Wtorek, 7 kwietnia 2020. Imieniny Donata, Herminy, Rufina

Słowo jak spotkanie z delfinem

2014-11-16 20:50:00 (ost. akt: 2014-11-16 20:48:18)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

— Miałem dysleksję i dysgrafię. Orłem nie byłem, bo moja średnia z pierwszych lat podstawówki to 3,4 i gdyby nie piątki z muzyki i wuefu, to byłaby jeszcze dużo niższa — mówi 33-letni Jędrzej Cytawa, architekt, który czterokrotnie pobił rekord Guinnessa w zapamiętywaniu cyfr binarnych.

— Czy pan jest geniuszem?
— Na pewno nie.

— Powiedział pan kiedyś, że nauczyć można się wszystkiego. I może zrobić to każdy!
— Jestem w stanie każdego nauczyć zapamiętywać, a jakby ktoś miał chwilę cierpliwości, to mógłby nawet pobić mój rekord Guinnessa. Sam zresztą też mogę to jeszcze zrobić.

— Tego nie sprawdzę, ale ponoć potrafi pan zapamiętać tysiąc słów z obcego języka w ciągu pięciu godzin. Czy to prawda?
— Tak, mój ostatni rekord to 5 godzin i 40 minut, ale myślę, że można szybciej i te pięć godzin jest w zasięgu.

— Zawsze był pan tak zdolny, czy może w szkole był pan, jak wielu, przeciętnym uczniem.
— Byłem na pewno grubo poniżej przeciętnej. Miałem dysleksję i dysgrafię. Orłem nie byłem, bo moja średnia z pierwszych lat podstawówki to 3,4 i gdyby nie piątki z muzyki i z wuefu, to byłaby jeszcze dużo niższa. Tak więc byłem bardzo kiepskim uczniem, mówiąc w wielkim skrócie. Bo jak pamiętam, w szóstej klasie miałem 17 „jedynek” z matematyki i to w jednym semestrze. To swoje mówi.

— Aż trudno w to uwierzyć! Czy to prawda, że z angielskiego był pan też zagrożony? Bo teraz zna pan aż pięć języków obcych.
— No tak, ale biegle mówię w trzech: angielskim, hiszpańskim i francuskim. Znam jeszcze portugalski i rosyjski.

Chodzi o to, żeby nauczyć się, na przykład przekładać na emocje cyfry, daty czy fakty. Są techniki, które pozwalają zapamiętywać kolejność. Są techniki, które pozwalają zapamiętywać gigantyczne ilości informacji. I wszystkie bazują na wyobrażaniu sobie pewnych rzeczy.
— Dlaczego inni nie potrafią takich rzeczy jak pan, z przeciętniaka do księgi Guinnessa, bo przecież Jędrzej Cytawa, architekt pochodzący z Lublina już czterokrotnie pobił rekord w zapamiętywaniu długich rzędów cyfr.
— Ludziom brakuje tylko wiedzy na temat tego, jak to zrobić. To wszystko, bo tak naprawdę każdy ma tę pamięć idealną. Opowiem panu pewną historyjkę, żeby nieco zobrazować to, o czym mówię. Stoi pan w oceanie, patrzy na zachód słońca, rozkoszuje się widokiem, a tu nagle dziesięć metrów od pana z wody wyskakuje delfin. Robi salto i znika. Wszystko to trwa dwie, trzy sekundy. Ale gdyby to stało się w rzeczywistości, to pewnie to zdarzenie zapamiętałaby pan do końca życia?

— Myślę, że tak.
— No właśnie, a techniki pamięciowe to jest nic innego, jak wykorzystanie tej idealnej pamięci do zapamiętywania tych rzeczy, które się chce. I to da się zrobić zawsze, chociażby do nauki języka. Bo jeśli się zastanowimy, dlaczego zapamiętuje się tego delfina z oceanu, to odpowiemy sobie, bo jest niesamowity, bo były emocje, bo to wyjątkowe spotkanie. I chodzi o to, żeby każde słowo, którego się uczymy, było tak samo emocjonalne, kolorowe, żywe dla naszej głowy, jak takie spotkanie z delfinem. To oczywiście wymaga troszeczkę pracy, kreatywności i otwartości na pewne rzeczy na pierwszy rzut oka niezwiązane z tym słowem, które chcemy zapamiętać. Niech pan poda jakiś wyraz.

— Może portfel, bo akurat leży na biurku...
— Po hiszpańsku portfel to bolso, jak też kieszeń czy torebka. To słowo nic panu nie mówi, ale jeżeli poszukamy emocji w słowie bolso, to np. „bols” to jest wódka, a literka „o” to może być np. obroża. I teraz wystarczy pomyśleć o jakimś portfelu jako symbolu. Proszę więc powiedzieć, jak wygadał pana pierwszy portfel w życiu? Bo chodzi o to, żeby znaleźć coś, co pomoże panu w przyszłości w odpowiedzi na pytanie, jak po hiszpańsku jest portfel.

— Przypomina mi się podniszczony portfel, taki na zatrzask.
— To teraz proszę sobie wyobrazić, że pan jako dziecko idzie z tym portfelem do sklepu po wódkę, po bolsa, ale rodzice pana przyłapali. I za karę założyli obrożę na szyję i prowadzą do domu, z obrożą na szyi, z tymi butelkami w rękach. To oczywiście fikcyjna historyjka, ale dla naszej głowy jest zupełnie bez różnicy, czy coś zobaczy naprawdę, czy tylko sobie wyobrazi. Jeżeli będziemy planować, wymyślać takie rzeczy, nawet jeśli na pierwszy rzut oka nie są one związane z tematem, to staną się dużo łatwiejsze do zapamiętania. Bo są emocje.

— No tak, choć tu akurat to raczej wstyd i hańba, no, ale łatwiej mi będzie zapamiętać, jak jest po hiszpańsku portfel.
— Dokładnie tak, ale ta historyjka jest przejściowa, nie będziemy jej za każdym razem sobie przypominać. Tylko do momentu aż słowo bolso zostanie powtórzone ileś razy i trafi do naszej pamięci długotrwałej. Proces powtarzania wygląda mniej więcej tak — chcąc przypomnieć sobie, jak jest portfel po hiszpańsku, będzie pan przypominał sobie, że szedł do sklepu, miał portfel, była jakaś wódka, potem obroża. Przypomni sobie tę historyjkę i po pewnym czasie powie pan bolso i już nawet nie pomyśli tej historyjce, pomimo tego, że jest gdzieś tam w głowie zakopana. Inny przykład, po hiszpańsku kucharz to cocinero. Jak to zapamiętać, ot choćby przez podzielnie wyrazu na kosi nery.

— To są więc te mnemotechniki, ułatwiające zapamiętywanie, a nie jakieś czary?
— Dokładnie tak. Żadne czary. To nie są żadne stany koncentracji, to jest zbiór technik, chodzi o to, żeby nauczyć się, na przykład przekładać na emocje cyfry, daty czy fakty. Są techniki, które pozwalają zapamiętywać kolejność. Są techniki, które pozwalają zapamiętywać gigantyczne ilości informacji. I wszystkie bazują na wyobrażaniu sobie pewnych rzeczy hipotetycznie, mocne ich kolorowanie, ubarwienie, żeby głowa nie miał problemu z ich przypomnieniem. Wszystko zależy od naszej kreatywności.

— Jak zaczęła się pana przygoda z technikami pamięciowymi?
— W liceum przyszedł do naszej szkoły Marek Szurawski (znany żeglarz i autor książek o technikach pamięciowych — red.) i zrobił nam prezentacje. Zapamiętał 30 cyfr. Podyktował je z pamięci tam i z powrotem po jednokrotnym usłyszeniu. Zrobił nam też wykład na temat technik pamięciowych, podobny do tego, co ja mówię teraz panu. No i spodobało mi się to, pojechałem na pierwszy wakacyjny obóz trening pamięci i tak się to zaczęło. Teraz jestem trenerem. Właśnie tworzymy portal memolingua, gdzie wykorzystując techniki pamięciowe uczymy języków, a moją ulubioną jest technika słów zastępczych.

— Polska szkoła proponuje uczniom też wkuwanie, ale okien w klasie nie trzeba zamykać, bo — jak mawiała moja polonistyka z „ogólnika” — orłów tu nie ma.
— Powodów jest wiele. Po pierwsze, bo trzeba pomyśleć o czymś niezwiązanym z tematem, a przyzna pan, że ta historyjka z alkoholem nie jest wychowawcza. Dziecko w wieku 5-6 lat, jeżeli ma dostęp do dwóch języków, to mówi w dwóch językach. A to dlatego, że jak dziecko zobaczy w sklepie brzoskwinię to powie: mamo patrz włochate jabłko. Bo wie, jak wygląda jabłko, wie jak wyglądają włosy. To są dla niego emocje, patrzcie ludzie, włochate jabłko. A jak widzi po raz pierwszy konia, to nie powie koń, tylko, ale wielki pies. To są dla niego emocje. Każde nowe słowo to są emocje. Dziecko intuicyjnie wiąże słowa z tym, co już zna. Dzieci tak się uczą, ale kiedy idą do szkoły, to dzieje się najgorsza rzecz na świecie. Bo np. pada pytanie, kto wie, jak jest po hiszpańsku portfel. Ktoś podnosi i mówi bolso. Bardzo dobrze — chwali nauczyciel. I w ten sposób są nagradzani ci, którzy wiedzą. Ja na swoich kursach technik pamięciowych pytam, kto nie pamięta, jak jest po hiszpańsku portfel. I budujemy tę historyjkę portfela. A w naszej szkole uczymy nagradzać tych, którzy wiedzą i w ogóle nie zajmujemy się tymi, którzy nie wiedza, nie pokazujemy im, jak się mają uczyć. Jesteśmy uczeni powtarzania. Dzieci są bardzo szybko wykorzeniane ze swoich prywatnych spostrzeżeń, które są najcenniejsze.

— Jak wygląda bicie rekordu Guinnessa w zapamiętywaniu cyfr binarnych?
— Na ekranie monitora wyświetla się ciąg cyfr binarnych, który znika po trzech sekundach. Potem trzeba go odtworzyć, zapisać i porównać.

— Ile pan zapamiętał cyfr?
— Zaczynałem od 35, potem było 42, 49, a teraz 56.

— Przyznam, że nie wiem, co powiedzieć...
— Ale naprawdę jest to możliwe, nie do odtworzenia na głos, ale do zapisania. A jak to się robi, to już temat na kolejną rozmowę.

— Marzył pan, żeby trafić do księgi Guinnessa?
— Nie, po prostu kiedyś zobaczyłem, że ktoś zapamiętał 28 cyfr. Pomyślałem, że mogę więcej. I to zrobiłem.

— Czy to kres pana możliwości?
— Oczywiście, że nie.

— Jak pani nie zapamiętuje cyfr, to co pan robi w wolnym czasie?
— Kiedyś wiele rzeczy, dziś pochłania mnie bez reszty rodzina, mamy małe dziecko. Ale hobby pozostało, to pamięć.

Rozmawiał Andrzej Mielnicki

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB