środa, 26 czerwca 2019. Imieniny Jana, Pauliny, Rudolfiny

Uważaj na znaki szczególne

2013-09-07 09:55:00 (ost. akt: 2013-09-07 10:13:57)

Autor zdjęcia: KWP

Kolczyk w uchu może zdradzić. Znaki szczególne są równie mocnym dowodem co badanie DNA i odciski palców. Przestępca nie powinien się rzucać w oczy.

Gruby kark, łysa głowa, złotych łańcuch na szyi — jeszcze niedawno po tym rozpoznawało się gangstera. Albo ciemna bluza z kapturem i białe adidasy — to z kolei wygląd typowego złodziejaszka. Tak naprawdę przestępca nie powinien rzucać się w oczy. Znaki szczególne niejednego już zdradziły.

Z piskiem opon


Mieszkający od lat w Niemczech Horst B. urodził się w Lewałdzie pod Dąbrównem. W wakacje 1997 roku z żoną Rosemarie przyjechał w rodzinne strony, przypominając sobie tylko znane drogi i ścieżki. Nie wiedział, że jego nowy — wart miliard starych złotych — mercedes wpadł w oko bandytom.

27 sierpnia na zupełnym odludziu w pobliżu miejscowości Bednarki pod Dylewską Górą mercedesowi zajechało drogę auto z trzema mężczyznami. Państwo B. zdążyli zatrzasnąć do środka drzwi, ale jeden z napastników strzelił w boczną szybę, omal nie zabijając kobiety. Jego koledzy kijami bejsbolowymi dotłukli szybę do końca, siłą wyciągnęli Niemców i, zostawiając ich na drodze, odjechali z piskiem opon.

Stanisław Brzozowski

Błysnął kolczyk


Trzy dni po napadzie policja zatrzymała jednego ze sprawców, niejakiego Cezarego G. Zdradził go kolczyk w uchu. U mężczyzny, który wybijał bejsbolem boczne okienko mercedesa, zauważyła go Rosemarie B. Znaleźli się też inni świadkowie.
Akurat kończyły się żniwa. Przed nosem uciekających porywaczy na drogę wyjechał traktor z przyczepą pełną słomy. Dwa auta pędzące boczną drogą to był dla rolników nowy widok. Obejrzeli je sobie dokładnie. Dostrzegli, że mercedes na niemieckich numerach miał opuszczoną (w rzeczywistości wybitą) boczną szybę, a jego kierowca miał w uchu kolczyk.

Na procesie przed Sądem Okręgowym w Olsztynie Cezary G. występował już bez kolczyka. Tłumaczył, że się zranił i dlatego miał dziurkę w uchu. Został skazany na 8 lat więzienia.

Horst i Rosemarie B. na proces do Polski nie przyjechali. Bali się, bo tylko jeden ze sprawców napadu został aresztowany, dwaj pozostali byli na wolności. Ale również dlatego, że mężczyzna obawiał się o swoje serce, żył tylko dzięki rozrusznikowi.

Moskiewskie dolary


W lipcu 1998 roku pracownik Indykpolu Janusz C. wiózł z Moskwy ponad 30 tysięcy dolarów. To były czasy, kiedy między rosyjskim a polskim systemem bankowym nie było jeszcze łączności i transakcje prościej było załatwiać z ręki do ręki.
Były problemy, bo na moskiewskim lotnisku rosyjscy celnicy, mimo wszelkich wymaganych zaświadczeń, długo nie chcieli wpuścić do samolotu kogoś z taką forsą.

Na Okęciu na pracownika Indykpolu czekał firmowy samochód. Było już bardzo późno, kiedy służbowy kierowca podwiózł mężczyznę pod dom na jednym z olsztyńskich osiedli. Szybko odjechał. Janusz C. długo się zbierał, bo miał zajęte ręce. Torbę z dolarami — dopiero rano miały trafić do firmowej kasy, dwie reklamówki z arbuzami i jeszcze jeszcze jedną i kilkukilogramowym melonem. Gdy próbował otworzyć furtkę, ktoś złapał go z tyłu za rękę, wyszarpując torbę z pieniędzmi.

Nieszczery uśmiech


Napastników było dwóch. Pracownik Indykpolu próbował ich gonić, ale przeskoczyli przez wysoki płot i uciekli w kierunku znajdujących się tam ogródków działkowych. Janusz C. dobrze jednak zapamiętał charakterystyczny, drwiący uśmiech jednego ze sprawców, który na sekundę zatrzymał się na szczycie płotu. W policyjnym albumie, a potem podczas bezpośredniej konfrontacji bez żadnej wątpliwości rozpoznał 22-letniego Marcina W. z podolsztyńskiego Nikielkowa.
Marcin W. rzeczywiście miał uśmiech dwa razy szerszy niż przeciętny człowiek, w dodatku bardzo nieszczery. Na miejscu napadu policja znalazła jednak jeszcze mocniejszy dowód: dwa świeże niedopałki papierosów. Ślady DNA pobrane z jednego z nich potwierdziły, że papierosa palił Marcin W.

To były dopiero początki stosowania badań DNA w kryminalistyce, dlatego chłopak nie mógł uwierzyć, jak gruby błąd popełnił, rzucając niedopałek na ziemię.
Sąd Okręgowy w Olsztynie skazał go na 3 lata więzienia i wysoką grzywnę, bo skradzionych dolarów nie udało się odzyskać. Nieustalony pozostał także drugi z uczestników rozboju.

Kradziony rower


Ślady DNA od kilkunastu lat są prawdziwą "zmorą" sprawców przestępstw. Nie wolno jednak zapominać o pozostawionych na miejsc odciskach palców. One po latach zgubiły Zbigniewa N., który pod Dobrym Miastem zamordował starszą kobietę.
Zabójstwo, do którego doszło w czerwcu 1984 roku, nie miało żadnego motywu. Tego dnia Zbigniew N. szwendał się po mieście, pił.

W nocy ukradł komuś rower, bo musiał dotrzeć na ranną zmianę do OZOS-u, gdzie wtedy pracował. Po drodze do Olsztyna w Starym Dworze nagle poczuł się głodny. Skręcił do domu Janiny U., przypadkowo zastając otwarte drzwi. Zeznawał potem, że po wejściu bez pytania ukroił sobie chleb i kiełbasę. Już zbierał się do wyjścia, kiedy nakryła go wyrwana ze snu gospodyni. Była sama, chociaż jeden z jej synów spał na piętrze. Sprawca zwyczajnie mógł ją odepchnąć, ale wpadł w panikę i aż osiem razy uderzył staruszkę trzymanym jeszcze w ręku nożem. Niczego z domu nie zabrał, uciekł, zapominając także o rowerze.

Miał pecha


Ślady odcisków palców, jakie na nim zostawił w 2009 roku, wzięli na warsztat pracownicy policyjnego archiwum X. Kiedyś do porównywania odcisków palców służyła kartoteka i mocno powiększająca lupa. Komputer robi to o wiele szybciej. Zbigniew N. podwójnie był sobie winien. Gdyby za jazdę po pijanemu nie trafił kiedyś do więzienia, gdzie na dzień dobry każdemu rutynowo pobiera się odcinki palców, nie byłoby go w bazie danych i policja nic by nie znalazła.

Zatrzymany po 25 latach, 46-letni już wtedy, Zbigniew N. był tak zaskoczony, że najpierw się do wszystkiego przyznał. Przed Sądem Okręgowym w Olsztynie próbował to odkręcać. Mówił, że nie był sam, że kobietę zabił towarzyszący mu kolega. Podał nawet nazwisko kogoś, kto podobno kilka lat temu zginął w wypadku w Hiszpanii.
— Dlaczego ma pan takiego pecha? — pytał go sędzia. skazując na 15 lat więzienia.

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. Podobni. #1192301 | 5.146.*.* 7 wrz 2013 19:07

    Mnie takze obzucili kamienami bo nie chcalem sie zatrzymac w Kowalewie pomorskim o 3 godzinie w nocy w 1993 roku .i uczeklem uszkodzonim samochodem.W krotkim czase kuzinowiu ukradli w Legionowie nowy samochod fort.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. nn #1192174 | 83.9.*.* 7 wrz 2013 14:02

    policja szczególnie winna się zainteresować tym,że w tym rejonie giną samochody.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Ja Ja #1192159 | 88.220.*.* 7 wrz 2013 13:26

    No i co dalej...?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz