Czwartek, 27 czerwca 2019. Imieniny Cypriana, Emanueli, Władysława

Śpiewam piosenki, które przechodzą mi przez gardło

2013-09-15 11:42:00 (ost. akt: 2013-09-15 11:10:07)

Autor zdjęcia: Rafał Nowakowski / arch. prywatne

— Ludziom nie jest potrzebny bard z nylonową gitarą tłumaczący im, jaki świat jest okrutny — mówi — mówi Kuba Sienkiewicz, który w piątek wystąpił w Olsztynie w klubie Grawitacja.

— Rozmawiamy o 9 rano. To wczesna pora jak na artystę, choć jak na lekarza to już nie.
— Dziewiąta godzina to nie jest wcześnie. Ale rzeczywiście, po wczorajszym koncercie byłem długo nakręcony i późno poszedłem spać. Staram się jednak zachować rytm dnia.

— Dużo pan teraz koncertuje?
— Nie, daję około 60 koncertów rocznie. Kiedyś było tego trochę więcej.

— Przeczytałam w internecie, że sprzedał pan milion płyt. To prawda?
— Chyba pirackich! Bo gdyby by je policzyć, to może i byłby milion.

— To prawda, że ma pan pięcioro dzieci?
— Prawda. Mam.

— I jest pan kuzynem Krystyny Sienkiewicz? A może Henryka Sienkiewicza również?
— Mamy z nim coś wspólnego, ale tylko Krystyna umie to wytłumaczyć. Ja nie pamiętam. Ona wyjaśniała mi to z dziesięć razy, ale nie jestem w stanie tego zapamiętać.

— Skąd pan bierze inspiracje do piosenek? Chodzi mi o te dawne, jak na przykład mój ulubiony „Koniec”.
— Główna część tekstu jest inspirowana „Lokomotywą” Tuwima. A refren jest zupełnie o czymś innym. Taką technikę stosowałem już w innych piosenkach, na przykład w „Człowieku z liściem na głowie”. Zauważyłem, że ta metoda się sprawdza.

— Ale ludzie i tak tylko te refreny zapamiętują.
— To prawda, jednak w piosence „Koniec” ta wyliczanka, trochę dekadencka, kojarzy się z refrenem, choć to skojarzenie nie jest do końca wyjaśnione. Więc nie jest to wszystko od czapy.

— Zaczyna pan od refrenu czy od środka?
— Raczej od refrenu. Najpierw powstaje tekst, potem melodia. Wyjątkiem była „Co ty tutaj robisz”, gdzie najpierw powstała muzyka.

— Tamte dawne piosenki, choć w sposób niedosłowny, oddawały ducha swoich czasów. Później przeszedł pan do zupełnie innych tematów.
— Ma pani na myśli płytę „Historia” z 2010 roku?

— Właśnie. Jak to się stało, że śpiewa pan o „Dywizjonie 303”?
— To zamówienie Narodowego Centrum Kultury na okrągłe rocznice historyczne przypadające w 2010 roku. Proszono mnie o piosenki związane z bitwą pod Grunwaldem, z rocznicą Solidarności, z rocznicą NZS, była prośba też o bitwę pod Kłuszynem, o bitwę o Anglię, była bitwa warszawska. I tak powstał cały program zamówiony przez NCK do celów edukacyjnych.

— Rozumiem, że „Był NZS, szkoda łez” to utwór trochę autobiograficzny.
— Tak.

— Ale słuchając „Dywizjonu 303” zastanawiałam się, dla kogo pan to śpiewa. Bo ta piosenka mówi nie tylko o bohaterstwie lotników, ale też o tym, że nie zaproszono nas Polaków na paradę zwycięstwa w Londynie. Kogo to dzisiaj obchodzi?
— Ja śpiewam głównie dla siebie. Tutaj nie ma żadnej filozofii. Śpiewam piosenki, które dobrze przechodzą mi przez gardło i których się nie wstydzę. Tak dobieram repertuar. A jeśli przy okazji komuś się to podoba albo kogoś to zainteresuje to znakomicie. To tzw. radosny skutek uboczny.

— A pan czuje po latach żal do Anglików, że nie zaproszono nas na tę paradę?
— Może pojawia się i żal, ale to uczucie jest natychmiast korygowane przez racjonalne spojrzenie. Polityka to w końcu brudna sprawa i nie należy spodziewać się po niej pięknych gestów. Fakt historyczny powinien jednak być nagłośniony. A jeśli piosenka stanie się popularna i trafi na listy przebojów, to te fakty upowszechnia. W przypadku „Dywizjonu 303” udało się. W niektórych rozgłośniach znalazła się na listach przebojów i była puszczana nieco dłużej. Osiągnęliśmy więc cel edukacyjny.

— O polskich lotnikach i ich udziale w bitwie o Anglię dużo osób jednak wie. Ale o Janie Kępie, żołnierzu WOP, który w 1951 roku usiłował uciec na Zachód, dowiedziałam się od pana. Gdzie pan znalazł jego historię?
— Takich ucieczek z Polski w tamtych czasach było sporo. Natomiast historię Jana Kępy przeczytałem w „Karcie”. I uderzyło mniej w tej historii to, że ten młody człowiek po uwięzieniu przyznał się do błędu i do winy, załamał się psychicznie, ukorzył się i napisał do Bieruta list z prośbą o ułaskawienie. A mimo to został rozstrzelany.

— A pan w takiej sytuacji by nie napisał?
— Też bym napisał. Ale z tej historii płynie nauka, że z władzą totalitarną nie warto wchodzić w rozgrywki polegające na rzekomym czy prawdziwym ukorzeniu się, bo wyrok z góry jest zaplanowany.

— Czy to przejście z apolityczności, a przynajmniej polityczności niejawnej dawnych piosenek, do polityczności piosenek takich jak ta o Kępie to trwała tendencja?
— Spojrzenie na historię nie jest angażowaniem się w politykę. To działalność edukacyjna i dalszy rozwój piosenki autorskiej.

— Jednak wybierając bohaterów, opowiadamy się jednak po czyjeś stronie. Po stronie pewnej tradycji.
— No tak, myślę, że jest to tradycja wspólna wszystkim Polakom. Ta tradycja nie jest polityką, która dzieli, ale raczej łączy.

— Skoro mówimy o Polakach i tym, co ich łączy bądź dzieli, zapytam, jak pan ocenia współczesną Polskę. Co w niej pan lubi, a co pana irytuje?
— Jestem produktem tego dwudziestolecia, bo dzięki zmianie ustrojowej mogłem pójść do normalnego wydawnictwa i bez żadnej cenzury wydać swoje piosenki. Wcześniej nawet nie próbowałem, bo nie chciałem chodzić do cenzury i się z nią układać. Funkcjonowałem w drugim obiegu. Więc pod tym względem jestem produktem przemiany ustrojowej i tego, że powstał wolny rynek. Z tego względu lubię tę rzeczywistość. Ale na pewno męczące jest to, że Polska jest krajem rozgrzebanym, ze zdewastowaną infrastrukturą, a przez to wszystko kuleje. Przykro mi patrzeć na rozgrzebany i źle funkcjonujący kraj. Przykro mi, że koleje, które tak kiedyś lubiłem, przestały funkcjonować. Przykro mi, że drogi są coraz gorsze. Nie podoba mi się też zeszpecenie krajobrazu Polski poprzez chaotyczne reklamy i brak polityki ochrony krajobrazu miejskiego i wiejskiego.

— To nie jest pan optymistą, jeżeli chodzi o naszą wspólną przyszłość?!
— Ależ jestem! Myślę, że na tle Europy wypadamy nieźle.

— Której Europy? Wschodniej?
— Nie, całej. Będzie dobrze, tylko potrzeba nam jeszcze jednego pokolenia. Na przykład Niemcy zazdroszczą nam, że tyle się u nas buduje. U nich już wszystko zrobiono. Więc bardzo różnie można spojrzeć na to, na co ja narzekam.

— A co sądzi pan o Polakach? Są tacy, którzy uważają, że jest to zepsuty poprzednim systemem homo sovieticus. Ja uważam, że Polacy są tacy sami, bez względu na system, w którym żyją.
— Postrzegam Polskę jako efekt różnorodnych tradycji wywodzących się z I Rzeczpospolitej, kiedy byliśmy krajem zamieszkałym przez wiele narodowości. Mamy w genach bardzo różnorodny materiał ze względu na migracje i nacje, które tu się mieszały. Nie umiałbym powiedzieć, jaki jest typowy Polak. Uważam że Polska to — z jednej strony — kraj tradycji, a z drugiej, eksperymentu społecznego i politycznego. Awangarda świata, jeśli chodzi o rozwój państwa. Często te eksperymenty obracały się przeciwko nam. Jednak jesteśmy krajem, który powinien podkreślać w swojej promocji tę dawną różnorodność, wielokulturowość.

— Mówi pan o tradycji I Rzeczpospolitej...?
— I drugiej też. Nie do pominięcia jest też nasz materiał genetyczny. Jesteśmy zlepkiem Tatarów, Ukraińców, Niemców, Holendrów, Żydów. I to też jest wartość. Każda różnorodność to wartość.

— Czy połączenie w panu osobowości wokalisty, autora tekstów i lekarza daje panu lepszy wgląd w człowieka?
— Na pewno pomaga. Już wielu młodych ludzi zauważyło, że jakiekolwiek wykształcenie jest przydatne w pracy zawodowej, nawet jeżeli jest inne niż wykonywana praca. Filozof z wykształcenia może prowadzić znakomitą restaurację, a ktoś, kto szkolił się w fotografii, może zostać świetnym pisarzem. Każda wiedza pomaga.

— W człowieku jest więcej natury czy kultury?
— Jesteśmy całością. Nasze zachowania społeczne, zawodowe i osobiste są efektem przede wszystkim emocji, które mamy w środku. I nasze wybory, i życiowe losy są skutkiem tego, jak zostaliśmy ukształtowani w dzieciństwie, jakie są nasze możliwości i ograniczenia wynikające z lęków, nerwic z uzależnień. Wypadkowa jest trudna do przewidzenia.

— A jaki jest wpływ biologii? Neuroprzekaźników chociażby? Jedni mają więcej serotoniny, inni mniej. Są teorie, że to determinuje nasz los.
— Nie zgadzam się. Przede wszystkim jesteśmy istotą psychologiczną.

— Czyli tabletki nie dadzą nam szczęścia?
— Nie, absolutnie. Żadnego problemu osobistego nie załatwimy za pomocą tabletki.

— Jaka jest w naszym życiu rola sztuki? Kiedyś byli inteligenci, którzy czytali książki, słuchali poważnej muzyki i chodzili na ambitne filmy. Teraz młodzież nie ma takich aspiracji.
— Rzeczywiście, sytuacja jest dynamiczna. Trzeba przygotowywać się do zmieniającego się rynku sztuki. Jako konsument muzyki widzę, że piosenka autorska schodzi na dalszy plan. Ale wiedza o człowieku, historii i psychologii jest tak dostępna, że ludziom, którzy chcą konsumować sztukę na wyższym poziomie, nie jest potrzebny bard z nylonową gitarą tłumaczący im jaki świat jest okrutny. Oni szukają przeżyć estetycznych na bardziej abstrakcyjnym poziomie. Zauważyłem też, że młodzież idzie w granie podparte rzetelnym warsztatem. Dużo jest zespołów wywodzących się z festiwalu Nowa Tradycja, które zrobiły, jak Kapela ze Wsi Warszawa, karierę w Polsce i za granicą. Mówię o całej grupie młodych ludzi wywodzących się z muzyki poważnej, folku czy przejmujących tradycję jazzową.

— Kogo ma pan na myśli?
— To zespoły Kroke, Quadrofonique, Atom String Quartet czy Małe Instrumenty. Niektóre z nich wydają u Johna Zorna. To są ludzie, którzy swoją działalność artystyczną opierają nie na wydumanym picu, tylko na rzetelnym graniu. Mnie się to bardzo podoba. Oczywiście, nie lubię tego, że piosenka autorska kuleje i odchodzi w kąt, bo to dla mnie gorzej rokuje. Ale z drugiej strony, cieszę się, że młodzi ludzie tak się rozwijają.

— Zespoły, które pan wymienił, są jednak dosyć elitarne.
— Trudno. Prawdziwa muzyka musi być elitarna. Nie ma rady.

— Co pan zaśpiewa podczas koncertów w Olsztynie i na Mazurach?
— Są to piosenki różnych autorów. Bo jako Kuba Sienkiewicz sięgam po inny repertuar niż podczas koncertów zespołu Elektryczne Gitary. Zatem są to nie tylko piosenki moje, ale Jana Kelusa, Jacka Kleyffa i polskie wersje przebojów Boba Dylana oraz Lou Reeda. Mój gitarzysta Jacek Wąsowki też przynosi swoje piosenki. „Dywizjon 303” jest jego utworem. Śpiewam też piosenki ogniskowe, jak „Morskie opowieści” czy „Granica” i trochę biesiadnej muzyki.

— Ale zaśpiewa pan chyba „Wszyscy mamy źle w głowach”?
— Oczywiście, takie piosenki są potrzebne, żeby podnieść temperaturę występu. Ale widownia musi się nastawić też na innych autorów. Słuchacz będzie musiał trochę pocierpieć. Nie ma lekko...

Rozmawiała Ewa Mazgal
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. q-ku #1199942 | 77.242.*.* 18 wrz 2013 18:54

    "Przykro mi, że drogi są coraz gorsze." kierdoli jak połamany - pewno nie ma prawa jazdy

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. B58 #1198808 | 203.88.*.* 17 wrz 2013 08:52

    Dzisiaj jest 17 wrzesnia, rocznica napasci Rosji na Polske, ale G.O to tez juz nie obchodzi

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. B58 #1198061 | 203.88.*.* 16 wrz 2013 07:58

    kogo to dzisiaj obchodzi ze Polakow nie zaproszono na Parade Zwyciestwa, pyta p.redaktor, ano obchodzi tych ktorzy nie wykastrowali sie intelektualnie.

    Ocena komentarza: warty uwagi (4) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. Yeti #1197591 | 88.156.*.* 15 wrz 2013 11:49

    Przewróciło się, niech leży, może coś na tym wyrośnie ? Kiedyś się wezmę, ale teraz nacieszę się tym widokiem :)))

    ! - + odpowiedz na ten komentarz