Poniedziałek, 9 grudnia 2019. Imieniny Anety, Leokadii, Wiesława

Komórka nie ściągnie pioruna do ucha

2013-08-04 15:20:00 (ost. akt: 2013-08-04 13:23:54)
Zdjęcie jest ilustracją do artykułu

Zdjęcie jest ilustracją do artykułu

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

— Piorun idzie do ziemi najkrótszą drogą. To dlatego na wsiach trafia zwykle w kościoły, bo najczęściej są zbudowane na wzniesieniach — mówi dr Jerzy Jaworski, spec od instalacji odgromowej z Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie.

— Jedni podczas burzy szczelnie zamykają okna, inni je otwierają na oścież i mówią, że wdychają ozon. Kto robi dobrze?
— I jedni i drudzy, według swoich upodobań. Podczas burzy prawdopodobieństwo zagrożenia piorunowego nie wynika z otwartego, czy z zamkniętego okna, lecz z najkrótszej drogi pioruna do przewodzącego elementu połączonego z ziemią. Okno nie stanowi żadnej przeszkody dla wyładowania elektrycznego o napięciu rzędu 100 tys. woltów. W sieci elektroenergetycznej, z której się korzysta napięcie wynosi 230/400 V, a więc widać jaka jest skala proporcji.

— A rozmowa przez komórkę podczas burzy to szaleństwo?
— Najwyżej komórkę szlag trafi.

— Człowiekowi to nie grozi?
— Nie, po prostu telefon może się uszkodzić. Podobnie zresztą wygląda sytuacja z elektroniką, jaka jest w domu. Telefon komórkowy nie ściągnie pioruna do człowieka. Podobnie jest z telefonem stacjonarnym.

— Czyli to prawda, że powinno się wyłączać telewizory, komputery stacjonarne i inny sprzęt podczas burzy?
— Prawda. W gniazdkach może pojawić się napięcie nawet sięgające nawet kilku tysięcy woltów, które zniszczy całą elektronikę. Często podczas burzy nie działa telewizja satelitarna i internet. To dlatego, że internet działa, w zależności od sieci, na wysokich częstotliwościach rzędu GHz. Jeśli się wokół sieci lub odbiorników pojawi się silne pole elektromagnetyczne np. od wyładowania piorunowego, to sygnał traci swoje własności informacyjne. Dlatego w obiektach budowlanych stosowane są odgromniki lub w domkach jednorodzinnych ograniczniki przepięć. Ich zadaniem jest sprowadzić prąd wyładowania atmosferycznego do ziemi, czyli sprawić, że stanie się on niegroźny dla budynków, ludzi i zwierząt. W mieszkaniach podobną funkcję spełniają listwy antyprzepięciowe. W takiej listwie zamontowany jest element półprzewodnikowy, a mianowicie warystor. Jeśli pojawia się prąd o wyższej mocy niż dopuszczalne, to prąd popłynie do ziemi.

— Pan mieszka w domku i pewnie instalację odgromową zaprojektował pan zanim jeszcze zaczęła się budowa?
— Ha, ha, ha. Właśnie nie. Kiedy przed laty wprowadziłem się na wiosnę do swojego domu pod miastem, to dwa tygodnie później zdarzyła się wielka burza, a ja nie zdążyłem zainstalować wszystkich zabezpieczeń. Uszkodzeniu uległ magnetowid i odtwarzacz DVD. Teraz opowiadam o tym studentom na zajęciach i śmieję się z nimi sam z siebie.

— Ale wtedy od razu popędził pan do sklepu po odpowiednie materiały, żeby zamontować zabezpieczenia?
— Tak było. Szewc bez butów chodzi. Od tej pory nic złego się nie wydarzyło.

— Pan jest biegłym wojewody, ekspertem m.in. od wyładowań atmosferycznych i szkód, jakie są przez nie wyrządzane. Często jest pan proszony o pomoc?

— Teraz już się tym nie zajmuję. Jest przy tym dużo roboty, a zarobić można niewiele, a najeździć się przy tym trzeba co nie miara. A najgorsze, że zwykle poszkodowani chcą, aby w ekspertyzie znalazła się informacja, że pożar został spowodowany przez siły nadprzyrodzone lub awarię sieci elektrycznej. A to nieprawda, bo najczęściej przyczyną jest błąd użytkownika. A nawet, gdyby wada instalacji elektrycznej była przyczyną pożaru, to tego nie da się udowodnić, bo się wszystko spaliło. Dużo to kosztuje nerwów i nie chce się z tego powodu tym zajmować. Zresztą moi koledzy z uczelni też coraz częściej odmawiają tego typu zleceń.

— A badacie, jako naukowcy, skutki burz w regionie?

— Nie, mamy sprzęt we własnych laboratoriach na uczelni i tam przeprowadzamy badania. W terenie nie. Dlaczego? Otóż dlatego, że w Polsce mamy średnio dwadzieścia dni burzowych. Średnio na jeden metr kwadratowy są dwa uderzenia piorunem. Skutki nie są straszne, więc nie ma pieniędzy na to, żeby badać to zjawisko. Wystarczy unikać zagrożenia.

— A z pańskiego doświadczenia co wynika? Gdzie najczęściej trafiają pioruny?
— Piorun zawsze idzie do ziemi jak najkrótszą drogą. Wybiera najwyższy obiekt i w niego uderza. W Polsce, a i w województwie warmińsko—mazurskim takimi obiektami są fermy wiatrowe. Wiatraki mają skrzydła nawet na wysokości 70-80 m. Z kolei w wioskach są to zwykle kościoły są one pobudowane na wzniesieniach, więc siłą rzeczy to one są najbardziej narażone na uderzenia.

— Ale rzadko słychać, żeby wybuchł pożar kościoła od uderzenia pioruna.

— Kościoły i inne obiekty wysokie mają odpowiednią instalacją piorunochronną o odpowiednich parametrach w wykonaniu ochrony obostrzonej, dlatego skutki wyładowań atmosferycznych nie są dla nich groźne.

— Najczęściej strażacy informują o tym, że od uderzenia pioruna zapaliły się stodoły. Co w tych stodołach jest takiego, że przyciągają gromy?
— Nic. Po prostu, jak mówiłem, piorun trafia w najwyższy obiekt. To nieprawda, że w drewnianym kościele i cegła może spaść na głowę.

— W mieście jest bezpieczniej?

— Jak jest zwarta zabudowa, to tak. Kiedyś, jeszcze wg starych przepisów budowano budynki mieszkalne pięciokondygnacyjne obowiązkowo z instalacją odgromową. Ale po wejściu Polski do Unii Europejskiej zmieniły się przepisy, które są niejasne i wysokość budynku nie jest jedyną przesłanką do projektowania instalacji odgromowej na dachu budynku.

— Z tego wynika, że niektóre opinie, nawet jeśli wyglądają na przesadzone, mogą być prawdziwe? Jak z kąpielą pod prysznicem w trakcie burzy?

— To akurat prawda, lepiej unikać kąpieli podczas burzy. Kiedy będzie wyładowanie atmosferyczne, to na wszystkich elementach przewodzących, jeśli nie są prawidłowo połączone z ziemią, może się pojawić napięcie. To prawdopodobne, chociaż sam nigdy nie słyszałam, aby ktoś w ten sposób ucierpiał. Ale faktem jest, że wszystkie instalacje wykonane z materiałów przewodzących powinny być uziemione, przed odbiorem technicznym sprawdzone i powinno to być udokumentowane w odpowiednich protokółach pomiarowych. Główna zasada, o której trzeba pamiętać, jest taka: wszystko, co przewodzi prąd, może być zagrożeniem, a szczególnie w sytuacjach ekstremalnych.

— Czy to prawda, że jeśli burza zaskoczy nas w trakcie jazdy samochodem, to najlepiej zatrzymać się i przeczekać ją, nie wychodząc z samochodu?
— Właściwie nie ma większego znaczenia. Jeśli mamy wybór, to oczywiście lepiej wysiąść z samochodu i schować się w budynku. Jeśli takiego wyboru nie ma, to rzeczywiście lepiej pozostać w samochodzie. Nawet jeśli piorun trafi w pojazd, to ludzi wewnątrz niego nie porazi. Ale jest inne niebezpieczeństwo: samochód uderzony piorunem może spłonąć.

— Widział pan kiedyś piorun kulisty?

— Nie, to zjawisko bardzo rzadko występujące. Ale istnieje, nie jest mitem. Piorun kulisty to nic innego jak zjonizowana kula gazu niosąca ładunek elektryczny. Istnieją wyładowania łańcuchowe, czyli te, które występują najczęściej i kuliste. Wszystkie wyładowania o długości od kilku do kilkunastu km z chmur do ziemi pokonują najczęściej najkrótszą drogę, ale też wybierają drogę o najmniejszym oporze, czyli o największej przewodności.

— Może wpaść do domu, polatać i zniknąć?
— Nie wydaje mi się. Trzy, - pięć mikrosekund: tyle trwa wyładowanie i tyle wystarczy, aby ładunek zniknął. Nie zdąży się go zauważyć. To tak jak na stacjach benzynowych, kiedy podjeżdża cysterna z paliwem. Zanim kierowca zacznie wyładunek paliwa, podłącza cysternę do uziemienia. Po to, aby pozbyć się ładunków elektrycznych z powierzchni cysterny, które mogły zgromadzić się w trakcie jazdy na skutek tarcia paliwa o metalowe powierzchnie.

— Czy ma jakiś wskaźnik, na którym widzi, czy już nie ma ładunku na pojeździe?
— Nie ma takiej potrzeby. Wystarczy ułamek sekundy, aby ładunek elektryczny spłynął do ziemi.

Dr inż. Jerzy Jaworski jest wykładowcą w Katedrze Elektrotechniki i Energetyki na Wydziale Nauk Technicznych w Olsztynie. Kieruje kierunkiem, którego studenci są przygotowywani do pracy w zawodach inspektor i specjalisty do spraw bezpieczeństwa pracy.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. ~Obser #1164571 | 89.174.*.* 7 sie 2013 22:55

    Może ktoś słyszał, że gazy zjonizowane przewodzą prąd elektryczny (świetlówka jest przykładem). Jak wszyscy wiedzą promieniowanie mikrofalowe (komórkowe) jonizuje powietrze. Czy powietrze zjonizowane może przewodzić prąd elektryczny pioruna?

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)