środa, 13 grudnia 2017. Imieniny Dalidy, Juliusza, Łucji

Siostra Bożenka straciła wątek

2014-05-24 18:00:33 (ost. akt: 2014-05-24 17:58:40)

Autor zdjęcia: Wikipedia

— Do chudzielców nie należę. Można zrobić ze mnie solidnego grubasa — przyznaje szczerze aktorka Edyta Jungowska. A co łączy ją z George'm Clooney'em? Opowiedziała o tym w rozmowie z „Gazetą Olsztyńską”.

— Ostatnio rzadko pojawia się pani na ekranach naszych telewizorów. Co u pani słychać?
— W sumie dość niedawno gościłam w serialu „2XL” w telewizji Polsat. Mam nadzieję na jego kontynuację, ale też na brak pracy nie narzekam — prowadzę małe wydawnictwo zajmujące się nagrywaniem audiobooków. Właśnie mieliśmy premierę kolejnej pozycji z serii „Edyta Jungowska czyta Astrid Lindgren”. Po przygodach Pippi, Karlssona i dzieci z Bullerbyn przyszła kolej na „Dlaczego kąpiesz się w spodniach, wujku?”.

— Jak wygląda pani nowa praca?
— Wydajemy właśnie jedenastą pozycję. Być może nie jest to dużo, ale dla mnie sporo. Jesteśmy małym wydawnictwem. Wszystkiego sama muszę dopilnować, na każdym etapie produkcji: od budżetu, nagrania przez drukarnie, umowy, działania PR. Praktycznie wszystko jest na mojej głowie. Ostatnio stwierdziłam, że jakby się chciało, można by w naszym wydawnictwie pracować non stop. W końcu zawsze jest coś pilnego do zrobienia.






— Prowadzenie wydawnictwa to zajęcie dość mocno odbiegające od aktorstwa.
— W zasadzie tylko nagrywanie ma coś wspólnego z aktorstwem, zwłaszcza że przyjęłam sobie za punkt honoru, żeby moje audiobooki były małymi słuchowiskami — sama odgrywam wszystkie postaci, a przestrzeń dźwięków wypełnia genialny Sambor Dudziński i jego egzotyczne instrumenty. Ale po nagraniu przychodzi czas papierkowej roboty, faktur, rozmów handlowych. Choć przyznam, że obracanie się w tym materialnym świecie może sprawiać przyjemność i dawać solidną porcję adrenaliny. Ale generalnie wydawanie audiobooków kręci mnie — to ich czas. We współczesnym świecie dają możliwość kontaktu z literaturą w nawet najbardziej ekstremalnych warunkach: w podroży, korku, podczas joggingu. A dla dzieci są niezastąpionymi towarzyszami na tylnym siedzeniu i jako dobranocka — to według mnie najlepszy pobudzacz wyobraźni.

— Jakie były pani początki w tym nowym świecie?
— Głównym problemem było dla mnie w ogóle zorientowanie się, o co chodzi w tym świecie. W świecie wydawniczym, gdzie rządzą określone zasady i trzeba naprawdę szybko się orientować, jakie panują reguły, żeby nie stracić. Sama musiałam nauczyć się planowania i budżetowania, co nie należy do najłatwiejszych zadań. Oczywiście nie obyło się bez wpadek. Ale przede wszystkim negocjacje — one są dla mnie najtrudniejsze w prowadzeniu wydawnictwa. Umowy, stawki, ceny, cały ten sztafaż biznesowy — dla mnie kompletnie obcy. Daję słowo, to dla aktorki z ADHD naprawdę nie lada rola do zagrania.

— Aktorki z ADHD? Chciałam właśnie zapytać, czy w życiu prywatnym jest pani tak samo energiczna jak na ekranie?
— Mam to w genach, po mamie. Muszę być w ruchu. W myśl zasady, że jak się nie ruszasz, to cię sonda nie wykrywa… (śmiech)

— Dlaczego zdecydowała się pani na wydawanie książek w formie audiobooków akurat Astrid Lindgren, czym zafascynowała panią ta autorka?
— Uważam Astrid za pisarkę niezwykłą. Wnikliwą obserwatorkę dziecięcego świata. Uważam, że nikt tego świata nie widzi i nie opisuje jak ona. Każda jej książka jest różna od poprzedniej, inne poczucie humoru, nowe tematy, nowe wyzwanie, ale jedno jest wspólne: niebywałe wyczulenie na świat dziecięcej wyobraźni. Jest genialna. Niebawem rozpoczynamy nową serię. Nowy autor. Nieco inne klimaty, ale też dziecięce. Nie zdradzam jeszcze szczegółów, ale mam nadzieję na pozytywny odbiór. Oczywiście pojawi się jeszcze kilka pozycji Astrid, bo jest kilka tytułów, które chciałabym uwiecznić na audiobooku.

— Od wielu lat zajmuje się pani dubbingiem. Znamy pani głos z wielu bajek. Trudno jest grać głosem?
— Oj, początki na pewno były trudne. Do dzisiaj pamiętam pierwszą rolę w dubbingu, kiedy przez wiele godzin siedziałam w studio, a wszyscy czekali, aż poprawnie wypowiem jedno zdanie. Tzw. zmieszczenie się w kłapach, czyli wypowiedzenie zdania tak, żeby zgadzało się z ruchem warg postaci na ekranie, początkowo mnie przerastało. A później dubbing to był mój drugi dom.

— Jest pani właścicielką jednego z bardziej rozpoznawalnych głosów. Czy zdarza się pani, że ktoś nie zna pani twarzy, ale kojarzy głos?
— Często zdarza mi się, że po głosie mnie poznają — w życiu prywatnym, nawet bardzo często. Jednak mój głos na szczęście nie występuje w oderwanej ode mnie formie, kojarzy się ze mną. Z tą Jungowską z telewizji albo teatru.

— Teatr odgrywał ważną rolę w pani karierze, skończyła pani także szkołę teatralną. Jak do tego doszło?
— Samo tak się jakoś zrobiło. Miałam zostać skrzypaczką, ale dość wcześnie zorientowałam się, że nie mam talentu na miarę Paganiniego. Za to szybko okazało się, że jestem scenicznym zwierzakiem. Zaczęło się od szkolnych występów w kabarecie, a ostateczny kierunek nadało mi Ognisko Machulskich. Tak już byłam pewna, że chcę być aktorką i do dzisiaj jestem wdzięczna Halinie i Janowi Machulskim, że mnie w tym utwierdzili.

— Teatralnie odkrył panią Adam Hanuszkiewicz. Podobno państwa współpraca nie należała do najłatwiejszych. To prawda?
— Praca z nim była jedną z lepszych rzeczy, jaka mogła mi się przytrafić. Był jednym z tych reżyserów, który nie musiał do mnie gadać godzinami o koncepcjach roli. To się odbywało gdzieś poza słowami, w sugestiach, znakach. Oczywiście dochodziło do różnych napięć, jak zawsze w teatrze. Ale Hanuszkiewicz kochał te emocje w teatrze, mam wrażenie, że lubił je podkręcać, żeby nie było nudno i było o czym opowiadać.

— Teraz rzadko pojawia się pani na deskach teatru. Jest szansa na pani powrót?
— Chcę wrócić do teatru. To jest mój żywioł. Jest nawet sztuka, w której chciałbym zagrać. Jak już będzie się zbliżać premiera, na pewno zaproszę.

— Pani ostatnią telewizyjną rolą była Laura w serialu „2 XL”. Do roli musiała pani znacząco przytyć. Czy było to trudne?
— Już chyba wszystko powiedziałam na ten temat w wielu wywiadach. Ale zamykając temat: do chudzielców nie należę i można ze mnie zrobić naprawdę solidnego grubasa.

— W pamięci wielu osób na zawsze zostanie pani siostrą Bożenką z „Na dobre i na złe”. I to właśnie ten serial sprawił, że stała się pani bardzo popularna. Czy ta rola coś zmieniła w pani życiu?
— To moja wieloletnia praca i postać, której oddałam sporo z siebie i chyba jeden z pierwszych wartościowych seriali po 1989 roku. W każdym razie uważam, że nie było się czego wstydzić. Fajni reżyserzy, operatorzy. Wielu z nich kręci teraz swoje filmy. Dobry czas.

— Odeszła pani z serialu po wielu latach. Dlaczego?
— To norma. Żaden dramatyczny krok. Wyczerpał się mój wątek. To normalne, biorąc pod uwagę liczbę lat, które spędziłam na planie. Ale mam nadzieję, że choćby dla niektórych będzie istnieć „Na dobre i na złe” przed i po Jungowskiej. Jak „Ostry dyżur” przed i po Clooney’u. Żartuję oczywiście.

— Wracając do audiobooków, czym różni się pani nowa książka od poprzednich?
— To pierwsza chyba książka Astrid, która kojarzy mi się z czasami pięknych seriali familijnych BBC, do których zasiadały całe rodziny. W Szwecji zresztą książka zaistniała najpierw właśnie w postaci serialu. Zdobyła ogromną popularność. Nie dziwię się… przygody szalonej rodzinki ze Sztokholmu na wyspie, wśród surowych skał, prostych ludzi i zwierząt trafiają według mnie do wszystkich, niezależnie od pokolenia. To piękna, śmieszna i poruszająca opowieść. Gdybym miała wymyślić hasło reklamowe, powiedziałabym, że dla mamy na dzień Mamy, dla Taty na dzień Ojca i dla Dziecka… wiadomo kiedy.

O niej
Edyta Jungowska w 1989 roku skończyła Wyższą Szkołę Teatralną w Warszawie. Jej pierwszym sukcesem na deskach teatru była rola panny Maliczewskiej w spektaklu „Zapolska, Zapolska” w reżyserii Adama Hanuszkiewicza w 1990 roku. W telewizji zadebiutowała rolą Konstancji Weber w „Amadeuszu” Petera Szaffera w reżyserii Macieja Wojtyszki, wyemitowanym w Teatrze Telewizji. Ma na swoim koncie niemal 30 ról w Teatrze Telewizji. W 1995 roku rozpoczęła współpracę z „Kabaretem Olgi Lipińskiej”, gdzie można było ją zobaczyć przez kolejnych pięć lat. Popularność zdobyła, występując przez 12 lat w serialu „Na dobre i na złe”, wcielając się w rolę siostry Bożenki (od 2000 do 2012 roku). Dwukrotnie zdobyła nagrodę na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej. Jej znane telewizyjne i filmowe role to m.in.: „Ciało”, „Cudownie ocalony”, „Ja wam pokażę!”, „2 XL”. Użyczyła głosu w takich produkcjach jak: „Tom i Jerry”, „Flinstonowie”, „Toy Story”,„ Atomówki”. Od czterech lat zajmuje się prowadzeniem wydawnictwa i nagrywaniem audiobooków.


nr
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB