Sobota, 25 czerwca 2016. Imieniny Łucji, Witolda, Wilhelma

Mroczna historia osiedla Mazurskiego

2013-10-04 12:36:55 (ost. akt: 2014-07-02 09:57:51)
Na tym terenie w 1945 roku NKWD zorganizowało obóz dla mieszkańców Olsztyna

Na tym terenie w 1945 roku NKWD zorganizowało obóz dla mieszkańców Olsztyna

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Liczne gwałty, głód i strach, tego doświadczali dawni mieszkańcy Olsztyna w NKWD–owskim obozie izolacyjnym, który mieścił się na terenie dzisiejszego osiedla Mazurskiego. — Moja ciotka była zgwałcona dziewięciokrotnie — mówi Otton Tuszyński, który trafił tam jako dziecko.

W naszym odsłanianiu mało znanych tajemnic, bądź zatartych faktów z historii powojennego Olsztyna trafiamy na osiedle Mazurskie. Od stycznia 1945 roku, kiedy miasto zdobyła Armia Czerwona, aż do czerwca tego samego roku dzisiejsza Kolonia Mazurska była wydzieloną dzielnicą dla koncentracji ludności miejscowej. Głównie Niemców, Mazurów, Warmiaków a także w pierwszym okresie prawdopodobnie i Polaków, którzy przebywali w Olsztynie jako pracownicy przymusowi bądź jeńcy wojenni. Takie, jak określają to historycy, obozy infiltracyjne, Sowieci tworzyli we wszystkich miastach Prus Wschodnich.

Rosjanie na zdobytych terenach organizowali takie tereny izolacji wybierając jedną dzielnicę, bądź majątek ziemski, gdzie spędzali ludność z całej okolicy.

W Olsztynie taka wydzielona strefa obejmowała tereny od placu Lotników poprzez teren, gdzie dziś stoi market Tesco, przez całe osiedle Mazurskie. — Była to strefa zamknięta, pilnowana przez uzbrojone warty NKWD. Nie można było jej dowolnie opuścić — mówi Tadeusz Baryła historyk z Ośrodka Badań Naukowych w Olsztynie.

Według badaczy historii, do tej wydzielonej strefy spędzono całą ludność cywilną miasta, która nie zdążyła uciec lub ewakuować się z Olsztyna przed nadciągającym frontem. Do NKWD-wskiego obozu trafiły głównie kobiety, dzieci i starcy. Ile dokładnie, nie wiadomo. W przededniu ewakuacji zarządzonej w styczniu 1945 roku przez władze niemieckie, Olsztyn liczył około 40 tysięcy mieszkańców.

Akt przekazania ludności cywilnej przez stronę rosyjską w administrację władzy polskiej, którego dokonano w maju 1945 r., mówi o niespełna 3 tys. mieszkańców pozostałych w mieście. Czy tyle właśnie osób przebywało w wyizolowanej strefie, czy mogło być ich więcej? Tego nie można teraz określić.

— Na Kolonię Mazurską mogło trafić kilka tysięcy osób. Za całą pewnością, wśród ludności zgromadzonej na tym obszarze były ofiary — mówi Tadeusz Baryła. — Warunki w takich obozach były bardzo ciężkie. Można o tym powiedzieć nie tylko przez analogię do losów ludności niemieckiej na terenie zdobytego Koenigsberga, (o których pisaliśmy w ubiegłym tygodniu). Większość relacji urzędników Urzędu ds. Niemieckich, działającego przy ówczesnym Zarządzie Miasta, w sposób alarmistyczny w kwietniu i maju 1945 r. podnosiła, że ludność ta znajduje się w bardzo ciężkim położeniu, i że możliwości wykorzystania słabnącej siły roboczej zgromadzonej w tym obozie są coraz mniejsze — dodaje historyk.

Zgromadzona na Kolonii Mazurskiej ludność pozbawiona była jakiekolwiek żywności. Deputaty żywnościowe otrzymywali tylko ci, którzy pracowali na rzecz Armii Czerwonej przy porządkowaniu miasta bądź pozyskiwaniu żywności w okolicznych wsiach.

— Czy zgromadzona ludność w wydzielonej strefie w Olsztynie mieszkała pod gołym niebem? – pytam.

— Tam na tym terenie były dwa duże place. Jeden przy dzisiejszej ul. Pstrowskiego, drugi wewnętrzny na terenach obecnej szkoły, na których dokonywano skoncentrowania ludności. W znacznej mierze prawdopodobnie przebywali także na placach, choć była to ostra zima. Być może zostali dokwaterowani do istniejących domów, bądź budynków użyteczności publicznej, ale nie dociekano, jak poradzą sobie w tym miejscu. Do śmierci dochodziło raczej z przyczyn naturalnych powodowanych właśnie ciężkimi warunkami, ale nie wiadomo, gdzie i w jakich okolicznościach były chowane ofiary — mówi Tadeusz Baryła.

Na osiedlu Mazurskim nie spotkałam nikogo, kto wiedziałby cokolwiek o tym, że 68 lat temu, na tych terenach mieścił się taki obóz. — O tym, że był tu NKWD-wski obóz dla ludności niemieckiej, dowiedziałem się w zeszły piątek, czytając waszą Gazetę – przyznaje uczciwe Ryszard Stypułkowski, nauczyciel historii ze Szkoły Podstawowej nr 6 na Kolonii Mazurskiej. — Jako nauczyciel zainteresowałem się tą wzmianką w artykule „Tajemnica domu za murem”, ale nie mam żadnych wiadomości na ten temat — dodaje.

Skąpe są też informacje zachowane w szczątkowych dokumentach, dostępnych głównie w niemieckich bądź rosyjskich archiwach. Dlatego nieocenionym źródłem wiedzy o tym, co działo się w wydzielonej strefie dla miejscowej ludności na terenie Kolonii Mazurskiej są naoczni świadkowie. Takim świadkiem historii jest Otton Tuszyński, który razem z matką i czworgiem rodzeństwa, trafił zimą 1945 roku na Kolonię Mazurską. Miał wówczas 12 lat. Ani on, ani jego rodzina nie mówili po polsku. Polskiego nauczył się dopiero po wojnie.

Dziś mieszkający wciąż w Olsztynie Otton Tuszyński tak wspomina tamte dni: — Do naszego mieszkania przy Grunwaldzkiej przyszedł rosyjski żołnierz, kazał opuścić mieszkanie i wynosić się za Łynę. Spakowaliśmy się i pieszo poszliśmy na Kolonię Mazurską. Przygarnęła nas moja ciotka, siostra mamy, która tam mieszkała. Ale jak pamiętam, tam stało wiele pustych domów, bo przecież wcześniej dużo ludzi stamtąd uciekło — opowiada.

— Co pan zapamiętał z tego okresu?

— Głód. Nie było co jeść. Na tych polach, co stoi Tesco, chodziliśmy znajdywać buraki. Matki robiły z nich syrop. Ratowały nas też zapasy zgromadzone w piwnicach, ale były takie momenty, że ludzie jedli psy. Na całej Kolonii Mazurskiej były wyłapane wszystkie psy — wspomina.

Otton Tuszyński nie pamięta, aby ludzie zgromadzeni w wyizolowanej strefie, mieszkali pod gołym niebem. Przyznaje jednak, że w domkach gnieździło się po kilka rodzin. Głównie ze strachu, bo, jak mówi, strach był okropny.

— Jak traktowali was Rosjanie? — pytam.

— Sytuacje były takie, że jak się Rosjanie upili, to szukali kobiet. Wszędzie, gdzie było coś do „zdobycia”. Ciemno, dzieci spały, a oni ładowali się do domów, namacali jakąś, no i to szło. Kobiety bardzo płakały. Moja ciotka, miała dziewięciu w kolejce za jednym razem. — Do gwałtu?

— Tak. I dostała takiego krwotoku, że nie wiedziała, co ma z tym zrobić. Jakieś okłady z octu stosowała. To był jeden żołnierz za drugim — mówi. — Pan to widział?
— Opowiadała mojej mamie. Ja widziałem inny gwałt. Sąsiadkę z dołu dopadli. Krzyki, szum, zajrzałem przez drzwi. Jeden żołnierz stał z karabinem, a drugi gwałcił. Ten z karabinem krzyknął tylko do mnie „Uchadi” i zatrzasnął drzwi. Gwałty na Kolonii Mazurskiej były częste. Kobiety bały się wychodzić z domów. Jak się Rosjanie napili, to zachowywali się jak dzikusy. Moją matkę też chciał jeden zgwałcić. Jak jeszcze byliśmy na Grunwaldzkiej, ale złapaliśmy ją wszystkie dzieci za nogi i ją zostawił. Ale było też i tak, że niektóre Niemki współżyły z Ruskimi, żeby mieć na jedzenie — opowiada.

Otton Tuszyński niewiele potrafi powiedzieć o ewentualnych ofiarach wśród ludności przebywającej na terenie osiedla Mazurskiego. — Nic nie wiem na ten temat, ale tam nie było cmentarza. Jak ktoś umierał, to chowali w ogrodzie — dodaje.

Wiosną rodzina Tuszyńskich wróciła z Kolonii Mazurskiej na Grunwaldzką. Podobnie, jak pozostała ludność zgromadzona na Kolonii Mazurskiej, która po rozwiązaniu obozu w czerwcu 1945 roku, mogła powrócić wrócić do swoich mieszkań. Jeżeli ich lokale były już zajęte przez przesiedleńców ze Wschodu, musieli szukać innych kwater. We wrześniu 1945 roku miejscowe władze, bez jakiejkolwiek dyrektywy z Warszawy, zorganizowały pierwszy transport nadmiaru ludności niemieckiej na Zachód do rosyjskiej strefy okupacyjnej. Z Olsztyna wyjechało 1400 mieszkańców.

Pisząc o osiedlu Mazurskim warto wspomnieć o protestanckim duchowym pastorze Fryderyku Rzadkim, który pomagał zgromadzonym tam ludziom. To dzięki jego staraniom udało się wywieźć z tej strefy na Zachód ponad setkę dzieci. Głównie sierot wojennych. Jego relacja spisana w pamiętniku dostępnym w Niemczech jest jednym z niewielu opisów tego, co działo się na terenie os. Mazurskiego od stycznia do czerwca 1945 r.

Do rozwiązania tego obozu usiłował też doprowadzić Jerzy Burski, zastępca pełnomocnika rządu RP na Okręg Mazurski w latach 1945–46, mówiąc, że ludność cywilna nie powinna ponosić kosztów wojny.

W latach dziewięćdziesiątych członkowie Komisji do spraw Badania Zbrodni Hitlerowskich prowadzili śledztwo w sprawie tego, co działo się w Olsztynie w ciągu pierwszych miesięcy 1945 r. na tym wydzielonym dla miejscowej ludności obszarze. Materiały ze śledztwa trafiły do olsztyńskiej delegatury Instytutu Pamięci Narodowej. Z nieoficjalnych informacji wynika, że śledztwo zostało zamknięte.

Wioletta Sawicka
Dostęp do Reportera, ciekawych wywiadów, obszernych reportaży oraz 40 innych czołowych portali w Polsce. Dołącz do czytelników ceniących dobrą informacje. Zarejestruj się w PIANO już teraz KLIKNIJ TUTAJ

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. olsztynianka #1213102 | 88.156.*.* 7 paź 2013 12:52

    A co się działo, bo nie wiem?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. melon #1211192 | 83.13.*.* 4 paź 2013 13:01

    za późno żeśmy się od tych "wyzwolicieli" wyzwolili...

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. olsztyniak #1211181 | 109.243.*.* 4 paź 2013 12:52

    Przed Kolonią mazurską była tzw.KOREA.kto pamięta wie co tam się działo.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz