Sobota, 17 sierpnia 2019. Imieniny Anity, Elizy, Mirona


MasterChef spod Olsztyna? Kuchnia to cały świat Sylwii

2014-10-24 07:00:00 (ost. akt: 2014-10-24 08:58:15)

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch


Mam jedną zasadę nigdy na stół nie stawiam czegoś, co nie jest zrobione przeze mnie, od pieczywa, lemoniady po potrawy — mówi Sylwia Malinowska, z zawodu zootechnik, z zamiłowania kucharka i uczestniczka 3. edycji programu kulinarnego MasterChef.


— Coraz bliżej finału trzeciej edycji programu kulinarnego MasterChef, w którym bierze pani udział. Na placu boju pozostała już tylko pani i jeszcze ośmioro innych uczestników. Kto będzie zwycięzcą, MasterChefem?
— Tego nie mogę powiedzieć, proszę oglądać kolejne odcinki. W ostatnim, czternastym poznamy MasterChefa.


— Rozumiem, że nie ma co naciskać, bo jakby nawet panią żywym ogniem przypalali, to i tak nie zdradzi pani nazwiska.

— Nie zdradzę. 


— Dlaczego zgłosiła się pani do tego programu? Kto panią namówił?
— Nikt, zawsze chciałam się sprawdzić w takim programie, próbował dostać się już do pierwszej decyzji. Wtedy nie wyszło, ale teraz się udało.


— Uczestnicy, których jury już zakwalifikuje do programu dostają symboliczny fartuch. Co pani poczuła jak dostała pani ten biały, kucharski fartuch.
— To było na castingu w Krakowie. Jadąc tam nie marzyłam o fartuchu, bo to było tak odległe, ale o tym, żeby chociaż usłyszeć od Magdy Gessler dobre słowo, że nie najgorzej z tym moim gotowaniem. Cała trójka jurorów była zgodna, co do tego, że powinnam dostać fartuch. Przyznam, że wtedy spełniły się moje marzenia i to z dużą nawiązką. 


— Co pani podała do jedzenia jurorom?

— Sandacza na tagliatelle zrobionym ze szparagów z sosem maślanym. Pochwali mnie za to, że pokazałam naturę i świeżość na talerzu. Danie nie było bowiem przekombinowane, ale było smaczne, dobrze skomponowane.


— Była pani w siódmym niebie...

— Przyznam, że moment otrzymania fartucha to dla mnie najpiękniejsze wspomnienie z całego programu. 
 Ale cały program to była jedna, wielka przygoda. Poznałam ludzi, których książki miałam na półkach. To wyglądało trochę jak sen. Przez myśl mi nie przeszło, że kiedyś przyjdzie mi gotować na stadionie piłkarskim, a tak było podczas eliminacji do finałowej czternastki. Gotowaliśmy wtedy na stadionie Cracovii. Program zakręcił moim życiem, poczułam się trochę jakby w innym świecie i nie powiem, że nie fajnym. To był fantastyczny czas. 


— Bo chyba każdy kto interesuje się kuchnią, marzy o poznaniu takich sław jak Gordon Ramsay. Pani go poznała.
 
— To było już wielkie szczęście poznać go, dostać autograf, a co dopiero usłyszeć pochwałę z jego ust. A tak było w siódmym odcinku. Bardzo lubię programy kulinarne, oglądam też programy Gordona Ramsey’a, choćby MasterChefa, który prowadzi w Stanach Zjednoczonych.

— Trzeba jednak sporo odwagi, żeby zgłosić się do takiego telewizyjnego programu.
— Nie uważam siebie za jakąś szczególnie odważną kobietę, ale na pewno trochę tej odwagi trzeba mieć. 


— Nie zjadał pani stres przed kamerą?
— Bardzo szybko przyzwyczaiłam się do obecności kamer. Jakoś ich później, w takcie kręcenia kolejnych odcinków, nie zauważałam. Ale chyba, co najistotniejsze, niczego nie udawałam przed kamerami. Byłam sobą, jak zjadał mnie stres to było to też widać. Było widać te emocje.

— Jurorzy nie pomagają wam w czasie programu, są bezlitośni.

— Taka ich rola. Mają oceniać, twardo i rzeczowo.

— Pani pasją jest gotowanie?
 
— Bardzo dobrze czuję się w kuchni, skończyłam kilka różnych kursów kulinarnych, brałam udział w małych konkursach kulinarnych. W jednym z nich nagrodą były warsztaty kulinarne w Sheratonie w Warszawie. Kocham gotować, kuchnia to mój świat. 


— I zawsze tak było?
 
— Jak byłam dzieckiem nie wiedziałam, że to będzie właśnie mój świat, moje małe królestwo. Wybrałam zootechnikę a nie jakąś szkołę gastronomiczna. Jednak pracowałam jako księgowa, bo skończyłam też studia podyplomowe z finansów i rachunkowości. Ale w kuchni się odnalazłam.


— To przyszło nagle, czy może dojrzewała pani do gotowania?

— Takim momentem przełomowym była chyba przeprowadzka do domu, w którym dzisiaj mieszkamy. Z małego mieszkania, z malutką kuchnią, gdzie ciężko było się obrócić, z trzema garnkami, bo więcej nie mieściło się do szafek. Choć przyznam, że teraz ta moja kuchnia też robi się powoli za ciasna, sporo bym już zmieniła. Otwarte półki, wyspa, większa lodówka, spiżarnia, tego mi brakuje. Może kiedyś, jak już będę obrzydliwie bogata, to przebuduję swoją kuchnię.

— Nie ma pani ochoty zostać zawodowym kucharzem?

— Nie pracowałam zawodowo jako kucharz, ale słyszałam już opinię, że gotuję jak zawodowiec. A Gordon Ramsay powiedział, że gotuję jak on.


— Specjalizuje się pani w jakichś konkretnych daniach?
— Tak, w dobrych, po prostu w dobrym jedzeniu. Nie mam jakichś konkretnych potraw, które uwielbiam, w których się specjalizuję. Jem, podaje na stół wszystko pod jednym warunkiem, że jest to dobre, smaczne, bo lubię dobre jedzenie.

— Chyba jak każdy. Naprawdę nie ma pani swego pani swego popisowego, sztandarowego dania?

— Gotuję kuchnię polską, taka normalną, a jeśli eksperymentuję w kuchni, robię coś nowego, to zwykle wypróbowuję to na sobie na na mężu, córki niekoniecznie chcą w tym uczestniczyć. Jeżeli goszczę najbliższą rodzinę, o której wiem, że preferuje tradycyjną kuchnię, to podaję np. pieczoną kaczkę, fajnie zrobioną rybę za każdym razem inaczej, czy choćby żeberka w sosie miodowo-śliwkowym.


— A z ciast , co pani serwuje domownikom?

— Moi najbliżsi przepadają za ciastami drożdżowymi, choć oczywiście jak jest okazja to robię też ciasta z kremami. Przebojem ostatnich wakacji był tort bzowy. Mam jednak jedną zasadę nigdy na stół nie stawiam czegoś, co nie jest zrobione przeze mnie od pieczywa, lemoniady po potrawy.


— Nie ma coca-coli?

— Na stole nie.

— Zastawić tak stół, to wymaga nawet nie tyle czasu, co przede wszystkim wielkich umiejętności.

— Praktyka, praktyka i jeszcze raz praktyka, no i książki. W kuchni tak jak innych profesjach talent to dziesięć procent sukcesu.


— Zdarzyło się pani usłyszeć od domowników, sorry mamo, ale to nie nadaje się do jedzenia?

— Aż tak to może nie , ale oczywiście bywało, że nie wszystkim smakowało moje jedzenie. I wtedy trzeba się zastanowić, co zrobiliśmy źle. Ważne by nie popełnić po raz drugi tego samego błędu. Jednak wchodząc do kuchni mam jeden cel, ugotować smaczne danie. Może nie zawsze wyjdzie mi ładna kompozycja na talerzu, ale zawsze staram się, żeby danie było smaczne. Jeśli mnie smakuje, to powinno innym i wtedy mogę podać na stół. Tak było też programie , nie podałam na stół przyrządzonych larw, których zapach po prostu mi nie odpowiadał. Nie mogłam podać na stół czegoś, czego bym sam ani zjadła.

— W rodzinnym domu pewnie mama nie musiała panią specjalnie zaganiać do kuchni, do pomocy przy obiedzie.
— Jestem najstarsza z sióstr, pomagałam, ale najbardziej lubiłam przygotowania do świąt, a szczególnie pieczenie ciast. Nie wychowałam się na restauracjach, wychowałam się na domowej kuchni, tradycyjnej jak w większości naszych domach.


— Z tej rodzinnej kuchni, kuchni mamy, co pani najbardziej zapamiętała
?
— W dzieciństwie przepadałam za pyzami, kopytkami, pierogami. Do dziś czuje ten smak placków ziemniaczanych, które smażyła babcia. 


— Dziś w Polsce jest moda na gotowanie, za gotowanie biorą się wszyscy. Nagle wszyscy chcą być mistrzami rondla i patelni.

— Cieszę się, że ludzie chcą, biorą się za to. Bo proszę popatrzeć na to, co dziś oferują nam sklepy, na te produkty, na tę żywność przetworzoną. Kiełbasa, szynka w niczym nie przypomina mi smaku tej z mego dzieciństwa. I dobrze, że ludzie chcą, chcą poznawać dobrą kuchnię. A czy każdy może być? Myślę, że to tylko zależy od tego jak się podchodzi do tego. Jeśli z sercem, lubi się to co robi, to można. 


— Czyli tajemnica dobrego jedzenia tkwi w produktach i sercu kucharza.
— Na pewno nie jest to sztuka tajemna. Można ją zgłębić. Staram się być bardzo szczera w swoim gotowaniu. Oczywiście trzeba dbać o produkty składniki, muszą być dobre. Piekę sama chleb, ale mąkę kupuje w młynie, bo mąka ze sklepu różni się od tej prosto z młyna. Robię sama wędliny, wędzę ryby. Mam swój ogródek, warzywa.


— Obrusza się pani, jak ktoś nazwie panią mistrzynią rondla i patelni.

— Wzięłabym to za komplement. 


— Dzięki programowi stała się pani popularną osobą, ludzie już proszą panią o autografy?
— Nie jestem żadną celebrytką, ale zwykłą osobą, ale przyznam, że zdarzają się takie prośby. Na początku czułam się z tym trochę dziwnie, ale jeśli ktoś prosi o autograf, to dlaczego mam odmówić. Ale naprawdę nie czuję się żadną gwiazdą. 
 

— A o czym pani marzy?
— O własnym bistro, takim na kieszeń każdego, nie jakiejś wielkiej, drogiej restauracji. Chciałabym dzielić się ta moją radością z gotowania z innymi.


— Czy to prawda, że w dobrym lokalu karta dań jest krótka?

— Zwykle tak, bo przyrządzić, np. pięć potraw nie jest aż tak trudno, ale ugotować dwadzieścia, to już nie jest takie proste. I jak jest czegoś dużo, to rzeczywiście niekoniecznie wszystko jest dobre.


— Jak pani nie gotuje, to co robi?

— Biorę saksofon i gram. Moja młodsza córka Julia też gra, ale na klarnecie, chodzi do szkoły muzyczne. Lubię też podróże. Uwielbiam wtedy chodzenie po bazarkach, no i naturalnie muszę pokosztować miejscowej, lokalnej kuchni.


— A mąż na czym gra?

— Jak każdy facet, na nerwach. To żart, bo bardzo mnie wspiera i jestem mu za to ogromnie wdzięczna. Ostatnio powiedział, że przez mnie zrobił się strasznie wybredny i już mało, gdzie mu smakuje kuchnia.


— To chyba dobrze.

— Też tak myślę.

Sylwia Malinowska pochodzi z Reszla. Skończyła "ogólniak" w Biskupcu, a potem zootechnikę na olsztyńskiej ART. Ale nie pracowała w zawodzie. Przez 10 lat była księgową, a świat cyfr porzuciła trzy lata temu dla świata rondli i patelni. Prowadzi dom. Marzy o własnym bistro. Mężatka, mąż Krzysztof też jest z wykształcenia zootechnikiem. Mają dwie córki, 18-letnią Klementynę i 13-letnią Julię.


Andrzej Mielnicki
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (10) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Aga #1533015 | 37.31.*.* 4 lis 2014 18:38

    Czekam na kolejne przepisy a tu nic!

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. ala #1522395 | 5.172.*.* 27 paź 2014 07:41

    Droga redakcjo. Proszę o więcej przepisów pani Sylwii.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. mis #1521413 | 26 paź 2014 10:52

    super !! trzymamy kciuki !! rubryke z przepisami w gazecie poprosimy

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. vbv #1519860 | 83.20.*.* 24 paź 2014 19:51

    powodzenia, jestem za Pania!!!

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. Misio #1519493 | 213.73.*.* 24 paź 2014 14:14

    Pani jest z Różnowa ja paniom znam

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (10)