Czwartek, 21 marca 2019. Imieniny Benedykta, Lubomiry, Lubomira

Zawsze chciałam robić hip-hop

2014-08-23 13:30:56 (ost. akt: 2014-08-23 13:25:22)

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

— Nigdy nikomu się do tego nie przyznałam, ale całe życie ciągnęło mnie do hip-hopu. Chciałbym tworzyć porządny hip-hop rodem z lat 80. — zdradza Katarzyna Staszko, wokalistka The Lollipops oraz przewodnicząca jury tegorocznego Przeglądu Muzycznego "Gazety Olsztyńskiej". Opowiada o tym, jak trudne bywają jurorskie wybory oraz jak The Lollipops zdobyło sławę.

— Jesteś przewodniczącą jury tegorocznego Przeglądu Muzycznego „Gazety Olsztyńskiej”. Wybraliście już finałową piątkę. Trudno było znaleźć najlepszych wśród 34 wykonawców?
— Było szalenie trudno. Bardzo dużo zespołów i artystów zgłosiło się do udziału w przeglądzie. Samo przesłuchanie nagrań ponad 30 wykonawców i wybranie tylko piątki nie było łatwe. Poziom jest wysoki, a większość wykonawców, która się zgłosiła ma już za sobą pewne doświadczenie muzyczne, wydania oficjalne i nieoficjalne nagrań, koncerty. Poza tym, jest jeszcze inna strona takich przedsięwzięć, a mianowicie to, czego prywatnie słuchają i jaką muzyką interesują się jurorzy. Dla mnie osobiście bywa ciężko, kiedy zgłaszają się zespoły grające metal i cięższe brzmienia, bo trudniej jest mi wtedy obiektywnie ocenić, co jest warte uwagi. Ale myślę, że wszyscy — jako jurorzy — podołaliśmy temu zadaniu. Najważniejsze jest to, że w finałowej piątce znalazły się różne style i gatunki muzyczne.

— A czego jeszcze, poza sporą mieszanką stylów, mogą się spodziewać olsztynianie?
— Na pewno sytuacji, w której przyjdą na przegląd i stwierdzą: "Wow. Nie wiedzieliśmy, że są tacy wykonawcy i że można tak grać w Olsztynie." Choć niektóre zespoły, tak jak na przykład Ejtobangla, są już przez mieszkańców kojarzone. Poza tym, olsztynianie mogą spodziewać się dobrej zabawy i przede wszystkim dobrej muzyki. To był nasz cel, aby wybrać artystów ciekawych i dobrych, których warto pokazać.

— Przeglądy to olbrzymia szansa dla wykonawców. Czy "The Lollipops" zdobyło popularność w podobny sposób?
— Może nie tyle popularność, co po prostu pieniądze na pierwszą płytę. W 2010 roku wygraliśmy festiwal "Gramy", przegląd piosenki w Szczecinie, o którym wtedy mało się mówiło i mało kto o nim słyszał. To był typowy przegląd, gdzie najpierw przez dwa dni odbywały się koncerty w małej sali, a jury wybierało swoich faworytów. Finał odbył się w amfiteatrze w Szczecinie. Do wygrania było 10 tys. złotych. Udało nam się wygrać te pieniądze i tylko dzięki temu mogliśmy wydać płytę.



— Jednak choć "Gramy" przyniosło wam rozgłos, na scenie występowaliście już znacznie wcześniej.
— Tak, już wcześniej występowaliśmy na scenie i za każdym razem były to dla nas wielkie emocje. Najlepiej pamiętam nasz drugi koncert, który odbył się w 2008 roku w Lidzbarku Warmińskim na "X-pression Festiwal". Kiedy dziś oglądam zdjęcia i słucham nagrań z tamtych czasów, kiedy mieliśmy w repertuarze tylko sześć utworów i byliśmy średnio ograni, zdaję sobie sprawę, jak bardzo się zmieniliśmy. To są fajne akcje, kiedy z perspektywy patrzysz na zdjęcia i możesz stwierdzić, nad czym musisz jeszcze popracować, a co udało się już osiągnąć. Ta weryfikacja tego, co robisz jest bardzo ważna, bo dzięki niej sprawdzasz, czy wszystko poszło w odpowiednim kierunku.

— A u was poszło?
— Jak najbardziej (śmiech).

— Żeby zacząć grać, trzeba mieć odpowiednią nazwę zespołu. Czemu wybraliście akurat "The Lollipops"?
— To jest standardowe pytanie, a my wciąż standardowo nie mamy na to odpowiedzi (śmiech). Szczerze mówiąc, to była szybka akcja związana z naszym pierwszym koncertem, 8 lipca 2008 roku. Pamiętam jeszcze, że mieliśmy tylko sześć piosenek, a publiczność domagała się bisu, więc bisowaliśmy wszystkim, co tylko mieliśmy… W każdym razie przed koncertem trzeba było zrobić plakat i padło pytanie, jak się nazywamy. Zrobiliśmy burzę mózgów, a nazwę ostatecznie wymyślił Jacek. Ludzie szukają w niej nawiązania do muzyki lat 50., 60., do lizaków, kokard… A na tamtym etapie ta nazwa nam po prostu pasowała, miało być "the" i jakiś wyraz w liczbie mnogiej. Więc staliśmy się The Lollipops. Ale nie wiem, czy dziś nazwalibyśmy się tak samo. Tak już zostało (śmiech).

— Wystartowalibyście w programie typu "X Factor" czy "Must be the Music"?
— Lubię oglądać tego typu programy i wiem, że na pewno przydają się, aby osiągnąć popularność. Tyle, że ja mam wątpliwości, czy odnalazłabym się jako uczestnik w imprezie na wielką skalę. Ktoś ciebie ocenia, ktoś na ciebie głosuje… To jest ryzyko. I tak jak my mamy już wypracowany klimat, drugi album, całą tę otoczkę, to mogłoby się okazać, że w takim programie ludzie nasz klimat odbierają zupełnie inaczej niż my byśmy chcieli być postrzegani. Ja nigdy nie chciałam i nie miałam potrzeby występować w takim programie. Choć taki występ jest szansą, bo w naszym kraju jest mało alternatyw muzycznych, a popularne stacje radiowe zdominowane są przez znanych artystów. Ciężko się przez to przebić, a np. w "The Voice" czy "Must be the Music" można łatwo zostać dostrzeżonym. Przykładem może być tu Dawid Podsiadło, który mógłby przejść bez echa, ale właśnie w programie został usłyszany. Ale my, The Lollipops, wybraliśmy zupełnie inną drogę, nazywaną polską sceną niezależną. A co do tych programów — zobaczymy. Póki co nie mówię nie, ale wszystko się jeszcze okaże.

— Czy w Olsztynie da się wyżyć z grania muzyki niezależnej?
— Nie. Ludzie, którzy działają w obrębie muzyki niezależnej, zazwyczaj dorabiają pisząc muzykę do filmów, spektakli, stają się producentami i mają własne studia nagraniowe. Na disco polo zarobisz dużo, na hip-hopie też oraz grając porządne covery na weselach. Ale przy mniej znanych gatunkach muzyki trzeba dorabiać, bo z samego grania wyżyć się nie da.

— Gracie głównie nosie-pop, bardzo niszową muzykę. Czy taki gatunek ma wielu fanów?
— Za granicą ma ich z pewnością więcej niż w Polsce, bo tam jest po prostu bardziej popularny. Może to być związane z tym, że ogólnie w mediach zagranicznych jest większy rozstrzał gatunków muzycznych. Ale swoich fanów noise-pop ma sporo.

— Najbardziej było to widać w 2010 roku. To właśnie wtedy zaczęła się wasza popularność. No i nosie-popu.
— Wszystko u nas zaczęło się kręcić właśnie w tym okresie, gdy zaraz po wygranej w festiwalu w Szczecinie wydaliśmy pierwszą płytę. Wtedy zaczęło się bardzo fajnie dziać, jakaś popularność rzeczywiście się pojawiła i gdybyśmy mieli trochę więcej doświadczenia, myślę, że moglibyśmy pociągnąć ten sukces jeszcze dłużej. Ale byliśmy świeżynkami w branży i nie udało nam się w całości wykorzystać wszystkich możliwości.

— Czyli nie skorzystaliście z promocji zespołu w 100 procentach?
— Myślę, że mogliśmy zrobić więcej i pozostać na fali. Ale zajmowaliśmy się czymś, czego nie robiliśmy nigdy wcześniej i nie mieliśmy pojęcia, jak to dobrze pociągnąć, jak się zareklamować, jak wykorzystać kampanię PR-ową. Mam wrażenie, że dopiero teraz będzie wiadomo, czy będziemy w stanie podołać wyzwaniu, które sami podjęliśmy. Bo z pierwszą płytą jest tak, że ją może wydać każdy. Wystarczy znaleźć wydawcę i nagrać utwory. Jeżeli zespół wydaje drugą płytę, to znaczy, że coś gdzieś zaskoczyło. A jeśli zespół ciągnie temat aż do trzeciej płyty, to dopiero to pokazuje, czy jest dobrym zespołem czy nie. Na pewno gdybym wtedy wiedziała, co robić, zupełnie inaczej by się to potoczyło. Ale wtedy było wtedy, my byliśmy zespołem z krótkim stażem, ale koniec końców naprawdę fajnie wszystko wyszło.

— W marcu ukazała się wasza najnowsza płyta, "Miniatures". Z jakim spotkała się odbiorem?
— Słyszałam opinie, że jest trudniejsza od pierwszej i mniej piosenkowa. Ale minęły trzy lata od wydania debiutu, każdy z nas był na rożnych koncertach, zaczął słuchać trochę innej muzyki, a to się przekłada na naszą twórczość. Poza tym my sami się zmieniamy. Ja na przykład obecnie najchętniej siedziałabym z gitarą i grała jakieś smęty, co trzy lata temu byłoby nie do pomyślenia. Tak więc druga płyta jest zupełnie inna, ale też w dalszym ciągu nasza. Obecnie przygotowujemy trzecią płytę, która też z pewnością zaskoczy fanów.

— Jakie to będą brzmienia?
— Dźwięki będą o wiele bardziej wyraziste niż na poprzednich płytach. Nie ma już takiego hałasu, nic się na siebie nawzajem nie nakłada. Kolejną zmianą jest też to, że pojawią się na niej polskie teksty. Dotąd śpiewaliśmy tylko po angielsku.

— Dlaczego?
— Taką zasadę przyjęłam odgórnie. Początkowo było mi dziwnie śpiewać po polsku, ale kiedy zaczęłam okazało się, że to super sprawa. Może nawet porwiemy się na kilka różnych języków, tak jak Kayah, która robi naprawdę niesamowite mieszanki? Choć i tak najlepiej brzmi dla mnie angielski, to może być kwestia przyzwyczajenia.

— Jednak praca nad nową płytą to nie jedyne wasze zajęcie. Z pewnością macie dużo pracy w sezonie koncertowym.
— Akurat o ile w poprzednich latach tak było, to te lato minęło dosyć spokojnie. Prawdopodobnie też dlatego, że nasz basista żeni się za dwa tygodnie, więc skupił się raczej na kwestiach organizacyjnych. Ostatnio zagraliśmy w Giżycku, wcześniej graliśmy w Olsztynie. Teraz szykujemy się dopiero na jesień, na Warszawę i Trójmiasto. W tym roku sezon wakacyjny mamy spokojny, ale za to siedzimy na sali i kleimy nowe dźwięki. Więc pracy i tak mamy sporo.

— Jakie cele dziś stawia przed sobą zespół The Lollipops?
— Główny i najbardziej przyziemny cel to pogranie dobrych koncertów jesienią. Musimy w końcu ograć naszą drugą płytę, która moim zdaniem jest po prostu dobra. Drugim celem jest zrobić dobry kawałek po polsku. No i oczywiście pracujemy nad przebojem, który nas pociągnie do przodu. Choć ciężko jest połączyć muzykę alternatywną z tym, co jest popularne. Poza tym chcemy w przyszłym roku obskoczyć jak najwięcej festiwali. To świetna zabawa.

— Czy na koniec powiesz mi coś, czego nie mówiłaś żadnemu dziennikarzowi?
— Nigdy się nie przyznałam, że całe życie chciałam robić hip-hop. To jest coś, co mnie inspiruje i gdybym mogła, to chciałabym robić stary, amerykański hip-hop z końca lat 80. I mam też wielką nadzieję, że kiedyś spróbuję jazzu. A tego to już nie mówiłam nikomu w ogóle (śmiech).

Ewelina Zdancewicz
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB