środa, 19 września 2018. Imieniny Januarego, Konstancji, Leopolda

Na szczyt Mont Blanc weszła prosto z Redykajn

2014-11-08 18:46:00 (ost. akt: 2014-11-08 18:53:03)
Na szczycie Mont Blanc

Na szczycie Mont Blanc

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

Ma 38 lat i 155 cm wzrostu. Waży 46 kg. Jest olsztynianką. Agnieszka Jóźwiak w sierpniu zdobyła górę Kazbek. Pięciotysięcznik, jeden z najwyższych szczytów Kaukazu, na granicy Gruzji z Rosją. Jej plecak ważył prawie 20 kg. Teraz planuje jechać w Himalaje.

Agnieszka Jóźwiak wychowała się na os. Kormoran, niedaleko stadionu Stomilu. Skończyła II LO. Studiowała w Gdańsku: najpierw na AWF, później na politechnice. Teraz studiuje psychologię zarządzania. Przyznaje, że czasami brakuje jej wolnych weekendów. Ale nie narzeka. I kiedy wydrze jakąś wolną chwilę, to czyta książki turystyczne.

Mieszka w Redykajnach. Mówi, że na co dzień prowadzi całkiem normalne życie. Pracuje za biurkiem. W firmie ubezpieczeniowej. Nie ma rodziny. — Miłość do gór wzięła się z moich różnych życiowych doświadczeń — mówi. — Wciągnęłam się trzy lata temu.

Wcześniej miała inne ekstremalne pasje. Nurkowała. W wolnych chwilach jeździ na motocyklu. Ma harleya. Pani Agnieszka przekonuje, że zdobycie góry Kazbek było bardziej karkołomne niż kupno harleya. Przed najwyższym szczytem w Kaukazie zdobyła jeszcze: w sierpniu 2013 roku Mont Blanc (4810,45 m) i Gran Paradiso w jego masywie (4061 m), a w maju tego roku Dżabal Tubkal w Maroku (4167 m). — Nie mam jeszcze dużego doświadczenia, bo nie wystarczy tylko poczytać o Mont Blanc i szczyt się zdobędzie na pstryknięcie palcami. Ale w życiu mierzę wysoko — zapewnia.

O ile w trakcie wyprawy na Mont Blanc było zimno, ale świeciło słońce, o tyle podczas atakowania góry Kazbek pogoda była bardzo kapryśna. Wchodzili siedem dni. Przez pierwsze dwie doby lał deszcz. — Wszędzie było błoto, ciuchy nie schły, byliśmy mokrzy. A do tego było zimno i mocno wiało, odczuwalna temperatura od minus 15 do minus 20 stopni. Nic nie było widać, korzystaliśmy z nawigacji GPS — opowiada pani Agnieszka.

Na szczyt (5047 metrów) weszli 1 sierpnia o godz. 7.15. — Było ciężko, bo góra pozwoli na siebie wejść albo nie. Nie miałam jednak chwil zwątpienia. Na wysokości 3700 metrów poślizgnęłam się na lodzie i dość mocno się potłukłam, trochę osłabłam. Nie jestem jednak osobą, która łatwo się poddaje. Do tego miałam świetnych współtowarzyszy. Dużo żartowaliśmy, bo tydzień się dłużył — wspomina wyprawę.

— Z gór zawsze wracam silniejsza, odmieniona — przyznaje pani Agnieszka. — Bo w jakimś sensie człowiek na szlaku jest sam na sam ze sobą. Dużo się też myśli.

MP
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (15) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. taki tam #1876423 | 109.243.*.* 8 gru 2015 05:46

    15 lat temu to ona nie miała 155 cm wzrostu. Chyba, że teraz się mierzy na szpilkach.;) No i strasznie chudnie z wiekiem... Takie rzeczy tylko w Olsztynie.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. mlody #1539508 | 178.36.*.* 9 lis 2014 21:33

    ja wypiłem flachę z gwinta to jest wyczyn

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. lucyfer666 #1539432 | 88.156.*.* 9 lis 2014 20:59

    Dzieciak nie powinien dźwigać tornistra równego połowie masy własnego ciała :)

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. dr A #1539074 | 79.185.*.* 9 lis 2014 17:26

    Ja ze swojego osiedla zrobiłem przewyższenie 2000 m szybowcem, czy o mnie teży napisze Gazeta Olsztyńska?

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. uwr :) #1539000 | 176.221.*.* 9 lis 2014 16:01

    Super dzielna babka!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (15)