Quantcast

środa, 30 września 2020. Imieniny Geraldy, Honoriusza, Wery

Niełatwo na nie trafić, bo przetrwało ich u nas kilkanaście

2014-05-31 13:42:00 (ost. akt: 2014-05-31 16:08:02)

Autor zdjęcia: Andrzej Mielnicki

Kamienie milowe. Niełatwo na nie trafić, bo przetrwało ich w regionie zaledwie kilkanaście. To perły z granitu. Cieszą oczy, ale też przyciągają uwagę złodziei. Dlatego nie wiadomo, co lepsze, czy żeby dalej pozostały zapomniane, czy jednak odsłoniły swoje tajemnice?

— Ładny, stoi tu od lat — mówi Grażyna Cekała z Lutr w gminie Kolno, wskazując kamień, który stoi przy drodze w środku wsi. Ale głaz w niczym nie przypomina innych kamieni.

Ma cylindryczny kształt zwieńczony stożkiem. Tego nie mogła wyrzeźbić natura, to musiał zrobić człowiek swoją ręką. Ale po co i co może oznaczać taki kamień i to jeszcze przy drodze?

Od strony muru na kamieniu widać litery. — Coś takiego — kręci głową z niedowierzaniem kobieta. — Pierwszy raz widzę te litery, a tyle razy tędy przechodziłam.

Napis po niemiecku głosi, że stąd do Królewca jest 11 mil. — Tylko 11 mil? — dziwi się kobieta — Czy to nie za mało? — pyta.

— Mila pruska miała około 7,5 kilometra, to chyba rachunek się zgadza, bo to kamień milowy — tłumaczę kobiecie. — Kiedyś stały przy drogach, pokazały odległość od większych miast.

— Ale niespodzianka! — śmieje się Cekała. — To teraz powiem innym we wsi.

Kamienie pokazywały odległość do stolicy


Historia kamieni milowych sięga czasów rzymskich, kiedy przy drogach, co milę rzymską, czyli 1481 metrów stawiano kamienne słupy, które miały informować podróżnych o odległości od Rzymu, który był sercem imperium.
— W Prusach Wschodnich najważniejszym miastem był Królewiec — zauważa Adam Płoski, historyk z Olsztyna. — To zwykle kamienie pokazywały odległość do stolicy prowincji.

Tak jak kamień w Biesowie, który jak ten w Lutrach, również stoi przy obecnej drodze krajowej 57.
— 12 mil do Królewca — odczytuje napis na kamieniu sołtys Biesowa Stanisław Sękulski.
— To kamień milowy — zaskakuje sołtys — Odmierzały odległość, niewiele już takich kamieni przetrwało przy drogach.

Z Biesowa do Lutr jest nieco ponad 10 kilometrów, a kamień pokazuje, że około 7,5 km.
— Ale od tego czasu mógł przecież zmienić się przebieg drogi, a zresztą wtedy nie było komputerów ani nawigacji satelitarnej — śmieje się sołtys.— To trudno, żeby pomiar był dokładny co do metra.
Dlaczego napis na kamieniu znajduje się od strony pobocza a nie drogi? Przecież go nie widać z szosy? — Pewnie dlatego, żeby był właśnie widoczny, nie został zachlapany choćby błotem przez przejeżdżające pojazdy — snuje sołtys.

W państwie pruskim dynamiczny rozwój poczty w XVIII wieku i wzrost ruchu na drogach sprawiły, że przy traktach zaczęły pojawiać się kamienie milowe. W 1771 roku ukazało się zarządzenie księcia elektora Fryderyka Augusta w tej kwestii. Kamienie milowe były początkowo z piaskowca w formie obelisku lub sześcianu, a potem już były robione głównie z mocnego granitu.

— Znane nam z terenu województwa warmińsko-mazurskiego cylindryczne kamienie milowe pojawiły się przy drogach w związku z wejściem w życie rozporządzenia ministra skarbu Rorhera z 1835 roku — wyjaśnia Adam Płoski. — W dokumencie określono też ich parametry. A kamienie milowe przestały odgrywać swoją rolę, kiedy w Niemczech został wprowadzony systemu metryczny, czyli w latach 1872-1873 — tłumaczy.

Kamienie przeszły do historii, ale warto je ocalić od zapomnienia uważa historyk.

— Bo drogi to nie tylko aleje, ale choćby też kamienie milowe. Przez nasz region przebiegały ważne trakty, stały przy nich kamienie milowe. To historia tych ziem, drogownictwa dawnych Prus Wschodnich — podkreśla Płoski.

Jednak kamienie znikają bezpowrotnie, bo przy okazji modernizacji dróg są wykopywane, a czas są wręcz wykradane.

Skradzione i to w biały dzień


Może więc to dobrze, że stoją trochę zapomniane, że nikt nimi się nie interesuje, bo nie zawsze sława wychodzi na dobre, nawet kamieniom. Tak było w przypadku najsłynniejszych dwóch kamieni milowych stojących na skraju Świętej Lipki, przy drodze z Kętrzyna do Reszla. Kiedyś to była bardzo ważna droga na szlaku do Królewca. Tędy ciągnęli pielgrzymi do sanktuarium, przyjeżdżali do Świętej Lipki kupcy po materiały, bo tu był słynny targ lniany. Kamienie informowały podróżnych, że do Bartoszyc, innego ważnego wówczas miasta na szlaku do Królewca, jest jeszcze stąd 5 mil, czyli ok. 37, 5 km. Kamienne walce przetrwały tu grubo ponad wiek, aż w maju 2007 roku zniknęły.

— Zostały skradzione i to w biały dzień — mówi Andrzej Masłoń, wiceprezes Towarzystwa Miłośników Ziemi Kętrzyńskiej. — Złodziej przyjechał samochodem do przewozu drzewa i wyciągnął kamienie dźwigiem z ziemi.
Nikt z miejscowych nie zwrócił uwagi na kradzież ważących każdy około 1,5 tony i mierzących w po 175 centymetrów kamiennych kolosów. Może dlatego, że akurat w Świętej Lipce prowadzone były duże roboty drogowe. Ludzie myśleli, że to są drogowcy.

Ale jeszcze tego samego dnia brak kamieni milowych przy drodze zauważył mieszkaniec Reszla, jak wracał do domu. Powiadomił policję, a ta, o dziwo, szybko odnalazła ukrytą w lesie niedaleko Świętej Lipki ciężarówkę z kamieniami. Złodziej chciał przewieźć je pod osłoną nocy w okolice Mrągowa, skąd pochodził. Policjanci zdecydowali o przetransportowaniu kamieni w bezpieczne miejsce, do muzeum w Kętrzynie.

Kamienie pod ochroną


Ta niecodzienna kradzież nabrała rozgłosu i efektem tego było wzięcie kamieni z Świętej Lipki pod prawną ochronę. Na wniosek stowarzyszenia Sadyba w sierpniu 2007 roku zostały wpisane do rejestru zabytków województwa warmińsko-mazurskiego. Ale do dziś tkwią tam, gdzie zostały złożone siedem lat temu, czyli na trawniku muzeum w Kętrzynie. Dlaczego?

Siedem lat temu drogowcy z Zarządu Dróg Wojewódzkich — który formalnie jest ich właścicielem, bo kamenie milowe były w pasie drogowym — nie chcieli ich powrotu na stare miejsce. Obawiali się, że znowu ktoś będzie chciał je ukraść. A konserwator zabytków uznał, że jeśli nie można kamieni dostatecznie chronić, to nie można ich ruszyć. I tak są w jasyrze.

— I koło się zamyka — rozkłada ręce wiceprezes Masłoń. — Walczyliśmy o powrót kamieni na ich historyczne miejsce, ale urzędnicy okazali się górą. Ale brak ich bardzo mocno zubożył historyczny i kulturowy krajobraz tamtego miejsca.

Kamienie milowe ze Świętej Lipki były wyjątkowe, bo nie tylko wyznaczały odległość. Miały też inne znacznie. — Były postawione akurat na przebiegu linii między Warmią a Mazurami, czyli dawnym dominium biskupim a Prusami Książęcymi — tłumaczy wiceprezes kętrzyńskiego towarzystwa. — I dlatego potocznie przez mieszkańców nazywane były kamieniami granicznymi.

Czy siedem lat niewoli, to nie dość, czy nie czas uwolnić kamienie? A tym bardziej że sprawca ich zniknięcia sam nie trafił za kratki. Dostał półtora roku w zawieszeniu plus 2 tys. zł grzywny. A przed sądem złodziej tłumaczył się, że wyciągnął kamienie, bo chciał sobie dobrze dociążyć przyczepę.

— Kamienie miały być u nas do zakończenia sprawy, a są już tyle lat — ubolewa Izabela Mellin-Wyczółkowska, dyrektor Muzeum Ziemi Kętrzyńskiej w Kętrzynie. — Kamienie powinny wrócić tam, gdzie były. Tam jest ich miejsce, ich kontekst historyczny.

I drogowcy nie mówią dziś „nie”. — Powinny wrócić tam, gdzie były — zaskakuje Waldemar Królikowski, dyrektor ZDW w Olsztynie. — I jeśli ktoś o to wystąpi, to nie widzę przeszkód.

Skąd ta zmiana frontu? — Wtedy nie byłem tu dyrektorem, mogę mówić tylko za siebie — tłumaczy dyrektor Królikowski.

Co na to konserwator zabytków?

— Zawsze istnieje niebezpieczeństwo, że nikt nie będzie dbał o kamienie, jest ryzyko ich kradzieży — zauważa Andrzej Kaliczyński, zastępca warmińsko-mazurskiego wojewódzkiego konserwatora zabytków. — Na razie pozostaną tam, gdzie są, ale zastanowimy się nad tym. Moim zdaniem kamienie powinny wrócić na miejsce.

Bo choć czas kamieni milowych się skończył, to — jak podkreśla historyk Adam Płoski — jeszcze są i oby stały jak najdłużej i to tam, gdzie przed laty. Bo ich wartość, ich sens jest tylko tam, a nie nawet w najpiękniejszym muzeum.

am

Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. maniac #1407668 | 88.156.*.* 31 maj 2014 20:19

    Zgadzam się z "km". Bardzo ciekawy artykuł, tylko te "Piano" za jedyne 9,90 tygodniowo...

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. km #1407467 | 46.77.*.* 31 maj 2014 14:57

    Kurcze w koncu jakis ciekawy artykul w Olsztynskiej

    Ocena komentarza: warty uwagi (24) ! - + odpowiedz na ten komentarz