Sobota, 19 października 2019. Imieniny Michaliny, Michała, Piotra

Szary PRL i ekskluzywne cztery kółka!

2015-01-17 12:30:00 (ost. akt: 2015-01-17 12:22:10)
Mini cooper podczas rajdu w Olsztynie w 1965 r.

Mini cooper podczas rajdu w Olsztynie w 1965 r.

Autor zdjęcia: Janusz Porycki

— Dla olsztynian to był wielki szok. Większość w życiu takich aut na oczy nie widziała, a podejrzewam, że i później też nie — mówi Janusz Porycki, dziennikarz, znawca historii sportu na Warmii i Mazurach. Dokładnie 50 lat temu Olsztyn znalazł się na trasie odcinka dojazdowego legendarnego Rajdu Monte Carlo.

Można tylko podejrzewać, jak szeroko otwierali oczy ze zdziwienia mieszkańcy Olsztyna, którzy późnym popołudniem 16 stycznia 1965 roku zdecydowali się wyjrzeć akurat przez okna swoich mieszkań i domów. Przed oczyma mignęły im najnowocześniejsze modele porsche, bmw, volvo, fiatów, lancii czy citroenów, za kierownicami których siedzieli jedni z najlepszych kierowców w Europie.

Aby przekonać się, jak nietypowy musiał być to widok, trzeba sobie przypomnieć, jakie maszyny rządziły na ulicach Olsztyna lat 60. Królami szos były wtedy, co najwyżej będące marzeniem każdego kierowcy, warszawy, syreny oraz wołgi. Nikt nie słyszał jeszcze nawet o poczciwym maluchu, który na linię produkcyjną wjechał dopiero na początku lat 70. Był to więc powiew nowoczesności i Zachodu.

Trasa radziecka, trasa szwedzka
W 1965 r. kierowcy jechali do nas z Warszawy. Tzw. punkty kontroli czasu zaplanowane były w Nidzicy, Olsztynie, Pasłęku i Morągu.

Legendarny Rajd Monte Carlo jest dla kierowców tym, czym dla tenisistów Wielki Szlem, dla skoczków narciarskich Turniej Czterech Skoczni, a dla piłkarzy — gra na brazylijskiej Maracanie w Rio de Janeiro. Historia rajdu sięga 1911 roku i jak podają źródła historyczne, premierową edycję zorganizował wówczas sam książę Monako, chociaż pomysł miał rzucić prezydent Automobile Club de Monaco. Monarchia widział jednak w tym wydarzeniu po prostu ciekawą atrakcję turystyczną — dzięki temu jest to dziś najstarszy cyklicznie organizowany rajd na świecie.

Trasa wyścigu wiedzie przez południowo-wschodnią Francję i Księstwo Monako. Od 1973 r. impreza zyskała nawet rangę pierwszej eliminacji Rajdowych Mistrzostw Świata. Legendarny rajd przez lata rodził sportowe legendy, bo w Monte Carlo jeździli najwięksi mistrzowie kierownicy. Tym największym jest prawdopodobnie słynny Francuz Sebastien Loeb, który Monte Carlo wygrywał aż siedmiokrotnie.

Jakim więc cudem dokładnie 50 lat temu na trasie rajdu znalazł się nasz region? Czytaj dalej! Jak czytamy wydaniu „Kuriera Polskiego” z 1965 r., we wspomnianym roku przez Polskę prowadziły aż trzy odcinki dojazdowe: trasa polska (m.in. przez Warszawę, Sandomierz, Rzeszów i Katowice), trasa szwedzka (m.in. przez Kołbaskowo, Koszalin, Bydgoszcz i Poznań) oraz trasa radziecka (m.in. Warszawa, Olsztyn i Gdańsk). „Cóż za gratka dla tych wszystkich, których interesują nowoczesne samochody, w dodatku uzbrojone w oryginalne, rajdowe wyposażenie!” — czytamy w archiwalnym numerze „Kuriera Polskiego”.

Jednym z mieszkańców Olsztyna, który tamtego dnia z bliska przyglądał się przejazdowi kierowców przez odcinek dojazdowy w naszym mieście, był Janusz Porycki, wieloletni dziennikarz „Gazety Olsztyńskiej”, znawca historii sportu na Warmii i Mazurach i autor wielu książek o tej tematyce. Miał wtedy zaledwie 19 lat i jak mówi, dopiero zaczynał „kręcić” się przy dziennikarstwie sportowym. Dzień 16 stycznia 1965 r. pamięta jednak całkiem dobrze, chociaż jak zaznacza, nigdy nie był wybitnym znawcą motosportów.

— Trzeba pamiętać, że przy Rajdzie Monte Carlo tradycyjnie było przygotowanych kilka miejsc startowych, np. w Warszawie, Kopenhadze, Berlinie, Rzymie i Londynie. I ci wszyscy kierowcy w formie lotu gwiaździstego zjeżdżali do Monte Carlo, ale oczywiście trasami wcześniej już wyznaczonymi. W 1965 r. kierowcy jechali do nas z Warszawy. Tzw. punkty kontroli czasu zaplanowane były w Nidzicy, Olsztynie, Pasłęku i Morągu. Samochody jechały następnie do Trójmiasta i wzdłuż wybrzeża do samej granicy. A potem oczywiście aż do Monte Carlo. Dla olsztynian taki widok to był jednak wielki szok. Większość z nich w życiu takich aut na oczy nie widziała, a podejrzewam, że i później też nie — dodaje zaznaczając, że zdecydowaną większość z kierowców stanowili obcokrajowcy. Polacy byli w mniejszości.

To był pierwszy raz, ale nie ostatni
Po przyjeździe z Nidzicy kierowcy pojechali w stronę punktu kontrolnego znajdującego się przy siedzibie Automobilklubu Warmińsko-Mazurskiego przy al. Warszawskiej. Była tam już m.in. stacja benzynowa i klubokawiarnia. Kierowcy mieli ok. 1,5 godz. przerwy, zjedli więc lunch, zatankowali samochody, niektórzy serwisowali swoje auta, jeśli te na trasie odmawiały posłuszeństwa. Temu wszystkiemu przyglądał się tamtego dnia również olsztynianin Wiesław Grabarczyk, późniejszy pilot Mariana Bublewicza. Dziś to zresztą jeden z największych znawców sportów motorowych.

— Kierowcy przyjeżdżali pojedynczo według wcześniej ustalonych czasów — wspomina w rozmowie z „Gazetą Olsztyńską” Grabarczyk. — Dla mieszkańców naszego miasta na pewno było to wydarzenie. Pamiętam, że przez miasto przejeżdżały nawet porsche, co wtedy na ulicach Olsztyna było czymś wprost niemożliwym. Przejazd odbywał się dosyć późno, bo ok. godz. 17, dlatego była tam wprawdzie spora grupka gapiów, ale na pewno nie żadne tłumy. Sam nie byłem wtedy jeszcze zawodnikiem, więc jakiegoś specjalnego dojścia do kierowców nie miałem. Byłem zwykłym kibicem — dodaje nasz rozmówca.

16 stycznia 1965 r. odcinek dojazdowy Rajdu Monte Carlo po raz pierwszy przeciął nasz region. Ale nie po raz ostatni, ponieważ do roku 1969 kierowcy szykujący się do słynnej imprezy pokonywali Warmię i Mazury jeszcze dwukrotnie. Za każdym razem było to w mieście spore wydarzenie nawet dla mieszkańców nie mających o samochodach zielonego pojęcia, ale z drugiej strony przesadą będzie również stwierdzenie, że tymi przejazdami żyło całe miasto. — Ot, po prostu spotkali się kierowcy z różnych krajów, przejechali przez miasto i pojechali w dalszą drogę — mówi Porycki.

Burżuje jeżdżą takimi samochodami
W bardzo bogatym archiwum sportowym Janusza Poryckiego zachowały się niestety tylko dwie fotografie z tamtego wydarzenia sprzed pięciu dekad. Na jednym z nich widać mini coopera, wokół którego kłębi się wianuszek zainteresowanych mieszkańców Olsztyna. Bardzo wielu ich nie było m.in. dlatego, że w siermiężnych czasach epoki głębokiego PRL-u sporty motorowe bardzo często były celowo pomijane. Oczywiście na „życzenie” przedstawicieli aparatu władzy.

— Kiedyś były takie czasy, że po prostu nie wolno było za dużo pisać o sportach samochodowych, ponieważ zwykli ludzie żyli bardzo biednie, a tu sobie ktoś wydawał grube pieniądze na jakieś rajdy — ironizuje Porycki. — Doskonale pamiętam, jak nawet jeszcze w latach 80. wezwał do komitetu nas, dziennikarzy, towarzysz Laskowski (Jan, w latach 1986-1989 był pierwszym sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego PZPR w Olsztynie — red.) i powiedział nam tak: „słuchajcie towarzysze, ludzie u nas chleba nie mają, a wy piszecie o burżujach jeżdżących takimi samochodami? Proszę jedynie krótko zasygnalizować to w gazecie, ale na pewno nie promować”. Właśnie dlatego nie pisało się wtedy o sportach motorowych, bo zwykli ludzie od razu dostawali od tego zawrotu głowy.

Rafał Bieńkowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Zygfryd #1637964 | 178.235.*.* 17 sty 2015 22:35

    Co ten pisak ta wciska kit o szarej Polsce Ludowej.Młokos i to nie kardy może uwierzyć , ale nie ja.Pamiętam jak w Olsztynie odbywały się motocyklowe wycigi uliczne.Drzewa na ulicach były zabezpieczone kostkami słomy a na ulicy królowały takie motocykle jak Nortony,Bessy ,Harleye ,Jawy,NSU, Iż i inne.Wprawdzie samochodów było mało ,ale były już Warburgi , P-70 , Moskwicze , Dekawk , Cytryny , Warszawy czy na krzywych kołach Skody,Ople a nawet BMW .Na naszych ulicach prym wiodły tramwaje i trolejbusy, cichotkie jeździły spod Dworca PKP do Kortowa.Pod koniec lat 50 ubiegłego wieku pojawiły sie nasze Junaki bez tzw lampy jawoskiej SHL, WFM .Te ostatnie motocykle można było kupić na tzw talony i były osiągalne dla każdego dobrego pracownika Taki Olsztyn pozostał mi w pamięci z lat 50 i 60 ubiegłego wieku .

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Kurek #1637630 | 83.9.*.* 17 sty 2015 16:15

    Fajny ten trabant z siedmioma światłami. Ledwo je udźwignie.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (2)

    1. brawo hołek. #1637584 | 93.154.*.* 17 sty 2015 15:18

      Krzysztof Hołowczyc w swoim jubileuszowym, dziesiątym starcie w Rajdzie Dakar spełnił swoje marzenia. Olsztynianin 37. edycję najtrudniejszego rajdu świata ukończył na trzecim miejscu, to historyczne, pierwsze podium dla polskiego kierowcy w Dakarze. Rajd po raz drugi w karierze wygrał Nasser Al-Attiyah. Ze względu na ulewne deszcze organizatorzy zdecydowali się skrócić ostatni odcinek z Rosario do Buenos Aires. Kierowcy do przejechania mieli zaledwie 34 km. Na tak krótkim dystansie w klasyfikacji generalnej nic nie miało prawa się zmienić i Hołowczyc mógł rozpocząć świętowanie trzeciego miejsca w Dakarze. Od pierwszego etapu "Hołek" wraz ze swoim pilotem Xavierem Panserim jechali dobrym tempem i unikali pułapek na trasie. Rozważna jazda przyniosła efekty. Polsko-francuska załoga przez długi czas zajmowała czwarte miejsce w gneralce, ale po awarii samochodu Yazeeda Al-Rajhia na 11. etapie, Hołowczyc wskoczył na trzecią pozycję, której nie oddał już do mety w Buenos Aires. .

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    2. PRL #1637516 | 89.228.*.* 17 sty 2015 13:44

      To że w tamtych czasach była czarno biała telewizja, to wcale nie świadczy o tym, że to były szare czasy. W tamtym okresie zachodnich samochodów była "kupa" a to za sprawą przyjeżdżających tu Niemców, a więc wciskanie kitu o szarym PRL-u jest niczym innym jak wciskaniem kitu.

      Ocena komentarza: warty uwagi (8) ! - + odpowiedz na ten komentarz