Niedziela, 15 grudnia 2019. Imieniny Celiny, Ireneusza, Niny

Uwierzyłam, że jestem Cyganką

2014-11-08 11:30:00 (ost. akt: 2014-11-08 11:19:42)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

— Joanna i Krzysztof Krauze po wielu latach mojej nieobecności na ekranie odkryli mnie na nowo, uwierzyli we mnie. To dzięki nim do dzisiaj pracuję w tym zawodzie — mówi aktorka Jowita Budnik.

— Nasz region nazywany zielonymi płucami Polski zachęca do wypoczynku, ale po filmie "Jeziorak" (kręcony był w okolicach Iławy — red), który niedawno wszedł do kin, aż strach zapuszcza się w te rejony...
— (śmiech) W filmie opowiadamy o bardzo pięknych okolicach, co jednak nie zmienia faktu, że historia rozgrywa się poza sezonem. Wtedy bywa pusto, trochę mrocznie, również sama przyroda jest zupełnie inna. Czasami — jak pokazuje nasz film — potrafi być też niebezpiecznie. Mimo wszystko gorąco zachęcam do odwiedzania tych stron, bo są piękne.

— Film zbiera dobre recenzje. Dlaczego pani zdaniem przez długie lata polskie kino nie potrafiło wyprodukować porządnego kryminału? Ten gatunek u nas kuleje.
— Powody są pewnie prozaiczne. Polska nigdy nie była takim rynkiem jak Stany Zjednoczone, gdzie obok filmów artystycznych powstaje również kino czysto gatunkowe. Liczba komedii, horrorów czy właśnie kryminałów jest tam duża, jeśli nie większa niż w przypadku kina artystycznego. U nas niestety wielu twórców traktuje kino gatunkowe po macoszemu. Po prostu nie uważa się go za coś wartego uwagi, przez co robione bywało dotąd trochę bez serca. W Polsce film gatunkowy z prawdziwego zdarzenia powstaje raz na kilka lat. Dlatego trudno tutaj mówić o jakiejś bogatej reprezentacji tego kina. Tym bardziej cieszę się, że nasz film został uznany za wartościowy kryminał.

— Czyta pani kryminały?
— Lubię, natomiast od razu się usprawiedliwiam, że niestety nie czytam ich zbyt wiele. Mam za mało czasu nawet na literaturę, która czeka na lekturę w pierwszej kolejności. Czasami podczas wakacji — kiedy wolnych chwil jest nieco więcej — zabieram ze sobą jeden czy dwa kryminały. Nie jestem może namiętną czytelniczką tego gatunku, ale też się go nie wystrzegam.

Niektórzy Romowie mówili, że zostali przedstawieni w "Papuszy" w niekorzystnym świetle. Próbowaliśmy oczywiście tłumaczyć, że opowiedzieliśmy historię, która miała miejsce kilkadziesiąt lat temu.
— W "Jezioraku" wcieliła się pani w rolę podkomisarz Izabeli Dereń. Policjantki z prowincji prowadzącej trudne sprawy, ale też kobiety w ciąży i ze skomplikowanym życiem osobistym. Trudno było to zagrać?
— Zawsze powtarzam — i przyzna to pewnie każdy aktor — że dużo łatwiej jest grać bogate role, które są napisane z pazurem, w których dużo się dzieje, gdzie można użyć wielu emocji. Zagranie takiej roli jest o niebo łatwiejsze niż takiej, gdzie człowiek musi się męczyć z "niczym", borykać się z papierowymi dialogami i zwyczajnie nie ma nic do zagrania. To chyba najgorsze, co może się zdarzyć. Moja rola w "Jezioraku" była pełnowymiarowa. Bohaterka przeżywała w trakcie filmu niebywałe historie. Było ciekawie.

— Zdaniem wielu rolę życia zagrała pani jednak w 2006 roku w "Placu Zbawiciela", głośnym obrazie Krzysztofa Krauze i Joanny Kos-Krauze. To jeden z najsmutniejszych filmów, jakie widziałem, ale zarazem jeden z najprawdziwszych, bo pokazujących codzienne życie, jakie może się toczyć obok każdego z nas.
— Chociaż nasz film opowiadał prawdziwą historię, to jednak mam wrażenia, że "Plac Zbawiciela" nie był opowieścią o najzwyklejszych ludziach. Może bohaterowie sami z siebie byli zwykli, natomiast to, co im się przydarzyło, przerosło ich wyobrażenia. Moja bohaterka była w o tyle trudnej sytuacji, że nie dość, że jej nikt nie wspierał, to jeszcze nie radziła sobie sama ze sobą.

— W ubiegłym roku zagrała pani również główną rolę w głośnej "Papuszy", opowieści o romskiej poetce. Po filmie wiele osób zaczęło inaczej patrzeć na tę kulturę, często dyskryminowaną. A jak pani patrzyła przed filmem na Romów?
— Życie moje i mojej rodziny akurat tak się potoczyło, że już wcześniej miałam kontakt z Romami. Był to kontakt przyjemny, dobrowolny. Miłością do tej kultury zaraziła mnie mama i bardzo lubiłam obcować z Romami. Miałam okazję m.in. jeździć na różne ich festiwale. Ta filmowa przygoda z okolic Olsztyna była dla mnie w pewnym sensie ukoronowaniem tego, bo miałam okazję pobyć z nimi trochę dłużej. Bardzo miło to wspominam.

— Niestety nie każdy tak o nich mówi.
— Największym problemem w kontaktach polsko-romskich jest to, że ludzie po prostu nie znają się nawzajem i nie mają nawet ochoty zbliżyć się do siebie. Wiele osób bazuje często na całej gamie przeróżnych stereotypów, które są krzywdzące i bardzo często nieprawdziwe. Wśród Romów, tak samo jak i w innych społecznościach, są ludzie mili i niemili, mądrzy i głupi, uczciwi i nieuczciwi. Wrzucanie wszystkich do jednego wora ze względu na ich pochodzenie jest niemądre. Tak się właśnie rodzą wszystkie dyskryminacje.

— Pani zdaniem film zrobił dobrą robotę edukacyjną?
— Można powiedzieć, że i tak, i nie. Wielu osobom na pewno przybliżył tę kulturę, natomiast niektórzy Romowie mówili, że zostali przedstawieni w "Papuszy" w niekorzystnym świetle. Próbowaliśmy oczywiście tłumaczyć, że opowiedzieliśmy historię, która miała miejsce kilkadziesiąt lat temu. Teraz wszyscy już wiedzą, że romskie dzieci chodzą do szkoły, ale wtedy tak nie było. Ich zdaniem film był obrazem nieco wypaczonym, ale nie zapominajmy, że to obraz historyczny. Nie opowiadaliśmy o dzisiejszych Romach, tylko o dawnych, którzy podróżowali jeszcze przez życie taborami.

— Trudno było stać się Cyganką?
— Muszę przyznać, że było to dla mnie wielkie wyzwanie. Nie dość, że trzeba było przeistoczyć się i uwierzyć w siebie jako w Cygankę, to jeszcze musiałam posługiwać się innym językiem. Było to dodatkowym utrudnieniem, ale z drugiej strony walorem artystycznym.

— Najważniejsze role zagrała pani dotychczas w filmach Krzysztofa Krauze i pochodzącej z Olsztyna jego żony Joanny. Spotkanie z nimi odmieniło pani aktorskie życie?
— To reżyserzy, którzy po wielu latach mojej nieobecności na ekranie odkryli mnie na nowo, uwierzyli we mnie. Obsadzali w swoich filmach i dzięki nim do dzisiaj pracuję w tym zawodzie. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że właściwie wszystko, co robię, zawdzięczam Joannie i Krzysztofowi.

— Co aż tak bardzo pani w nich ceni? Kiedyś powiedzieli, że szkoda życia na filmy błahe.
— Uwielbiam pracować z nimi z wielu względów. Pewnie nie starczyłoby nam czasu na wymienienie wszystkich. Po pierwsze są to artyści, którzy robią fantastyczne filmy. Filmy naprawdę ponadprzeciętne. To nie są jakieś tam filmiki, które równie dobrze mogłyby powstać, co nie powstać. Za każdym razem przygotowują się do pracy bardzo starannie, zazwyczaj jest to nawet kilkuletnie kompletownie materiałów. Zarażają tym wszystkich współpracowników. Kiedy się wchodzi do nich na plan, to człowiek naprawdę czuje, że wszyscy wokół wiedzą, o co chodzi. Można powiedzieć, że praca z nimi to dla mnie wyjątkowe doznanie. Oprócz tego Joanna i Krzysztof są po prostu fajnymi, kreatywnymi ludźmi.

— Protestuje pani, kiedy ktoś nazywa panią muzą Krzysztofa Krauze?
— Jeżeli muzą, to faktycznie będę musiała ostro protestować (śmiech). Cieszyłabym się, gdyby ktoś powiedział, że po prostu lubią ze mną pracować. Wtedy aktorsko będę szczęśliwa. Owszem, kilka filmów razem zrobiliśmy, ale z muzą to przesada. Oni mają tyle fantastycznych i silnych inspiracji, że ja z całą pewnością jestem w tym wszystkim na ostatnim miejscu.

— Kiedyś powiedziała pani, że "ciągle trafia na role ofiar, kobiet w opresji. Zazwyczaj gra biedne, sponiewierane przez los, chore na schizofrenię postaci". W takim razie o czym pani jeszcze marzy?
— Chciałabym tylko, żeby pojawiały się po prostu ciekawe, różnorodne role. Tak naprawdę jednak każdy film stawia przed nami jakieś aktorskie wyzwanie. Nie mam marzenia, że za wszelką cenę chciałabym zagrać taką i taką rolę u takiego i takiego reżysera. Mam zawsze to szczęście, że los przynosi mi naprawdę wyjątkowe propozycje. Korzystam z tego.

— Odnoszę wrażenie, że bardzo starannie dobiera pani sobie filmy. Mam rację?
— Tak i nie. Tak, dlatego, że rzeczywiście staram się wybierać role mające potencjał, a nie byle co, ale z drugiej strony to, że pojawiam się w takich, a nie innych filmach, nie jest moją zasługą, ale zasługą reżyserów. Mam po prostu szczęście do atrakcyjnych propozycji. I nie jest tak, że w międzyczasie odrzucam 150 innych ról.

— 150 może i nie, ale pewnie zdarzają się przypadki, że jednak pani dziękuje.
— Na palcach jednej ręki zliczyłabym takie sytuacje z ostatnich kilkunastu lat.

— To pewnie do kina też nie pójdzie pani na byle co?
— Od kiedy prowadzę głównie życie rodzinne, każde moje wyjście do kina to trudne organizacyjnie i logistycznie wyzwanie. Bywam tam zbyt rzadko. Jeśli jednak już idę do kina, to na coś wyjątkowego. To musi być święto.

O niej
Jowita Budnik urodziła się 28 listopada 1973 r. w Warszawie. Na ekranie zadebiutowała w wieku 12 lat w "Kochankach mojej mamy" Radosława Piwowarskiego. Dużą popularność przyniósł jej udział w telenoweli "W labiryncie", w której wcieliła się w postać zbuntowanej pasierbicy jednego z głównych bohaterów. W latach 90. grała role epizodyczne w filmach polskich i francuskich oraz w wielu serialach, a także gościnnie występowała w teatrach Ochoty i Powszechnym. Przełomem w jej życiu zawodowym było spotkanie z Krzysztofem Krauze, który obsadził ją w jednej z głównych ról w swoim telewizyjnym filmie "Sieć". Wystąpiła również (w epizodach) w "Długu" oraz "Moim Nikiforze". W 2005 r. Krauze oraz Joanna Kos-Krauze z myślą o niej napisali scenariusz filmu "Plac Zbawiciela". Budnik zagrała kobietę upokarzaną i gnębioną przez męża i teściową. Jej rola spotkała się z entuzjastycznym przyjęciem krytyków i jurorów 31. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni, którzy przyznali jej nagrodę za pierwszoplanową rolę żeńską. W 2013 r. ukazał się nowy film Joanny i Krzysztofa Krauze pt. "Papusza", w którym zagrała tytułową rolę.
Źródło: Wikipedia


Rafał Bieńkowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB