Sobota, 17 listopada 2018. Imieniny Grzegorza, Salomei, Walerii

Żona pokochała gimnazjalistę. Ojciec wygrał prawo do opieki nad dziećmi

2013-06-21 12:43:26 (ost. akt: 2013-06-21 12:40:12)
Zdjęcie jest tylko ilustracją do treści

Zdjęcie jest tylko ilustracją do treści

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

— Żona odeszła niespodziewanie. Zakochała się w swoim uczniu, zaszła z nim w ciążę. Sąd przyznał jej opiekę nad naszymi dziećmi. Pewnego dnia zapytały mnie: „Dlaczego nie zmienisz decyzji sądu?” — opowiada Marek, ojciec dwójki dzieci, który jako jeden z nielicznych w naszym województwie wygrał w sądzie prawo do opieki nad nimi.

Marek to przystojny 40-latek. Ma szczęśliwą, kochającą się rodzinę. — Podejrzewam, że moje dzieci na Dzień Ojca szykują mi niespodziankę. Podpytywały mnie, czy mam w tym czasie wolne. Być może urządzą jakieś przyjęcie — uśmiecha się Marek.

Żona pokochała gimnazjalistę
Tak sielankowo kiedyś nie było. Żona Marka odeszła niespodziewanie. Po prostu pewnego poranka oznajmiła, że już go nie kocha. Nic na to nie wskazywało, bo byli zgraną rodziną. On, ona i dzieci: 5-letnia Kasia i 10-letni Patryk. Potem okazało się, co jest przyczyną jej odejścia. — Żona miała romans. Ze swoim uczniem, bo była wówczas nauczycielką geografii w gimnazjum. Straciła dla niego głowę, ja przestałem istnieć — opowiada Marek, który do dziś przeżywa tę sytuację. Romans nauczycielki z szesnastolatkiem szybko ujrzał światło dzienne. Sprawa rozwodowa potoczyła się błyskawicznie, a dzieci trafiły pod opiekę matki.

Kasia i Patryk, przywiązani do ojca, ciężko przeżyli rozstanie z nim. Marek odwiedzał ich tak często, jak to było możliwe. Ponieważ matka wkrótce wyprowadziła się z miasta i zamieszkała w niewielkim mieszkanku ze swoim dużo młodszym partnerem, dla rodzeństwa nie było tam miejsca. Zamieszkali więc u dziadków w innym mieście. Dzięki temu Marek mógł ich zabierać do siebie dużo częściej. — Pamiętam, że kiedy przyjeżdżałem po nich, całą trasę do mojej miejscowości pokonywaliśmy ze śpiewem na ustach. Były żarty, przekomarzanie się, mnóstwo śmiechu. Kiedy odwoziłem ich do dziadków albo byłej żony, płakali albo milczeli — wspomina Marek. — Dzieciaki pytały: „Tato, dlaczego nie możemy z tobą zostać na zawsze?”. Tłumaczyłem im, że tak postanowił sąd. Wówczas padło pytanie: „A nie możesz tego zmienić?”. Pomyślałem wtedy, że rzeczywiście mógłbym spróbować.

Ojciec to gorszy rodzic
Po dwóch latach bycia weekendowym ojcem Marek postanowił powalczyć o prawo do opieki nad dziećmi. Wiedział, że łatwo nie będzie, że przypadki, kiedy ojciec wygrywał w sądzie podobne sprawy, są niezwykle rzadkie, on przynajmniej o takich w swoim mieście nie słyszał. Ale widział, w jakich warunkach mieszkają jego dzieci — albo pomieszkiwały u dziadków, albo z matką i jej partnerem w wydzielonym w kawalerce pokoiku bez okna. Wiedział też, że była żona spodziewa się dziecka ze swoim partnerem. No i, przede wszystkim, widział smutek na twarzach swoich dzieci, które chciały mieć w końcu stabilny, kochający dom. Złożył więc podanie o zmianę decyzji sądu w sprawie miejsca zamieszkania swoich dzieci i sprawowania nad nimi opieki. I zaczęły się schody. — Otrzymałem pismo z sądu. Było o tyle dziwne, że zapowiadało rozprawę, ale wynikało z niego, że ja na tej rozprawie stawić się nie muszę. Coś mnie tknęło i stanąłem na głowie, żeby na tę rozprawę dotrzeć. I dobrze zrobiłem, bo gdybym tam się nie zjawił, straciłbym dzieci na dobre — Marek jest o tym święcie przekonany.
Wspomina, jak na rozprawie sędzina, być może wiedziona poczuciem solidarności z matką Kasi i Patryka, nie była mu przychylna. — Patrzyła na mnie jak na wariata. Z góry zakładała, że jestem złym ojcem.

Wolicie mamę czy tatę?
Marek przypomina również moment, w którym sędzina zaprosiła na salę dzieci i zapytała, kogo bardziej kochają: mamę czy tatę, i z kim wolałyby zamieszkać. — Jak można w ogóle zadać takie pytanie 10- i 5-latkom? I w dodatku w obecności obojga rodziców? — denerwuje się Marek.Dzieci, choć były bardzo tym wszystkim zdezorientowane, wskazały tatę jako osobę, z którą chciałyby być. Korzystny dla Marka okazał się też fakt, że matka nie może zapewnić dzieciom normalnych warunków mieszkaniowych oraz że spodziewa się dziecka ze swoim dużo młodszym partnerem, który kazał mówić do siebie „tato”. — Sędzinie dopiero wtedy otworzyły się oczy.

Po rozprawie ojca i dzieci czekały jeszcze żmudne rozmowy z psychologiem, wywiady środowiskowe. Marek miał dobrą pracę, duże mieszkanie i nieposzlakowaną opinię, którą była żona próbowała zniszczyć. — Na szczęście nie umiała dobrze kłamać. Na przykład twierdziła w sądzie, że jestem alkoholikiem, ale z jej zeznań wynikało zupełnie co innego.

To kiedy chcesz te dzieci?
Wobec tych faktów sędzina nie miała już żadnych wątpliwości — to Marek jest tym, który zapewni dzieciom ciepło rodzinne, miłość i stabilizację. Była żona Marka odgrażała się w sądzie, że będzie się odwoływać od wyroku, że zamierza walczyć. Jednak szczęśliwy ojciec jeszcze nie wrócił do domu z rozprawy, a już usłyszał w słuchawce głos byłej żony: — To kiedy chcesz te dzieci?
— Mówiła o nich jak o zbytecznym bagażu. Okazało się, że te groźby o apelacji były na pokaz — wzdycha Marek. Ale ta przykra rozmowa nie zmąciła szczęścia, jakie odczuwał ojciec po odzyskaniu dzieci. Patryk i Kasia też byli wniebowzięci. Cieszyli się, że wreszcie będą mieli normalny dom.
Okazało się, że ich sprawa była jedną z nielicznych w województwie, jakie zostały rozstrzygnięte na korzyść ojca. Statystyki są bowiem bezlitosne — tylko 2-3 proc. spraw kończy się przyznaniem prawa do opieki nad dzieckiem ojcu.
Marek zdawał sobie sprawę, że wychowywanie dzieci w pojedynkę będzie dużo trudniejsze niż w pełnej rodzinie. Często też pytał swoje pociechy, czy nie żałują, że z nim zamieszkały. Wtedy oburzali się, że w ogóle zadaje się im takie pytania.

Wreszcie mają normalne marzenia
Od rozwodu minęło prawie 10 lat. Dziś rodzina Marka to nie tylko on i nastoletnie dzieci, ale też Marzena i jej córka. — To nasze dzieci nas zeswatały, bo bardzo przypadły sobie do gustu i chciały być rodziną — śmieje się Marek. Marzena to wspaniała matka. Pomogła Markowi stworzyć kochający, ciepły dom, w którym nie ma kłamstw, a jest dużo rozmów, śmiechu i wspólnie spędzanych chwil. Każde z trójki nastolatków rozwija swoje pasje, a rodzice im w tym pomagają. A biologiczna matka? — Utrzymuje z nimi kontakt, ale coraz rzadszy — wyjaśnia Marek. — Jak były jeszcze za małe, żeby samodzielnie jeździć, przyjeżdżała do nich. Teraz, jeśli one same się do niej nie wybiorą, to mało się nimi nie interesuje. Ma przecież teraz nową rodzinę. Ostatnio odwiedziła nas z własnej inicjatywy... rok temu.

Marek i jego rodzina mają teraz zupełnie zwykłe marzenia. Chcą w tym roku wyjechać wszyscy razem w Bieszczady, a w przyszłości — spędzić wspólnie wakacje za granicą. — Czego bym sobie życzył w Dniu Ojca? — zastanawia się Marek. — Najbardziej w życiu pragnę tego, żeby moje dzieci wyrosły na porządnych, normalnych ludzi. Nieważne, jaki zawód wybiorą w przyszłości, ważne, żeby byli w tym, co robią, uczciwi. Ważne, żeby wiedzieli, że mają dom, do którego zawsze mogą wrócić. No i nie chciałbym żeby zamieszkali w przyszłości za granicą. Miałbym do nich strasznie daleko.

Natalia Steć
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (1) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. gość #2577839 | 31.0.*.* 11 wrz 2018 12:30

    super ze się udało ja walcze o to samo by moje łobuzy godnie żyły i mieszkał ze mna i ich słowa co do kwesti z kim chca mieszkac były respektowane

    ! - + odpowiedz na ten komentarz