Czwartek, 19 września 2019. Imieniny Januarego, Konstancji, Leopolda

Dubler Stevena Seagala gwiazdy kina akcji z epoki VHS

2014-01-25 18:42:03 (ost. akt: 2014-01-26 01:56:54)

Autor zdjęcia: materiały prywatne

— Wierzyłem, że Steven Seagal przyjmie mnie do pracy. Pojechałem, zobaczyli, co potrafię i od razu podpisałem kontrakt — opowiada Marcin Velinov, polski dubler mistrza filmów akcji z lat 80. i 90.

— Kiedy pierwszy raz usłyszał pan, że jest łudząco podobny do Stevena Seagala?
— W momencie, gdy pojawił się „Nico”, pierwszy film Stevena Seagala, w którym zakochali się nie tylko polscy widzowie. No i cóż, mój wzrost, fryzura sprawiły, że w kilku środowiskach dostałem ksywki: Nico, Steven lub po prostu Seagal. Rzeczywiście wtedy pomyślałem sobie, że fajnie byłoby pojechać do niego, pokazać, co potrafię. Tym bardziej że od małego chłopca uprawiałem aikido. Wierzyłem, że być może przyjmie mnie do pracy.

— Ale nie od razu to się udało.

— Zakochałem się w swojej aktualnej żonie, urodziło się nam dziecko i sytuacja życiowa odwiodła mnie od tego pomysłu. Natomiast wcześniej zacząłem pracę jako kaskader, choreograf walk w filmach. To, że będę kaskaderem, zaplanowałem zresztą będąc jeszcze chłopcem. Mój przyjaciel, szef polskich kaskaderów Ryszard Janikowski poznał mnie z producentem filmowym Jackiem Samojłowiczem, który chciał sprowadzić Stevena Seagala do Polski. Kontaktując się z jego ekipą przedstawił mnie jako osobę idealnie nadającą się na dublera mistrza Seagala. Pojechałem, zobaczyli, co potrafię i właściwie od razu został mi podsunięty kontrakt, który podpisałem.

— Który to był rok?
— 2001. Pracowałem później przy dwóch filmach: „Wpół do śmierci” i kręconym także w Polsce „Cudzoziemcu”.

— Steven Seagal to na planie kapryśna gwiazda?

— Mogę wypowiadać się wyłącznie w superlatywach. To profesjonalista, specjalista znający się na tym fachu bezwzględnie. To nie tylko aktor, ale przede wszystkim mistrz aikido. Jest też producentem lub współproducentem niemal wszystkich swoich filmów. Jest więc nie tylko głównym aktorem, ale też szefem na planie. Wymaga od wszystkich reżimu, więc jeśli ktoś kojarzy profesjonalizm jako oschłość, to grubo się myli. Jest bardzo wymagający, ale osobiście jest serdeczny, uśmiechnięty, lubi inteligentnie zażartować. Jest to jednocześnie niezwykle twardy facet.

— Nie tylko w filmach?
— On jest taki w rzeczywistości. To chodzący wojownik, ale o bardzo dużym sercu. Trzeba też powiedzieć, że jest to człowiek niezwykle uduchowiony. Na temat wiary zagiąłby pewnie niejednego duchownego. Ma bardzo szerokie poglądy. My, zawodnicy aikido, jesteśmy mu wdzięczni, bo jest też osobą, która dla promocji aikido zrobiła najwięcej. Robił dla nas świetną robotę. Tak jak kung-fu stało się popularne dzięki Bruce'owi Lee, tak aikido dzięki niemu. Chcę jednak podkreślić, że w filmach pokazuje tylko niewielką, malutką cząstkę tego aikido, które zna i potrafi.

— Seagal jest też ikoną popkultury. Kojarzy się przede wszystkim z erą kaset VHS.
— Bez wątpienia w pewnym sensie tak. Warto jednak też wspomnieć, że mistrz Seagal jest jednocześnie bardzo dobrym muzykiem. Komponuje, świetnie gra na gitarze, śpiewa, występuje z zespołem. Ma wiele twarzy.

— Jego ostatnie filmy, zaliczane często przez krytyków do klasy B, nie są już jednak tak popularne jak te z lat 80. i 90.
— Te filmy to po prostu biznes, one świetnie się sprzedają. Ale też jestem zdania, że pierwsze produkcje Seagala były lepsze, ponadczasowe, a kilka ostatnich nie grzeszy jakością.

— Jak wygląda praca dublera?
— Seagal ma dublerów, bo na tym polega profesjonalizm. I nie chodzi tylko o to, że mogłoby się jemu coś stać, co oczywiście wiązałoby się z przerwą w zdjęciach i stratą dużych pieniędzy. Kiedy pracowałem na planie jego filmów, to na mnie było ustawiane światło, dźwięk, kamery. To są wielogodzinne przygotowania do czasami jednego ujęcia, a przecież scena składa się z takich wielu. I każda godzina dla takiej osoby jak on — zajmującej się wieloma biznesami, spotkaniami — jest utratą cennego czasu. Jakby to wyglądało, gdyby ktoś ustawiał na nim światło, skoro może robić to ktoś inny?

— Oko widza nie wyłapie, w którym momencie gra aktor, a kiedy dubler. W których scenach wkraczał pan do akcji?
— W absolutnej większości. Tak jak mówiłem, scena składa się z kilku ujęć. Twarz aktora jest przykładowo pokazana z przodu, potem ujęcie przechodzi z tyłu i widzowi wydaje się, że jest to bark tego samego aktora, a to dubler. Są sytuacje, w których widać rękę lub nogę. Kiedyś przez dwie godziny na planie malowano mi nogę. Wszystko po to, żeby wyglądała na poobcieraną, po ciężkiej kontuzji. Od scen niebezpiecznych Steven Seagal jednak zwykle się nie miga, zdecydowaną większość wykonałby jeszcze lepiej od innych. Tu chodzi jednak o bezpieczeństwo, bo współproducenci na pewno nie pozwoliliby mu na to. Seagal to jednak mistrz większy ode mnie, tylko chodzi o jego bezpieczeństwo, czyli również pieniądze. Jeśli są sceny niebezpieczne, to lepiej, jak robi to dubler. A jeśli już się ich podejmuje sam, to przygotowania np. scen walki polegają zwykle na treningu tej drugiej strony, bo Seagal wchodzi i od razu wie, co ma robić. I zawsze wygląda to bardzo dobrze.

— I zawsze wygrywa.
— Wie pan, gdyby to nie były filmy, to z jego umiejętnościami i tak pewnie by wygrywał. Co ciekawe, jest on też specjalistą od broni palnej.

— Kaskaderzy często mają wypadki?
— Zdarzają się. Praca kaskadera, mimo zaplanowania każdego najmniejszego ruchu, może okazać się niebezpieczna. Mój najpoważniejszych uraz to zwichnięta noga. Pamiętam, jak pewnego razu musiałem wykonać pad na bark. Była godzina 5 rano, zimno, pod garniturem i płaszczem miałem wprawdzie ochraniacze, ale na nogach miałem też śliskie buty i poślizgnąłem się. Byłem wyeliminowany na kilka dni z pracy. Nie mogłem zupełnie stanąć na tę nogę. Proszę pomyśleć, co by się działo, gdyby spotkało to głównego aktora. Byłaby tragedia. Znam przypadek jednego z polskich aktorów, który miał złamany nos. To dopiero problem.

— To prawda, że to pan namówił Stevena Seagala do kręcenia filmu w Polsce?

— Kręciliśmy film w Niemczech i Niemcy bardzo chcieli, żeby kolejny również był u nich realizowany. A my, Polacy, chcieliśmy jednak, żeby w naszym kraju. Przez niemiecką stronę był nastawiony, że u nas jest bardzo zimno i nieprzyjemnie, ale byliśmy przecież w Berlinie, czyli raptem kilkadziesiąt kilometrów od naszej granicy. Niemożliwe więc, żeby różnica była duża. Przekonałem go, że temperatura w Polsce nie jest niższa niż w Niemczech. W żartach Steven pytał też, czy mamy ładne kobiety. Oczywiście potwierdziłem, że jak najbardziej. Zapewniłem, że na pewno mu się spodoba. Bardzo zależało nam na jego przyjeździe do Polski. Było dużo rozmów, bo bardzo wiele osób postrzega, niestety, Polskę jako kraj o niskich standardach i mało istotny. Myślę, że Seagal był mile zaskoczony. Warszawa wyglądała już bardzo dobrze, poznał wielu inteligentnych i ważnych ludzi.

— Nie kusi pana, żeby kiedyś samemu zrobić film?
— Miałem wpływ na wyprodukowanie kilku filmów w Polsce, przygotowuję również w tej chwili dwie produkcje, moje własne. Jedna będzie filmem sensacyjnym, druga o życiu Jezusa. Natomiast moim marzeniem jest zrobienie międzynarodowego filmu ze Stevenem Seagalem, mam już scenariusz, który mógłby mu się spodobać. Film byłby ukłonem w stronę mistrza Seagala i jego zasług w popularyzację sztuk walki.

— A czym zajmuje się pan na co dzień? Wiem, że jest pan wierny sztukom walki.
— Prowadzę szkoły walk aikido. Prowadzę staże m.in. w Szwajcarii, Bułgarii, we Włoszech. Jestem posiadaczem szóstego dan aikido. Jestem też szefem i twórcą kampanii „Krewniacy”. To największa kampania społeczna w historii telewizji publicznej. Odniosła ogromny sukces, wspiera nas wiele gwiazd. Jestem też restauratorem. Razem z byłym zapaśnikiem, olimpijczykiem Andrzejem Supronem prowadzę restaurację. Tak więc wszystko kręci się wokół sztuk walki.

— To i mistrzowskie jedzenie musicie serwować.

— Mistrzowskie i dla mistrzów, ponieważ dania są przeogromne, z dobrą ceną. Nie zdarzyła się nam jeszcze najmniejsza nawet krytyka, chociaż restaurację mamy dopiero tydzień (śmiech).
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Viodor #1314230 | 46.171.*.* 3 lut 2014 11:03

    haha ale beka, to ze wzrost ten sam ok ale reszta? w ogole niepodobni ;)

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. kosa #1306851 | 89.228.*.* 26 sty 2014 02:43

    spotkalbym sie z wami dwoma , ot na takim sparingu

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. observer #1306619 | 95.160.*.* 25 sty 2014 19:07

    Gdzie tu jest podobieństwo?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Sami Swoi. #1306604 | 89.228.*.* 25 sty 2014 18:50

    Pawlak z Samych Swoich by spytal"" A w Kruzewnikach i Kiejkutach Wy byli? HA?.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz