Czwartek, 14 listopada 2019. Imieniny Emila, Laury, Rogera

"Maniana" w życiu, olsztynianka w Peru

2014-12-13 18:00:00 (ost. akt: 2014-12-13 11:12:57)
Małgorzata Olejnik w Ollantaytambo, Świętej Dolinie Inków, Peru, kwiecień 2014 r.

Małgorzata Olejnik w Ollantaytambo, Świętej Dolinie Inków, Peru, kwiecień 2014 r.

Autor zdjęcia: Archiwum Małgorzaty Olejnik

— Niektórzy ludzie są jak drzewa, inni jak ptaki. Jedni przywiązują się do jednego miejsca. Nie tolerują wielkich zmian. Natomiast ja jestem ptakiem — mówi Małgorzata Olejnik. Olsztynianka, która odnalazła swoje miejsce... w Peru.

Wyjechała za ocean w lutym tego roku na stałe. — Teraz przyjechałam do Olsztyna na dwa miesiące i wracam znowu do Peru — opowiada pani Małgorzata. — Dlaczego wyjechałam? — zastanawia się. — Zamknęłam kolejny rozdział swojego życia. I wtedy pomyślałam, czego ja tak naprawdę chcę w tym życiu? Szperając w internecie, zupełnie przez przypadek zauważyłam tekst ”Bilety do Limy za 1300 zł". Pomyślałam, jeżeli jest taka okazja, dlaczego nie skorzystać?

To był marzec 2013 roku, kiedy pani Małgorzata pierwszy raz wyjechała na dwutygodniową wyprawę do Peru. Trzy miesiące szykowała się do wyprawy za ocean. Uczyła się hiszpańskiego, dużo czytała o kulturze Peru. — Zakochałam się w tym kraju — mówi. — Czułam się tak, jakbym przyjechała do siebie. Od razu jak wróciłam do Polski, chciałam znowu wyjechać do Peru.

Latynosi są bardzo weseli i szalenie gościnni. Nic nie planują. Żyją tu i teraz. Pamiętam, jak pytałam się znajomych, co będziemy robić wieczorem. Oni do mnie: Zobaczymy wieczorem! — opowiada.
Ziemniaki i quinoa
Po kilu miesiącach wybrała się do Ameryki Południowej. — Tym razem pojechałam na targi naturalnej żywności. Wiedziałam coraz więcej o Peru, o ich zdrowym jedzeniu. Niektóre rośliny w Peru były uprawiane długo przed kulturą inkaską i do tej pory cieszą się dużą popularnością. M.in. quinoa, (red. quinoa, inaczej komosa ryżowa), chia, maca, amarantus. Quinoa jest uprawiana w Peru od ponad pięciu tysięcy lat p.n.e. — opowiada podróżniczka.

Europa znajomość ziemniaków zawdzięcza Peru. Teraz możemy poznać quinoę… — Jest rośliną uprawianą wysoko w górach. Znana z wielu cennych składników. Komosa ryżowa wzmacnia odporność i korzystnie wpływa na pracę organizmu, a przy tym jest smaczna.

Polecana jest wegetarianom, może wzbogacić ich dietę. — Od momentu, gdy NASA wprowadziła quinoę do diety kosmonautów, zyskała popularność na całym świecie — zaznacza. — Nie mówię o zupełnie nowym zjawisku. W Polsce od dwóch lat panuje moda na quinoę. To ziarno nie zawiera glutenu i jest przydatne w diecie wielu chorych.

Stół ze zdrowym jedzeniem
Całe życie pani Małgorzata pracowała w biznesie. — Dostarczałam żywność restauracjom, pracowałam w przetwórniach, specjalizujących się w obieraniu krewetek — wspomina. Jest absolwentką olsztyńskiej Akademii Rolniczo-Technicznej i studia rolniczo-ogrodnicze, które ukończyła w Olsztynie, bardzo przydają się w Peru. — Nie wybrałam akurat tego kierunku przypadkowo. Zawsze interesowały mnie sprawy jedzenia, dobrej, zdrowej żywności — opowiada pani Małgorzata.

Przed trzecią wyprawą za ocean zdecydowała, że wyjeżdża na stałe. Był luty 2014 roku. — Wyjechałam, wiedząc, że nic mnie już w Polsce nie trzyma, oprócz rodziców i starych przyjaciół, z którymi bardzo często rozmawiam przez Skype'a... Chciałam zacząć życie od nowa — wspomina. — Przyjechałam teraz na dwa miesiące i już nie mogę się doczekać, kiedy wrócę — uśmiecha się. — W Polsce brakuje mi muzyki, która w Peru jest wszędzie. Jakoś tu za cicho. A jeżeli leci gdzieś muzyka, to smutna — porównuje.

Żyją tu i teraz
O Ameryce Południowej można znaleźć wiele tekstów, książek, filmów. Jednak o tym, jacy są Latynosi, najlepiej przekonać się samemu. — Bardzo weseli i szalenie gościnni. Nic nie planują. Żyją tu i teraz. Pamiętam, jak pytałam się znajomych, co będziemy robić wieczorem. Oni do mnie: Zobaczymy wieczorem! — opowiada. — Są gotowi swoim kosztem zadowolić gościa. Nie żałują na to ani pieniędzy, ani swojego czasu. Dla nas, Europejczyków, nie jest to takie oczywiste. My zawsze oczekujemy czegoś w zamian. U nich nikt za pomoc nie odwzajemnia się pieniądzmi. A zwykle pomocą.

— Często zapisujemy się na różne kursy i szkolenia, żeby nauczyć się żyć tu i teraz. Gdy opowiadałam o tych spostrzeżeniach swoim kolegom w Peru, śmiali się ze mnie. Oni mają to we krwi, wiedzą, jak żyć, żeby być szczęśliwymi — dzieli się swoimi obserwacjami. W ostatnich badaniach na temat szczęścia na świecie pierwsze miejsce zajęli właśnie Latynosi.

"Maniana" w życiu
W Ameryce Łacińskiej bardzo popularne jest zjawisko "ayni" (red. ayni — wsparcie jednego członka społeczności poprzez innych, a w zamian potrzebująca osoba odwdzięcza się, pomagając innym członkom społeczności). Można na co dzień doświadczyć takiej pomocy, należy tylko zostać przyjętym do społeczności i wiedzieć, jak i kiedy pomóc.

W praktyce polegało to na tym, że jeżeli znajomi Peruwiańczycy z Limy poprosili swoich przyjaciół w górach o nocleg dla mnie, ja nie mogłam za niego zapłacić. W żadnym wypadku! Ale butelka z dobrym winem w zamian za możliwość przenocowania — i owszem!. Kiedyś świetny przewodnik, polecony przez znajomych, pokazał mi nieznane szlaki starych szlaków inkaskich — nie płaciłam za to, ale zaprosiłam go na obiad.

— Z kolei wszechobecna tam "maniana" głosi, że to, co możesz zrobić dziś, odłóż na jutro — śmieje się. — Pasuje mi taki styl życia. Ale... nie jest to dobre w prowadzeniu biznesu. My, Europejczycy, jesteśmy przyzwyczajeni, że jeżeli wysyłamy e-maila, to wiemy, że najpóźniej w ciągu kilku dni dostaniemy odpowiedź. U Latynosów jest inaczej. U nich wszystko może poczekać. Czasem aż kilka tygodni.

— Latynosi uważają siebie za siłę napędową w gospodarce światowej, ponieważ ich państwa są bogate w surowce naturalne. Natomiast Europa to dla nich to stary kontynent, gdzie już nie ma surowców, cały czas są kryzysy i Unia Europejska przerzuca pieniądze z jednego miejsca do drugiego — zaznacza.
— Postrzegają nas jako bardzo smutnych, cały czas zmartwionych i planujących ludzi. Nazywają nas pokoleniem II wojny światowej. Może dlatego, że ludzie w czasie wojny boją się o jutro i cały czas są smutni — zastanawia się pani Małgorzata.

To moje miejsce do życia
— Zawsze lubiłam podróżować. Byłam między innymi w Stanach, w Australii, Hiszpanii, w krajach skandynawskich i bardzo często we Włoszech. Zawsze zadawałam sobie pytanie — czy chciałabym tu jeszcze kiedyś wrócić albo mieszkać na stałe? Nigdy nie miałam takiej pewności, zanim nie wybrałam się do Peru.

— Wiem, że odnaleźć siebie jest bardzo trudno w dzisiejszych czasach. Bardzo często my, kobiety, poświęcamy dużo czasu na takie rzeczy, jak makijaż, ładne ubrania... — rozmyśla. — Martwimy się tym, jak będziemy postrzegane. Ale czy tak naprawdę robimy to, bo same tak chcemy? Czy tego chcą od nas inni? Myślę, że bardzo ważne jest wiedzieć, co tak naprawdę chcę się w życiu robić. Jestem szczęśliwa w Peru i wiem, że to jest moje miejsce, gdzie chcę żyć i pracować.

— Niektórzy ludzie są jak drzewa, inni jak ptaki. Jedni przywiązują się do jednego miejsca. Nie tolerują wielkich zmian. Nie mówię, że to jest złe. Każdy jest taki, jaki powinien być. Natomiast ja jestem ptakiem. Mnie gdzieś zawsze gna - opowiada pani Małgorzata. - Niektórzy znajomi mówili mi, żebym założyła restaurację peruwiańską w Polsce bądź w Peru z polską kuchnią. Ale ja nie chcę. Nie chcę przywiązywać się do miejsca. Nie planuję. Żyję dzisiejszym dniem. Staję się prawdziwą Peruwianką — mówi Małgorzata Olejnik.

Weronika Makar
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB