Czwartek, 14 listopada 2019. Imieniny Emila, Laury, Rogera

Premierowy napad mafii pruszkowskiej w naszym regionie

2013-07-20 17:54:00 (ost. akt: 2013-07-24 14:35:56)

Dziś w cyklu "Z kryminalnych kronik" przypominamy pierwszy autorski napad mafii pruszkowskiej na Warmii i Mazurach.

W PRL-u mafii w Polsce nie było. Podejrzani byli wszelkiej maści prywaciarze: badylarze, cinkciarze, spekulanci, gracze w trzy karty. Ale mafii w socjalizmie nie było. Tak jak kryzys, mafia dopuszczalna była wyłącznie w kapitalizmie. Do Polski zawitała dopiero wraz z nim. Przez podwarszawski Pruszków.

Do jej ojców założycieli należał, nieżyjący już dziś, Czesław B. ps. „Dziki”. Dwadzieścia lat temu, ten sławetny mafioso pojawił się w Bartoszycach, gdzie uczestniczył w porwaniu tira z papierosami wartymi ponad 9 miliardów starych złotych.

To był właściwie jedyny "autorski" występ gangu pruszkowskiego na Warmii i Mazurach. Mieli tu oczywiście swoich ludzi, mniejszych czy większych "rezydentów", ale sami przyjeżdżali nad jeziora głównie na wczasy. Z jednym wyjątkiem. W sierpniu 2002 roku zastrzelony został ukrywający się i wypoczywający w Mikołajkach Jacek K. "Klepak" z konkurującego z Pruszkowem Wołomina.

Koledzy z Pruszkowa


Czesław B. "Dziki" to senior pruszkowskiego świata przestępczego. W maju 1990 roku był uczestnikiem strzelaniny w hotelu George w Nadarzynie pod Warszawą. Doszło tam do pierwszej w historii wolnej Polski wymiany ognia między policją a mafią, zginął jeden z przestępców. Czesław B. wywinął się z tej sprawy. Rozstrzygająca w niej sędzia Barbara Piwnik z Sądu Okręgowego w Warszawie umorzyła postępowanie w stosunku do większości zarzutów ze względu na błędy popełnione podczas akcji przez policję.

Gangiem pruszkowskim rządził wtedy Janusz P. "Parasol" (dziś 58 lat — przebywa na wolności). Młodszy od "Dzikiego" i rówieśnik "Parasola" Andrzej K. "Preshing" (zastrzelony w 1999 w Zakopanem) dopiero się wspinał na mafijny szczyt. Podobnie Wojciech K. "Kiełbasa" (zginął w 1996 w Pruszkowie). Bracia Mirosław D. "Malizna" (ciągle za kratkami, skazany m.in. na 10 lat więzienia z zlecenie zabójstwa "Pershinga") i Leszek D. "Wańka" (po latach w więzieniu kilka tygodni temu odzyskał wolność) dopiero zaczynali się bawić kradzionymi samochodami.
Ich młodszym kolegą był wtedy jeszcze Jarosław S. "Masa", dziś najsłynniejszy świadek koronny, dla pruszkowskiej mafii zdrajca i grabarz.

Czy wymienieni mieli też coś wspólnego z kradzieżą tira z papierosami w Bartoszycach? Nie wiadomo. W porwaniu niewątpliwie uczestniczył Czesław B.

Zapach papierosów


Pod koniec lata 1993 tir wyładowany po sufit kartonami papierosów podjechał pod szlaban na polsko-rosyjskiej w Bezledach. Od polskiej strony, wtedy to się bardziej opłacało. Marlboro w Kaliningradzie, zaledwie kilkanaście miesięcy po upadku ZSRR, to był towar luksusowy. Podobnie jak piwo z Elbląga, które niestety nie wykorzystało swoich pięciu minut i szybko zniknęło nie tylko ze wschodniego rynku.

Transport pilotowało w sumie kilkanaście osób, m.in. Adam K. przedsiębiorca z bazaru w Rzgowie koło Łodzi, który wyłożył (pożyczył) kasę na towar i słynny kiedyś bokser Stefan G. Ciężarówka z niewyjaśnionych powodów nie wjechała do Rosji, lecz zawróciła na niestrzeżony parking przy ulicy Kętrzyńskiej w Bartoszycach.

Obsługa poszła spać, a gdy następnego ranka, kierowca tira, niejaki Wojciech T., pojawił się na parkingu, zaczepił go „Dziki”, rozkazując przesiąść się do stojącego obok bmw. Wepchnięty pod siedzenie, z zarzuconym na głowę swetrem, kierowca został wywieziony aż pod Różan, gdzie był został "tymczasowo aresztowany" w przydrożnym zajeździe.

Impreza w Mikołajkach


Pilnujący go tam Czesław B. popełnił gruby błąd, meldując się w motelu pod prawdziwym nazwiskiem. Potem na gwałt szukał alibi. W sądzie tłumaczył, że pod Różan przyjechał na ryby, a w jednym pokoju z kierowcą tira znalazł się zupełnie przypadkowo. Na koniec starał się udowodnić, że w ogóle go tam nie było, bo tego dnia miał badania w przychodni w rodzinnym Pruszkowie. Przedstawił nawet świadka, wystraszonego do granic ludzkiej wytrzymałości lekarza, który niby miał go badać. Olsztyński sąd nie uwierzył "Dzikiemu".

Akt oskarżenia przeciw niemu opierał się na założeniu, że napad na tira był ustawiony. Prokuraturze nie udało się jednak wykazać, dokąd transport pojechał z Bartoszyc, gdzie został rozładowany, kto zgarnął kasę. Podczas procesu przewijały się informacje, że wieczorem po napadzie, jakaś wesoła ekipa z Pruszkowa hucznie bawiła się w hotelu w Mikołajkach. Kto konkretnie tam był, nikt się jednak nie dowiedział.

Co ja miałem organizować?
Sąd Okręgowy w Olsztynie ocenił rolę Czesława B. w kradzieży transportu papierosów na 4 lata więzienia.
Z jego powodu w olsztyńskim sądzie po raz pierwszy pojawiły się czarne mundury antyterrorystów, którzy go musieli pilnować. Po raz pierwszy padł też zarzut uczestnictwa „w zorganizowanej grupie przestępczej”.

— Przecież ja po każdym wyjściu z więzienia, byłem na wolności nie więcej niż godzinę, co ja miałem organizować — tłumaczył się prostodusznie „Dziki”.

W Pruszkowie na pewno nie był najważniejszy. Na poważne roboty był już wtedy za stary. Nadawał się tylko do tego, żeby kogoś postraszyć, popilnować. Zależało mu na tym wypić i dobrze się zabawić się. Zapłacił za niehigieniczny tryb życia, niedługo cieszył się gangsterską emeryturą. Ale przynajmniej nie zginął od kulki wystrzelonej w plecy przez któregoś z rwących się do władzy kolegów i nie wpadł w ręce CBŚ, gdy dziesięć lat temu policja dobijała, zaplątaną w samobójcze boje, pruszkowską mafię.

Ostatni akt tego kryminału, zakończony jesienią 2012 roku (po prawie 7 latach rozpraw) ostatni proces gangu pruszkowskiego, miał finał mniej więcej taki jak strzelanina w motelu "George" dwadzieścia lat wcześniej. Na przykład Janusz P. "Parasol" dostał tylko półtora roku więzienia, a większości zarzutów w ogóle został uniewinniony. Podobnie inny boss Pruszkowa, wytropiony i sprowadzony w 2003 roku w Hiszpanii Andrzej Z. "Słowik". Jemu drogę do wolności ciągle jednak zamyka proces, w którym jest oskarżony o nakłanianie do zabójstwa w 1998 roku byłego szefa policji, generała Marka Papały.

Stanisław Brzozowski
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (4) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. RK #1151901 | 95.40.*.* 24 lip 2013 21:01

    Pruszków, to niestety nie tylko kilku bandziorów, ale gang liczący ponad 2000 osób w całej Polsce. Część grupy nie żyje lub został zatrzymana. Niestety nie trwało to długo. Dzisiaj ci "porządni" obywatele naszego kraju wychodzą na wolność i mają się świetnie wznosząc oklaski na salach sądowych. Te elementy miały przedstawione po około 180 zarzutów i zostali prawie uniewinnieni ( morderstwa, palenie ludzi żywcem,przemyt, sutenerstwo , wymuszenia i wiele innych). Ale są nie winni. To jest kraj w którym przestępcą największym jest babcia z pietruszką , rowerzysta po jednym piwie itp. Wiedza sądów i ich umiejętności ograniczają się do karania tego typu ludzi. Pruszków jeśli ktoś nie wie był ściśle powiązany z politykami. Kilku się utopiło w 0,5 metra wody. Przede wszystkim byli to politycy SLD , ale i innych frakcji. Pozdrawiam

    Ocena komentarza: warty uwagi (7) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. mogla by redakcja #1149573 | 83.24.*.* 22 lip 2013 17:28

    cos wiecej napisac zeby zachecic do wykupienia art.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. policjant #1148422 | 79.184.*.* 21 lip 2013 07:44

    jaka mafia ??? w Polsce nie było nie ma i nie będzie mafii a tym bardziej pruszkowskiej- to kilkunastu bandziorów kierowanych przez byłych oficerów SB. Zwykła gangster-ka jakiej pełno było w naszym kraju w latach 90

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. żeglarz #1148337 | 79.185.*.* 20 lip 2013 21:32

    W latach 90-tych rządzili na mazurach! Pamiętach ich w Piaskach k/Rucianego! Przyjeżdżali całymi rodzinami! Jak się popili to na głos opowiadali o swoich wyczynach, lali żony jak ich uspokajały, szaleli na skuterach wodnych, bili się między sobą i wyciągali "giwery" na plaży i wszystkich mieli w dupie! Ja też nie podskakiwałem bo byli pijani i nie obliczalni!

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz