Sobota, 1 października 2016. Imieniny Heloizy, Igora, Remigiusza

100 lat temu wybuchła wielka wojna

2014-07-25 10:45:20 (ost. akt: 2014-07-25 10:52:37)
Zdjęcie z okresu I wojny św. przedstawiające posterunek żołnierzy niemieckich na moście obrotowym w Giżycku.

Zdjęcie z okresu I wojny św. przedstawiające posterunek żołnierzy niemieckich na moście obrotowym w Giżycku.

Autor zdjęcia: Zbiory Bohdana Makowskiego (Giżycko)

— Po stronie niemieckiej żołnierze niejednokrotnie dosłownie walczyli o własne domy — mówi dr Jarosław Centek, historyk wojskowości z UMK w Toruniu. 27 lipca minie setna rocznica wybuchu I wojny światowej. Tego dnia w 1914 roku Rosja ogłosiła mobilizację, Niemcy kilka dni później.

— W Prusach Wschodnich zamach na arcyksięcia Ferdynanda 28 czerwca 1914 w Sarajewie mógł przejść bez echa, ale w lipcu wszyscy szykowali się do wojny.
— Już 27 lipca Rosja rozpoczęła częściową mobilizację, dzień później Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii, a 31 lipca Rosja ogłosiła pełną mobilizację. Niemcy zrobiły to samo 1 sierpnia i wypowiedziały wojnę Rosji. Tym samym politycy stracili kontrolę nad toczącymi się dalej wydarzeniami. Prasa wówczas momentalnie zmieniła ton, zapewniając o zwycięstwie i zachęcając do wytrwania.

— Kto szedł do wojska. Do jakich jednostek byli mobilizowani mieszkańcy, Mazur, Warmii i Pomorza?

— Znaczna część mężczyzn w wieku od 20 do 22 lat (23 w broniach konnych) odbywała zasadniczą służbę wojskową. Powoływano też rezerwistów, czyli przeszkolonych wojskowo mężczyzn w wieku do mniej więcej 27 roku życia. Starsi trafiali do Landwehry (tj. obrony krajowej), a ci w wieku od 39 do 45 lat do Landsturmu (pospolitego ruszenia). Początkowo Mazurzy i Warmiacy trafiali do oddziałów XX Korpusu Armijnego, w którego skład wchodziły 37 Dywizja Piechoty i 41 DP, mieszkańców północnej części Prus Wschodnich wcielano do I KA (1 DP i 2 DP). W tej prowincji sformowano też I Korpus Rezerwowy. Z kolei mieszkańcy Pomorza Gdańskiego zasilili szeregi oddziałów XVII KA (35 DP i 36 DP). W późniejszym okresie system uzupełnień się skomplikował, gdyż z jednej strony formowano nowe dywizje i korpusy, z drugiej zaś dbano by odsetek Polaków w poszczególnych oddziałach nie był zbyt wysoki i rozdzielano ich po różnych okręgach korpusów.


— Większość powołanych szła na wojnę z entuzjazmem. Nie spodziewali się, że potrwa ona tak długo?
— Większość lub ich rodziny pamiętała szybkie i rozstrzygające kampanie Prus przeciwko Danii, Austrii i Francji sprzed (w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XIX wieku - red.). Takich też się spodziewano. Do tego zapewne nie bez znaczenia był fakt, że ludzie w pewnym sensie mogli odetchnąć z ulgą, kończył się długotrwały stan napięcia, w którym żyli.


— Gdzie w Prusach Wschodnich były największe garnizony? Tylko w Olsztynie w ciągu 20-30 lat przed 1914 roku powstało 6-7 kompleksów koszarowych, w całej prowincji także liczne umocnienia i twierdze?
— Bezkonkurencyjnym garnizonem był oczywiście Królewiec. Znajdowała się tam potężna twierdza i siedziba dowództwa I Korpusu Armijnego. Oprócz licznych sztabów stacjonowały tam min. prawie trzy pułki piechoty, pułk kirasjerów, dwa pułki artylerii polowej i dwa baony pionierów. To naprawdę tylko część tego garnizonu. Olsztyn również był istotny — znajdowało się tam dowództwo XX Korpusu Armijnego, 37 Dywizji Piechoty, a także m.in. dwa pułki piechoty, pułk dragonów, pułk artylerii. Trzecim liczącym się garnizonem był Insterburg (dziś Czerniachowsk w obwodzie kaliningradzkim - red.) ze sztabem dywizji i dwóch brygad, dwoma pułkami kawalerii, pułkiem artylerii i innymi jednostkami. Pozostałe garnizony były wyraźnie mniejsze, aczkolwiek np. w Malborku stacjonowały dwa bataliony 152 Pułku Piechoty, w tak małym mieście to dużo.
 Rozbudowa obiektów koszarowych wynikała przede wszystkim z rozbudowy niemieckich wojsk lądowych. O ile jeszcze w 1875 r. w całej Rzeszy było zaledwie 18 korpusów, to od 1912 r. funkcjonowało ich już 25. Liczba żołnierzy w czasie pokoju wzrosła z ponad 400 000 do ponad 660 000. Militaryzacja Prus Wschodnich była szczególnie widoczna. Niemcy zdawali sobie sprawę z zagrożenia tej prowincji i starali się ją wzmocnić wszelkimi możliwymi sposobami — rozbudowując sieć kolejową, telegraficzną oraz wznosząc fortyfikacje. Wszystko to zaowocowało w 1914 r. Wydatki wojskowe stanowiły istotny element niemieckiego budżetu wojskowego, a do tego przecież potężna kontrybucja, którą po 1871 roku musiała zapłacić Niemcom Francja. Niemcy zadziałali w myśl starej rzymskiej zasady: si vis pacem, para bellum (chcesz pokoju, szykuj się do wojny).


— Wiele z tych obiektów stoi do dzień, choć od dawna nie jest już zajmowane przez wojsko. Jak, pana zdaniem, powinny być dziś wykorzystywane?

— Tu jest zawsze dylemat. Przystosowanie takiego obiektu do innej roli zawsze go w pewien sposób okalecza. Z drugiej jednak strony pozostawienie go samemu sobie niechybnie doprowadzi do ruiny. Dobrze byłoby jednak, gdyby owe ingerencje ograniczyć do minimum. Może dałoby się wykorzystywać obiekty koszarowe jako schroniska lub biurowce? W Toruniu w jednym kompleksie koszarowym funkcjonuje liceum ogólnokształcące
.

— Wracając do roku 1914, czy Niemcy spodziewali się ataku Rosjan na Prusy Wschodnie, czy wiedzieli, że nastąpi z dwóch kierunków?

— Zdawali sobie sprawę, że Prusy Wschodnie są zagrożone. Zainwestowali znaczne sumy w ich przygotowanie do obrony. Nie chodzi tu tylko o systemy fortyfikacji czy wspomniane wcześniej obiekty koszarowe. Rzut oka na mapę dzisiejszej sieci kolejowej w Polsce wciąż pozwala bezbłędnie wyznaczyć, gdzie przebiegała granica Prus Wschodnich. Drogi żelazne były krwioobiegiem państwa, a w czasie wojny to one dostarczały zaopatrzenie i niejako zmuszały armie do trzymania się blisko nich. Rosyjskie koleje, które dochodziły granicy prowincji zaczynały się w Kownie, Białymstoku i Warszawie. Dla Niemców było zatem oczywiste, że będą to rejony koncentracji sił przeciwnika, a co za tym idzie, nastąpi on od wschodu i południa.


— Czy to, że Rosjanie wygrywali pierwsze starcia wskazuje na zaskoczenie Niemców?
— Pierwsze większe starcie pod Stołupianami 17 sierpnia wygrali Niemcy. Był to jednak w ich terminologii „bój”. Pierwszą bitwę stoczono pod Gąbinem 20 sierpnia (dziś obwód kaliningradzki — red.). I jej przebieg był korzystny dla Rosjan. Niemcy ponieśli znaczne straty, a na wieść o marszu rosyjskiej 2 Armii na południu Prus Wschodnich musieli przerwać bitwę i się wycofać. Dlaczego Rosjanom na początku szło lepiej? Myślę, że łatwiej było im dostarczać zaopatrzenie do swoich wojsk, jeżeli operowały one w pobliżu granicy. Pamiętajmy, że rozstaw szyn kolejowych w Prusach był inny, więc nie dało się rosyjskim taborem kolejowym wjechać w głąb zajętego terytorium. W toku kampanii zaczęły doskwierać braki w zaopatrzeniu — jak choćby w amunicji artyleryjskiej. 


— Czy istniała realna możliwość oddania Prus Wschodnich?

— Rozkaz ewakuacji za linię Wisły został już nawet wydany i przyczynił się do zdymisjonowania generała Maksa von Prittwitz und Gaffrona. Nie mniej jednak możliwość taka na pewno istniała — w przeciwnym razie nie utrzymywano by tak potężnych fortyfikacji na linii Dolnej Wisły. Mam tu przede wszystkim na myśli Toruń, Grudziądz i Gdańsk. Twierdze te umożliwiały koncentrację wojsk, które mogłyby ewentualnie odzyskać prowincję, a także zabezpieczały ją przed odcięciem od Rzeszy wskutek ofensywy wzdłuż tej rzeki. Przede wszystkim jednak Niemcy spodziewali się, że mobilizacja rosyjska potrwa dłużej i wraz z oporem sił zgromadzonych w Prusach Wschodnich da im czas na pokonanie Francji.


— Musieli jednak stanąć przeciw wkraczającej do Prus Wschodnich od południa armii generała Samsonowa. Co zadecydowało o niemieckim zwycięstwie pod Tannebergiem, po którym odwróciły się losy kampanii wschodniopruskiej?
— Do braków w zaopatrzeniu doszło zmęczenie żołnierzy długimi marszami w letniej spiekocie po zakurzonych drogach. Także kwestia znajomości terenu — po stronie niemieckiej walczyli żołnierze z Prus Wschodnich i Prus Zachodnich, niejednokrotnie zapewne dosłownie walcząc o własne domy. Rosjanie zaś znajdowali się w obcym, nieznanym im kraju. Zawodziła też ich łączność, generał Samsonow rozciągnął swoje wojska i nie wiedział, co dzieje się z poszczególnymi korpusami. Niemcy natomiast działali planowo i nie tylko doskonale orientowali się w położeniu wojsk przeciwnika, ale także — dzięki temu, że Rosjanie nie kodowali depesz radiowych — wiedzieli o jego zamiarach. Nie popisał się także generał Samsonow. Pchał centrum swojej armii naprzód, gdy jego skrzydła były już pobite przez Niemców. Po prostu pod Tannenbergiem przegrała rosyjska spontaniczność z niemiecką organizacją.

Stanisław Brzozowski
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB