Sobota, 1 października 2016. Imieniny Heloizy, Igora, Remigiusza

Burmistrz idzie do pośredniaka?

2015-01-11 19:55:00 (ost. akt: 2015-01-11 21:26:55)

Autor zdjęcia: Marcin Szymkowiak


Ćwierć wieku bycia burmistrzem czy wójtem to szmat czasu. Człowiek może odnieść wrażenie, że urodził się wójtem, albo że do emerytury już będzie burmistrzem. Bo przez lata słyszał tylko: panie wójcie to, panie burmistrzu tamto. I byli niezatapialni: wygrywali batalie samorządowe. I nagle poszli pod wodę, ale ani myślą utonąć.



Poseł PSL Stanisław Żelichowski w swojej bogatej karierze politycznej już dwa razy był ministrem. Kiedyś zapytany o to, kiedy do człowieka dociera, że już nie jest ministrem, odparł: człowiek wsiada do auta, a samochód nie jedzie. To jest ten znak. 


— Kierowcy nie miałem — śmieje się Janusz Sypiański, były wójt gminy Świątki. — Ale jak telefon dzwoni, to nie jest jeszcze źle. Bo zazwyczaj telefony milkną.

Bo pan już za długo jesteś!

Janusz Sypiański przez sześć kadencji stał na czele gminy Światki. Niewielu może pochwalić się takim stażem. Ale teraz w listopadowych wyborach Sypiański stracił władzę. Mówi, że jego telefon jeszcze dzwoni, a to tylko dlatego, że nadal szefuje Związkowi Gmin Warmińsko-Mazurskich.


— To mam zajęcie — mówi były wójt. — Nie siedzę w domu. Ćwierć wieku bycia wójtem, to szmat czasu. Człowiek może odnieść wrażenie, że urodził się wójtem i tak już już będzie do emerytury. Bo wokoło przez lata słyszy tylko : panie wójcie to, panie wójcie tamto.


— To można przywyknąć — żartuje Sypiański. — Ale wójtem się bywa, a nie jest dożywotnio. Po ćwierć wieku oddał władzę w gminie. Przegrał. Dlaczego? — Mieszkańcy stwierdzili, że jestem stary, nierozwojowy — tłumaczy.

— I naprawdę nie żartuję, bo jedyny zarzut, który słyszałem w czasie kampanii wyborczej pod swoim adresem "bo pan za długo już jesteś". I muszę odejść. Przyznam, że to żaden argument, a człowiekowi robi się, gdzieś tam w środku, trochę przykro, jak słyszy coś takiego. Na pewno byłoby łatwiej zamknąć tę kartę, gdyby padły jakieś konkretne zarzuty, że czegoś nie zrobiłem, choć były możliwości. Ale takie życie i nie ma co się obrażać. Mieszkańcy zdecydowali tak a nie inaczej. A czy dobrze? Nie wiem, czas pokaże. Na pewno będzie inaczej.


Może konkurent był mocny? — Jak panu mówią, że za długo już jesteś, to pies z kulawą nogą wygra z tobą — śmieje się Sypiański. 
Co dalej?

— No, nie jest to sytuacja komfortowa — przyznaje Sypiański. — Ale nie tracę wiary. Myślę, że jakoś to będzie, że za kilka miesięcy znajdę posadę.



Burmistrz szuka pracy
Krzysztof Nałęcz po 12 latach też stracił posadę burmistrza Bartoszyc. I teraz szuka pracy. 
— Na razie zarejestrowałem się w urzędzie pracy — mówi Nałęcz. — Oficjalnie jestem bezrobotny. Mam 63 lata, a trzeba przecież pracować do 67 roku życia. 
Burmistrz w pośredniaku?

— A co w tym dziwnego — pyta. — Takie życie. Na manię wyższości nie cierpię. A ręki tu nikt specjalnie nie poda. Na razie odpoczywam, ale myślę, że już niedługo zacznę się za czymś rozglądać. 
Jednak znaleźć posadę nie będzie lekko po tych trzydziestu latach, które przepracował administracji, ani też po tak długiej przerwie wrócić do zawodu — jest geodetą. 


— Byłoby chyba ciężko — nie ma złudzeń. — Ale tę lekcję już przerabiałem — dodaje Nałęcz.
 Był kiedyś sekretarzem miasta, ale został zwolniony. Przez półtora roku szukał pracy po Polsce.

— Bo w małym środowisku to jak wilczy bilet, zapomnij, że na miejscu dostaniesz pracę — podkreśla Krzysztof Nałęcz. — Szukałem po całej Polsce i już nawet byłem blisko, ale pojawiły się bezpośrednie wybory i zaproponowano mi start na burmistrza. Pomyślałem sobie: wygrać nie wygram, ale co komuś może namieszam, to moje. Ale wygrałem. Tak więc byłem już za burtą. Jestem już otrzaskany w tym radzeniu sobie na bezrobociu. 


Czy pogodził się też z tym, że już nie jest burmistrzem? 
— Myślę, że już następnego dnia po wyborach — wyznaje Nałęcz. — Oczywiście, chciałem być burmistrzem, ale myślę, że nie za wszelką cenę. Nie tylko ja zostałem negatywnie zweryfikowany, bo inni, wydawałoby mocniejsi, też przegrali. Widocznie jest coś takiego w naszym społeczeństwie jak zmęczenie materiału. Może też część wyborców uznała, że i tak wygramy, więc nie poszła do urn.


— Ale dzięki temu dużo zyskałem — zaskakuje były burmistrz. 
A cóż takiego, skoro dziś jest bezrobotny? — Zdrowia już nie będę musiał tracić na to wszystko — tłumaczy.



Rozpaczać, biadolić? To nie ja


Jolanta Piotrowska, była burmistrz Giżycka, również po trzech kadencjach oddała ster rządów w mieście.
 — Niewątpliwie jest sporo osób, które się cieszą, że nie jestem już burmistrzem — nie kryje Jolanta Piotrowska. — Jednak 13 lat już jestem w polityce, to już się opatrzyłam. Ale jest też dużo osób, które wprost mi mówią, że szkoda, że nie jestem już burmistrzem. Są tacy i tacy. 


Kiedy zauważyła, że nie jest burmistrzem? — Jakoś nie zauważyłam. Spotykam się z ludźmi, telefon dzwoni. Rodzina śmieje się, że tak naprawdę nic się nie zmieniło poza tym, że już nie dostaję pensji — żartuje. — Burmistrz to człowiek, który został wynajęty do pracy. Pracuje dotąd, dokąd pracodawca go chce, a jak już nie chce, to trzeba się z tym pogodzić, poszukać sobie innego zajęcia.


Na razie była burmistrz odpoczywa. — Dałam sobie trochę czasu na odpoczynek po tych 12 latach naprawdę ciężkiej harówy — podkreśla Piotrowska.


Co dalej? Ktoś poda rękę byłej pani burmistrz?
 — Zobaczymy, myślę, że nie będę bezrobotna, że sobie poradzę. Nie popadnę w jakąś rozpacz, nie będę siedzieć i biadolić, bo zawsze jest coś do roboty, bo choćby trzeba posprzątać dom — śmieje się. — Mam kilka scenariuszy. Jeszcze nie zdecydowałam, co wybrać. Zdradzę tylko, że waham się między polityką a biznesem. 


— A jeśli wybiorę biznes, założę swoją firmę, to też pewnie zarejestruję się wcześniej w urzędzie pracy — dodaje. — Żaden to dyshonor.

A koledzy z partii nie pomogą? Piotrowska kandydowała w listopadowych wyborach z listy PO też do sejmiku województwa. — To odpowiedź nie na dzisiaj — ucieka od odpowiedzi. — Mam czas, żeby ochłonąć, odpocząć, bo teraz np. wybieram się z mężem w góry. Jak wrócę z tych wakacji, to będę myślała, co dalej. Nie miałam życia prywatnego, nie było na nic czasu, żyłam z telefonem przy uchu, a teraz mogę choćby pójść na spacer po mieście — docenia życie poza ratuszem.


Jak wygląda Giżycko z punktu widzenia zwykłego mieszkańca? — Mogę sobie ponarzekać, że tu jest coś nie tak, że tam trzeba coś poprawić — śmieje. — Jako była burmistrz wiem, że nie ma na to pieniędzy, że nie zrobi się wszystkiego, ale jako mieszkaniec mam do tego prawo, żeby sobie teraz pomarudzić. I to też jest dobre.


To tylko wyjdzie mi na zdrowie
Przegrana Marka Mirosa, burmistrza Gołdapi, była chyba największym zaskoczeniem listopadowych wyborów. 
— Nie ucieszyłem się, ale nie było też to dla mnie dramatem — kwituje przegraną Miros, który przez sześć kadencji rządził miastem. — Na razie odpoczywam. Chodzę na basen, gram sobie w tenisa.


Czy doszedł do siebie po przegranej? — Jak się startuje, to też trzeba zakładać przegraną, choć oczywiście nie chciałem przegrać — podkreśla były burmistrz. — A przegrana? Cóż, była dla mnie pewnym wstrząsem. Ale teraz odpoczywam i nabieram dystansu, bo po tych 25 latach byłem już trochę zmęczony. I nie ma tego złego, co by na dobre wyszło. I teraz myślę sobie, że to tylko wyjdzie mi na zdrowie.


— Już nikt nie odbierze mi tego, co zrobiłem dla Gołdapi, dla polskiego samorządu, ale najważniejsze, że byłem przez 25 lat w ogniu tych pozytywnych przemian w Polsce — dodaje. — I nie mam ani krzty żalu, do nikogo. 


Wielu wydawało się, że znowu wygra bez problemów. Dlaczego stało się inaczej? Mówi, że kiedyś był nad jeziorem Bajkał. Do jeziora wpada kilkaset rzek, a wypływa tylko jedna — Angara. Trudno więc powiedzieć, gdzie jaka płynie woda. Tak samo jest z szukaniem przyczyn porażki. Trudno wskazać jedną. Bo i zmęczenie twarzą, bo negatywna kampania, bo nie docenił siły Facebooka, bo jego elektorat częściowo został w domu, bo myślał, że i tak wygra. Na pewno też były jakieś jego błędy. 
Teraz stara się o pracę, ale w szczegóły nie chce jeszcze wchodzić. 
— Myślę , że coś znajdę — ma nadzieję. — Ale niech mi pan wierzy, że nie należę do tych ludzi, którzy leżą pod kołdrą i się martwią.



Trzy pensje na odchodne

Mirosowi, jak innym niezatapialnym, trochę do emerytury brakuje. — Dokładnie siedem lat — mówi były burmistrz Gołdapi. — W Niemczech czy Szwajcarii ludzie, którzy poświęcili ćwierć wieku pracy na rzecz państwa, społeczeństwa mają jakieś zabezpieczenia finansowe, u nas tego nie ma. Bo politycy boją się podjąć taką decyzję, a boją się, bo są populistami. 


— A nie trzeba wymyślać prochu, bo można sięgnąć po rozwiązania, które są w Europie — podpowiada Krzysztof Nałęcz. — A tak Murzyn zrobił swoje i Murzyn może odejść. I raptem Murzyn staje się bezpański, bo nikt mu ręki nie podaje.


— Na Zachodzie, jeśli było się przez kilka kadencji wójtem czy burmistrzem i ma się już swoje lata, to przynajmniej ma się prawo do pomostowej emerytury — zauważa Janusz Sypiański, były wójt Świątek. — Państwo powinno dbać o swoich funkcjonariuszy, bo weźmy europosłów. Już po jednej kadencji mają prawo do cząstkowej emerytury. 


— Może w większym środowisku tego wilczego biletu tak się nie odczuwa — dodaje były burmistrz Bartoszyc. — Ale w małych miastach, gminach to praktycznie wyrok bez możliwości odwołania się.


Na razie mają z czego żyć, bo każdy wójt, burmistrz na odchodne dostaje odprawę. To trzy pensje. Dobre przecież pensje, bo nasi wójtowie, burmistrzowie zarobkami nie odstają od posłów. To i odprawy niektórych samorządowców mogły wynieść niemal 40 tys. zł. 


— Ale co to jest, nawet te trzy pensje? — zauważa Sypiański. — Bo jeśli ktoś 25 lat był wójtem, burmistrzem, to ciężko potem wrócić do zawodu, a gdy ma się jeszcze 60 lat na karku, to człowiek staje się, jak to mówią, nieatrakcyjny na rynku pracy. 


Koledzy nie pomogą?
 — W gminie? A kto mnie zatrudni? Zresztą przepisy zabraniają — tłumaczy wójt Sypiański. — Przez rok nie mogę pracować w firmach, w stosunku do których wydawałem decyzje administracyjne, nieważne czy pozytywne czy negatywne. 
 — I taki wójt, burmistrz zostaje bez niczego, chyba że ma mocnych kolegów w partii, to gdzieś tam go popychają — mówi.


AM
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także