Czwartek, 12 grudnia 2019. Imieniny Ady, Aleksandra, Dagmary

Serial zamknął mi wiele drzwi

2014-09-28 14:00:00 (ost. akt: 2014-09-28 12:07:33)

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

— Dla "Lokatorów" musiałam zrezygnować z kilku rzeczy w swoim życiu — przyznaje Agnieszka Michalska. Aktorka obecnie poświęca się pracy w teatrze, a w sobotę pojawi się z monodramem "Ślad" w Centrum Kultury i Turystyki w Mrągowie.

— Postać, w którą wciela się pani w monodramie „Ślad”, zachodzi w ciąże tuż przed maturą. W dzisiejszych czasach nie jest to już raczej szokujący społecznie temat.
— Samo zajście w ciąże nie jest tak szokujące, jak niektóre decyzje z tym związane. Jak wiadomo są wciąż podejmowane i to nie tylko przez młode dziewczyny. Tu dochodzimy do tematu, który już może szokować.

— Rozwiązanie, które znajduje pani bohaterka, to aborcja. Ten temat jest cały czas przedmiotem gorącej dyskusji społecznej i politycznej.
— Razem z Marią Seweryn, reżyserką "Śladu", robiąc adaptację książki Marty Dzido "Ślad po mamie", zdecydowałyśmy się nie oceniać naszej bohaterki. Chciałyśmy pokazać tło społeczne tej sytuacji, unaocznić piekło, przez jakie ta dziewczyna przeszła. Widz sam może ocenić, poczuć jej dramat. To, co mnie zainteresowało w tej historii, to ogromny ładunek emocjonalny w niej zawarty. Równocześnie język, jakim posługuje się autorka, ma w sobie pewną dozę humoru. Oprócz realizmu jest też w tej opowieści duża dawka abstrakcji, z której skorzystałyśmy przy inscenizacji tego monodramu. Ktoś napisał o "Śladzie", że dużo w nim dialogów jak na monodram i wydaje się, jakby na scenie było więcej osób.

— Anna na pozór jest typową nastolatką i buntowniczką. Kim jest jednak naprawdę?
— Dziewczyna żyje pełnią życia, jest typową nastolatką i nagle jej sytuacja zmienia się o 180 stopni. Co więcej, z tym, co ją spotkało, musi poradzić sobie sama, bez wsparcia rodziny, bez zainteresowania z jej strony. Anną zajmuje się tylko mama, która sama stara się ułożyć sobie życie. Dla córki ma niewiele czasu. Na chłopaka liczyć nie może, właściwie on również popycha ją do decyzji, która niby ma ułatwić im życie. Staje się zupełnie inaczej. Anna rozbija się o wszystko, co tylko możliwe. Rozpada się kompletnie, by za chwilę podjąć próbę ponownego poskładania się. Czy to się uda? Czy znajdzie się ktoś, kto wyciągnie pomocną dłoń? Tego już zdradzić nie mogę.

— W pani monodramie nie ma tematów tabu. Mówicie państwo wprost o nawet najtrudniejszych rzeczach. Do kogo w szczególności jest adresowany „Ślad”, do jakiej grupy społecznej?
— Do wszystkich, który rozpoczynają życie seksualne. Do młodych, którzy myślą, że narkotyki to fajna zabawa bez żadnych konsekwencji. Wiem, że dziewczyny przysyłały na mój monodram swoich ojców, a matki przychodziły ze swoimi córkami. Okazywało się, że młode dziewczyny otwierały się przed nimi po spektaklu, opowiadały o swoich problemach. Można więc powiedzieć, że spektakl kierowany jest do całych rodzin i każdy znajdzie w nim coś o sobie lub o swoich bliskich.

— Monodram jest bardzo trudną sztuką dla aktora. Z jednej strony trzeba bowiem wypełnić całym sobą spektakl, z drugiej trzeba się starać nie zmęczyć sobą widza. Jak pani pogodziła to w swoim „Śladzie”?
— Spektakl jest dobrze odbierany przez ludzi i oceniany przez recenzentów. Dostałyśmy nawet nagrodę na festiwalu OFTeN. Jurorka tego festiwalu powiedziała, że to jest o jej ciotce, o jej matce i o całej rodzinie. Ludzie utożsamiają się z moja bohaterką, z jej rodziną. Zarówno młodzież, jak i dorośli. Po spektaklu często zostaję, żeby porozmawiać z widzami. Odczuwają taką potrzebę i te rozmowy trwają długo.

— A jak układała się współpraca z reżyserką Marią Seweryn?
— Z Marysią znamy się od dawna. Grałyśmy kilka lat temu w spektaklu „Bomba” Maćka Kowalewskiego w Teatrze na Woli. Od dwóch lat gram z Marysią również w sztuce „Kontrakt” w reżyserii Krystyny Jandy w Teatrze Polonia. Gdy szukałam materiału na swój monodram, Marysia podsunęła mi tę książkę. Ja zaproponowałam, żeby to ona ją wyreżyserowała. Razem zdecydowałyśmy się na tę ciekawą przygodę.

— W swoim monodramie przekonuje nas pani, że każda sytuacja pozostawia w nas ten tytułowy „Ślad”, który może mieć wpływ na całe nasze życie. Czy według pani rzeczywiście tak jest?
— Oczywiście. Uważam, że każde wydarzenie w naszym życiu pozostawia w nas mniejszy lub większy ślad. Wszystko zależy od tego, jakiej skali jest to wydarzenie. A tytułowy „Ślad” bierze się w monodramie od słów przyjaciółki bohaterki, która mówi, że pępek to taki ślad, który się ma po mamie i zostaje z nami do końca życia.

— A jakie wydarzenie lub decyzja pozostawiły w pani największy ślad?
— W życiu kieruję się zasadą, żeby być dobrą dla siebie i innych ludzi. Dobrze mi w danym momencie mojego życia. Natomiast w moim życiu zawodowym na pewno ważny był serial „Lokatorzy”, bo pochłonął mnie na dłuższy czas. Ten serial zamknął mi na chwilę drzwi do innego repertuaru. Musiałam zrezygnować dla niego z kilku rzeczy, czego w tamtych czasach trochę żałowałam. Z drugiej strony miał on na pewno też pozytywny wpływ na moje życie, bo wzrosła moja medialność, co — jak wiadomo — w tym zawodzie nie jest bez znaczenia. Niestety nie mamy możliwości wejścia w taki wirtualny świat, w którym moglibyśmy sprawdzić, co by się stało, gdybyśmy podjęli inną decyzję. Nie mamy takiej opcji, więc musimy sami wybierać i ponosić konsekwencje własnych wyborów. Dobrze być po prostu czujnym.

— Jak sama pani zauważyła, za sprawą „Lokatorów” stała się pani znana. Czy do tej pory jest pani kojarzona z rolą Krysi?
— Teraz już rzadziej. Niedawno pojawiłam się w serialu „Siła wyższa”, w którym zagrałam Aldonę i ludzie zaczęli mnie kojarzyć także z nią. Muszę przyznać, że ludzie poznają mnie na ulicy. Czasami nie do końca kojarzą skąd, ale ten odbiór zawsze jest bardzo pozytywny. Ostatnio na przykład w sklepie w Mrągowie pewien pan rozpoznał mnie i był tym bardzo podekscytowany. Obecnie więcej czasu poświęcam na grę w teatrze. Współpracuję z trzema warszawskimi teatrami.

— Nie wydaje się pani niezadowolona z tego powodu.
— To dla mnie po prostu teatralny czas, z którego czerpię olbrzymią satysfakcję i czuję, że rozwijam się aktorsko. Moja energia bardziej skierowana jest teraz w tym kierunku. Oczywiście jeśli przyjdzie ciekawa propozycja z telewizji, to na pewno skorzystam. Pod koniec wakacji wzięłam udział w filmie "Chemia" w reżyserii Bartka Prokopowicza i zostałam zaproszona do udziału w nowym filmie Janusza Majewskiego. W jego poprzednim filmie "Mała Matura'47" również grałam. Mam satysfakcję z tego, co robię. Spektakl „Ślad” chciałabym polecić państwu także dlatego, że jest to najciekawsza z moich dotychczasowych ról. Zapraszam.

O niej

Agnieszka Michalska urodziła się 7 grudnia 1971 roku w Łodzi. W 1993 r. występowała w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Zadebiutowała w nim rolą Zosi w „Weselu” Stanisława Wyspiańskiego w reżyserii Ryszard Krzyszychy. W 1995 r. ukończyła studia na Wydziale Aktorskim PWSFTviT w Łodzi. W 1995 występowała w Teatrze Powszechnym w Radomiu. Stała się znana dzięki roli w serialu „Lokatorzy”, w którym grała od 1999 do 2004 roku. Gościnnie pojawiała się też m.in. w serialach: „Na dobre i na złe”, „Kryminalni”, „Na wspólnej”, „Pierwsza miłość”. Zagrała również w filmach, m.in. „Szabla od komendanta”, „Mała matura 1947” i „Podejrzani zakochani”. Prywatnie od 2002 roku jest żoną aktora Mariusza Drężka, z którym ma syna Ignacego.


Rozmawiała Nina Ramatowska
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB