Wtorek, 12 grudnia 2017. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Seniorka rozkręca imprezy

2015-01-31 17:31:37 (ost. akt: 2015-01-31 18:30:22)

— Jeżeli klikać na komputerze potrafią pięcioletnie dzieci, a babcie już nie, to jest to dla mnie kompromitacja. No bez przesady! — mówi 75-letnia Wirginia Szmyt, czyli DJ Wika z Warszawy.

— Powiedziała pani kiedyś, że "uzależniła się od muzyki, dobrze, że nie od szydełkowania". Co jest takiego złego w szydełkowaniu?!

— Nie znoszę tego. Oczywiście doceniam jak robią to inni, ale tylko jak jest to w ogóle potrzebne: można robić przecież skarpety dla bezdomnych czy ludzi samotnych mieszkających w domach opieki. Chociaż rozumiem, że dla niektórych jest to też forma spędzania wolnego czasu. Ja jednak nie mam takich zdolności manualnych. Szydełkowanie więc odpada. 



— Nie lubi pani takiego dłubania?

— Jeśli już, wolałabym malować, bo to jest mi znacznie bliższe. Mam jednak naturę bardzo czynnej osoby, która nie potrafi usiedzieć w miejscu. Psycholodzy często mówią, że w takim wieku jak mój nie zaczyna się drugiego życia, ale według mnie, właśnie tak. Bardzo długo pracowałam w resocjalizacji i jest to po prostu kwestia przystosowania człowieka do pewnego życia płynącego inaczej. Za młodu jest się czynnym, ma się motywację żeby wyjść do pracy, żeby rano wstać, umyć się, ubrać. Na starość ma się jednak emeryturę i tak naprawdę już nic się nie musi, co najwyżej może się. Ale z drugiej strony, jeżeli pan nic nie musi i nie ma wewnętrznej dyscypliny, to bardzo szybko nastąpi proces starzenia. Szybko nastąpi deformacja ciała, bo wszystko wymaga przecież ruchu, aktywności. 


Na pewno nie jest to łatwe. Jest to też stresujące, kiedy ma pan 300 osób na sali i trzeba ich jakoś rozkręcić. Mam zasadę, że nigdy nie siedzę, tylko stoję przez całą noc.

— Czyli strasznie panią nosi.

— Nosi nosi, bardzo lubię różne formy aktywności. Ale jeżeli czuję, że w danym momencie jestem zmęczona, to od razu wrzucam na luz, wyłączam telefony i mam czas tylko dla siebie. Taki stan zwykle nie trwa jednak długo, bo do lenistwa i wygodnictwa bardzo szybko można się przyzwyczaić, w związku z czym wolę być zawsze nakręcona i realizować to, co najbardziej lubię. Wymaga to oczywiście nauki, samodyscypliny, wielkiej siły, odporności. Ale dzięki temu nie mam czasu na starość, nie myślę o niej. Metryka nie jest dla mnie żadnym wyznacznikiem.



— Robi pani świetną robotę, bo pokazuje, że jesień życia wcale nie musi oznaczać domu starości.

— To także przede wszystkim rada dla młodych, bo trzeba im pokazać, że starość wcale nie jest taka straszna. Ona w wielu wypadkach naprawdę zależy od nas samych. Starość nie musi być roszczeniowa. Wiadomo, że emerytury są bardzo niskie, często nie wystarczają nawet na godne życie. Jak jest w Polsce każdy widzi — te 29 zł podwyżki to kpiny, lekceważenie ludzi. Wstydziliby się dawać nam takie pieniądze. Takie mamy jednak czasy i nie mamy na to wpływu. Ale możemy pracować sami nad sobą. Wracając jednak do wieku, bardzo często dziwię się kobietom, które mają kompleksy przed swoimi chłopem, bo jak jeszcze mają te 50 lat, to on się nią jeszcze zainteresuje, ale jak więcej, to już nawet nie wchodzi jej w "paradę". Wie pan, wszystko zależy od tego, czego człowiek szuka w życiu. Bo jeżeli szuka partnera czy przyjaciela, to jest bardzo trudno. Wiek jest pewnego rodzaju pomostem, ale zazwyczaj tak już się układa, że mężczyźni w podeszłym wieku wolą mieć młodsze towarzyszki. Wtedy wydaje im się, że na tym zyskują? 



— Pani pokazuje, że po 70. wcale nie trzeba słuchać już tylko pewnego radia z Torunia, można też dyskotekowych hitów.
— Radio z Torunia też jest potrzebne pewnej grupie ludzi, nie neguję tego, bo różni ludzie oczekują różnych informacji. Sama czasami też posłucham tej rozgłośni, Rydzyk jest zresztą świetnym biznesmenem (śmiech). Są więc ludzie, którzy bez Boga nie mogą żyć, uważają, że jak się pomodlą, to wszystko się spełni. Dobrze, niech będą z tego powody zdrowsi. Problem w tym, że wielu z nich zachowuje się tak, że nawet jak dziś zatłuką psa, ale jutro pójdą do kościoła, to będzie ok. Nie znoszę też ludzi uważających, że liczy się tylko ich opinia, nie znoszę fundamentalistów. Dla mnie wiary i kościoła może nie być, bo mam mocny kręgosłup moralny. Uważam, że jestem dobrym człowiekiem. Ale tych myślących inaczej oczywiście szanuję, bo tak trzeba. Szanuję też wszystkie symbole religijne, bo one koncentrują wokół siebie ludzi, dla których one coś znaczą. Nie można na nie bluzgać.



— Porozmawiajmy o muzyce. To gdzie pani dzisiaj gra?

— Zaraz gram z kolegą dla studentów z SGGW (Szkoła Główna Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie - red). Będzie szalony bal.



— Co pani dla nich przygotowała?

— Nie przygotowuję się zbytnio, mam pełno melodii. Na pewno będą lata 80., sięgnę też do 70., ale nie zabraknie również czegoś ze współczesnej muzyki. Przede wszystkim będę chciała przypomnieć im jednak nasze piękne, polskie szlagiery. 



— Czyli obok Davida Guetty zagra Anna Jantar?

— Na pewno, ale też Stanisław Soyka, Maciej Maleńczuk, Budka Suflera. Oczywiście znajdzie się też "Danza Kuduro" czy "Bara Bara" (śmiech). 



— Młodzi często jeszcze się dziwią, kiedy widzą panią za konsoletą?

— Nie spotykam się z wielkim zaskoczeniem, jest wręcz odwrotnie, są wyrazy wielkiej sympatii, jestem przy okazji zapraszana na wiele zabaw w klubach młodzieżowych. Gram bowiem także electro house, reggae, w zależności kto jest na parkiecie. Kiedy gram dla młodych, to jednak tylko z młodym dj-em, ponieważ to on narzuca styl i rytm dzięki czemu wiem, co mam grać. Powiem panu więcej, grywałam kiedyś nawet w przedszkolach. Pamiętam, jak przygotowałam sobie "Biedroneczki są w kropeczki" i wiele innych rzeczy, przychodzę do dzieciaków bo mnie zaproszono i okazuje się, że do tych biedroneczek to nikt nie chce tańczyć. Przychodzi do mnie taki maluszek i pyta: A pani to ma "Waka waka"? Bo my tańczymy "Waka waka". W końcu więc musiałem puścić im tą Shakirę. No i przedszkole się rozhulało. 



— Trudno jest nawiązać dobry kontakt z młodymi klubowiczami?

— Jeśli ktoś już mnie zaprasza, to wie, jakiej muzyki oczekuje. Wiedzą przy tym jednak, że gram muzykę bardzo współczesną. Klubowicze mają do mnie bardzo specyficzny stosunek. Z jednej strony młodzież może być zaskoczona, że w ogóle gram. Ale ja proszę pana nigdy się nie narzucam. Szanuję młodych, kocham ich, dla mnie młodzi są cudowni. A młodzi dj-e są dla mnie przede wszystkim nauczycielami. Nie staję przed szeregiem, zawsze jestem za nimi. To tworzy pewien klimat sympatii. Jestem przy tym szczera i jak czegoś nie znam, to tego nie gram.



— Ale scratchować pani potrafi?

— Pewnie! Scratchuję, miksuję, to normalka.



— Co panią w tym wszystkim najbardziej kręci?

— Kocham muzykę, kocham ludzi, kocham patrzeć na tańczący parkiet. Kręci mnie jeszcze chęć udowodnienia, że senior wcale nie oznacza osoby, która musi tylko siedzieć w oknie i patrzeć, czy ktoś akurat machnie do niego ręką lub się uśmiechnie. Dla mnie senior to osoba, która może z siebie bardzo wiele dać. Nasz mózg jest tak ciekawy i wciąż do końca nierozpoznawalny, że jeżeli my się wysilimy, to jeszcze dużo rzeczy możemy zrobić. Nawet w wieku późniejszym. 



— Dziś starsi ludzie zwykle nie korzystają z komputerów, bo boją się, wstydzą się niewiedzy. Jak pani przyswoiła sobie nowoczesne technologie?

— Walczę z tym tak samo jak każdy, ale jeżeli klikać na komputerze potrafią pięcioletnie dzieci, a babcie już nie, to jest to dla mnie kompromitacja. No bez przesady! Jeśli potrafi to dziecko, to człowiek dojrzały tym bardziej. Wielu ludzi boi się tego, ale czego? Że wybuchnie? Mi jeszcze nic nie wybuchło.



— Ale obsługa konsolety nie jest pewnie tak prosta jak w przypadku zwykłego domowego komputera.

— Na pewno nie jest to łatwe. Jest to też stresujące, kiedy ma pan 300 osób na sali i trzeba ich jakoś rozkręcić. Mam zasadę, że nigdy nie siedzę, tylko stoję przez całą noc. To wbrew pozorom jest bardzo ciężka praca, dlatego wiem, dlaczego głównie młodzi ludzie są dj-ami. Ale jakoś to wytrzymuję. Na razie (śmiech). 



— Mam niegrzeczne pytanie. Czy zdarzy się, że podczas imprezy łyknie pani coś sobie na wzmocnienie? Wielu dj-ów tak robi, sam często widziałem. 

— Proszę pana, nie piję, nie palę, nie znoszę tego. Być może raz na pół roku zdarzyło się, że wypiłam małe piwo z sokiem, ale głębiej nie zaglądam. Generalnie nie akceptuję bowiem alkoholu. Wygląda na to, że nie jestem więc typowym dj-em. Ale jeśli chodzi o kolegów z którymi gram, to też widzę, że są zwykle bardzo eleganccy, nie piją. Z widowni też nikt w nas butelkami nie rzuca. 



— Na koniec jeszcze o zdrowiu. Wiem, że słuch ma pani znakomity, a jak z resztą?

— Wszystko w tym wieku jest takie, jakie jest... Nie narzekam jednak, bo jak spotykam się z moimi rówieśnikami, to pierwsze pytanie zawsze tradycyjnie brzmi "jak cię czujesz?". Zawsze mówię, że dobrze. Od nich wiecznie słyszę "oj, ja to choruję...". No trudno. Ja też choruję, ale jak jest coś poważnego. Bo jak jest katar czy grypa, to nie choruję, tylko chodzę proszę pana. Musimy już jednak kończyć, bo zaraz gram, a muszę się wystroić. Włosy mi się tylko wyprostują przez pana!
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Korybut #1652144 | 176.221.*.* 31 sty 2015 22:52

    Nie wiedziałem że to ma wpływ na region... i że ta pani jest z Olsztyna. Czego to się człowiek nie dowie z gazetki regionalnej :)

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Katechetka #1651925 | 88.156.*.* 31 sty 2015 18:05

    Od kilku lat o niej bębnią, i cały czas ma 75 lat. W formalinie ją trzymają, czy jak :) ?

    Ocena komentarza: warty uwagi (6) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. glON #1651907 | 83.9.*.* 31 sty 2015 17:38

    Już nie macie cyba o czym piss-ać

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz