Sobota, 27 sierpnia 2016. Imieniny Cezarego, Małgorzaty, Moniki

Oto SuperBelfer 2013. Wychował się na sali gimnastycznej

2013-12-09 13:13:01 (ost. akt: 2013-12-09 13:51:52)

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Wychowanie fizycznie to nie jest taki przedmiot, że po lekcjach można w domu przysiąść fałdów i następnego dnia przyjść do szkoły i odpowiadać celująco na pytania nauczyciela. Tu trzeba czasu, potu i czasem nawet łez — mówi Kamil Ziółek, nauczyciel wychowania fizycznego w Gimnazjum Publicznym im. Krzysztofa Klenczona w Dźwierzutach, zwycięzca plebiscytu "Gazety Olsztyńskiej" na SuperBelfra 2013.

Superbelfer to brzmi dumnie?
— O tak! Powiem więcej, to brzmi fantastycznie. Jestem dumny i bardzo zaskoczony, że wygrałem. Nawet nie wiedziałem, że uczniowie chcą zgłosić moją kandydaturę. I ogromnie dziękuję wszystkim, którzy na mnie głosowali. Postaram się sprostać temu wyzwaniu.

Mój nauczyciel wuefu z ogólnika miał ksywkę „bosman”. A pana jak ochrzciili uczniowie?
— Chyba jeszcze nie mam przydomku albo przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo.

Teraz będą mówić superbelfer. Długo jest pan nauczycielem?
— Siedem lat. I od początku pracuję w gminie Dźwierzuty. Mamy tu pięć szkół podstawowych i jedno gimnazjum. Teraz uczę Szkole Podstawowej w Rumach i Gimnazjum w Dźwierzutach. Dojeżdżam do pracy ze Szczytna.

Jestem pan nauczycielem z powołania czy z przypadku?
— Zdecydowanie z powołania. Nie skłamię jak powiem, że zawód ten wyssałem z mlekiem matki. Moja mama też była nauczycielką wychowania fizycznego. Dziś jest na emeryturze. Podtrzymuję więc rodzinną tradycję. Można powiedzieć, że wychowałem się na sali gimnastycznej. I od zawsze wiedziałem, że będę robić to, co mama.

Ale zwykle mali chłopcy marzą, by być strażakami, pilotami czy policjantami, a belframi to jakoś nie słyszałem.
— To prawda. Na początku, jak byłem jeszcze dużo mniejszy, to też chciałem być sportowcem. Nawet myślałem o koszykówce, bo niemal przez całą podstawówkę grałem w kosza w klubie „Zefir” w Szczytnie. Ale jak poszedłem do szkoły średniej, to już wiedziałem co będę robił w życiu. Zdecydowałem, że idę na studia, na wychowanie fizyczne i będę uczyć innych.

Uczy pan wuefu w gimnazjum. Ciężko zachęcić młodych ludzi do uprawiania sportu, odciągnąć nastolatków od komputerów, internetu?
— Dobre pytanie. Nie pracowałem w szkołach w wielkich miastach, ale znam młodzież w Dźwierzutach i złego słowa nie mogę o niej powiedzieć. To fantastyczna młodzież i bardzo fajnie się z nimi pracuje. Nie ma większego kłopotu zachęcaniem ich do sportu. Trzeba tylko umieć do nich dotrzeć. Znaleźć ten wspólny język. Poza szkołą od wielu lat pracuję też w harcerskim biurze podróży, prowadzimy tzw. zielone szkoły dla młodzieży w Kulkach koło Szczytna, a w wakacje różne obozy. Doświadczenie tam zdobyte bez wątpienia pomaga mi też w pracy w szkole. Owszem, są przypadki, że trzeba ucznia zmotywować, przekonać do sportu. Czasami jednak wystarczy dobre słowo, drobna pochwała, mały gest jak poklepanie po plecach i już jest odpowiednio zmotywowany. Nie trzeba robić długich wykładów, bo można łatwo zniechęcić dziecko do sportu, a potem ciężko w nim odbudować wiarę w samego siebie, przekonać do uprawiania jakiegokolwiek sportu, nawet rekreacyjnie.

Nic tak nie motywuje jak przykład innych.
— To prawda. Dobrym takim przykładem jest tu nasz uczeń Patryk. Pochodzi z naprawdę malutkiej wsi. Jest tam tylko kilka domów na krzyż. Chłopak uczył się w naszej klasie sportowej, którą prowadzę w gimnazjum. Bardzo chciał grać w siatkówkę. I parł do tego. Jako 14-latek, nikomu nic nie mówiąc, pojechał do AZS Olsztyn. Tam pokazał trenerowi co potrafi, jak gra. I dostał się do sekcji. W wakacje chłopak pracował na budowach. Za zarobione pieniądze kupił sobie buty, strój sportowy, skuter, którym trzy razy w tygodniu dojeżdżał na treningi do Olsztyna. Później, już jako junior, został okrzyknięty odkryciem sezonu. Grał na pozycji libero, bo to niewysoki chłopak. Teraz już dał sobie spokój z zawodową siatkówką, ale może gdyby miał kilka centymetrów więcej, to dziś byłoby o nim głośno. Ale przyznam, że jego motywacja, to dążenie do celu, nawet dla mnie było inspiracją, a co dopiero dla młodzieży.

Kiedy w 1999 roku powstawało wasze gimnazjum, to nie mieliście własnego budynku. Lekcje odbywały się nawet w remizie OSP, a co tu dopiero mówić o hali sportowej, o treningach.
— No właśnie. Ale dziś już mamy piękną halę. I wspaniałe warunki. W Dźwierzutach mamy też orlika. I myślę, że zapleczem sportowym nie odbiegamy bardzo mocno od dużych miast. I mamy młodzież, której się chce, z którą praca jest wielką przyjemnością.

Ale dzieciaki w gimnazjum, to żywioł, hormony w nich aż buzują, autorytetem dla nich są koledzy, a nie rodzice czy nauczyciel.
— Tu trzeba dwóch postaw. Z jednej strony trzeba być nauczycielem, pamiętać o dyscyplinie, ale z drugiej strony trzeba być dla nich kumplem, pożartować na ich poziomie, ich językiem.

Nadawać na tej samej fali?
— Dokładnie, bo samą dyscypliną nic się nie wskóra, nie zachęci młodzież, żeby przyszła po lekcjach na salę, na trening. Czasami więcej się wskóra żartem niż długim wywodem, że to tylko dla ich dobra. Oni lubią żarty, lubią się pośmiać. I czasem trzeba z nimi pożartować, nawet jeśli nam dorosłym te żarty wydają się głupie. To daje owoce. Bo przychodzą na zajęcia, ćwiczą jak trzeba to są poważni.

A sukcesy też są?
— Jestem fanatykiem piłki siatkowej, która wiadomo, że dzieli się na halową i plażową. W ubiegłym roku w halowych mistrzostwach międzyszkolnych zajęliśmy szóste miejsce w województwie. To naprawdę dobry wynik, bo przecież w każdej gminie w regionie jest co najmniej jedno gimnazjum. W piłce plażowej nasze gimnazjum zdobyło pierwsze miejsce w województwie. To też było w zeszłym roku. Jakże byłem wtedy szczęśliwy. Byliśmy też na mistrzostwach ogólnopolskich „Orlik Volleymania”. To był szczebel krajowy. Byli tam chłopcy, którzy już trenują w klubach. Niektórzy z nich mieli po dwa metry wzrostu. Byliśmy i my, malutkie gimnazjum Dźwierzuty. No i dostaliśmy dobrą szkołę na tym turnieju. Zobaczyliśmy, ile jeszcze przed nami pracy. To była dobra lekcja. Ale generalnie cały ubiegły rok to był mój najlepszy rok w pracy nauczyciela, trenera.

Często jednak wuef w szkołach traktowany jest trochę po macoszemu, nie przywiązuje się takiej wagi do ocen jak z innych przedmiotów.
— Jest tak trochę, ale to się zmienia, bo z tego co opowiadają koledzy, którzy dłużej niż ja uczą wuefu, jest dużo lepiej niż wcześniej. W gimnazjum mamy klasę sportową, a mając taką klasę wymaga się od nas sukcesów. I to już nas nauczycieli wychowania fizycznego zobowiązuje, to poprzeczka, którą my — nauczyciele wuefu, ale też uczniowie musimy pokonać. Jednak, żeby to zrobić, wuef musi być traktowany, i tak właśnie jest w naszej szkole, na równi z innymi przedmiotami. Jest tak samo ważny jak język polski czy matematyka.

Jest pan wymagającym belfrem?
— Tak. I dzieci to wiedzą, bo wychodzę z założenia, że dopóki nie ma dyscypliny na zajęciach, to nie uda się mi zrealizować tego, co zaplanowałem.

A sprawiedliwym?
— O tak, jak najbardziej. Bo proszę mi wierzyć, że dzieci, uczniowie też patrzą nauczycielowi na ręce. Patrzą co robię, co mówię. Przy ocenie zawsze biorę też pod uwagę zaangażowanie ucznia. Wychowanie fizycznie to nie jest taki przedmiot, że po lekcjach można w domu przysiąść fałdów i następnego dnia przyjść do szkoły i odpowiadać celująco na pytania nauczyciela. Tu ważne są również predyspozycje fizyczne. Ktoś, kto ma problemy z nadwagą, nie podciąganie się od razu kilkanaście razy na drążku, nie przebiegnie setkę w kilkanaście sekund. Na to trzeba czasu, potu i czasem nawet łez. Dlatego stawiając ocenę, trzeba brać też pod uwagę właśnie zaangażowanie ucznia. I o tym trzeba mówić otwarcie.

Czego uczy wuef?
— Wychowanie fizyczne uczy jak dbać o siebie, o swoje ciało, a co za tym idzie, o zdrowie. Oczywiście, jest też element rywalizacji, ale tu równie ważne obok samego wyniku i sukcesu jest także szacunek dla przeciwnika czy umiejętność przegrywania. To naprawdę nie lada sztuka, umieć przegrać. Wstać, podnieść się, pozbierać po porażce.

Krzysztof Cugowski z „Budki Suflera” śpiewał kiedyś: "upadać nisko, by się wyżej wznieść".

— O tak i to nie tylko w sporcie.
— Tak na koniec o pieniądzach. Zwykle nauczyciele narzekają na zarobki. A pan?
— Jak przyszedłem do pracy do szkoły, to dostawałem na rękę coś siedemset złotych z hakiem. Naprawdę mało. Dziś luksusów też nie ma, ale nie narzekam. Choć oczywiście, jak każdy, chciałbym zarabiać więcej. Ale za to co dziś mam, spokojnie można żyć.

Oto laureaci naszej zabawy!
Do plebiscytu zgłoszono ponad 50 nauczycieli z całego regionu. Kandydatów do tytułu do redakcji przesyłali uczniowie i rodzice uczniów. Dziękujemy wszystkim za udział w zabawie, a laureatom gratulujemy i życzymy dalszych sukcesów zawodowych oraz tych w życiu prywatnym!

TOP 10
1. Kamil Ziółek, Publiczne Gimnazjum im. Krzysztofa Klenczona w Dźwierzutach
2. Zofia Kruk, Szkoła Podstawowa w Perłach
3. Mariusz Wychódzki, Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych nr 2 w Bartoszycach
4. Marzena Chmielińska, Gimnazjum nr 5 w Olsztynie
5. Magdalena Lewkowicz, Zespół Szkół nr 2 w Mrągowie im. Władysława Jagiełły
6. Marek Rarok, Zespół Szkół w Płoskini
7. Bożena Gago, Szkoła Podstawowa nr 7 w Giżycku
8. Karolina Andruszkiewicz-Kukuła, Gimnazjum nr 1 w Srokowie
9. Agnieszka Bujalska, Szkoła Podstawowa nr 19 im. Mikołaja Kopernika w Olsztynie
10. Paweł Wielgan, Szkoła Podstawowa nr 30, Olsztyn


Tytuł w godne ręce
Publiczne Gimnazjum w Dźwierzutach rozpoczęło swoją działalność 1 września 1999 roku. Od 2007 roku nosi imię Krzysztofa Klenczona, wielkiego polskiego muzyka, który wychował się w Szczytnie, ale bywał też w Dźwierzutach. — Nawet miał być nauczycielem w szkole w Rumach niedaleko Dźwierzut — przypomina Jolanta Łomiak, dyrektor gimnazjum w Dźwierzuatch. Pierwszy szkolny apel odbył się w Gminnym Ośrodku Kultury, bo gimnazjum nie miało jeszcze swojej własnej siedziby. Dlatego zajęcia odbywały się w pomieszczeniach Szkoły Podstawowej w Dźwierzutach oraz remizie OSP w Dźwierzutach. 3 września 2001 roku został otwarty nowy budynek gimnazjum. 10 października 2003 roku odbyła się inauguracja szkolnego roku sportowego oraz otwarcie nowej hali sportowej.

Obecnie do gimnazjum uczniowie dojeżdżają z 36 miejscowości. W szkole w 9 oddziałach uczy się 232 uczniów. W szkole jest dobrze wyposażona sala komputerowa. Są dwie zastępcze sale gimnastyczne, duża świetlica, biblioteka, szatnia, stołówka, sklepik i oczywiście hala sportowa. Gimnazjum ma własne logo, mamy też swój hymn, którego autorem jest uczeń szkoły. W gimnazjum pracuje 24 nauczycieli, w tym SuperBelfer Kamil Ziółek. — Pan Kamil jest bardzo kreatywnym nauczycielem — podkreśla dyrektor Łomiak. — Zaangażowanym w to, co robi. Życzliwym wobec uczniów, rodziców, innych pedagogów. Stąd myślę, tak dużo osób na niego głosowało.

Bez wątpienia tytuł SuperBelfra trafił w godne ręce. I naprawdę wszyscy jesteśmy zadowoleni, że tak się stało. Szkole w Dźwierzutach przyświeca hasło: „Żyj w zgodzie z naturą, bądź wrażliwy na piękno i otwarty na wiedzę”.

Dostęp do Reportera, ciekawych wywiadów, obszernych reportaży oraz 40 innych czołowych portali w Polsce. Dołącz do czytelników ceniących dobrą informacje. Zarejestruj się w PIANO już teraz KLIKNIJ TUTAJ