Sobota, 17 listopada 2018. Imieniny Grzegorza, Salomei, Walerii

Rzuciły Warszawę dla Warmii

2013-12-22 10:05:58 (ost. akt: 2013-12-22 10:06:58)

Autor zdjęcia: Władysław Katarzyński

— Porzuciłyśmy Warszawę dla Warmii! — wyznają Anna Dąbrowska, Ewa Mielnik i Katarzyna Niemczak z Ruszajn pod Barczewem. — Tu realizujemy swoje pasje, a przy tym mamy kontakt z naturą.

— Jak się poznałyście?
Ewa: — To zasługa Ani, dziennikarki z zawodu. Jest istotą wszędobylską, dociekliwą, ma przy tym dziennikarskiego "nosa". Szukając tematów do prasy, szukała zarazem bratnich dusz, o zbieżnych zainteresowaniach i tak nas znalazła.
Katarzyna: — Tutaj, na Warmii, odkryłyśmy, jak można się realizować nawet z dala od stolicy.

— Czyja to była decyzja, żeby porzucić Warszawę?
Ewa: — Wspólna. Miałyśmy dosyć miasta i związanych z tym stresów. Można realizować się i poza stolicą, czego mamy przykłady wśród naszych znajomych. Zaczęłyśmy szukać takiego miejsca. 17 lat temu natrafiłyśmy na ogłoszenie, że jest do sprzedania siedlisko na Warmii. Wsiadłyśmy w samochód i przyjechałyśmy tu, do Ruszajn.
Anna: — To, co tu ujrzałyśmy, powaliło nas! Spora działka wśród państwowych lasów, śpiewające ptactwo, trzy ogromne, 80-letnie świerki i malowniczy dom. Zagospodarowanie tego miejsca wiązało się z ciężką pracą. Poprzedni właściciel trzymał tu konie. Sąsiedzi nie dowierzali, że wytrzymamy choćby rok, że ożywimy wyjałowioną przez konie ziemię. A my zakasałyśmy rękawy i, początkowo nieporadnie, zabrałyśmy się za robotę! Uczyłyśmy się na błędach. Bardzo pomogli nam przyjaciele. Naszym pierwszym doradcą i konsultantem był pan nadleśniczy z Wipsowa.


— Co robiłyście w stolicy?

Anna: — Po ukończeniu filologii słowiańskiej na Uniwersytecie Warszawskim dość szybko uzyskałam etat dziennikarski w prasie codziennej. Jednocześnie współpracowałam z paroma czasopismami. Swoją "karierę" dziennikarską kończyłam, pisząc do "Prawa i Życia". Moja profesja umożliwiła mi bliski kontakt z człowiekiem. W pracy dziennikarskiej specjalizowałam się w reportażach społecznych, w tym związanych z medycyną. To było fascynujące obserwować i relacjonować przebieg trudnych operacji, na przykład z dziedziny chirurgii dziecięcej. Opisywałam, jak ratowano od kalectwa ciężko poparzone maluchy lub uchroniono przed amputacją nóg 13-letnią dziewczynkę, po której kończynach przejechał samochód. Relacjonując to, miałam szczęście poznać wielu lekarzy z powołania, o których do dzisiaj mówię z przekonaniem: "człowiek!" Pisałam też o leczeniu niekonwencjonalnymi metodami, o wolontariuszach oddających swój czas i siebie drugiemu człowiekowi, którzy swoją obecnością i działaniem potrafili obudzić silną wolę w chorym czy nieszczęśliwych, przywracać do normalnego życia.

— Czym zajmowały się dwie pozostałe panie?
Ewa: — Pracowałam jako aktor mim. Pantomima, sztuka wyrażania myśli i uczuć bez słów, zainteresowała mnie już w liceum. Ruch, taniec, aktorstwo, improwizacja — były moją pasją i stąd ten wybór. Najpierw występowałam w zespołach amatorskich, a następnie, po ukończeniu Studium Pantomimy przy Teatrze Pantomimy, tam właśnie znalazłam zatrudnienie. Występowałam na scenie, brałam udział w programach telewizyjnych. Pantomima bardzo rozwinęła intuicję a także umiejętność odbioru drugiego człowieka.
Katarzyna: — Moją pasją była zawsze przyroda, rośliny i zwierzęta. Z zawodu i zamiłowania jestem ogrodnikiem o specjalności kwiaciarstwo, skończyłam szkołę ogrodniczą. Przez pewien czas pracowałam w Wilanowie jako konserwator zespołu pałacowo-ogrodowego.

— Macie tu piękny ogród, drzewa, krzewy i chociaż kwiaty już przekwitły, widać, że w sezonie jest tu ich mnóstwo. A jaka piękna kolekcja iglaków! Wszystko to wasze dzieło?
Ewa: — Zdobyte przez Kasię w Wilanowie umiejętności okazały się dla nas bardzo pomocne. To przy niej "uczyłyśmy się" ziemi. Pracowałyśmy z dużym poświęceniem, czasem do wypadnięcia dysku z kręgosłupa, jak to się zdarzyło jednej z nas, ale dzisiaj, po 17 latach mamy ogromną satysfakcję, kiedy odwiedzający nasz ogród, a właściwie arboretum, określają to miejsce mianem "raju"!.
Katarzyna: — Może opowiem coś o kwiatach i ziołach. W naszym ogrodzie jest ich olbrzymia ilość, odwiedzana masowo przez owady. Założyłyśmy tutaj "owadzie" budki lęgowe, takie kawałki drewna z wywierconymi w nich otworami. Gniazdują w nich murarki i pszczolinki, pomagając trzmielom w zapylaniu drzew. Rokrocznie obserwujemy rojenie się dzikich pszczół, które przed dalszą drogą wypoczywają w naszym ogrodzie. Po zmroku natomiast wylatują na żer nasi nocni sprzymierzeńcy — nietoperze, gacki i mroczki, zjadając komary. Dla nich są te budki, w nich odpoczywają w ciągu dnia.

— Widzę tu kilka krzewów, na których, chociaż jest zima, trzymają się owoce. Co to za krzew obsypany pomarańczowymi jagodami?
Katarzyna: — To rokitnik, a obok czerwone owoce kaliny. Posadziłyśmy wiele krzewów owocujących do późnej jesieni i zimą specjalnie, żeby w trudnym okresie zapewnić ptakom pożywienie. Ptaki mają tu swoje przysmaki. Takimi są — dla gniazdujących tutaj kosów — owoce winobluszczu, a na kalinę przylatują w styczniu jemiołuszki.
Ewa: — Ptaki otaczamy specjalną troską. Pomagają nam utrzymać ekologiczny charakter naszego ogrodu, zjadając mszyce i inne szkodniki. Mamy około 30 budek lęgowych. Widzi pan te sikorki? Zostają z nami na zimę, nazywamy je pieszczotliwie "kureczkami".

— Towarzyszą wam nie tylko ptaki, ale i psy. Pierwszy raz widzę takie kudłacze. Jaka to rasa?
Ewa: — Lapinkojra, szpice fińskie, pierwotna rasa, tradycyjnie używana do wypasania reniferów. Mają piękną, puszystą sierść. Uwielbiają zimę i śnieg, wtedy nie posiadają się z radości. Są bardzo towarzyskie, jak pan widzi, domagają się pieszczot.

— Podano do stołu! Z czego są te konfitury?
Ewa: — To dżem malinowy, niech pan go rozsmaruje na swojskim chlebie i popije herbatą z ziół z naszego ogrodu. Przyrządzamy wiele dań w oparciu o uprawiane tutaj rośliny. Same robimy weki, konfitury, przetwory z grzybów, suszymy owoce, parzymy zdrowotne herbatki i ziołowe nalewki, pieczemy chleb. Prowadzimy tu ekologiczny, zdrowy tryb życia i zarażamy tym innych.
Anna: — Udowadniamy, że dojrzałość może być młoda.

— A kto mieszka po sąsiedzku?
Anna: — Nasza przyjaciółka Marzena Wieczorek. Artysta, architekt wnętrz po warszawskiej ASP. Projektuje sielskie meble, specjalizuje się w ich ręcznym zdobieniu. Kilka jej mebli może pan obejrzeć i w naszym mieszkaniu. Na przykład te szafki, kredens, szafa, meble utrzymane w rustykalnym stylu. Motywy malarskie na tych meblach stanowią polne kwiaty i zioła spotykane na Warmii. To wynik fascynacji miejscem, gdzie żyjemy i które kochamy, zarówno my jak i Marzenka. Ona, projektując i realizując te meble tutaj, na Warmii, nie tęskni za stolicą.

— Widzę tu obrazy, pani Ania chce przeczytać jakiś wiersz. To miejsce wygląda na dom pracy twórczej?
Anna: — Marzena jest uznaną projektantką, ale i my realizujemy się artystycznie. Kasia specjalizuje się w malowaniu portretów zwierząt i ptaków. W rustykalnym klimacie, na płótnie i starych deskach maluje także wiejskie pejzaże i bukiety polnych kwiatów. Ewa fotografuje przyrodę, tworzy również terapeutyczne obrazy na drewnie, a poza tym pisze wiersze. Mnie opuściła proza, odkąd rozstałam się z dziennikarstwem, więc też piszę wiersze.

— Utrzymanie takiego gospodarstwa musi sporo kosztować, trzeba się z czegoś utrzymać. Skąd bierzecie na to pieniądze?
Katarzyna: — Organizujemy tu między innymi warsztaty, na których prezentujemy naturalne metody utrzymywania zdrowia, a także warsztaty dla pań.
Anna: — Prowadzimy sesje relaksacyjne i odnowy energetycznej.
Ewa: — Każda z nas specjalizuje się w innej dziedzinie i posiada uprawnienia państwowe do wykonywania swojej specjalności.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (8) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. tekla #1295094 | 83.13.*.* 14 sty 2014 08:46

    17 lat mieszkają a dopiero odkryte? Myślę, że od tego czasu mamy tu dużo więcej ludności "napływowej" :)). Ale trzeba mieć wolny zawód, młodzi uciekają...

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Henio #1293822 | 89.228.*.* 12 sty 2014 22:19

    No i słusznie. Jaki sens jest dojeżdżać do pracy godzine lub więcej stojąc w korkach? Koszt paliwa, czas bezcenny, suma sumarum wolę zarobić tysiaka mniej niż wracać wieczorem do domu. To takie proste. Pozdrawiam dziewczyny. cmok

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. warmiak #1286845 | 83.11.*.* 5 sty 2014 00:46

    kazdy kto mieszka w prawdziwym miescie czyli 3miasto,poznan,wroclaw czy w-wa lubi male miasteczka jak olsztyn czy cos na mazurach ale tylko chwilowo,na wekend-SZACUN DLA TYCH PAN.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. zloty medal #1277714 | 83.24.*.* 23 gru 2013 09:20

    dla emerytek :)

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. remiza #1277599 | 79.230.*.* 22 gru 2013 23:29

    milo czytac,ze madre kobiety z "wielkiego miasta"wybraly Ruszajny.Zycze wam wszystkiego najlepszego,zebyscie tu spotkaly dobrych,madrych ludzi,ktorzy bez zazdrosci i zawisci wyli wam dobrymi sasaiadami,pozdrawiam-ja

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (8)