Sobota, 10 grudnia 2016. Imieniny Danieli, Bohdana, Julii

Poborca i dróżnik w jednym stali domku

2014-05-16 10:30:30 (ost. akt: 2014-05-16 10:36:27)

Autor zdjęcia: Przemysław Getka

Nie ma ich u nas zbyt dużo. Zostało może jeszcze nieco ponad pięćdziesiąt. Wszystkie stoją blisko drogi, może nawet nie metr od asfaltu. A większość ma wystające z muru wykusze z oknami. Po co? — Też się kiedyś nad tym zastanawiałem — śmieje się Rafał Bętkowski, znawca historii Olsztyna. — Ale już wiem, że to były domy szosowe.

Kiedyś szosy były jak dziś autostrady, szerokie, utwardzone, ale też jak obecnie w większości państw, płatne. I nie inaczej było przed dawniej na Warmii i Mazurach. I nie było szans, by uciec od myta, bo na straży powinności drogowej stał poborca, który urzędował w tzw. domu szosowym. Z reguły domy szosowe były stawiane co 1-2 mile, a jedna mila to było ok. 7,5 kilometra. — Był tu zwykle szlaban i poborca, który pobierał opłatę za przejazd drogą — tłumaczy Adam Płoski, historyk z Olsztyna. — Takich budynków w regionie ocalało jeszcze nieco ponad pięćdziesiąt.

Po co był wykusz? Po prostu, żeby ułatwić poborcy pracę. A techniki poboru opłat były różne. Historycy doszukali się opisów, że czasem poborca wysuwał woreczek na kiju, a czasem był to zwykły drąg z przytwierdzonym doń talerzem, gdzie woźnica wrzucał pieniądze.

Ile to było? Adam Płoski ustalił, że w 1834 roku rząd pruski wydał instrukcję dotyczącą dróg, w której znalazły się zapisy dotyczące powołania tzw. dróżników oraz wprowadzenia opłaty na konserwację dróg, pobieranej na rogatkach, w wysokości grosza od tony i po 2 fenigi od pędzonych drobniejszych zwierząt.

Szyb pan nie domyjesz
Jeden takich domów szosowych stoi u wylotu z Olsztyna w kierunku Olsztynka przy ul. Warszawskiej, tuż za stacją paliw. — Ma chyba ze sto lat albo i więcej, bo to już jedna wielka ruina — żartuje Ewa Kołkowska, która tu mieszka. — Wszystko się sypie, a na ścianach jeden wielki grzyb. Niech pan sam zobaczy — kobieta odciąga firankę, żeby pokazać zagrzybione ściany wykuszu w pokoju.
A wykusz jest może z metr od drogi, to błoto, woda spod kół przejeżdżających aut wali prosto na mury, okno. Wilgoć przełazi przez mury, pcha się do środka. Stąd pleśń, grzyb.

— Szyb pan nie domyjesz — mówi kobieta.
Mieszka tu od pięciu lat. Czy zna historię budynku? — Trochę, tyle co mi sąsiedzi opowiadali, bo tu mieszkają jeszcze dwie rodziny. Ten wykusz był dla poborcy, przez okno brał opłaty za przejazd drogą — tłumaczy Kołkowska.
Budynek przy ul. Warszawskiej jest własnością miasta i nawet jest wpisany do wojewódzkiej ewidencji zabytków.

— Wpis do ewidencji podkreśla wartość lokalną tego obiektu — mówi Anna Juszczyszyn, miejski konserwator zabytków w Olsztynie. — Bez wątpienia budynek ma wartość historyczną. I wszystkie tego typu obiekty warto chronić.
Ale co z tego, skoro nie ma pieniędzy na remont zabytku. — Jak wielu innych zabytków — zauważa Zbigniew Karpowicz, dyrektor Zakładu Lokali i Budynków Komunalnych w Olsztynie, który zarządza gminnymi nieruchomościami. — Może kiedyś znajdą się fundusze na jego rewitalizację.

Dom mocny, solidny
Drugi taki niemal identyczny dom stoi w środku Dywit też przy drodze krajowej 51.
— To był kiedyś dom dróżnika, ale były tu też pobierane opłaty za przejazd drogą — dobrze jest zorientowana, co do historii budynku Marianna Tankielun z Dywit, która tu mieszka od 38 lat.

— Mąż był drogowcem, pracował w rejonie dróg publicznych — tłumaczy kobieta. — To dostaliśmy to mieszkanie i tak już zostało. Teraz to budynek gminny.
Pod koniec lat siedemdziesiątych odwiedził ich gość z Niemiec. — Okazało się, że jako dziecko mieszkał tu rodzicami. Uciekli jak zbliżał się front — mówi pani Marianna. — Od niego znam historię, rolę tego budynku.
Znają ja również gminni urzędnicy. Nawet myślą o jakiejś pamiątkowej tablicy. Na razie gmina ma wpisać budynek do gminnej ewidencji zabytków, którą właśnie tworzy.

Budynek stoi może z metr od drogi krajowej. Jak człowiek dobrze się wychyli przez okno w wykuszu to ręką mógłby zatrzymywać przejeżdżające samochody. — Kiedyś jeździły tu furmanki, bo aut było tyle co na lekarstwo — śmieje się kobieta. — Teraz to jest ruch, ale jakoś się już przyzwyczaiłam. To już tyle lat.
Mówi, że dom mocny, solidny, to mieszka się dobrze. I chyba to prawda, skoro nawet bociek przez lata miał tu gniazdo na kominie. Teraz ma gniazdo obok domu, na specjalnym słupie, bo to stare zaczęło już zagrażać budynkowi. To gmina urządziła bocianom inne lokum. I ptaki zaaprobowały przeprowadzkę.

Jak bramki na autostradach
— Domy szosowe to były jak dziś na autostradach punkty poboru opłat za przejazd — porównuje Rafał Bentkowski. — W ten sposób zbierano fundusze na ich remont.
W niektórych opracowaniach można się spotkać ze stwierdzeniem, że w domkach na Warszawskiej i w Dywitach były pobierane opłaty od osób wjeżdżających na targ. — A skąd! Na targowisku byli inkasenci, którzy pobierali opłaty od handlujących — odpiera Bentkowski. — I płacono w zależności o zajmowanej powierzchni. To byłoby nielogiczne, żeby taka daleko, kilka kilometrów od miasta pobierać opłat za targowanie w mieście.
Domy szosowe były stawiane tak, żeby nie było możliwości uniknięcia zapłacenia myta.

— Było ich naprawdę sporo — podkreśla Adam Płoski. — Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że budynki, które dziś stoją za blisko drogi, związane były z poborem opłat, choć nie tylko. Bo przecież urzędował tam nie tylko poborca, ale też dróżnik, który dbał o drogę. A pieniądze z opłat trafiały albo do kasy państwa, albo samorządów. W zależności od tego, kto zarządzał daną drogą.
Domeczki szosowe są do siebie podobne, bo powstawały według określonego projektu. I jak jednym podpisem pojawiły się przy drogach, tak jednym podpisem straciły rację bytu. W1875 roku weszła bowiem w życie ustawa w sprawie budowy i własności dróg, która zniosła też opłaty szosowe. Domki szosowe po grubo ponad pół wieku przeszły do historii. Ale chyba warto, żeby pozostały dalej częścią tej historii.

Andrzej Mielnicki
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. warmia i mazury #1423342 | 83.18.*.* 23 cze 2014 08:24

    Chociaż trwa wielki bój o odróżnianie warmii i mazur, trzeba także głośno powiedzieć, że warmia (historyczne biskupstwo) leży na mazurach (geograficznie)! Warmia jest pojęciem historyczno-administracyjnym, a geograficznie są to mazury.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. sup #1403758 | 194.39.*.* 26 maj 2014 21:30

    "I nie inaczej było przed dawniej na Warmii i Mazurach" A cóż to zdanie ma niby znaczyć? Może autor chciał napisać: "I nie inaczej było przeca dawniej na Warmii i Mazurach"? Poza tym ile można wałkować, że nie ma czegoś takiego jak "Warmia i Mazury". Jest województwo warmińsko-mazurskie, jest Warmia, są Mazury, są Prusy Wschodnie. Tak samo jak nie ma "Kujaw i Pomorza" albo "Małopolski i Śląska". Media mają też za zadanie uczyć czytelników. Pamiętamy jak wyglądało społeczeństwo kiedy w telewizji występował pod krawatem Jan Suzin albo elegancka Krystyna Loska? A dzisiaj co? Wymiętolony sweter i łapy w kieszeniach

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. dywity; #1396765 | 88.156.*.* 16 maj 2014 12:15

    taki dom stoi w dywitach jak jedzie sie z Roznowa skrecajac w strone olsztyna

    ! - + odpowiedz na ten komentarz