Sobota, 22 września 2018. Imieniny Maury, Milany, Tomasza

Czy o wyborze prezydenta zadecyduje druga tura?

2014-11-01 16:05:00 (ost. akt: 2014-11-01 16:11:16)

Autor zdjęcia: Archiwum GO

— Podczas wyborów jedna trzecia wyborców nie wie, na kogo będzie głosowała. I decyzję podejmują w ostatniej chwili. Niemalże nad samą urną — mówi dr Wojciech Szalkiewicz, specjalista od marketingu politycznego z Wyższej Szkoły Informatyki i Zarządzania w Olsztynie.

— Z sond, które przeprowadzamy wśród mieszkańców Olsztyna, wynika, że ustaliła się mocna czołówka kandydatów na prezydenta Olsztyna. W czołówce są cztery znane nazwiska osób obecnych w polityce kiedyś i teraz: Jerzy Czesław Małkowski, Andrzej Ryński, Piotr Grzymowicz i Anna Wasilewska. Czy to reguła, że głosujemy na znanych?
— Od początku typowałem tych kandydatów do czołówki. To jest oczywiście reguła, ponieważ są to postaci najbardziej znane wśród mieszkańców. I trudno oczekiwać innych typów. To jest handicap, które mają osoby funkcjonujące od lat w samorządzie.

— Mieszkańcy w naszej sondzie mówią, że w pierwszej kolejności kierują się przy wyborze nie osiągnięciami, a sympatią do kandydatów.
— Tak jest w przypadku nie tylko mieszkańców Olsztyna, ale wyborców na całym świecie. A dokładnie od września 1960 roku i słynnej debaty telewizyjnej pomiędzy Kennedym a Nixonem. Już wtedy okazało się, że telegeniczność, czyli wizerunek jest głównym czynnikiem, który przysparza kandydatom wyborców. Nie liczy się to, co kto mówi, ale jak się prezentuje.

— Z wyrównanych typowań w naszych sondach wynika, że w Olsztynie prawdopodobnie dojdzie do drugiej tury. Czy to reguła, że w dużych miastach potrzebna jest wyborcza dogrywka na prezydenta albo burmistrza?
— Może być inaczej. Liczne miasta pokazują, że drugiej tury nie będzie i z góry jest wiadomo, kto wygra. Mam tutaj na myśli Wrocław, Kraków czy Katowice. Chociaż w tym ostatnim mieście obecny prezydent zrezygnował i tam będzie walka. Ale jeśli zdecydowałby się kandydować, to wygrałby w kapciach. W Olsztynie widać duże niezadowolenie, co obserwuję po liczbie kontrkandydatów na prezydenta. Sześć osób, reprezentujących różne ugrupowania, które łączy krytyka. Współrządząca miastem Platforma Obywatelska ma kandydata, a popierający w poprzednich wyborach prezydenta Piotra Grzymowicza PSL też, po raz pierwszy w historii Olsztyna, zdecydował się wystawić swojego kandydata.

— Do wyborów zostało ponad dwa tygodnie. Czy jeszcze wszystko może się zdarzyć?
— Wiadomo, że spora grupa wyborców to tak zwani niezdecydowani. Statystycznie podczas każdych wyborów ok. 30 proc. wyborców nie wie, na kogo będzie głosowało. I jeżeli już zdecydują się oddać głos, to decyzję podejmują w ostatniej chwili. Niemalże nad samą urną. Dlatego też najważniejszy okres to ostatni tydzień kampanii. Wiele może się wówczas wydarzyć. Czasami są to czynniki zewnętrzne, czasami wpadka kandydata, a i pogoda ma wpływ na decyzje mieszkańców. Przez ten weekend żyjemy świętem zmarłych, więc pełną parą kampania ruszy 3 listopada.

— Prawie połowa naszych ankietowanych twierdzi, że hasła wyborcze nie będą miały wpływu na decyzję w głosowaniu. Partia jest dopiero na drugim miejscu, a program na trzecim.
— Przede wszystkim liczy się wizerunek i znajomość medialna czy osobista kandydata. Hasło czy program wyborczy są jak kwiatek do kożucha. Program musi być i jest, ale nikt go specjalnie nie analizuje. W 80 proc. kierujemy się uproszczonym wizerunkiem. Dziennikarze rozbierają te programy na czynniki pierwsze, ale z punktu widzenia przeciętnego wyborcy jest to tylko element gry politycznej. Przy wyborze kieruje się on sympatią, rekomendacją znajomych. Duże znaczenie mają sondaże medialne, które wpływają na opinię publiczną. Strona merytoryczna ma zdecydowanie mniejsze znaczenie. Czasami hasła wyborcze są silną stroną, jak chociażby hasło Baracka Obamy w 2008 roku „Yes We Can”. Ale to jest Ameryka i tamte realia nie przystają do naszych.

— Jedna ze starszych mieszkanek Olsztyna podczas sondy stwierdziła, że nie głosuje, bo nie wierzy, że cokolwiek się zmieni. Inna z kolei powiedziała, że trzeba głosować, żeby potem nie narzekać.
— No i obie te panie mają rację. Jednak, żeby sprawa była jasna: niegłosowanie w wyborach jest prawem każdego obywatela, bo przymusu nie ma. Od 1990 roku wybory w Polsce nie są w stanie wiele zmienić. Nie zmienia się strategia rządzenia, a jedynie inaczej mogą być rozkładane akcenty. Wiadomo, że musimy sięgnąć po pieniądze unijne, budować drogi, rozwiązywać problemy bezrobocia. I niezależnie od tego, jaka to będzie władza, każda musi się z tym zmierzyć. Tyle że jedni przełożą z budżetu więcej pieniędzy do szufladki pod tytułem edukacja, pomoc społeczna i kultura, a inni na infrastrukturę. I tyle. Nikt nie jest w stanie zaproponować radykalnych zmian, bo sposób rządzenia ustala ustawa. Drugie stwierdzenie, że trzeba głosować, również jest logiczne. Po wyborach jesteśmy niezadowoleni, że nie wygrał nasz kandydat. Apeluję, by na wybory chodzić, bo każdy głos ma swoją wagę.

Mateusz Przyborowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także