Quantcast

Sobota, 26 września 2020. Imieniny Cypriana, Justyny, Łucji

"Komornik", "Piłkarski poker", "Drogówka". Żyją z piętnem głośnych filmów

2013-07-12 12:08:20 (ost. akt: 2013-07-12 12:16:48)

"Komornik", "Piłkarski poker", "Drogówka" — kinowe hity z wielomilionową publicznością w mocny sposób pokazały oblicza bohaterów trzech zawodów. Ich przedstawiciele żyją od lat z piętnem głośnych filmów o nich samych.

"Komornik"


Obraz Feliksa Falka, który premierę miał w 2005 r. to gęba, której środowisko komornicze nie wyzbędzie się chyba nigdy. Tytułowy bohater grany przez Andrzeja Chyrę to gwiazda branży komorniczej. Bezlitosny służbista, który bez mrugnięcia okiem egzekwuje najmniejszy nawet dług. No i lubi pokazywać, że ma rację. Tak jak w przypadku tej staruszki, której zwłoki wykopał tylko po to, aby udowodnić, że jej wnuczek zaciągnął w banku lewy kredyt.

Rozmawiam z Karoliną Trykacz, komornikiem sądowym z Olsztyna. Na jej biurku leżą dwa spore stosy teczek z aktami. Egzekucje dotyczą zwykle zasądzonych alimentów, grzywien, zadłużonych mieszkań. Trykacz, która na co dzień mieszka w Giżycku, w Olsztynie pracuje od poniedziałku do piątku. Do domu zjeżdża dopiero na weekend.

— Lubi pani Andrzeja Chyrę? — pytam.
— Nie mam wyrobionego zdania na jego temat. Zagrał fajnie na emocjach, ale jeśli chodzi o przedstawienie samej pracy mam świadomość, że ten obraz jest dla nas krzywdzący. Bo jest. Weźmy chociażby pod uwagę scenę w szpitalu, kiedy komornik zabiera sprzęt. Istnieją przepisy — wprowadzone zresztą na wniosek środowiska komorniczego — które mówią o zakazie egzekucji sprzętów ratujących życie. Po prostu nie można tego zabrać.

Film obejrzała, kiedy była jeszcze asesorem. Dopiero przygotowywała się do zawodu komornika. — Już wtedy patrzyłam na tę robotę przez innym pryzmat, aniżeli przez to, co było w filmie. Ten może nie był dla mnie śmieszny, ale bardzo odbiegający od realiów. Rozmawiałam ze znajomymi, którzy nie mają zielonego pojęcia jak wygląda praca komornika, no i ich reakcja po filmie była na zasadzie: "Ale tym masz pracę! Boże, jaka ty jesteś niedobra!".

O machaniu szpadlem w poszukiwaniu zwłok mówi krótko: — Absurd. W normalnych warunkach sprawa zostałaby umorzona.
— Nie wiem, dlaczego komornik postrzegany jest tak negatywnie. Widzimy na ogół tego biednego dłużnika, którego komornik "nęka". Proszę sobie wyobrazić sytuację, że żyje pan w społeczeństwie, w którym pracodawca nie zapłacił panu wynagrodzenia, wychowuje pan dziecko i na dodatek ma pan zasądzone alimenty, których druga strona nie płaci. Dostaje pan wyrok z sądu i co? Co wtedy, jak nie ma komornika? Kto to wyegzekwuje? Jesteśmy potrzebni. Pamiętajmy, że komornik nie tylko zabiera, ale i oddaje. Tylko, że drugiej stronie, czyli wierzycielowi — opowiada.

Komorniczka dobrze pamięta pierwszą eksmisję. Jak mówi, zrozumiała wtedy, że trzeba mieć do tej pracy odpowiednie predyspozycje. Nie każdy się do tego nadaje. Osoba, która była pracownikiem socjalnym, raczej nie odnalazłaby się w tej branży. Z czasem nabiera się do tego jednak dystansu. Trzeba sobie zakodować, że skoro działa się zgodnie z przepisami, to działa się w konkretnym celu — aby pomóc wierzycielowi odzyskać pieniądze. — Czasami trudno w prostych słowach wytłumaczyć osobom postronnym, czym zajmuje się komornik. Mam dziecko i one też pytało, czym się zajmuję. Więc mówię. "Jak kolega będzie chciał zabrać ci samochód i go nie odda, przyjdź do mamy i mama go odbierze" — wspomina.

— Każdy myśli, że komornik żyje ponad stan i — tak jak w filmie — jeździ świetnym samochodem. Proszę pana, ja jeżdżę nissanem. Auto muszę mieć, bo jazda rowerem, biorąc pod uwagę potrzebę szybkiego przemieszczania, nie wchodzi w grę. Chyba, że miałabym w planie wystartować za rok w jakimś peletonie — żartuje.

Filmowy komornik grany przez Chyrę to ponury typ. Bardziej urzędniczy diabeł niż przedstawiciel branży komorniczej. Ale nie zawsze tak jest. Nasza rozmówczyni to atrakcyjna, elegancko ubrana blondynka. — Kobieta łagodzi obyczaje. Niejednokrotnie spotykam się z takim podejściem dłużników, którzy, widząc mnie, mówią: "No niemożliwe!". Od razu ton jest inny. Nie mówię, że to zasada, ale bywa, że podejście do kobiet jest bardziej łagodniejsze. Mężczyzna na dzień dobry wywołuje często większą agresję. Kobieta nie. Ale ugodowe nie jesteśmy. Jesteśmy konsekwentne — mówi dodając, że z biegiem czasu zawód komornika zyskuje na prestiżu. Głównie z powodu zmian przepisów dotyczących zostania komornikiem. Kiedyś wystarczyła praktyka u komornika. Teraz nie ma takiej możliwości. Najpierw trzeba skończyć studia prawnicze, a potem aplikację. Dopiero potem można zostać asesorem, którym trzeba być minimum dwa lata. Droga jest długa.






„Piłkarski poker”


„Piłkarski poker” Janusza Zaorskiego to jeden z kultowych polskich filmów sportowych. Chociaż afera korupcyjna w polskiej piłce wybuchała na dobre 2006 r. po opublikowania na łamach "Przeglądu Sportowego” tzw. listy "Fryzjera", to film o skorumpowanych sędziach, działaczach i piłkarzach do kin wszedł już pod koniec lat 80. Wprawdzie do wybuchu afery film o machlojkach w polskiej lidze piłkarskiej traktowany był z lekkim przymrużeniem oka, to jednak ugruntował opinię o arbitrach jako kombinatorach i łapówkarzach. Chociaż oczywiście późniejsza — jeszcze gorsza sława — spowodowana została kolejnymi głośnymi nazwiskami doprowadzonymi do wrocławskiej prokuratury.

Marcin Szczerbowicz z Olsztyna biega z gwizdkiem po II-ligowych boiskach. Chociaż ma zaledwie 28 lat i, w momencie wejścia filmu na ekrany kin, był kilkuletnim chłopcem, to i tak na wielu meczach musi zmierzyć się z legendą granego przez Janusza Gajosa Jana Laguny.

— Moje pierwsze wrażenie po obejrzeniu filmu było takie, że to fajna, lekka komedia, ale praktycznie w stu procentach oddająca to, co dzieje się w piłce. Dla wielu osób była to wtedy rzecz normalna. Chociaż może nie myślałem, że funkcjonuje to na najwyższym szczeblu, a co najwyżej w A klasie, czy B klasie — mówi „Gazecie Olsztyńskiej”. — Jest taki słynny cytat, który często słyszy się nawet teraz: „Ja jestem sędzią sprawiedliwym. Płacili za 3:0, no to będzie 3:0”. Niekiedy słyszy się to z ust działaczy i sędziów, ale na szczęście wyłącznie w formie żartu. Czasami też z trybun ktoś krzyknie o tym 3:0. Kibice krzyczą również: Laguna, jak sędziujesz! albo Załatwimy ci "Łapówkę!", co też odnosi się do słynnej sceny i aktorki, która wcieliła się w tę rolę. Kibice znają dobrze ten film i raczej o nim szybko nie zapomną. Pewne kwestie z filmu były ponadczasowe. Pasowały 50 lat temu, 20 i będą jeszcze aktualne za kolejne 20 lat.

Jak opowiada, arbitrem został w wieku 20 lat. Wcześniej grał w juniorach Warmii Olsztyn. Z perspektywy czasu uważa, że zabrakło trochę talentu, chęci, wsparcia, ale postanowił dalej mieć coś wspólnego z piłką. — Tak naprawdę miałem do wyboru dwie rzeczy: albo zrobić kurs trenerski, albo sędziowski. Wybrałem drugi z tego względu, że trenerski kosztował 4 tys. zł, a sędziowski 100 zł — wyjaśnia.

Na koniec dodaje: — W wieku 18-20 lat, kiedy mniej więcej obejrzałem pierwszy raz „Piłkarskiego pokera”, postrzegałem sędziów zupełnie inaczej niż teraz. Dziś sam jestem sędzią i wiem, z czym to się je. Opinia o arbitrach nie jest najlepsza, a mi przychodziło wchodzić do zawodu w najgorętszym momencie. Na pewno był moment przejściowego kryzysu, zwątpienia. Natomiast najważniejsze w całym sędziowaniu jest to, aby jak najszybciej uciec z najniższych lig, do tych wyższych, gdzie jest już większa normalność, lepsze stadiony, zaplecze, no i zawodnicy. Jak na razie konsekwentnie mi się to udaje.






"Drogówka"


Reżyser Wojciech Smarzowski na pewno nie jest ulubieńcem policjantów z wydziału ruchu drogowego. W filmie "Drogówka" pracę funkcjonariuszy sprowadził do poziomu wlewających w siebie morze wódki łapówkarzy bardzo chętnie spędzających czas w towarzystwie prostytutek. Głosy widzów są podzielone: jedni twierdzą, że tak właśnie jest, drudzy, że to tylko kontrowersyjna wizja reżysera. Ale prawda jest taka, że policja, która w Polsce i tak nie ma łatwo, jeszcze bardziej ma pod górkę.
Kiedy szukam rozmówcy do reportażu, mam wątpliwości, czy ktokolwiek z policji będzie chciał w ogóle to komentować. W Łodzi na przykład funkcjonariusze od razu po premierze dostali szlaban na rozmowy z dziennikarzami o filmie. Na rozmowę chętnie zgadza się jednak asp. sztab. Krzysztof Kapuściński, który w Wydziale Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej Policji w Olsztynie pracuje od 1991 r. Od 2003 już za biurkiem, jako specjalista referatu do spraw wykroczeń.

— Na film poszliśmy z kolegami z wydziału. Idąc do kina, znaliśmy recenzje, ale nie wiedzieliśmy, czego mamy się spodziewać. Cudem kinematografii na pewno ten film nie jest. Jeśli ktoś to obejrzał i myśli, że tak jest naprawdę, poważnie się myli. Nasza praca to wielka odpowiedzialność. Tym bardziej, że policjanci z drogówki często mają do czynienia z wypadkami śmiertelnymi i widzą je z bliska. Mój pierwszy wypadek śmiertelny to zaledwie drugi dzień pracy w policji. Wypadek na drodze Olsztyn-Szczytno. Dwie osoby zginęły. Były strasznie zmasakrowane. Samochód po czołowym zderzeniu z autobusem komunikacji miejskiej był kompletnie "zrolowany". Żeby nie znaczek na kołpaku, nie można byłoby poznać marki samochodu.

— Nie korciło was, żeby pójść na seans w mundurach? — jestem ciekawy.
— Chodzimy w nich na co dzień, tak że u nas takiego pomysłu nie było — śmieje się. — Jako sensacja film był ciekawy. Może było trochę za dużo wulgaryzmów, ale generalnie nie był to zły film. Natomiast moim osobistym zdaniem, nie odzwierciedla on zupełnie naszej pracy, którą wykonujemy na co dzień. Wydział drogowy został pokazany w bardzo negatywnym świetle. Czytałem opinie aktorów, że była to wizja reżysera. I tak trzeba do tego podchodzić.

Zdaniem Kapuścińskiego, reżyser mocno przesadził w kilku momentach. Na myśl przychodzi mu m.in. scena, kiedy policjanci szaleją w agencji towarzyskiej, gdy pijani na lewo i prawo machają policyjną "blachą". — Na takie imprezy trzeba mieć czas i pieniądze. Większość z nas to ludzie dorośli już z rodziną i dziećmi. W pracy spędzamy dużo czasu i generalnie wolimy pobyć z rodzinami, a nie imprezować. W scenach, kiedy policja bawiła w agencji towarzyskiej, Smarzowski przesadził. Było wymachiwanie legitymacjami, tłuczenie butelek, jakaś rozróba. Dziś takie rzeczy nie miałyby miejsca, bo społeczeństwo jest bardzo uczulone na mundur. Jak tylko policjant zrobi coś nie tak, to w dobie dzisiejszego internetu i aparatów za chwilę wszędzie by to było.

Pracownik olsztyńskiej komendy nie twierdzi jednak, że środowisko jest krystalicznie czyste. Ale zaznacza, że incydenty z udziałem niewielkiej części funkcjonariuszy nie powinny rzutować na wszystkich. — Nie mówię, że nie zdarzają się pewne rzeczy. Czarne owce bywają i takie incydent na pewno istnieją. Tak samo, jak czasami słyszymy, że jakiś funkcjonariusz dopuścił się korupcji i usłyszał zarzuty. Zawsze jednak powtarzam, że w każdym zawodzie znajdzie się jakiś gorszy element. Mam tylko nadzieję, że jest tego coraz mniej i że społeczeństwo ocenia nas na podstawie naszej pracy i tego, co robimy na co dzień. A nie na podstawie filmu.

Motoryzacja pasjonowała go od zawsze. Ukończył szkołę samochodową, bardzo ciągnęło go do policji. Nie wyobrażał sobie innego wydziału jak drogówka. — Jak to mówią, pewnie z tą białą czapką odejdę na emeryturę. Fajna praca, bo ma się przede wszystkim kontakt z ludźmi. Z różnymi. Dwukrotnie miałem okazję zabezpieczać przyjazd świętej pamięci Jana Pawła II. To niesamowite, że człowieka, którego na co dzień widzi się w telewizji, za chwilę ma się na wyciągnięcie ręki. Ale jest to też praca niebezpieczna i odpowiedzialna. Ten czynnik psychiczny widać zwłaszcza, kiedy giną ludzie, a w szczególności, jak giną dzieci. To pozostaje w każdym z nas. I nie ma tutaj twardziela. Ja dzisiaj nie pracując już na drodze, bardzo dobrze pamiętam gdzie, w jakim miejscu obsługiwałem wypadek śmiertelny — mówi i dodaje, że od fabularnego filmu Smarzowskiego znacznie bardziej woli dokumentalne programy. — Kiedyś był program "Drogówka", teraz "Uwaga! Pirat". Tam można faktycznie zobaczyć rzeczywistą pracę policjantów. Wszystko jest pokazane jak na dłoni.

Rafał Bieńkowski

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB