Niedziela, 18 listopada 2018. Imieniny Klaudyny, Romana, Tomasza


 Wybory w Peerelu zatrzymane w kadrze Franciszka Osady



2014-10-18 11:44:00 (ost. akt: 2014-10-18 11:45:58)
Rok 1965, Wiśniowo Ełckie. Głosujących do lokali przywoziły ciężarówki

Rok 1965, Wiśniowo Ełckie. Głosujących do lokali przywoziły ciężarówki

Autor zdjęcia: Fot. Franciszek Osada


Od ćwierć wieku żyjemy w wolnej Polsce. I zapomnieliśmy już, że nie zawsze tak było. Bo nawet wybory tylko z nazwy były wyborami, bo za ogromną frekwencją przy urnach krył się po prostu strach.



Franciszek Osada, emerytowany nauczyciel z Ełku, który dziś mieszka w Olsztynie, przyniósł nam do redakcji stare zdjęcia, na których uchwycił wybory w 1965 roku. 
 

— Dziś, kto chce, idzie głosować, ale w tamtych czasach szli prawie wszyscy — mówi Franciszek Osada. 

— Choć przymusu nie było — dodaje Krystyna Osada, żona pana Franciszka. — Ale był strach, nawet o pracę, bo szybko można było ją stracić. I nie było nikogo, do kogo można byłoby się odwołać. 


Wtedy była jedna lista stworzona przez Front Jedności Narodu. — A slogan przedwyborczy nawoływał do głosowania bez skreśleń — wspominał pan Franciszek.

Andrzej Mielnicki



Kałęczyny, 1965 r. Warszawą na wybory
— Według obowiązującej ordynacji automatycznie najwięcej głosów otrzymywali ci z pierwszych miejsc na listach. 
Były apele, żeby sprawdzać listy, czy ktoś nie został na nich pominięty, bo propaganda agitowała, że każdy obywatel ma prawo decydować o losach swego kraju. Kilka dni przed wyborami uczniowie roznosili po domach ulotki z informacją, gdzie kto głosuje. 
A w dniu wyborów z odległych wsi ciężarówkami, głównie lublinami, zwożono ludzi do lokali wyborczych, by nazajutrz ogłosić w prasie o masowym poparciu dla kandydatów FJN.

— O 99,8-procentowym poparciu dla nich — dodaje emerytowany nauczyciel. — 
Partyjni dygnitarze, chcąc dobrze wypaść przed "górą", w dniu wyborów posyłali swoich kierowców w teren, by zwozili służbowymi warszawami ludzi do lokali. A kwiaty dla głosujących kobiet nie były niczym wyjątkowym.
 Ale to minęło. I dobrze, bo każdy z nas powinien mieć wybór — odkreśla pan Franciszek. 


Franciszek Osada urodził się w Boguszach niedaleko Grajewa. Miał kilkanaście lat, kiedy zamieszkał w Ełku. I tu spędził całe swoje życie zawodowe. Był nauczycielem, instruktorem harcerskim, pisał do gazet i namiętnie fotografował. To była jego wielka pasja. I dziś ma w swoim archiwum około 30 tys. zdjęć i negatywów. Na początku zdjęcia 
robił radziecką zorką, bo w tamtych czasach o canonie czy nikonie mało kto nad Wisłą słyszał, nie mówiąc już posiadaniu takiego aparatu. 


Część fotografii ze swego bogatego archiwum pan Franciszek opublikował w swojej monografii pt. "Rzeka życia. Mój nieco szerszy życiorys". A kiedy przed 128. rocznicą wydania pierwszego numeru "Gazety Olsztyńskiej" wspólnie z mieszkańcami regionu tworzyliśmy fotograficzny zapis dziejów Warmii i Mazur, pan Franciszek odpowiedział na nasze zaproszenie. Dostarczył nam do redakcji dwa opasłe segregatory ze zdjęciami z Ełku i okolic.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. wiarus #1513926 | 79.191.*.* 20 paź 2014 09:51

    Nie chodziłem na żadne wybory do lat dziewięćdziesiątych. Byłem jedynym kierownikiem bezpartyjnym.Nikt mnie nie straszył zwolnieniem.Ludzie tylko wmawiają społeczeństwu,że tak straszono.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)