Czwartek, 23 maja 2019. Imieniny Leoncjusza, Michała, Renaty

Tadeusz Drozda - dyżurny satyryk kraju bez herbatki

2014-08-02 12:40:00 (ost. akt: 2014-08-02 12:38:10)

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

— Jeśli taki przygłup, jak ja, mógł w tamtym czasie bawić Polaków, to pewnie musiało być łatwo. Bo dzisiaj to trzeba być zdolnym i wybitnym — mówi Tadeusz Drozda, satyryk i kabareciarz.

— Zabić drozda! Nie żebym chciał, ale czy czytał pan tę książkę Harper Lee?
— Nie, ale cały czas wożę ją ze sobą. Wreszcie zacząłem, to może skończę.

— Dlaczego wybrał pan Warmię i zbudował dom niedaleko Olsztyna?
— A to z prostej przyczyny. Moja mama była dyrektorem ekonomicznym w dawnym OZOS. To było za czasów św. pamięci dyrektora Leonharda. Ja wtedy byłem już na politechnice we Wrocławiu. Ale moi dwaj bracia pokończyli szkoły średnie w Olsztynie. Jeden ogólniak, drugi „samochodówkę”. I do dziś jeden z braci jest wykładowcą matematyki na UWM. W latach 90-tych kupiłem działkę pod Olsztynem. Ale nim stanął dom, to sześć czy siedem lat stała tam duża przyczepa campingowa. A kiedy dzieci zaczęły mieć swoje dzieci, to trzeba było postawić coś większego.

— Satyryk, kabareciarz, o czymś zapomniałem?
— No nie. Pewnie pan to wyczytał w Wikipedii, czy gdzieś. Mam wykształcenie techniczne.

— Jak Lech Wałęsa, też jest pan elektrykiem, tyle że inżynierem od wysokich napięć.
— No tak, ale nie pracowałem w zawodzie, zresztą tak jak 90 procent moich kolegów ze studiów. Myślę, że studia techniczne uczą logicznego myślenia, kojarzenia faktów. Jednak generalnie wiedza, którą posiedliśmy na politechnice, do niczego się potem nie przydaje, a nie mówiąc już o uniwersytetach... Te kończą tylko hobbyści.

— Dlaczego zajął się pan satyrą? Bo życie to jeden wielki kabaret?
— To nie jest coś takiego, że człowiek robi coś z premedytacją, że budzi się rano, ma 6 lat i układa sobie życie. Czasem decyduje po prostu przypadek. Kiedy ponad 40 lat temu we Wrocławiu zakładaliśmy kabaret Elita, to był to tylko kabaret studencki, dobra zabawa. Nikomu do głowy nie przyszło, że my z tego będziemy żyli. A popularność w Polsce przyniosła nam „Kurna Chata”, którą zaśpiewaliśmy na festiwalu w Opolu w 1971 roku. Zdobyliśmy wtedy główną nagrodę. Piosenka stała się hitem w kraju. Afiszem, który przyciągał ludzi na nasze występy, ale już wtedy mieliśmy tyle materiału, tak bogaty program satyryczny, że dwugodzinny wstęp na scenie nie był żadnym problemem. I tak poszło, a tym bardziej że na scenie mogliśmy więcej zarobić niż jako absolwenci uczelni. Słowem, zaczęło się od zabawy, a wyszedł z tego zawód. Estrada mnie wchłonęła, a potem telewizja.

— Czy w tamtych czasach, czasach pereelu łatwiej było rozśmieszyć Polaków niż dziś?
— Rozumiem, że pyta pan dlatego, że taki przygłup, jak ja, mógł w tamtym czasie bawić Polaków, to pewnie musiało być łatwo. Bo dzisiaj to trzeba być zdolnym, wybitnym, a wtedy to musiał być naprawdę jakiś głąb. To tak jakby pytać, czy dzisiaj łatwiej chodzi się po ulicach Olsztyna i oddycha, czy kiedyś? Nic nie jest łatwiej. Zawsze czasy dyktują wymagania. Na pewno było trudniej, bo dziś wystarczy, że ktoś się załapie na jeden z wielu programów kabaretowych, które na okrągło nadają stacje telewizyjne. Wystarczą dobre dwa, trzy numery i jest się już na topie. W tamtych czasach trzeba było wystąpić na festiwalu w Opolu i jeszcze zdobyć nagrodę. Dziś po prostu łatwiej się wylansować, wypromować.

— Bez obrazy. Pytam, bo przecież w tamtych czasach była cenzura i trzeba było sporo się nagimnastykować, żeby przemycić na scenę, to co władza najchętniej zamiotłaby pod dywan.
— Ta była nieporównywalnie mniejsza niż dzisiaj. Teraz to się trzeba byłoby namęczyć, gdyby się chciało cokolwiek powiedzieć. Ja jestem tego najlepszym przykładem. Absolutnie nie mam możliwości wystąpienia w żadnej telewizji. Kiedyś cenzor ewentualnie coś wstrzymał, czy wykreślił ci z tekstu, ale mógł pan napisać następny tekst. A dzisiaj jest tak, że jakiś dyrektor w telewizji uzna, że z takim człowiekiem lepiej dać sobie spokój, to koniec, nie ma cię człowieku. Media są upolitycznione i partie tak to robią, żeby kłopotów nie było. I jest, jak jest. Bo kto dziś występuje w telewizji? Tylko dziennikarze i politycy. I wiadomo kto, co powie.

— Dlatego spadła z wizji pana „Herbata u Tadka”?
— Zmienił się prezes TVP, którym został pan Wildstein. Na estradzie żartuję, że wówczas obnosiłem się z tytułem dyżurny satyryk kraju. Politycy doszli do wniosku, że w Polsce jest tak dobrze, skoro PiS przejęło władzę, że satyra jest już niepotrzebna. To po co więc i satyryk, i tak jest do dziś. Wszyscy uważają, że jest dobrze. I nie ma satyry, która nie tylko obnaża głupotę, bezsens, ale i pokazuje też wyjście z tej idiotycznej sytuacji.

— Ale kabarety są.
— Są, ale takie, że facet przebierze się za babę i gada, że lajkuje na komórce. Ale może takie są też i oczekiwania ludzi.

— Z dzisiejszego podwórka kabaretowego, kogo pan ceni najwyżej?
— Indywidualnie Górskiego, zdolny człowiek. Ale powiem szczerze poza programami informacyjnymi prawie w ogóle nie oglądam telewizji, bo nie ma co oglądać.

— A wam tematy przynosiło życie...
— A skąd pan ma pomysły na artykuły, nie z życia? I tak było też z nami. Taki Witkacy, Szekspir to siadali i pisali sztukę, ale to ta wielka literatura, a nie ta zwykła reakcja, satyra na to co się dzieje.

— Dyżurny satyryk kraju, własny program „Śmiechu warte”, talk-show „Herbatka u Tadka”. Był pan na topie. Nie czuje się pan nieco zapomniany?
— Oczywiście, ale co mogę zrobić. Mam swoja stronę internetową zamieszczam tam felietony, niedawno jeden z nich miał niemal 90 tys. odsłon. Gram też na estradzie.

— O czym był ten felieton?
— Porównywałem nasze autostrady z czeskimi. Bo Polska to taki kraj, gdzie generalnie nikt nie myśli. A myślą za nas inni. Nabudowali nam autostrad, ale do głowy im nie przyszło, że tymi autostradami, ktoś będzie jeździł. Bo - według polskiego modelu - powinno być tak, że ludzie winni się umówić i codziennie autostradami powinna poruszać się taka sama liczba podróżnych. Wtedy nie byłoby korków na bramkach. Kupiliśmy 10 pendolino, nic nie jeździ, ale mamy pendolino. Totalna bezmyślność. Satyryk miałby pole do popisu. Tylko ciekawe jak długo program utrzymałby się na antenie, bo zaraz obraziłby się jakiś premier, minister.

— Ale czy satyryka ludzie traktują poważnie?
— W ogóle nie traktują, bo ich po prostu nie ma. Zniknęli. A jak czegoś nie ma, to nie ma problemu. Dziś biorą do telewizji jednego polityka z PiS, drugiego z PO, a trzeciego z SLD. Dziennikarz zadaje pytanie i dla ludzi jest kabaret. Tylko jak się wsłuchać w te wypowiedzi, to oni nic nie gadają. Mówią to, co im partia każe, absolutnie nic więcej.

— Może wróci pan do telewizji, pozwolą panu robić programy niezależne od polityków, od partii?
— Już mi się nie chce, choć może spróbuję z pewną stacją, gdzie jeszcze można od czasu do czasu coś powiedzieć.

— Na scenie, w telewizji można zobaczyć pana brata ciotecznego, Cezarego Żaka.
— No tak, kiedyś nawet pracował u mnie. To było tuż po studiach, jak był w teatrze we Wrocławiu. Gaże mieli niskie, to dorabiał sobie z nami. Trwało to sześć lat. A zespół był duży. Bo oprócz aktorów, piosenkarzy była też orkiestra, balet, ekipa techniczna. Jak zatrzymywaliśmy się na noc, to w hotelu całe piętro braliśmy. Prawie na stale u mnie pracowali Rewiński, Łazuka. Graliśmy naprawdę dużo i z rozmachem.

— A pieniądze z tego były dobre?
— Tylko, co to jest dobry pieniądz. Bo jak czytam, że Korwin-Mikke, najbogatszy europoseł ma 25 tys. zł oszczędności, to tyle na koncie ma chyba sporo Polaków.

— A ile ma Drozda?
— Dzisiaj to prawie nic. Nie mam stałego dochodu.

— To z czego pan żyje?
— Nie mam dużych potrzeb. A pod koniec roku mam mieć emeryturę. I nawet mi wyliczyli kwotę, 700 złotych.

— Sporo, może na waciki starczy?
— Nie palę, to może przeżyję. Ale wiadomo, że jak mam występ to wpadnie mi trochę grosza. Na jakiś czas starczy. Niedługo lecę też do Australii na występy.

— Dziś pan nie żałuje, że poszedł drogą satyryka, a nie elektryka?
— Dwukrotnie zdawałem do szkoły teatralnej, bo chciałem być aktorem. Jestem człowiekiem leniwym i z lenistwa to wszystko wynika. Mieliśmy Elitę, byłem tam szefem, na scenie zarabiałem więcej niż miałbym jako inżynier w zakładzie.

— We Wrocławiu była Elita, a w Poznaniu brylował w tamtych czasach Tey.
— Raz nawet wstępowałem w klubie AWF w Poznaniu. Organizował to wszystko Laskowik. Zenek nosił mikrofony. Nie był jeszcze wtedy gwiazdą, nikt go nie znał. No i mogę teraz powiedzieć, że za menedżera raz miałem Laskowika.

— Teraz można pana zobaczyć też na polu golfowym. Też zarządził przypadek?
— Kiedyś trochę mieszkałem na Florydzie. Przyjaciel zaciągnął mnie na pole golfowe. Popatrzyłem i pomyślałem, że to jest gra dla idiotów. Bo Polak generalnie ma taki stosunek do wszystkiego, że jeżeli sam czegoś nie potrafi, to znaczy, że jest to idiotyczne. Jak weźmie kij do ręki i jak za pierwszym razem nie pośle piłeczki na 150 metrów, to jest to do bani.

— Ale powszechnie uważa się, że golf to elitarny sport.
— Picie koniaku też.

— Dobry pan jest w tego golfa?
— Każdy ma swój handicap. Mistrz, ktoś, kto gra bardzo dobrze w golfa, pokonuje osiemnastodołkowie pole w 72 uderzeniach. A pan pokonuje to pole w stu, to pana handicap wynosi 28. 90 procent golfistów na świecie ma handicap gorszy niż 28. Mówimy oczywiście o amatorach. Już raz miałem handicap 17, a teraz 22. Ale znowu załapałem trochę formy. Pod koniec sierpnia jest turniej celebrytów w Szczecinie. Wystartuję. Dwa lata temu po pierwszym dniu prowadziłem. Za mną byli Dudek i Czerkawski, ale spaliłem się i następnego dnia zacząłem wszystko psuć. Ale taki jest sport.

— Widzę, że chyba pan trochę przytył, brzuch nie przeszkadza w grze?
— Przeszkadza, ale co zrobić.

am
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Mega #1454552 | 83.9.*.* 5 sie 2014 23:53

    Panie Drozda. Niech Pan ratuje swoją wyspę na jeziorze Wulpi.nskim, zwłaszcza od strony południowej , gdzie b. dużo drzew zostało powalonych od wiatrów . Również wyspa stosunkowo szybko zwęża się i niedługo powstanie więcej wysp.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz