Wtorek, 11 grudnia 2018. Imieniny Biny, Damazego, Waldemara

Katastrofa śmigłowca. Pilot ma dwa groby

2014-09-05 08:00:00 (ost. akt: 2014-09-04 18:54:17)
Jadwiga Kuźlik, żona pilota, który zginął w katastrofie, przeczytała nasz artykuł o katastrofie. Wróciły do niej wspomnienia. I ten sam ból —  jak wówczas na wieść, że w lesie koło Plusek rozbił się śmigłowiec.

Jadwiga Kuźlik, żona pilota, który zginął w katastrofie, przeczytała nasz artykuł o katastrofie. Wróciły do niej wspomnienia. I ten sam ból — jak wówczas na wieść, że w lesie koło Plusek rozbił się śmigłowiec.

Autor zdjęcia: Archiwum prywatne

— Przeczytałam artykuł w waszej gazecie i nie mogłam spać całą noc, wróciły wspomnienia, jakby to wszystko było wczoraj — mówi Jadwiga Kuźlik z Nowej Wsi Reszelskiej. Ale tej historii nie napisał żaden człowiek, a los. To opowieść o życiu dwóch kobiet, którym nagle jednego dnia zawalił się świat.

Tydzień temu odsłoniliśmy na naszych łamach nieznaną tajemnicę katastrofy lotniczej, do której doszło 32 lata temu w lasach łańskich. 8 czerwca 1982 roku rozbił się tu śmigłowiec Mi-2, który robił opryski lasów. W katastrofie zginął 24-letni pilot Wiesław Kuźlik i 26-letni Mirosław Ludas, leśniczy z Plusek. Leśnik był w helikopterze, bo pokazywał pilotowi, gdzie ma robić opryski, bo wówczas mniszka brudnica zaatakowała drzewa.

Jadwiga Kuźlik, żona pilota, który zginął w katastrofie, przeczytała nasz artykuł o katastrofie. Wróciły do niej wspomnienia. I ten sam ból — jak wówczas na wieść, że w lesie koło Plusek rozbił się śmigłowiec. Skontaktowała się z redakcją. I opowiedziała, że nie spała całą noc. — Ta pamięć żyje w nas — powiedziała Jadwiga Kuźlik.

Wypłakały morze łez
Dziś miejsce katastrofy w środku lasu otacza drewniany płot. Jest tu grób pilota, metalowy krzyż. Była też tablica z informacją, że zginął tu leśniczy, ale leśnicy, którzy dbają o to miejsce, oddali drewnianą tablicę do konserwacji. Niedawno postawili tu wielki głaz, na którym znajdzie się pamiątkowa tablica. Przetrwa wieki.

O katastrofie śmigłowca nie było głośno, bo był stan wojenny, bo za płotem Plusek roztaczało się imperium łańskie. Dlaczego śmigłowiec spadł niemal tuż po starcie, bo leciał z pobliskiego Orzechowa, gdzie lotnicy mieli swoją bazę? Tego nie wiadomo do dziś. Nie wiedzą wdowy po pilocie i leśniku.

— Powiedzieli mi tylko, że to nie był błąd pilota pilota i to mi wystarczy — mówi pani Jadwiga. Minęły 32 lata od tragedii i morze łez, które wypłakały. — Bo nie da się tego wymazać, zapomnieć — mówiła nam przed tygodniem Barbara Masiulaniec, wcześniej Ludas.

Dopadła nas miłość od pierwszego wejrzenia
— To wolant z tego śmigłowca — pokazuje pani Kuźlik, wyciągając z pudełka popalone kawałki metalu. — A to sprzączka od paska Wieśka, a to od pasa, którym był przypięty w śmigłowcu. Niewiele tego. Wszystko się popaliło. — Jest jeszcze wyjściowy mundur — mówi kobieta i prowadzi do pokoju. — Wiesiek miał go na sobie może dwa czy trzy razy. A te naszywki na rękawach, sama mu przeszywałam. Pięknie wyglądał w tym mundurze — kobieta z trudem hamuje łzy.


***

Jadwiga i Wiesiek znali się pięć lat. Poznali na osiemnastce brata pani Jadwigi i z miejsca przypadli do serca. Ona z Nowej Wsi Reszelskiej, on z pobliskich Prosit. Miłość od pierwszego wejrzenia? Jeśli jest coś takiego, to ich dopadła. I to mocno, bo pobrali się zaraz po szkole średniej w Boże Narodzenie 1979 roku.

Wiesiek zawsze chciał latać. Dlatego poszedł do technikum do Karolewa koło Kętrzyna, gdzie powstała klasa agrolotnicza. Kurs pilota śmigłowców przeszedł w Świdniku. — I tam zaczął pracować od razu po szkole — mówi pani Jadwiga. — Latali po całej Polsce i robili opryski. Jak tylko miał kilka dni wolnego, przyjeżdżał do domu. Wtedy mieszkaliśmy z moimi rodzicami, ale chcieliśmy przenieść się na stałe do Świdnika.

Bał się, że dzieci zostaną bez ojca
Wiesiek kochał dzieci, ale do swoich nie było mu pilno. — Po prostu bał się, że mogą zostać bez ojca, wiadomo, jaką miał pracę — tłumaczy męża pani Jadwiga. — Ale wreszcie jakoś udało mi się go przekonać.

Był 1982 rok. Lekarze wyznaczyli pani Jadwidze termin porodu na 8 czerwca. Ale ich syn Waldek urodził się szybciej. — 25 maja — mówi kobieta. — Przyszedł na świat w szpitalu w Reszlu. Na wieść o tym, Wiesiek przyleciał helikopterem, z tej radości zrobił kółko nad szpitalem. Na ręce po raz pierwszy wziął chłopca 7 czerwca, kiedy wpadł na chwilę do domu. To był pierwszy, ale też ostatni raz, kiedy trzymał syna na rękach.


***

W południe 8 czerwca do Nowej Wsi Reszelskiej przyjechali dwaj mężczyźni. Byli z Nadleśnictwa Nowe Ramuki. Szukali pani Jadwigi. Jej ojciec i teść od razu pojechali do Plusek. Byli na miejscu katastrofy, ale nigdy nie powiedzieli córce o tym, co tam zobaczyli. Następne miesiące kobieta żyła jak w amoku. Była, ale czy żyła? Jednak był malutki Waldek, może dlatego przetrwała.

Pilot ma dwa groby. Jeden w lesie koło Plusek. Drugi w Sątopach. I w obu są jego szczątki. I co roku na obu grobach rodzina pali lampki, kładzie kwiaty. Pamiętają. — Teraz do Plusek wybieramy się we wrześniu — mówi pani Jadwiga.

Obie wyszły za Henryków
Obie kobiety ponownie wyszły za mąż. Może to przypadek, ale obie zrobiły to w podobnym czasie, bo około trzech lat po katastrofie. Może to też przypadek, że ich drudzy mężowie mają na imię Henryk. A Jadwiga Kuźlik po ślubie nie zmieniła nazwiska. Nie musiała. Wyszła za brata pilota.

— To mój ojciec, a trzymał mnie też do chrztu — mówi syn pilota Waldemar Kuźlik. — Wychował, kocha nas, ale od małego dziecka wiedziałem, że tamten tata był pilotem, że zginął w katastrofie. Byłem tam w lesie, jak miałem sześć czy siedem lat, obok grobu jeszcze leżały drzwiczki od śmigłowca.

Andrzej Mielnicki

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Andy #1477642 | 83.11.*.* 5 wrz 2014 11:56

    A ja zachęcam do przeczytania mimo tego "kwiatka" :-)

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. gyk #1477362 | 79.191.*.* 5 wrz 2014 08:23

    "Dlaczego śmigłowiec spadł niemal tuż po starcie, bo leciał z pobliskiego Orzechowa, gdzie lotnicy mieli swoją bazę?" To zdanie najbardziej zachęca do przeczytania całego artykułu i poszukiwania dalszych kwiatków.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz