środa, 27 maja 2020. Imieniny Amandy, Jana, Juliana

My się po prostu lubimy

2015-01-15 13:32:11 (ost. akt: 2015-01-15 15:19:03)
— Myślę, że już w czerwcu, po biegu rzeźnika będzie można nas zapytać o to, czy bieganie cementuje związki, czy może raczej już stworzyliśmy profile: biegamy osobno (śmiech) — mówi Jarosław Cieśla.

— Myślę, że już w czerwcu, po biegu rzeźnika będzie można nas zapytać o to, czy bieganie cementuje związki, czy może raczej już stworzyliśmy profile: biegamy osobno (śmiech) — mówi Jarosław Cieśla.

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

— Lekarz stwierdził u mnie zwyrodnienie. Nie zdecydowałam się na zastrzyki i zaczęłam biegać. To mnie uleczyło — mówi Elżbieta Cieśla z Olsztynka. Ona i jej mąż Jarosław mają na koncie udział w maratonach i wspólne sukcesy w ogólnopolskich biegach. Znani są jako Biegające Małżeństwo. Nam opowiedzieli o tym, dlaczego warto zacząć biegać zimą.

— Od kiedy państwo biegają?
Jarosław: — Razem biegamy około 2,5 roku. Ja wcześniej grałem w piłkę, więc można powiedzieć, że... sobie pobiegiwałem. Ela jeździła rowerem, chodziła na aerobik. Czasem zdarzało się jej trenować ze mną, ale były to raczej marszobiegi. Trzy tygodnie przed pierwszym półmaratonem Jakubowym (maratonem jakubowym) namówiłem ją, żeby spróbowała.
Elżbieta: — Właśnie tak się to zaczęło.
Jarosław: — Spodobało nam się... Bo gadżety do biegania też są fajne (nasz rozmówca pokazuje różową koszulkę żony). Od razu też pomyśleliśmy o zawodach, a nie tylko o joggingu. Zaszło to na tyle daleko, że zaczęliśmy odnosić sukcesy. Zdobyliśmy czwarte miejsce w mistrzostwach Polski par małżeńskich w półmaratonie.

— Ponoć macie zupełnie inny styl biegania.
Elżbieta: — Ja biegnę raczej zawsze jednostajnym tempem i do tego szybko. A Jarek stosuje metodę: raz szybciej, raz wolniej i wychodzi mu to bardzo dobrze. Dziś jesteśmy już po 20 kilometrach (rozmawialiśmy w niedzielę 4 stycznia — red.).

— Co w waszym życiu zmieniło bieganie?
Elżbieta: — Dużo. Zanim zaczęłam biegać, od czasu do czasu chodziłam do klubu fitness, czysto rekreacyjnie. Trochę biegałam z Jarkiem, bo on zaczął wcześniej, ale równie często korzystałam z wymówek, żeby ominąć trening. Nie miało to nic wspólnego ze sportem wyczynowym. Pewnego razu jednak zaczęło mnie boleć kolano. Lekarz stwierdził wtedy zwyrodnienie i zalecił zastrzyki z kwasem hialuronowym. Postanowiłam spróbować sobie pomóc inaczej. Nie chciałam takiej ingerencji. Zaczęłam biegać. I to bieganie mnie uzdrowiło.
Jarosław: — Po półtora tygodnia biegania kolano przestało Elę boleć. Oczywiście nie namawiamy nikogo do bagatelizowania bólu, ale w tym wypadku dolegliwości minęły.

— Była jakaś specjalna dieta?
Elżbieta: — Bieganie miało wpływ na moją dietę. Patrzę na jedzenie inaczej, niż to było wcześniej. Jak się już startuje w zawodach, to zaczyna się zwracać uwagę choćby na to, żeby na jakiś czas przed nimi unikać smażonego, ograniczać kawę czy słodycze. Odstawiliśmy mięso. Jemy tofu. Dziś na przykład jedliśmy bakłażana nadziewanego pieczarkami i suszonymi pomidorami

— A co złego jest w kawie?
Elżbieta: — Kawa odwadnia nasz organizm. Moim zdaniem kofeina w nadmiarze nie jest zdrowa dla organizmu. Aby temu zapobiec, stosujemy napoje z limonkami, cytryną, miodem i nasionami chia. Ten napój pomaga utrzymać dobre samopoczucie także podczas maratonu.

— Jakie jeszcze zasady obowiązują biegaczy?
Jarosław: — Około dwóch tygodni przed zawodami zupełnie wyłączamy słodycze i kawę. Dieta jest raczej lekkostrawna, oparta na kaszach, ciemnym, żytnim pieczywie, białku roślinnym, warzywach i owocach. Na dwa dni przed startem jemy dużo węglowodanów, na przykład w postaci bezglutenowej szarlotki.

— A co z alkoholem?
Elżbieta: — Wino czy piwo w dobrym towarzystwie, czasem jakiś kolorowy drink. Jeden, nie dziesięć. Pamiętam o tym, że to toksyny, których potem organizm będzie się z trudem pozbywał.
Jarosław: — Gdy czeka nas następnego dnia 20 kilometrów, to musimy pamiętać, że alkohol — tak jak kawa — odwadnia.

— Stosują państwo wspomagacze?
Elżbieta: — Stosujemy żele energetyczne, ale nie takie z kofeiną czy tauryną, tylko takie, które zawierają proste cukry. Dobrze sprawdziły się na maratonie. Ostrożnie podchodzę do produktów opartych na kofeinie, bo zauważyłam, że czasem na mój organizm działają odwrotnie niż powinny. Zamulają, zamiast dawać kopa.

— Czy zakładając bloga, mieli państwo jakąś misję?
Jarosław: — Nie próbujemy nikogo specjalnie namawiać do biegania, więc nie jest to typowy blog motywacyjny. Nie chcemy mówić: „Jesteś super, dasz radę”. To po prostu trzeba poczuć i się w tym zakochać. Za to zachęcamy do tego, że jeśli już biegamy, to żeby robić to z rozsądkiem. Gdy zaczęliśmy biegać, pojawiło się mnóstwo pytań. Zaczęliśmy je sobie spisywać. Z czasem powstały artykuły. Zależało nam, aby to wszystko znalazło się w jednym miejscu.

— Co może być złego w motywowaniu?
Jarosław: — Zdarza się, że ktoś — zbytnio namawiany — spróbuje, zaopatrzy się w gadżety, narzuci sobie przesadne tempo... i stwierdzi, że to mu szkodzi. Dlatego my namawiamy: jak chcecie biegać, to róbcie to rozsądnie, rozumnie. Korzystajcie z rad innych.

— Zima jest dobrym czasem na to, żeby zacząć treningi?
Jarosław: — Jeśli zaczniesz wiosną, dopiero latem będziesz mieć kondycję.
Elżbieta: — Każdy okres jest dobry. Odkładanie wygląda nieraz tak: „Zima nie jest fajna, bo jest zimno, wiosna też nie, bo chlapa, latem za gorąco, a jesień tez bywa różna”. Zawsze można to odkładać. Każdy musi znaleźć w sobie ochotę na to, żeby wyjść z domu i po prostu biegać.

Jarosław: — Może być w starych dresach, w starych butach (śmiech).
Elżbieta: — Dobrze jest zacząć biegać podczas mrozów czy chlapy. Bieganie w śniegu wymaga sporo siły. Po miesiącu okazuje się, że wbiegamy po schodach bez zadyszki, podbiegamy z lekkością do autobusu. Samopoczucie się poprawia. Endorfiny działają.
Jarosław: — To, co wypracujemy zimą, „wyjdzie” nam wiosną.

— A lepiej jest biegać samotnie czy w towarzystwie?
Jarosław: — My swoje towarzystwo lubimy. Biegając z ludźmi, można się bardziej zmotywować niż podczas samotnego treningu. Taki trening jest wydajniejszy.
Elżbieta: — Samotność biegacza to też przyjemny stan. Jesteśmy sam na sam ze swoim ciałem. Tylko ty i twój oddech, kroki. Można wsłuchać się w siebie, poczuć naturę...
Jarosław: — Ustalić, co będzie na obiad (śmiech).

— Jak się biega przy kilkunastostopniowym mrozie?
Elżbieta: — Ostatnio mieliśmy okazję biec przy takiej pogodzie. Cisza w lesie była niesamowita. Wtedy też ważny jest odpowiedni ubiór. Przede wszystkim ochrona ścięgien Achillesa. Nieraz zdarza mi się widzieć biegaczy w skarpetkach, tzw. stopkach. To karygodne!
Jarosław: — Morsujemy, więc niskie temperatury nie są nam straszne. Poza tym bieganie przez cały rok pozwala przyzwyczajać się do zmian. Nie jest tak, że nagle z upałów przenosimy się w mróz. Odbywa się teraz cykl biegów City Trail wokół Jeziora Długiego w Olsztynie. Potrwa sześć miesięcy. Może uczestnictwo w takich zawodach jest właśnie dobrym momentem, żeby zacząć przygodę z bieganiem?

— Wasza ulubiona trasa?
Jarosław: — W Olsztynku mamy ich kilka. Zazwyczaj biegamy po lesie. Gdy przygotowywaliśmy się do maratonu, biegaliśmy z Olsztynka do Plusek, wokół jeziora Pluszne. Zdarzało się nam biegać przy pięknym jeziorze Łańskim. Teraz biegamy cztery razy w tygodniu. Miesięcznie wychodzi około 270 kilometrów.

— Zawsze biegacie razem?
Elżbieta: — Tak. I ma to dużo plusów, choćby to, że czuję się zawsze bezpiecznie, nie jestem narażona na żadne zaczepki. Poza tym, nie muszę myśleć o tym, gdzie biegniemy, bo trasę planuje Jarek.
Jarosław: — Ja mam w głowie coś w rodzaju GPS-u, gdy wyznaczam trasę (śmiech).

— Co to znaczy?
— To znaczy, że zazwyczaj udaje mi się trasę biegu idealnie wyliczyć. W rezultacie przebiegamy tyle, ile zamierzamy.

— Jak bieganie wpływa na wasz związek? Bo chyba wpływa?
Jarosław: — My się po prostu lubimy. Cieszę się z sukcesów Eli, a ona cieszy się z moich. Nie nudzimy się razem. (ze sobą).
Elżbieta: — Lubimy ze sobą przebywać. Emocjonujemy się naszymi wspólnymi występami na zawodach. Tak jak podczas mistrzostw Polski małżeństw: wiemy, że każdy z nas pracuje na wspólny wynik. To wspólne, niewymuszone rzeczy.
W tym roku planujemy udział w Biegu Rzeźnika. To naprawdę duże wyzwanie — ok. 80 kilometrów w Bieszczadach. Biegnie się w parach i nie można oddalić się od siebie na więcej niż 100 metrów. To jest dopiero wyzwanie!

Jarosław: — Myślę, że już w czerwcu, po zawodach będzie można nas zapytać o to, czy bieganie cementuje związki, czy może już zaczęliśmy tworzyć nowe profile: biegamy osobno (śmiech).

Katarzyna Guzewicz

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także