środa, 18 września 2019. Imieniny Ireny, Irminy, Stanisława

Sztuka wytwarzania dzwonów

2014-05-11 14:30:00 (ost. akt: 2014-05-11 13:41:19)

— Moja kariera ludwisarza zaczęła się... od przekupstwa. Ojciec obiecał mi mieszkanie, jeśli będę pracował w rodzinnej firmie — mówi Zbigniew Felczyński, ludwisarz z Taciszowa w powiecie gliwickim (województwo śląskie), twórca dzwonów Kopernik i Jan Paweł II, które zawisły na olsztyńskiej katedrze.

— To prawda, że nie chciał pan zostać ludwisarzem jak pana ojciec i dziadek?
— Tak, bo chciałem być informatykiem. Rozumie pan — bunt. Nie chciałem patrzeć w przeszłość, chciałem iść do przodu, ciągnęła mnie nowoczesność, komputery. Wtedy były komputery RIAD i ODRA. Zajmowały cały pokój, ale praca przy nich wydawała mi się o wiele przyjemniejsza niż robota ludwisarza. To ciężka, fizyczna harówa na dwa etaty. Praktycznie mieszka się w ludwisarni.

— To czemu jednak zdecydował się pan porzucić RIADY i ODRY dla dzwonów?

— Ojciec przydusił. Byłem po studiach. Jako młody inżynier nie miałem nic. Ojciec powiedział, że kupi mi mieszkanie pod warunkiem, że będę pracował w firmie. To było normalne przekupstwo. Pracę w ludwisarni zacząłem w 1984 roku. Najpierw walczyłem ze swoją naturą, potem wdrożyłem się, a w końcu zaczęło mi się to podobać. Dzisiaj to już bardzo to lubię.

— Od czego zaczyna się tworzenie dzwonu?
— Od telefonu.

— Kto dzwoni?
— Najczęściej ksiądz proboszcz, bo parafii potrzebny jest dzwon. Trzeba jechać, zorientować się, co można powiesić. Wszystko bowiem zależy od wieży. Na ile jest wytrzymała, jaki jest otwór, którym wciąga się dzwon. Patrzy się także na to, gdzie stoi kościół, czy jest na wsi, w mieście czy na górce. No i jeszcze trzeba cały czas w oczy proboszczowi patrzeć, czy tak może być, czy jednak inaczej.

— Ile trwa od pomysłu do podniesienia dzwonu?
— To nie kupno samochodu, to proces trwający długie miesiące, a czasem — jeśli na przykład trzeba szukać fundatorów — nawet lata.

— A jak już fundusze się znajdą?
— To potem jest forma z gliny. Do niej przyklejamy masłem ornamenty wykonane z wosku pszczelego. Potem wypalamy formę. Wlewamy do niej surówkę, rozbijamy formę, wykańczamy... To tak w skrócie. W normalnym tempie przy dzwonie średniej wielkości trwa to co najmniej 3 miesiące.

— A maszyny techniki odlewania dzwonów nie zmieniły?
— Samo odlewanie dzwonu nie zmieniło się od renesansu. W tej chwili dzwony odlewa się tak samo jak na początku XVI wieku odlewało się dzwon Zygmunt, wiszący na katedrze wawelskiej w Krakowie. Niezależnie od tego, czy dzwon waży 25, 800 czy 1650 kilogramów, powstaje tak samo. Ewolucja dotknęła tylko procesu wykańczania. Kiedyś dzwon wykańczało się tak długo, jak się go przygotowywało. Podnosiło się go linami na wielokrążkach siłą mięśni, a potem szlifowało cegłą. Dzisiaj jest elektryczna suwnica, zamiast cegły papiery ścierne i maszyny do szlifowania.

— Z olsztyńskim Kopernikiem były jakieś problemy? To przecież duży dzwon...
— Robiliśmy już większe, ale w przypadku Kopernika mieliśmy dużo szczęścia. Zimą rzadko uda się stworzyć dzwon, bo glina jest zamarznięta, nie da się jej wydobyć, dobrze kształtować. Kopernika udało się zrobić, bo zima była wiosenna. To ładny dzwon będzie jednym z symbolicznych dzwonów, będzie błyszczał.

— Chyba brzmiał?
— Brzmiał oczywiście też, ale i błyszczał. Korpus dzwonu ozdabiają gwiazdki, które są pokryte 24-karatowym złotem płatkowym. Cały dzwon z biegiem czasu zszarzeje, jak wszystkie dzwony, ale gwiazdki nadal będą świeciły.

— Zaraz po Koperniku zrobiliście dla olsztyńskiej katedry kolejny dzwon?

— Tak. Nazywa się Jan Paweł II. Waży 500 kilogramów. Miał zabrzmieć na kanonizację. Stres był w tym przypadku nawet większy niż przy Koperniku, bo gdy ukończyliśmy dzwon, to zostało bardzo mało czasu na zawieszenie go wieży. Udało się, ale inżynier Paweł Szydlak, który go montował, był tak wdzięczny, że tak gładko mu poszło, że zadzwonił do domu i poprosił, żeby nikt nie mył rodzinnego grobowca, bo sam chce to zrobić na klęczkach. W podzięce za to.

— Powróćmy do dźwięku dzwonów. Słuchał pan Kopernika, gdy został po raz pierwszy uruchomiony ?
— Nie słuchałem. Zrobił to za mnie inżynier Szydlak. Jak będę w Olsztynie następnym razem, to na pewno go posłucham.

— Każdy dzwon ma indywidualne brzmienie?
— Oczywiście, ustala się je zaraz na samym początku, przy planowaniu. Jeśli na wieży wisi kilka dzwonów, to każdy powinien mieć inny dźwięk. I tak np. Kopernik musiał mieć inny dźwięk niż ma Jakub, czyli najstarszy z dzwonów na wieży katedry. Jan Paweł II z kolei musiał brzmieć inaczej niż Kopernik i Jakub.

— Jak sprawić, żeby dzwon miał odpowiedni dźwięk?
— O barwie dźwięku decyduje skład metalu i temperatura odlewania. Z kolei o tonie (dzwony mogą mieć tony d, f, a) decyduje średnica dzwonu i grubość ścianek. Manipulując tymi parametrami, jesteśmy w stanie dość precyzyjnie dobrać głos.

— Jak długo żyje dzwon?
— Jak jest dobrze traktowany, to około 300 lat.

— A co to znaczy: dobrze traktowany?
— A na przykład to, że co 60-70 lat trzeba przełożyć dzwon o jedną trzecią.

— Jak to przełożyć?
— Obrócić, żeby serce dzwonu zaczęło bić w inne miejsce niż dotychczas. To mu pomaga. Tyle że duży kłopot jest z tym, komu to powiedzieć, by tego dopilnował. Za 70 lat znakomita większość z nas nie będzie już żyła. Nie wiadomo nawet, czy nowy proboszcz tej parafii już się urodził. W Łodzi zrobili to tak, że na inaugurację dzwonu Serce Łodzi, który odlewałem, zaproszono dzieci z pierwszych klas, które dostały m.in. legitymację strażnika dzwonu. One mają przypomnieć we właściwym czasie, żeby odwrócić dzwon, i przekazać tę legitymacje i misję swoim dzieciom.

— Jak umiera dzwon?
— Najczęściej pojawia się maleńka rysa grubości włosa, ale dla dzwonu, nawet największego, oznacza to koniec, bo traci wtedy dźwięk. Wydaje wówczas taki odgłos, jakby uderzał pan pięścią w biurko. Wtedy się go zdejmuje i stawia jako pomnik. Żywego dzwonu się nie zdejmuje. Jeśli się to robi, to znaczy, że nadeszły czasy barbarzyńskie, czyli mamy wojnę. Dzwony zawsze pierwsze padają jej ofiarami. Są zabierane, przetapiane na potrzeby machiny wojennej. Niektóre kościoły po 70 latach od zakończenia ostatniej wojny nie odzyskały jeszcze dzwonów, które wtedy straciły.

— Dałoby się zbudować dzwon, który — użytkowany — przetrwałby dłużej, np. 600 lat?
— Zrobienie takiego dzwonu byłoby możliwe ale się tego nie robi, bo dzwon, który miałby długo żyć, musiałoby być wykonany ze stosunkowo miękkiego spiżu. A to niestety spowodowałoby, że brzmiałby bardzo źle. Z kolei gdybyśmy wykonali odlew z bardzo twardego brązu, dzwon brzmiałby krystalicznie i pięknie, ale żyłby krótko, pękłby równie efektownie jak kryształ.

— Gdzie jest najstarszy dzwon w Polsce?
— Z tego, co się orientuję, najstarszy z dzwonów jest z 1382 roku. Pochodzi z Biecza. Dzwony z XVI czy XVII wieku spotyka się na wieżach jeszcze dość często.

— Jak pan ocenia robotę kolegów po fachu sprzed tylu lat?
— Skoro dzwony wytrzymały, to znaczy że robili je solidnie. Są jednak drobne wpadki warsztatowe. Na przykład widać na dzwonach, że część ówczesnych ludwisarzy nie znała łaciny. Daty na dzwonach napisane są cyframi rzymskimi. Niektóre litery są odwrócone do góry nogami.

— Były przypadki, że dzwon się panu nie udał?
— Ludwisarze są tylko ludźmi i aniołki nie chcą nam bez przerwy pomagać. Zalewałem raz 300-kilogramowy dzwon z tygla, któremu oderwało się dno i surówka się wylała. Zabrakło mi wtedy materiału na górną cześć dzwonu, na zawieszenie. Cała dotychczasowa robota, którą wykonaliśmy, np. forma, poszło na marne. Pal licho straty materialne, ale był wstyd przed parafianami, bo wszyscy liczą na to, że będzie dzwon, spotkania poumawiane, wierni skrzyknięci, a tu lipa. To była nieprzyjemna sprawa.

— Ile kosztuje dzwon?
— Mały kilka tysięcy złotych. Duży, powyżej 2 ton, może kosztować grubo ponad 100 tysięcy złotych. Wszystko zależy od ceny metali kolorowych na światowych rynkach. Cena metalu to główny koszt powstania dzwonu.

— Można odlać dzwon ze złomu?
— Można, ale wątpię, by tego dało się słuchać. Ja na to bym się nie odważył. Za długo jesteśmy w branży, żeby w tak głupi sposób popsuć sobie markę.

— Ludwisarstwo to umierający zawód. Ilu jest was w Polsce.
— Głównie zajmuje się tym moja rodzina: Janusz w Przemyślu, Kruszewscy i jeszcze jedna firma. Życie ludwisarzy ściśle jest związane z kościołami. Jeśli nie powstają nowe, pracy nie ma. Prawda jest taka, że ludwisarz, który zrobił dzwon do jednego kościoła, już tego kościoła więcej w swoim życiu oglądać nie będzie.

— Ile lat ma ludwisarnia, w której pan pracuje?
— Firma jest stara. W 1808 roku była już okrzepła. Ludzie niekoniecznie zdają sobie sprawę, jaki to szmat czasu. Bardziej przemawia do nich to, co się wtedy działo na świecie. Firma działała, gdy w sierpniu 1808 roku polska dywizja wyruszyła do Hiszpanii razem z Napoleonem, a w Stanach Zjednoczonych właśnie zakazano importu niewolników. W tym roku we Wiedniu zaś wykonano po raz pierwszy V Symfonię Beethovena pod dyrekcją samego kompozytora. Z kolei na trasie Kraków — Warszawa zaczęły regularnie kursować dyliżanse. Czy szybciej jeździły niż obecna kolej, nie wiem.

— Widzę że dzwony nastrajają pana filozoficznie?
— Trudno tego uniknąć, gdy robi się coś, co przeżyje bez mała wszystko, co znamy. Żona czasem mówi, żebym się za bardzo do ludzi nie odzywał w takim nastroju, a ja się tylko zastanawiam, czy jestem w stanie wyobrazić sobie to, jak będzie wyglądał świat za kilkaset lat. Czy będzie się jeszcze odlewało dzwony?

— Boi się pan, że ludwisarze wyginą zupełnie?
— Wydaje się to możliwe. Firmy ludwisarskie muszą być wielopokoleniowe, bo w tym fachu inaczej nie da się zebrać doświadczeń. Może się zdarzyć tak, że jakieś pokolenie będzie miało dość tej pracy i ją rzuci, a wtedy przepadło. Raz urwanej nici nie da się już odtworzyć. W Niemczech dwa lata temu zamknęła się ludwisarnia, która miała 350 lat. Ja na razie o swój warsztat się nie boję. Mam córkę Agatę. Imię nie jest przypadkowe, bo to patronka ludwisarzy. I odpukać, na razie idzie moim śladem, nie buntuje się i chce zostać ludwisarzem.

Mariusz Jaźwiński

Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB