Quantcast

Sobota, 24 października 2020. Imieniny Arety, Marty, Marcina

Nie powiem, że jestem grzecznym chłopcem

2014-03-02 12:00:00 (ost. akt: 2014-03-02 10:11:02)

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

— Programy telewizyjne dają chwilową popularność, z której kompletnie nic nie wynika, jeśli nie weźmie się do pracy — mówi Ernest Staniaszek, który zajął drugie miejsce w "The Voice of Poland". Muzyk konsekwentnie dowodzi swoich słów. Jest w trakcie trasy koncertowej, a już w marcu wystąpi w Olsztynie.

— Zaśpiewa pan u nas 16 marca, jednak już dwa tygodnie przed koncertem wpadł pan do Olsztyna.
— Sprowadziły mnie sprawy związane z koncertem. Staram się odwiedzać wcześniej miasta, w których wystąpię. Tym bardziej jeśli nigdy wcześniej w nich nie byłem, tak jak w Olsztynie. Mam wtedy czas na poznanie miejsca, spotkania z fanami i mediami.

— I jakie wrażenia?
— Fajne miasto z dobrą atmosferą. Jedyny minus, to odległość miasteczka akademickiego od centrum. Trzeba kawałek przejechać, żeby tam się dostać, a po drodze są jeszcze jakieś remonty. Ale pewnie studentom odpowiada takie odcięcie od reszty miasta.

— "Dobrze śpiewa, świetnie wygląda, a do tego skromny przystojniak. powodzenia!" — to jeden z komentarzy pana fanów.
— Cieszę się, że pojawiają się takie głosy. Pewnie, że przed moim pojawieniem się w telewizji nie byliśmy znani, a więc i komentarzy było mniej. Może lokalnie i w pewnych kręgach, teraz jest zupełnie inaczej. Komentarze zawsze są miłe. Szczególnie te pozytywne… Również reakcje ludzi na ulicy, kiedy ktoś się uśmiechnie, powie że trzyma kciuki czy podoba mu się to, co robię. No, a jeśli ktoś przy tym zauważy, że jest we mnie coś fajnego poza głosem, tym lepiej… Na pewno nie będę siedział i wzdychał do swojego odbicia czy wsłuchiwał się w komplementy. A negatywne słowa też mają swoje plusy, bo dzięki nim nie osiada się na laurach. Każdemu czasami przydaje się kubeł zimnej wody. Mam oczywiście na myśli konstruktywną krytykę.

— Słuchając pana trudno uwierzyć, że jest pan muzycznym samoukiem.
— No tak wyszło. Miałem 14 lat, kiedy zacząłem tworzyć muzykę, rodzice nie spodziewali się, że może wyjść z tego coś więcej. A wcześniej nie widzieli powodu, żeby zapisywać mnie na jakiekolwiek lekcje. Uczyłem się śpiewać w domu oglądając youtube. Później przyszły lokalne konkursy i nagrody, dołączyłem do Amnezji. Graliśmy raczej hobbystycznie dobrze się przy tym bawiąć. Dopiero po jakimś czasie pokazaliśmy się publiczności i zaczęliśmy jeździć na festiwale. Potrzebowaliśmy jednak jakiegoś kopa, żeby przeskoczyć pewną barierę i wyjść za rynek lokalny, poza moje rodzinne Piotrkowo. Postanowiłem zaryzykować i poszedłem do "The Voice of Poland". Udało się.

— Kto tak naprawdę odkrył, że siedzi w panu muzyczny talent?

— Moja nauczycielka muzyki stwierdziła, że mam dobry głos i warto nad nim popracować. Więc pracowaliśmy i jeździłem na konkursy. Część z nich wygrałem, co uświadomiło mi, że można pójść jeszcze dalej. Nie uważam, żeby brak wykształcenia muzycznego był jakąś przeszkodą. Może i fajnie jest znać wszystkie nutki, ale i bez tego jest możliwe tworzenie muzyki. Ważniejsze jest chyba czy ma się coś ludziom do przekazania. Pewne doświadczenia, swoje myśli, marzenia, dźwięki… Ja mam i dlatego to robię.

— W zespole Amnezja jest pan od 10 lat. A jednak na casting do "The Voice of Poland" poszedł pan podobno nie uprzedzając kolegów z zespołu. Dlaczego?
— Chciałem im zrobić niespodziankę. A tak poważnie, to bardziej skomplikowana sprawa. W telewizji jest wiele programów szukających talentów. Postanowiłem pójść do "The Voice", bo odpowiadała mi formuła i skład jury. Wiedziałem, że mogę się tam sporo nauczyć. Od początku nie ukrywałem, że marzy mi się drużyna Marka Piekarczyka. W programie biorą udział tylko soliści. Dlatego nie uprzedziłem o tym chłopaków, chciałem sprawdzić się sam. I to nie jest tak, że marzy mi się kariera solowa. Wręcz przeciwnie. Miałem jednak świadomość, że pokazanie się w telewizji, w znanym programie, w godzinach najlepszej oglądalności, może nam pomóc. Całemu zespołowi, bo cały czas podkreślałem, że od wielu lat jestem związany z Amnezją.

— Koledzy nie obrazili się?
— Nikt nie miał z tym problemu. Gratulowali i cieszyli się razem ze mną. Wiedzą, że to dla nas szansa. W programie publiczność poznała mnie, moje możliwości, charakter, muzyczne pasje. Teraz poznaje twórczość mojego zespołu. Dużo koncertujemy, planujemy wydanie płyty… Program to wszystko napędził.

— Jak współpracowało się z Markiem Piekarczykiem?
— Marek Piekarczyk był jednym z moich idoli jeszcze z dziecięcych lat. Samo spotkanie go, zetknięcie twarzą w twarz było dla mnie sporym przeżyciem. A fakt, że w programie współpracowaliśmy, że pomagał mi i doradzał do tej pory wydaje się nierealny. Trudno powiedzieć czego dokładnie mnie nauczył, bo było tego za dużo. To człowiek z ogromnym dorobkiem, doświadczeniem i wielką pasją. Poświęcał nam dużo czasu i zawsze dawał dobre rady. Do niczego nie zmuszał. Do tej pory mamy ze sobą kontakt i wszystko wskazuje na to, że będzie tak dalej. Program ogólnie sporo mnie nauczył. Występy na żywo, przed kamerami ze świadomością ile osób to ogląda, były szokiem. Ale stres przechodzi szybko i po pierwszym występie człowiek wsiąka w tę scenę, a później tęskni za adrenaliną. Same występy na scenie nie były dla mnie nowością, robią to od wielu lat. Za to pozostałe elementy, niezbędne w telewizji… Nie byłem przyzwyczajony do tego, że ktoś mnie czesze, maluje pudruje. Tu jeździ kamera, muszę się wypowiedzieć, powiedzieć coś mądrego… No, dla mnie to był kosmos.

— Programy typu talent show wyłaniają mnóstwo zdolnych osób, o których mówi się że będą przełomowe dla polskiego rynku muzycznego itd. Po czy ci wybrańcy losu znikają. Pan raczej planuje na dłużej zapisać się w historii polskiej muzyki. Ma pan już na to plan?

— Nie wiem czy można to nazwać planem, ale będę po prostu dawał z siebie wszystko. Z tych programów faktycznie wyłoniło się wiele fajnych osób, ale jakoś nie miały szczęścia. Przypuszczam, że z różnych powodów. Takie programy dają chwilową popularność, z której kompletnie nic nie wynika, jeśli nie weźmie się do pracy. Każdy ma do tego inny stosunek. Ja, tak jak mówiłem, chciałem, żeby mój zespół miał szansę zaistnieć. Od razu po programie wzięliśmy się ostro do roboty. Przez cały marzec i kwiecień koncertujemy, później bierzemy się konkretnie za płytę. Pewnie, że człowiek może się trochę zakręcić w tym całym zamieszaniu, trzeba po prostu na to uważać i mieć obok siebie odpowiednich ludzi, którzy w odpowiednim momencie sprowadzą cię na ziemię. Sodówka może uderzyć do głowy w każdym momencie kariery, nie tylko na jej początku. Trzeba się pilnować i ciężko pracować.

— Ma pan wszystkie atrybuty rock'n'rollowca: jest broda, podobno tatuaż i motocykl.
— Broda musi być, tatuażu może nie pokazuję, ale proszę wierzyć na słowo, że jest, a motocykl na razie stoi w warsztacie. Ale idzie wiosna, więc pewnie niedługo ponownie na niego wsiądę. Nie wiem czy można to nazwać atrybutami… Do brody jestem przyzwyczajony, tatuaże i motocykle lubię.

— Pana muzyka to rock'n'roll, blues… Pana styl życia jest bliski z tym kojarzonym z taką muzyką?
— Czasami jest… Oczywiście mówimy o życiu scenicznym? Bo to co dzieję się na scenie może być kompletnie inne niż życie prywatne. Nie powiem, że jestem grzecznym chłopcem. Mam temperament i mam nadzieję, że widać to na scenie. A jeśli pytasz o to czy moje życie to ciągłe imprezy i alkohol, to odpowiem, że nie. Może nie jest tak, że stronię od wszelkich używek, ale też nie przeginam w drugą stronę. We wszystkim trzeba znać umiar. Moją największą używką jest muzyka, ona daje mi siłę. Nawet kiedy mam kiepski dzień, wszystko mija wraz z wejściem na scenę. Po prostu wchodzę i robię porządek. Teraz poświęcam się tylko muzyce, ona ustala jak wygląda mój dzień i całe życie.

— A studia?
— Z tym niestety nieco gorzej. Studiuję zaocznie realizację dźwięku, więc kierunek, który jest w jakiś sposób powiązany z muzyką. Ale ze względu na program, a teraz mocno napięty grafik koncertów, musiałem zrobić sobie przerwę. Jeśli już coś robię, to chcę to robić dobrze.

— Teraz koncerty i prace nad płytą, a wcześniej?

— Normalnie. Nie, żeby teraz było nienormalne, było po prostu inne. Tak jak mówiłem, teraz wszystkim rządzi muzyka. Wcześniej były studia i praca. Różna praca. Od callcenter, przez budowę i różne fizyczne prace. Musiałem się jakoś utrzymać, ale każde doświadczenie jest dobre.

— Kiedy możemy spodziewać się płyty?

— Nie chcę niczego obiecywać, ale postaramy się żeby jej premiera odbyła się jeszcze w pierwszej połowie tego roku. Mamy początek marca, więc… Sporo pracy przed nami. Złożą się na nią zarówno nasze starsze kawałki, które powstały wiele lat temu, ale i nowe. Dzięki temu płyta pokaże naszą całą muzyczną drogę. Singiel, który ją promuje, "Bejbe" miał już swoją premierę, został ciepło przyjęty.

— Coś z niej usłyszymy w Olsztynie?
— Pewnie nawet całą. Na koncertach gramy głównie swoje utwory, raczej niewiele coverów. Najważniejsze, że reakcja publiczności, która zna mnie z "The Voice…" jest naprawdę rewelacyjna. W programie nie grałem swoich utworów, więc ich nie znają, a bawią się świetnie. Mam nadzieję, że tak samo będzie w Olsztynie.

Nina Ramatowska

Pochodzący z Piotrkowa Trybunalskiego wokalista, harmonijkarz, gitarzysta, autor tekstów i muzyki w zespołach Amnezja, Eleanor Krieger i Ultima. Zagrał z nimi ponad 400 koncertów w kraju i zagranicą. Z zespołem Amnezja gra od 14 roku życia, zdobył z nimi nagrodę publiczności oraz nagrodę dla najlepszego wokalisty na Ogólnopolskim Festiwalu Blues Nad Bobrem w 2010 roku. Jest także studentem Realizacji Dźwięku na Akademii Filmu i Telewizji w Warszawie. Zajął drugie miejsce w trzeciej edycji programu "The Voice of Poland".

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (2) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Nie powiem, że jestem grzecznym chłopcem #1338916 | 37.31.*.* 2 mar 2014 16:59

    a kogo to obchodzi, czy jest grzeczny czy nie?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. mini #1338761 | 88.156.*.* 2 mar 2014 13:07

    Stacje telewizyjne produkują ludzi rozpoznawalnych, po to by zarabiać na nich kasę, reklama, płyty, koncerty.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz