Piątek, 24 stycznia 2020. Imieniny Felicji, Roberta, Sławy

Waga to mój wieczny wróg

2013-12-21 17:10:40 (ost. akt: 2013-12-21 16:14:07)

Autor zdjęcia: lusi/sxc.hu

— Boimy się świąt, bo wtedy najłatwiej ulec pokusom — mówi Piotr Wojciechowski, który regularnie się odchudza. Waży około 100 kilogramów. — Albo skusisz się na ciastko i porzucisz dietę, albo postawisz się i całą noc będziesz śnić o tym ciastku.

Jerzy Starczewski zaskakuje: — Waga to mój permanentny wróg, bo w końcu trzeba mieć w życiu jakiegoś wroga, a ten jest pod ręką. Mam stałą nadwagę, a odchudzanie stało się już moim hobby — żartuje.

— Od dzieciństwa jestem puszysty, przez 66 lat życia zdążyłem już więc przyzwyczaić się do swojej tuszy.
Pan Jerzy pochodzi z Gdańska, niedawno przeprowadził się na Warmię.

Mężczyzna w pewnym momencie uświadomił sobie, że żarty się skończyły i czas o siebie zadbać. Ma wstawioną endoprotezę, dla której jego tusza jest ogromnym obciążeniem. — To mnie dopinguje do walki. Inaczej nie miałbym motywacji. Czuję, że jest coraz gorzej z moją siłą i kondycją, a przyszłość może być naprawdę niewesoła, jeśli nic z tym nie zrobię. Serce też nie ma lekko — precyzuje.

Dlatego jest częstym bywalcem wczasów odchudzających i specjalistycznych ośrodków w całej Polsce. W ciągu ostatnich czterech tygodni jego waga spadła o 11,6 kilogramów. A jak obliczył, przez całe swoje życie schudł 420 kg, przytył… 460.

Zsumował — z przymrużeniem oka — wszystkie spadki i wzrosty swojej wagi. — To taka ogólna statystyka. Nie odchudzam się na własną rękę, bo nie dałbym rady. Oczywiście można odchudzić faceta w pół roku. Tylko później trzeba mu znaleźć miejsce w psychiatryku.

Moja waga nigdy drastycznie nie spadała, bo nie przeprowadzałem terapii szokowych — wyjaśnia Jerzy Starczewski. Wygląd jest dla niego sprawą drugorzędną. Nigdy nie miał kompleksów, ani nie katował się na siłowni z powodu dodatkowych kilkudziesięciu kilogramów. — Nie ma co się kopać z koniem. Podchodzę do tego z filozoficznym spokojem, bo jedni są szczupli całe życie, drudzy grubi. I tyle — uważa.

Otyli są weseli, to mnie pociesza


— Jestem otyła i chcę to zmienić. Od zawsze — mówi stanowczo Joanna Siwonia. Kobieta ma 33 lata i wiele diet za sobą. Była słynna kopenhaska, Ducana, kapuściana i mnóstwo innych.

— Racjonalne żywienie, eliminacja tłuszczy, słodyczy i piwa, pięć posiłków dziennie. Wszystko było. I wszystko na nic. Te diety to totalne porażki — wylicza. Nawet jeśli odniosła sukces, to zaraz wszystko wracało do normy. I tak od dziesięciu lat. Właśnie wtedy pani Joanna zdecydowała się schudnąć. Powodem była kontuzja kolana.

— Boli, więc coś z tym trzeba zrobić. U mnie w rodzinie wszyscy są otyli. Mama i tata także są słusznej postury. Odchudzaliśmy się nawet rodzinnie. Efekty jednak też były tylko chwilowe — wspomina. Najtrudniejsze zawsze są pierwsze dni diety i ćwiczeń. Obecnie kobieta spożywa około 1000 kcal dziennie i dużo ćwiczy.

Głównie są to spacery, nordic walking, bieżnia i inne sprzęty na siłowni. — Trzeba uważać, żeby nie ćwiczyć za dużo, bo można nabawić się kontuzji. Codziennie wydłużam spacery i dodaję kolejne powtórzenia ćwiczeń. Po jakimś tygodniu zawsze jest już poprawa kondycji. Oczywiście niewielka, ale zauważalna — opowiada.

Pani Joanna nie spodziewa się cudów. Gdy wyjeżdża na turnusy odchudzające, traci około 4 kg. Nie marzy także o talii osy i płaskim brzuchu. — Podchodzę to tego racjonalnie. Ze względu na zdrowie staram się trochę zrzucić, żeby moim stawom było lżej. Czasami przychodzą chwile, kiedy myślę, że może warto by było trochę bardziej siebie przycisnąć. Zazwyczaj na zakupach.

Oglądając ciuchy, piękne sukienki, wiem, że w większości wyglądałabym co najmniej mało apetycznie. Poza tym rozmiary często są maleńkie. Jest niewiele sklepów, które oferują naprawdę fajne ciuchy dla osób z nadwagą. Trudno jest się dobrze ubrać, a jak każdej kobiecie zależy mi na wyglądzie — przekonuje.

Poza męczarniami, jakie kobieta przeżywa mierząc ubrania, nie ma zastrzeżeń do swojego wyglądu. — Nigdy nie miałam kompleksów z tego powodu. Nie narzekam na brak powodzenia u mężczyzn, mam wielu znajomych i dobrze się ze sobą czuję. Oczywiście zawsze może być lepiej — wylicza. O osobach z nadwagą często mówi się, że są bardziej radosne i optymistyczne.

Czy tak faktycznie jest? — Pewnie. Zawsze jestem wesoła i widzę to u innych otyłych. Może dlatego, że nie odmawiamy sobie przyjemności, jakim jest jedzenie? — zastanawia się Joanna Siwonia. A po chwili dodaje: — Chyba jednak nie dlatego. Bo proszę spojrzeć — jestem teraz na diecie niskokalorycznej i katuję się ćwiczeniami, a humor mi dopisuje.


Bo ciastko takie apetyczne


Elżbieta i Piotr Wojciechowscy odchudzają się razem. I o ile u mężczyzny nadwaga jest widoczna, bo waży ok. 100 kg, to u kobiety trudno ją dostrzec. Brunetka w średnim wieku o kobiecej figurze ma o sobie inne zdanie.

— Jestem gruba — rzuca na wstępie — Pani tego nie widzi? No bardzo mi miło, ale przyda mi się zrzucić kilka kilo. Jestem krytyczna wobec siebie, ale tak trzeba — komentuje pani Elżbieta. Jej mąż jest za to otyły już od dawna. Za czasów studenckich trochę się zapomniał i tak zostało. Nigdy z tego powodu nie rozpaczał. Jak więc odkrył, że przydałoby się schudnąć? — Kiedy, zawiązując buty, musiał stawiać nogę na krześle. No i miał problem ze wstawaniem z krzesła — wstawał na cztery razy. I zadyszka przy najdrobniejszym wysiłku, ciągłe zmęczenie — odpowiada za niego żona.

W ten sposób małżeństwo zaczęło systematycznie przechodzić na diety. Koniec również był podobny: kilka dni po po zaniechaniu diety waga wracała na stare miejsce. — Kiedy człowiek widzi pierwsze efekty, zawsze dodaje mu to skrzydeł. Wtedy jeszcze pilniej się ćwiczy i dokładnie przestrzega zasad. Jest euforia, motywacja… Później przychodzą pokusy. Bo to ciastko takie apetyczne, a tu schabowego by się zjadło — opowiada Piotr Wojciechowski. Bo albo skusisz się i prawdopodobnie z wyrzutami sumienia porzucisz dietę, albo postawisz się i całą noc będziesz śnić o tym ciastku. Nadwaga to nieustanna walka z samym sobą i swoimi słabościami. Niestety trudno ją wygrać.

Małżeństwo boi się szczególnie nadchodzących świąt. — To najtrudniejszy czas dla otyłych. Bo niby się mówi, że od święta to można zaszaleć. Tylko jak później przestać? — zastanawia się pani Elżbieta.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ja #1277266 | 81.190.*.* 22 gru 2013 16:04

    waga to sprzęt, używa się zwrotu masa ciała lub ciężar ciała

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz