? Dać się pobić, żeby nie było ciągania po sądach? — pyta.

— Takie adresy się omija. Po tej akcji wpisano adres tego pana do tzw. książki zagrożeń rejonu. Są tam wszystkie miejsca, w których "coś jest nie tak": agresywne zwierzęta, ludzie. Nie zanosimy tam przesyłek. Unikamy zagrożenia — dodaje.
— Mało kto chce zostać listonoszem. Ale ja lubię ten zawód. Znam całe rodziny w swoim regionie, które traktują mnie jak przyjaciela i powiernika. Jestem znajomy nieznajomy, można mi powiedzieć wszystko, bo niby komu ja to powtórzę? — zastanawia się. — Mam na przykład jedną rodzinę, w której wszyscy mi się zwierzają, nie wiedząc o tym wzajemnie. Zawsze zastanawiam się, kto tym razem otworzy mi drzwi, czego się dowiem. Bywa, że żona lub mąż proszą mnie, że jeśli przyjdzie do nich konkretna przesyłka lub list, to żeby nie pokazywać tego małżonkowi, jeśli ich nie będzie — opowiada. — Gorzej było na początku, kiedy jeszcze nie znałem nikogo i zastanawiałem się, co mnie czeka za kolejnymi drzwiami. Agresywny zwierzak? Awantura domowa? Nigdy nie wiadomo. To ryzyko, które podejmuję każdego dnia.

Mój wózek w krzakach
— Osiem lat temu zostałem napadnięty podczas wkładania listów do skrzynki. Odwróciłem się, ktoś mnie mocno popchnął. Wyrwano mi torbę z przesyłkami. Nawet nie wiem, jak ten ktoś wyglądał, nie miałem szans się tego zobaczyć — mówi pan Kazimierz. W zawodzie pracuje od 25 lat. — Wiem tylko, że ten ktoś wszedł za mną specjalnie do klatki. Chyba myślał, że mam pieniądze, bo kilka dni później policja odnalazła w krzakach mój wózek z przesyłkami. Nic nie zaginęło, ale ja miałem po tym uraz psychiczny. Przez jeszcze jakiś czas często oglądałem się za siebie — wspomina. — Ale musiałem się pozbierać i pracować dalej. Po prostu zdaję sobie sprawę, że każda praca ma swoje własne, specyficzne ryzyko. Ja chyba przeżyłem już wszystko: wielokrotne pogryzienia, napad, awantury, zażalenia, często niecenzuralne odzywki niezadowolonych klientów, narzekania. Z drugiej strony praca listonosza dała mi także ogromną liczbę kontaktów, które, szczerze mówiąc, znacznie ułatwiają życie — przyznaje.

Kawa? Herbata? Nie mogę!
— Z tymi kontaktami to bywa różnie, bo zazwyczaj pracujemy w tak szaleńczym pośpiechu, że po prostu nie ma szans na żadne pogaduszki czy zacieśnianie znajomości — dodaje Karol. — Codziennie pokonuję kilka, kilkanaście kilometrów. Mój wózek waży średnio 20-30 kilogramów. Fakt, że od niektórych sympatycznych klientów dostaję zaproszenia na herbatę czy kawę, ale rzadko z nich korzystam. Bo szczerze mówiąc, to na takie propozycje listonosz nie powinien się w ogóle zgadzać — podkreśla. — Jest to zabronione ze względu na nasze bezpieczeństwo. Ktoś może nam czegoś dosypać do napoju i okraść. W takiej sytuacji poniesiona strata to bezsprzecznie wina listonosza. Ale czy to dziwne, że po całym dniu chodzenia ma się ochotę po prostu usiąść i chwilę odsapnąć? — pyta. — Ryzyko i tak jest spore. Nie ma listonosza, który nie przeżyłby napadu, kradzieży albo pogryzienia przez psa. Do tej pracy trzeba mieć po prostu mocne nerwy — dodaje.

Ewelina Zdancewicz

Na prośbę bohaterów imiona zostały zmienione.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (6) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. mysz #1686070 | 83.19.*.* 10 mar 2015 13:43

    całą instytucję Poczty Polskiej trzeba polać benzyną i rzucić zapałkę. jak mam iść na pocztę po odbiór poleconego (który listonosz zawizował mi do skrzynki choć byłam w domu. nie chciało mu się zadzwonić domofonem) i widzieć jak wiecznie zmęczone, roztargnione i nieprzyjemne w obyciu panie w tempie ślimaka obsługują klientów, to dostaję białej gorączki! nie mogę powiedzieć ani jednego dobrego słowa o Poczcie Polskiej. działa jak za komuny, budynki są obskurne, a pracownicy beznadziejni i bez życia. osobiście znam tylko jednego fajnego listonosza, który nie olewa swojej pracy i przynosi świeże ploteczki ze wsi :)

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-4) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. Wiesław #1682245 | 89.228.*.* 5 mar 2015 21:05

      Wzorem do naśladowania jest listonosz z UPT w Zalewie. Miły, uprzejmy polecający swoją pomoc. Pomimo ciągłej presji czasu, potrafi porozmawiać ze starszymi mieszkańcami. Przez mieszkańców minn BORECZNA stawiany jest za wzór do naśladowania. Bardzo przepraszam, nie znam nazwiska tego PANA, nie jestem mieszkańcem Boreczna. Przekazuję tylko opinię mieszkańców.

      Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. Są różni listonosze #1680672 | 81.190.*.* 4 mar 2015 00:49

      Często nie chce im się dzwonić domofonem i chodzić po piętrach i zostawiają awizo w skrzynce, mimo tego, że odbiorca był w mieszkaniu. Ale są też rewelacyjni listonosze! Na przykład PANI LISTONOSZ pracująca na osiedlu Mleczna JEST REWELACYJNA. Energiczna, grzeczna, miła i zaradna. Nie myli odbiorców i ma niesamowitą pamięć do nazwisk. Serdecznie pozdrawiam PANIĄ LISTONOSZ i dziękuję za dostarczone przesyłki. Dzisiaj rzadko spotyka się takich dobrych ludzi, profesjonalistów. Mam nadzieję, że kierownictwo Poczty Olsztyn 7 wie, że ma Skarb, który poprawia wizerunek całej POCZTY.

      Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    3. Pani 36 #1680016 | 82.139.*.* 3 mar 2015 13:01

      takie lenie sie zrobiły z tych listonoszy że cieżko im polecony na góre przyniesc. Pozniej musze sie fatygowac ze skargą na poczte.

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-9) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

      1. praca w narażeniu pokąsania przez psa #1678584 | 89.228.*.* 1 mar 2015 19:53

        a przy sobie listonosz ma prawo mieć ultradźwięk na kundle i alarm w torbie. Chore, żeby listonosz nie miał prawa nosić pistoletu gazowego, bo w razie obrony swojej osoby, sam staje się napastnikiem!

        Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

      Pokaż wszystkie komentarze (6)