Poniedziałek, 26 sierpnia 2019. Imieniny Ireneusza, Konstantego, Marii

Po 20 latach wróciła z Meksyku do Polski. Najbardziej tęskni za słońcem

2014-11-03 07:00:00 (ost. akt: 2014-11-02 19:12:07)

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

— Kiedyś ubrania, produkty w sklepie były szare, a teraz można kupić w przeróżnych kolorach. I architektura... Jest ładniejsza. To już nie bloki w kształcie klocków — mówi o Olsztynie Joanna Rostańska, która po ponad 20 latatach wróciła z Meksyku do Polski.

— Ponad 20 lat spędziła pani w Meksyku. Dlaczego wróciła pani do Olsztyna?
— Z powodów rodzinnych.

— W takim razie powspominajmy. Jak trafiła pani do Meksyku?
— Studiowałam sztuki piękne w Gdańsku. Wśród studentów było dużo mieszkańców z Ameryki Łacińskiej, m.in. Panamy, Wenezueli, Peru, Kostaryki, Argentyny i Meksyku. Wielu z nich poznałam osobiście. Bardzo milo wspominam pana Mauricio Bergera z Argentyny, który zaszczepił we mnie miłość do hiszpańskiego i Ameryki Łacińskiej. Zainteresowałam się tym regionem i zaczęłam się uczyć języka. Po studiach napisałam podanie do ministra kultury o stypendium w Meksyku. W tym czasie większość stypendystów wyjeżdżało do zachodniej Europy. W 1987 roku mało kto marzył o Ameryce Łacińskiej. W ten sposób znalazłam się w Akademii Sztuki San Carlos w Meksyku, w głównej Akademii Sztuki na tym kontynencie.

— Czym pani się tam zajmowała?
— Wykładałam rysunek, dużo podróżowałam i się uczyłam. W 1992 roku otrzymałam tytuł Maestra Sztuk Wizualnych w Narodowym Autonomicznym Uniwersytecie Miasta Meksyk (UNAM).

— Meksyk w dwóch słowach?
— Bardzo różnorodny (śmiech.) Sama stolica jest bardzo różna i barwna i każdy stan jest inny. Indianki piorą ubrania w rwących rzekach, w wielu regionach Indianie tańczą w maskach, prosząc m.in. o deszcz. Jednak ogólnie naród meksykański jest katolicki i każdy stan ma swojego patrona. Święta obchodzone są nawet przez kilka dni. Jeżeli ktoś chce pobyć na każdym, to może się przemieszczać po całym kraju i świętować cały rok.

— A jacy są Meksykanie?
— Typowi mieszkańcy Meksyku mają oczy w kształcie migdała (śmiech). Ale tak naprawdę to często są impulsywni i emocjonalni. I może nie jest to pozytywna cecha, ale mężczyźni nie są wierni. Na pierwszy rzut oka są bardzo otwarci, weseli i przyjemni. Dopiero później człowiek zaczyna rozumieć, że nie do końca tak jest. Nie potrafią wyrazić wszystkiego, co czują i myślą. Dużo trzymają w tajemnicy, jakby tworzyli wokół siebie lub drugiej osoby niewidzialną sieć. Tak naprawdę trzeba czytać ich między wierszami.

— Z czego to wynika?
— Z historii. Dawniej te tereny zamieszkiwali Indianie. Byli to ludzie bardzo ufni. Nie było w nich podstępu. A Meksyk był zawsze bogaty w złoto, srebro, drogie kamienie. Kopalnie są tam do dziś. To bogactwo nie miało dla nich takiego znaczenia jak dla przybyszów z Europy. I w tym momencie, gdy przybyli tam Hiszpanie, to wszystko się zmieniło. Indianie nie myśleli, że ktoś będzie ich wyzyskiwał, oszukiwał lub zdobywał siłą. Powstała nowa rasa z mieszanki Hiszpanów i Indianek, a rasa metyska ma już inne cechy. Można powiedzieć, że dlatego później Meksykanie zamknęli się w sobie i stali nieufni.

— Czy obowiązuje tam patriarchalny model rodziny?
— Oczywiście. Podam jeden przykład. Byłam ze znajomymi w małej miejscowości. Jedna z mieszkanek zapytała moją koleżankę lekarza o antykoncepcje, bo nie chciała już więcej dzieci. Gdy tylko w pobliżu pojawił się jej mężczyzna, od razu uciekła.

— A jak załatwiała pani sprawy w urzędzie, to były jakieś kłopoty?
— W Meksyku, jeżeli w urzędzie przynajmniej trochę podniesie się głos, np. gdy urzędniczka za wolno nas obsługuje, to już wiadomo, że nic się tam nie załatwi. W Polsce jest odwrotnie. Krzykiem można załatwić o wiele więcej.

— Czy po powrocie z Meksyku trudno było pani zaadaptować się do polskich warunków?
— Brakuje mi do dziś słońca (śmiech), choć w tym roku trochę go było. W Meksyku rozmawiałam po polsku tylko z kilkoma osobami, z rodziną i czasem ze znajomymi z Polski. Ale większość moich przyjaciół rozmawiało tylko po hiszpańsku. Po tylu latach przebywania w Meksyku myślałam już po hiszpańsku, dlatego trudno było mi się tu przystosować. Wszystko wydawało mi się inne od tego, do czego byłam przyzwyczajona. Ale uważam, że człowiek powinien doceniać to, gdzie jest w danym momencie, i odnajdować w tym wszystko, co najlepsze.

— Po powrocie miała pani problemy ze znalezieniem pracy?
— W Olsztynie ogólnie jest trudno z pracą. Ale dlatego, że płynnie posługuję się hiszpańskim, to przez dwa lata pracowałam jako tłumaczka dla firmy hiszpańskiej, która budowała tu torowisko tramwajowe. Potem pracowałam jako arteterapeuta, prowadząc zajęcia z plastyki. Sama również tworzę rysunek, malarstwo. Należę też do Olsztyńskiego Stowarzyszenia dla Artystów — Areszt Sztuki. Co jakiś czas pokazuję swoje prace na różnych wystawach.

— Na pani obrazach jest dużo motywów indiańskich.
— Jeżeli przez tyle lat mieszkało się w Meksyku i podróżowało w różne jego zakątki, to człowiek później już mimo woli tym żyje.

— Jak bardzo zmieniła się dzisiejsza Polska, od tej, którą pani zapamiętała?
— Teraz jest bardziej kolorowo (śmiech). Kiedyś ubrania, produkty w sklepie były szare, a teraz można kupić w przeróżnych kolorach. I architektura... Jest ładniejsza. To już nie bloki w kształcie klocków.

— Pewnie tęskni pani za życiem w Meksyku.
— Oczywiście.

— Za czym najbardziej?
— Za słońcem, radością, którą widać na twarzach ludzi, pejzażem na prowincji pełnym kaktusów i agaw, kolorowymi strojami Indianek i ich wyrobami, niesamowitymi indiańskimi maskami, kaktusową sałatką z opuncji, plackami z kukurydzy, meksykańskim daniem chile en nogada, Akademią San Carlos, miastem Meksyk, o którym często myślę i przede wszystkim bliskimi mi osobami, które tam musiały pozostać.

— Zamierza pani wrócić kiedyś do Meksyku?
— Na pewno jeszcze pojadę, bo zostawiłam tam nie tylko dużo przyjaciół, ale i wszystkie moje rzeczy. Ale czy na stałe...? Czas pokaże.

Weronika Makar

Joanna Rostańska — malarka i grafik. Urodziła się w Siemianowicach Śląskich w 1960 roku. Studiowała na Wydziale Malarstwa w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Gdańsku. Dyplom uzyskała w 1986 r. W tym samym roku ukończyła kurs historii sztuki i literatury w Colegio de Espania w Salamance (Hiszpania). W latach 1987-1992 studiowała w Akademii San Carlos w Meksyku, gdzie otrzymała tytuł Maestra Sztuk Wizualnych na Uniwersytecie Meksykańskim.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Maite Perroni #1531741 | 37.209.*.* 3 lis 2014 19:09

    Tienes razon seńiorita Joanna ! Me tambien se gusta Mexico...este muy lindo pais...Muchas Gracias - Que tenga un buen dia !!!

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. do polak.88.156 #1531219 | 5.147.*.* 3 lis 2014 10:58

    Sa dwa kraje w europie co dbaja o swoj narod to niemcy i rosja,a polacy to dbaja tylko o mafie watykansko.Polacy to niebiespieczni narod,modlitwa i górzala.W karzdym wiezeniu na swiecie znadziesz polaka.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Polak #1531026 | 88.156.*.* 3 lis 2014 07:27

    Komentarz nisko oceniony. Kliknij aby przeczytać. wracaj do meksyku, nikt tu nie będzie płakał. Szkoda że nie opowiedziała, jak w meksyku jest niebezpiecznie, jak porywaja ludzi a pózniej ich ciała znajdowane są na pustyniach.