Wtorek, 19 lutego 2019. Imieniny Bettiny, Konrada, Mirosława

Każdy ma swój metr kwadratowy

2013-10-12 16:28:12 (ost. akt: 2013-10-12 16:53:06)

Siedmioosobowa rodzina mieszkająca na niecałych dziewięciu metrach kwadratowych w budynku socjalnym w Olsztynie. Niemożliwe? A jednak. Najmłodsza córka narysowała ostatnio dom. Na rysunku każdy ma swój pokój. A nie jak teraz: mieszkają, śpią i uczą się w jednym.

Monika* i Kamil. Mąż i żona. I dzieci. Konrad 18 lat, Daniel 15 lat. Julka 11 lat, Natalia 3,5 roku i Jaś 15 miesięcy. Mieszkają w mieszkaniu socjalnym przy ulicy Towarowej w Olsztynie. Od 2000 roku. To znaczy nie w mieszkaniu. Lokal, który zajmują, ma dokładnie 8,8 metrów kwadratowych.

Kobieta jest bezrobotna. Opiekuje się dziećmi. Natalia do przedszkola nie chodzi, bo jest przeziębiona. Cieszyłam się, że miałam pracę wspomina pani Monika. Ale i tak było bardzo ciężko. Pracowałam do północy. Z ulicy Augustowskiej szłam do domu pieszo. Ale wiadomo, każdy grosz się liczy przy tak licznej rodzinie.

Pan Kamil co jakiś czas wyjeżdża do pracy do Niemiec. Jest budowlańcem.



Pokój jest przytulny, schludny, rodzinny. Na czystych ścianach wiszą zdjęcia uśmiechniętych dzieci. Na półkach lalki i książki Julki i Natalii. To jest Barbie, a to mój ulubiony miś pokazuje mi swoje zabawki Natalia. Jest też dywan i telewizor. Staramy się, ale i tak przy tylu osobach trudno jest zachować idealną czystość mówi pani Monika. Tu jemy, śpimy...

Są też łóżka. Mały tapczan, na którym śpi Jaś. Na kanapie śpią rodzice z Natalią. Nad kanapą jest dwuosobowe łóżko piętrowe, na którym śpią Konrad i Daniel. Z rodzicami czasami śpi jeszcze Julka. A czasami śpi u rodziców męża, którzy mieszkają kilka mieszkań dalej mówi pani Monika. Nie ma innej możliwości.

Koło mamy na tapczanie siada Natalia. Łapie ją za ramię. I słucha.

Wstajemy na zmiany opowiada kobieta. Najpierw Daniel i Konrad, który szykuje się na praktykę, a Julka do szkoły. Później wstaje Natalia i po niej najczęściej Jaś. Następnie rodzice gotują kaszę, robią śniadanie i ubierają dzieci. Prowadzę Natalkę do przedszkola na ul. Dworcową, a mąż zostaje z Jasiem. Albo odwrotnie mówi pani Monika. A dzieciaki jedzą śniadanie i maszerują do szkoły. Musiałby pan przyjść rano i zobaczyć, jak to się odbywa.

Dzieci wracają o różnych porach, więc nie ma wspólnego obiadu. A nawet nie mamy gdzie stołu postawić. Jemy w warunkach polowych spogląda na środek pokoju. Ale są momenty, kiedy wszyscy są w domu. Wtedy najczęściej jest wspólne oglądanie filmu. A rozmawiamy najczęściej z każdym dzieckiem osobno mówi kobieta. Ale takich wspólnych chwil jest mało. Bo się nie da. A w każdym domu powinien być stół, do którego siadają wszyscy i rozmawiają. Stół może by się i zmieścił, ale sam stół by stał? Bez krzeseł?

Czerwony pasekna świadectwie



Dzieci dobrze się uczą. Julka do piątej klasy szkoły podstawowej zdała z czerwonym paskiem na świadectwie. Daniel uczy się w zaocznym liceum. Konrad miał trochę problemów z nauką. Podejrzewano u niego ADHD przyznaje pani Monika. Ale myślę, że to przez brak własnej przestrzeni. A dziecko musi mieć swój własny kącik. Wcześniej w pokoju stało jeszcze biurko, ale kiedy urodził się Jaś, rodzice musieli znaleźć miejsce na łóżko dla Jasia.

Pani Monika mówi, że pracę domową dzieci odrabiają różnie. Na kolanach, na łóżku precyzuje. I u babci, ale tam podobny metraż. Natalia lubi chodzić do przedszkola. Najczęściej się bawimy. A ja ostatnio narysowałam mamę. Jak pójdę do przedszkola, to przyniosę ten rysunek.

Obok budynku jest mały ogródek. Wtedy mamy więcej czasu i przestrzeni dla siebie mówi pani Monika. A jesienią czy zimą? Jesteśmy zdani tylko na ten pokoik odpowiada pani Monika.

Jej słowa przerywa Natalia, która już siedzi u mamy na kolanach. Bardzo chce coś powiedzieć mamie na ucho. Będziemy robić bałwana słyszę szept. Ten powstaje za oknem, żeby maluchy mogły go oglądać. Jego nosem będzie marchewka, a kamieniami będą oczy tłumaczy wyraźnie i pełnym zdaniem Natalia. I będzie większy ode mnie.

Lodówka zamknięta na małą kłódkę

Łazienka jest wspólna dla wszystkich lokatorów budynku. Podobnie jak kuchnia i prysznic. Wiadomo, że kiedy jestem w kuchni, to każdy z sąsiadów ma prawo wejść. Brakuje chwil, kiedy moglibyśmy zrobić wspólny rodzinny obiad — mówi pani Monika.
Do mieszkania wchodzi Jaś z tatą. Byli w piekarni, która jest niedaleko. Malec je bułkę. Siada na łóżko i też słucha. Pora spania niedługo, koleś zdejmuje czapkę pani Monika.
W kuchni stoi ich lodówka. Zamknięta na kłódkę, podobnie jak lodówki innych sąsiadów. Trzymają je tutaj ci, którzy również mają mało miejsca w mieszkaniu wyjaśnia pani Monika.

Najlepsza zupa: krupnik taty

Koleżanki i koledzy również rzadko przychodzą do dzieci. — I o to nieraz synowie mają do nas pretensje — stwierdza kobieta. — Gdy jednak wpadają, wtedy idziemy z dziećmi na podwórko albo do dziadków — przyznaje pani Monika.

Mężczyzna przygotował już wózek dla syna do popołudniowej drzemki. Za oknem świeci słońce, więc uśpi Jasia na podwórku. Tam będzie też spał do czasu aż skończymy rozmawiać. Pan Kamil wyszedł z mieszkania po buty dla syna. Przed drzwiami stoją też buty pozostałych członków rodziny.

Na korytarzu jest też już wymieniona żarówka. — Jarzeniówki przepaliły się prawie dwa lata temu, dopiero dzisiaj rano administracja je wymieniła — mówi pani Monika. Od tygodnia lokatorzy nie zmywają garnków w kuchni. Znów zapchały się za wąskie rury. W łazience stoi też rodzinna pralka. Kilka dni temu się przepaliła. — Jeszcze nie muszę prać, ale nie wiem, co zrobię jak już będę musiała. Coś wymyślę — zapewnia kobieta.
Ubrania suszą we wspólnej suszarni. Dawniej była tam świetlica, ale lokatorzy jednogłośnie zadecydowali, że pomieszczenie przeznaczą właśnie na ten cel. — W domu musiałabym wstawić trzy ręczne suszarki — dodaje pani Monika. — A ja bardzo lubię, kiedy tata gotuje krupnik — wtrąca Natalia.

Właściciele mieszkań krzywią się na dzieci

O trudnych myślach pani Monika stara się nie myśleć. Ale te i tak przychodzą. Bo czasami jest ciężko.

Władze miasta zapewniały nas, że jeśli da radę, to dostaniemy mieszkanie samodzielne. Ale to były tylko puste słowa, nikt na papierze nie chciał nam tego dać. To było coś w rodzaju pocieszenia mówi pani Monika. I po chwili dodaje: Kurczę, gdyby mnie było stać na kredyt, to ja bym tutaj pięciu minut nie siedziała. Naprawdę.

W ratuszu co roku trzeba składać podanie o mieszkanie. Pani Monika złożyła je w tym roku, a ostatni raz pięć lat temu. Kiedy byłam z pismem okazało się, że nasza teczka zaginęła opowiada.

Pan Kamil starał się wynająć mieszkanie. Ale pierwsze pytanie, jakie zadają właściciele mieszkań, dotyczy liczby dzieci. I kiedy mówię, że jest nas siedem osób, od razu słyszę, że kaucja wynosi 2500 zł mówi mężczyzna. Albo widzę niechęć i narzekanie, bo ściany są nowo wymalowane, a z małymi dziećmi to od razu zostaną pobrudzone.

Pan Kamil być może w grudniu znowu wyjedzie do Niemiec. I wróci na Boże Narodzenie. I będzie ciężko. Ale trzeba sobie radzić stwierdza pani Monika.

Mateusz Przyborowski

* Imiona bohaterów zostały zmienione.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (10) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Wojtek #1220881 | 77.255.*.* 17 paź 2013 08:35

    Szkoda, że "gazeta" robi męczenników z ludzi, którzy na własne życzenie i przez własną głupotę pogarszają swoją sytuację. W 2000 dostali 60 metrowe mieszkanie na czteroosobową rodzinę, pracuję na takich darmozjadów a samego mnie nie stać nawet na kawalerkę. Gdyby tedy dostali 20 metrową klitkę ze wspólnym kiblem, może by pomyśleli przed "robieniem" reszty bachorów.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. werty #1218992 | 88.156.*.* 15 paź 2013 11:03

    zamiast koscioloy budowac ktore i tak swieca postkami w ciagu tygodnia, budowac mieszkania dla rodzin wielodzietnych to bedzie z pozytkiem

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Podatnik #1218580 | 88.156.*.* 14 paź 2013 18:39

    Bóg dał dzieci a państwo da na dzieci. A konkretnie to my wszyscy składamy się chociaż nie dobrowolnie na prokreacyjne zapędy tych ludzi. Zero wyobraźni - tylko wyciągać łapy po nasze podatki opanowali do perfekcji. Małe mieszkanie ? A może wille potrzeba - to jeszcze bedzieny dokładać do ogrodnika, żeby dzieci miały się gdzie bawić, O takiej drobnostce jak basen to nie wspomnę, bo to przecież standard jest.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. ok #1217722 | 89.228.*.* 13 paź 2013 18:26

    Państwo mieszkają w tych warunkach od roku 2000. Mieli wtedy 2 dzieci. Skoro wiedzieli, że ich warunki nie ulegną poprawie, przynajmniej w najbliższym czasie, to czemu pozwolili sobie w takich warunkach na kolejną 3 (!) dzieci? O ile wiem, Kościół Katolicki (jeśli ktoś zapragnie użyć takiego argumentu) nie zabrania kontrolowania narodzin na podstawie tzw. kalendarzyka. Zresztą, można być wstrzemięźliwym prawda? Czyja to wina, że ktoś stwarza tym dzieciom takie warunki? To jest nieodpowiedzialność rodziców, nikogo więcej. I teraz pewnie ci Państwo oczekują wszelkiej pomocy i przestronnego mieszkania, a ich argumentem będzie fakt posiadania dzieci... Ja nie mam własnego mieszkania bo mnie jeszcze nie stać. Dzieci też jeszcze nie mam, bo chciałbym im zapewnić godne warunki. Może czas, żeby ludzie zapracowali, a nie wyciągali tylko ręce... Mnie nikt mieszkania nie da. Nikt mi do niczego nie dopłaca, a pracować muszę ciężko.

    Ocena komentarza: warty uwagi (9) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. zoz #1217335 | 88.156.*.* 13 paź 2013 07:50

    Polska to jest dziki kraj!

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (10)