Poniedziałek, 6 lipca 2020. Imieniny Dominiki, Jaropełka, Łucji

Szybkie randki przebojem zdobywają Olsztyn

2013-08-25 12:34:00 (ost. akt: 2013-08-25 12:35:20)

Autor zdjęcia: Bartosz Cudnoch

Naszych dziadków swatano, nasi rodzice poznawali się na studiach, zabawach tanecznych. A jak dzisiaj szukamy swojej drugiej połówki? Zamiast biura matrymonialnego mamy internet, zamiast długich rozmów w kawiarni — 5-minutowe randki. — To taka sama forma zawierania znajomości, jak przed laty, tyle, że w pigułce — uważa Paweł Zbiegeń, zwolennik tzw. speed dating, czyli szybkiej randki.

Olsztyńska klubokawiarnia. W zacisznym, słabo oświetlonym pomieszczeniu stoi 10 stolików. Na każdym leży karteczka z numerem porządkowym. Jeszcze chwila, i przy stolikach usiądą 10 pań. Każda ma identyfikator z imieniem oraz numerem przypisującym ją do konkretnego stolika.

W dłoniach trzymają kartki z imionami dziesięciu mężczyzn, których za chwilę poznają. Widać, jak dyskretnie usiłują im się przyjrzeć już teraz. Słychać charakterystyczny dzwonek i panowie, również zaopatrzeni w identyfikatory i kartki z imionami uczestniczek, dosiadają się do stolików zgodnie z przypisanym sobie numerem.

Plus albo minus


Tak właśnie rozpoczyna się speed dating, czyli pięciominutowa randka. Ta forma zawierania znajomości z płcią przeciwną przywędrowała do Polski z USA. Tam po raz pierwszy odbyła się w 1998 roku. W Olsztynie szybka randka pojawiła się tego lata.

— Po pięciominutowej rozmowie daję znak dzwonkiem, by przejść do błyskawicznej oceny rozmówcy — tłumaczy Marcin Mazanek, współorganizator speed dating w Olsztynie. — Każda para ma minutę na określenie, czy rozmówca był interesujący i zapisanie swojej opinii na kartce, w rubryce, gdzie widnieje jego imię. Po minucie panowie wstają od stolika i przechodzą do sąsiedniego stolika na kolejną randkę.

Po zakończeniu serii randek uczestnicy podsumowują je na osobnej kartce, stawiając obok zapisanych imion rozmówców znak "+" lub "-". Po zakończeniu spotkania organizatorzy zbierają karty uczestników, sprawdzają je i jeśli dwie osoby wzajemnie się sobie spodobały, następnego dnia otrzymują one maila bądź sms-a z imieniem i numerem telefonu drugiej osoby. Na swojej karcie można zaznaczyć dowolną liczbę osób.

Czy w Olsztynie taka forma zawierania nowych znajomości się przyjmie? — Frekwencja na razie jest słaba, ale ze spotkania na spotkanie rośnie — uważa Marcin Mazanek.

Spotkania odbywają się w różnych grupach wiekowych. Największą popularnością speed dating cieszy się wśród osób w wieku 23-35 lat, czyli otwartych, którzy nie boją się wyzwań i są ciekawi nowych ludzi.

— W Warszawie, gdzie takie randki są bardzo popularne, istnieją nie tylko grupy wiekowe, ale np. grupa VIP, gdzie na randkę przychodzą osoby majętne, które szukają równie majętnego partnera, albo też grupy osób, które szukają jednorazowej przygody — opowiada Kamil Rydel, który sam kiedyś brał udział w szybkich randkach w stolicy, a teraz wprowadza tę modę w Olsztynie. — Dzięki takiemu podziałowi na grupy, unika się niepotrzebnych rozczarowań i poznaje ludzi o podobnych oczekiwaniach czy zainteresowaniach.

— A ja przede wszystkim nie tracę czasu. W ciągu 1,5 godziny odbywam randki aż z 10 dziewczynami w podobnym wieku. Dzięki temu, że trwają tylko po 5 minut, nie męczę się podczas rozmowy z dziewczyną, która nie przypadła mi do gustu — mówi szczerze Paweł, uczestnik pierwszej szybkiej randki w Olsztynie. — Na tradycyjnej randce to by się nie sprawdziło. Nawet jeśli dziewczyna mi się nie spodoba, to wypadałoby posiedzieć z nią przynajmniej te trzy kwadranse. Na speed dating mam ten komfort, że nie muszę tego robić.

Paweł pracuje w branży gastronomicznej. Na speed dating wybrał się z ciekawości, a że jest otwarty i lubi wyzwania, szybko na takim spotkaniu poczuł się swobodnie. — Fakt, kiedy przyszedłem, nastąpiła szybka obustronna ocena "konkurencji" — śmieje się Paweł. — Potem zacząłem zerkać na kobiety, żeby zorientować się, "o co walczymy".

— Ja przed spotkaniem mocno się stresowałem — dorzuca Paweł Zbiegień, 28-letni farmaceuta. — Myślałem, że na szybkie randki chodzą tylko desperaci, więc spodziewałem się małej liczby interesujących osób. W dodatku jestem dość nieśmiały, na szczęście gadatliwy. Dlatego, kiedy okazało się, że przyszły fajne osoby, nie miałem problemów z nawiązaniem znajomości z dziewczynami.

W realu stali metr od siebie


Komunikatory internetowe, portale społecznościowe, serwisy randkowe, czaty... form zawierania wirtualnych znajomości wciąż przybywa. Pozwalają one, w zależności od stopnia w jakim chcemy ujawniać swoją prywatność, na poznanie drugiej osoby od strony wizualnej czy... intelektualnej.

Tak było w przypadku Doroty. — To był 2001 rok, więc ta forma komunikowania się dopiero raczkowała. Nie można było, tak jak dziś, przesyłać sobie z pomocą tego programu zdjęć, drugą osobę można było poznać jedynie poprzez rozmowy — wspomina i dodaje, że po powrocie z długiego pobytu za oceanem czuła się nieco osamotniona. To dlatego zdecydowała się poszukać znajomych w Olsztynie, korzystając ze zdobyczy techniki.

— W naszym mieście mało było wtedy osób, które korzystały z GG. Kiedy rozwinęłam listę dostępnych internautów, zaintrygowało mnie nazwisko d'Aystetten. Postanowiłam zrobić pierwszy krok i napisać. Robert odpowiedział błyskawicznie.

Dwa tygodnie temu państwo d'Aystetten obchodzili 11. rocznicę ślubu. Co zadecydowało o tym, że tak nietypowo — jak na 2001 rok — rozpoczęta znajomość znalazła swój finał na ślubnym kobiercu?

— Początki komunikacji internetowej nie odzierały rozmówców z prywatności. Żeby kogoś poznać, trzeba było bardziej się postarać, przyciągnąć uwagę osoby siedzącej po drugiej stronie łącza czymś innym niż ładną buzią — uważa Robert. Zresztą, wygląd rozmówcy był dla Roberta i Doroty sprawą drugorzędną. Nie byli zainteresowani wymianą zdjęć. Ważniejsze było dla nich to, co druga osoba przedstawiała sobą intelektualnie, emocjonalnie.

— W zasadzie już po pierwszej rozmowie można zorientować się, z jakim człowiekiem ma się do czynienia. Forma komunikacji — telefon, internet, spotkanie twarzą w twarz — nie ma większego znaczenia — dodaje Robert.

Jednak spotkanie twarzą w twarz państwa d'Aystetten doszło do skutku zaledwie 1,5 tygodnia od pierwszej internetowej rozmowy. Wtedy okazało się, że gdyby nie Gadu-Gadu, Dorota i Robert mogliby nigdy się nie poznać. I to mimo tego, że w dzieciństwie chodzili do tej samej szkoły, w dodatku do równoległych klas, a potem bywali w tych samych miejscach, np. na ślubie najbliższej przyjaciółki Doroty z najlepszym przyjacielem Roberta. Znaleźli nawet zdjęcie z tego wesela, na którym stoją metr od siebie.

— Na naszym ślubie nie mogło zabraknąć internetowych akcentów — uśmiecha się Dorota i pokazuje zdjęcia z wesela. Na jednym widać, jak dłonie państwa młodych kolega-informatyk połączył... kablami od myszy komputerowych. Na innych — że w miejscu tablic rejestracyjnych weselnego samochodu, zamiast tradycyjnego napisu ""Młoda Para", widnieją tablice z internetowymi nickami Doroty i Roberta — docia i dart. Obok nich "świecą" charakterystyczne dla komunikatora Gadu-Gadu słoneczka.

Ewoluował internet, ewoluowały więc formy zawierania wirtualnych znajomości. Zmieniło się nawet samo GG. Czy internetowe znajomości powoli wypierają te tradycyjne? Jak wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie portalu C-Date.pl, już niemal 50 procent osób szuka miłości w sieci.

Podobnie jak w przypadku szybkich randek, również w wirtualu można poznać, w zależności od oczekiwań, osoby szukające jednorazowej przygody lub też kogoś, kto szuka partnera na stałe. Jednak wiele z takich znajomości nigdy nie wychodzi poza wirtualną rzeczywistość.

Miłość z gazety


Moda na szybkie czy internetowe randki jest odpowiedzią na potrzebę współczesnego, młodego człowieka, który żyje szybko, a goniąc za karierą i pieniędzmi rzadko ma czas na tradycyjne spotkania z płcią przeciwną. A przecież jeszcze kilkadziesiąt lat temu, kiedy życie toczyło się wolniej, sposoby na poznanie partnera były inne.

Dziś mało który młody człowiek korzysta np. z biura matrymonialnego czy chodzi na dancingi dla samotnych. Wierne tym formom pozostały głównie osoby starsze. Czyli takie, które w ten sam sposób poznawali się za młodu.

— Nie ufam internetowi. Mam wrażenie, że tam ogłaszają się niepoważni ludzie, którzy szukają jednorazowej przygody — uważa pani Wioletta (imię zostało zmienione — red.). 52-letnia rozwódka z Olsztyna ogłosiła się w gazetowym kąciku matrymonialnym, licząc na poważne propozycje. Wypełniła blankiet zamieszczony w gazecie, w którym opisała swój wygląd, cechy charakteru oraz oczekiwania związane z potencjalnym partnerem. — Szukam skromnego, czułego, wrażliwego pana — wymienia cechy wymarzonego mężczyzny pani Wioletta. — Nie lubię takich typu macho, którzy są chamscy, zimni i nie mają za grosz empatii.

Jak twierdzi, postanowiła napisać do kącika matrymonialnego, bo nie chce czuć się więcej samotna. Od rozwodu minęło kilka lat, a chyba każdy, jej zdaniem, potrzebuje bliskości drugiego człowieka.

— Najwięcej osób zgłasza się do mnie przed Bożym Narodzeniem, Sylwestrem. Widocznie ludzie najbardziej czują się samotni właśnie wtedy, gdy nadchodzą święta — twierdzi Jadwiga Gliniewicz, która od 10 lat prowadzi kącik matrymonialny "Poznajmy się" w "Gazecie Olsztyńskiej". Choć zainteresowane taką formą szukania swojej drugiej połówki są osoby od 18. do... 83. roku życia, to jednak najczęściej w gazecie ogłaszają się osoby w wieku 46-60 lat. — Kiedy przychodzą młodsi, na przykład dwudziestokilkulatkowie, jestem zawsze zaskoczona.

W końcu mają internet, bywają w klubach, ale widocznie czasem to nie wystarcza — zastanawia się pani Jadwiga.
Do kącika matrymonialnego W Gazecie częściej zgłasza się płeć piękna. Zdaniem pani Jadwigi, kobiety są odważniejsze od mężczyzn. Nie boją się przyznać, że czują się samotne. — Mężczyźnie, postrzeganemu w naszej kulturze jako zdobywca, trudniej się przyznać, że nie radzi sobie ze zdobyciem kobiety i musi korzystać z pośrednika.

Czy pośrednik gwarantuje, że nowo poznane osoby stworzą udany związek? Jadwiga Gliniewicz skojarzyła już kilkadziesiąt par. Są szczęśliwe i wdzięczne, przysyłają listy, pocztówki, prezenty.

— Najbardziej romantyczna historia, w jakiej miałam przyjemność uczestniczyć, to historia pewnej 50-letniej kobiety, która ogłosiła się w kąciku. Jej ogłoszeniem zainteresował się pewien mężczyzna. Napisał list i... na pierwszym spotkaniu okazało się, że tych dwoje było kiedyś razem, mieli nawet córkę, jednak nigdy się nie pobrali, a wkrótce — rozstali. Spotkanie po latach zaowocowało jeszcze większą miłością, a wkrótce — ślubem.

Nie oznacza to jednak, że każda skojarzona para będzie razem już zawsze. — Ludzie czują się samotni, i to widać. Czasem jednego dnia odbieram 50 zgłoszeń telefonicznych, drugie tyle listownych i tych osobistych.
Pani Wioletta była już na kilku spotkaniach. Jedno z nich zaowocowało dłuższą, poważniejszą znajomością. Niestety, niedawno związek się zakończył.

— Okazało się, że przy bliższym poznaniu człowiek nie zawsze zyskuje. Z biur matrymonialnych korzystają głównie starsi mężczyźni, a co za tym idzie — tacy, których zalety i wady się utrwaliły, pogłębiły. Czasem przeszkadzają w nawiązaniu nowej znajomości i stworzeniu udanego związku.

Choć pani Wioletta jest przeciwna zawieraniu wirtualnych znajomości, to skusiła się i założyła konto na internetowym portalu randkowym. — Jak się okazuje, korzystanie z tradycyjnych form zawierania znajomości nie gwarantuje znalezienia odpowiedniego, poważnego partnera. Podobnie jak rozmowy w sieci. Z miłością jest przecież jak z grą na loterii — dodaje.

Wolą patrzeć sobie w oczy


Zwolennicy tradycyjnych randek twierdzą, że nic nie zastąpi pisania listów i spotkań, na których można długo patrzeć w oczy partnera. Nie wszyscy jednak mogą sobie na nie pozwolić. Zamiast biura matrymonialnego mamy więc internet, zamiast długich rozmów w kawiarni — 5-minutowe randki.

Te ostatnie są, zdaniem tych, którzy już na nich byli, o tyle lepsze od tradycyjnych imprez i potańcówek, że nie trzeba na nich imponować umiejętnością tańca. — To taka sama forma zawierania znajomości, jak przed laty, tyle, że w pigułce — uważa Paweł Zbiegeń. Sam był już na dwóch speed datingach i nie zamierza poprzestać. — Wolę szybkie randki niż rozmowy w sieci. Moim zdaniem przez internet romansują tchórze. Mogą się ukryć, podawać za kogoś innego. Poza tym przez internet nie ocenię, czy ktoś jest energiczny, sympatyczny ani nie spojrzę mu w oczy, żeby sprawdzić, czy kłamie.

— Internet to fantastyczne narzędzie poznawania nowych ludzi, tylko trzeba korzystać z niego mądrze — twierdzi Dorota d'Aystetten. — Człowiek sam decyduje, ile swojej prywatności chce sprzedać, a jeśli chce być okłamywany przez współrozmówcę w sieci, to okłamywany będzie. My jesteśmy przykładem tego, że internet może skojarzyć ludzi, którzy żyli obok siebie i nigdy nie mogli się spotkać.

Pomagają stwarzać pozory


Zdaniem psycholog dr Aleksandry Łuczak, szybkie randki pomagają stwarzać pozory. Nie da się bowiem dobrze poznać kogoś w kilka minut.

— Na taką randkę człowiek odpowiednio się przygotowuje, kreuje pewien wizerunek. A dobrze poznać człowieka można tylko wtedy, gdy zachowuje się on naturalnie, oraz kiedy widzimy go w różnych sytuacjach, nawet krytycznych. Z wirtualnymi znajomościami jest podobnie, zwłaszcza na portalach randkowych. Będąc po drugiej stronie łącza można poprzez internet pokazać siebie takim, jakim chce się być postrzeganym.

Według niej, dawniej człowiek musiał się bardziej postarać, żeby zdobyć względy drugiej osoby, przejawiał więcej aktywności. A reguła niedostępności działa prosto — Im coś jest bardziej niedostępne, tym bardziej się staramy, by to zdobyć, a im bardziej się napracujemy, tym bardziej to cenimy.

To samo dotyczy związków. Dlatego dziś tak mało jest małżeństw, które żyje razem 50 lat — mówi dr Łuczak i dodaje: — Osoby, które korzystają z organizowanych randek czy biur matrymonialnych są najczęściej po rozstaniach. W czasie trwania związku zachodzi proces integracji, tworzenie nowej tożsamości. Nie ma już "ja", tylko "my". Po rozstaniu trzeba sobie poradzić z przestawieniem się na myślenie w kategorii "ja". Jest to trudne, więc ludzie szukają kogoś, z kim znowu stworzą jedną całość — kończy.

Natalia Steć
n.stec@gazetaolsztynska.pl

Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. katechetka #1184397 | 81.190.*.* 29 sie 2013 15:57

    ja też sie spotykam na ruchu oazowym przy naszej parafii

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. dt #1183717 | 83.25.*.* 28 sie 2013 21:58

    a za 9 miesięcy dziecko

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. dlugi #1180465 | 46.205.*.* 25 sie 2013 15:34

    moze to i dobry pomysł bo ludzie teraz gonia i nie maja kiedy na szukanie drugiej połówki lepsze to niz internet

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz