Poniedziałek, 16 grudnia 2019. Imieniny Albiny, Sebastiana, Zdzisławy

Jaki charakter, taki śmietnik

2013-05-26 16:17:58 (ost. akt: 2013-05-26 16:12:08)

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

Znajdujemy przeróżne wędliny, szynki, torty. Najwięcej jest tego po świętach. Ludzie marnują ogromne ilości jedzenia. Mieszkańcy są rozrzutni i często nawet nie wiedzą, co wyrzucają. Tak jak ten facet, co wyrzucił paczkę z sześcioma zegarkami za blisko 100 tys. zł — opowiada Stanisław, który od 8 lat jeździ na śmieciarce.

Jeśli ktoś chciałby poznać nasze wstydliwe sekrety, przyzwyczajenia, kompromitujące fakty czy status materialny, nie musiałby przeprowadzać żadnego tajnego dochodzenia. Nie musiałby nawet podglądać nas przez okno.

Wystarczy, jakby pogrzebał chwilę w naszym przydomowym śmietniku. Tam, wśród resztek jedzenia, papierów oraz rzeczy — które czasami w ogóle nie powinny się tam znaleźć — jest całe nasze życie.

Dlatego pracownikom śmieciarek wystarczy tylko rzut oka do pojemnika, aby dowiedzieć się sporo o lokatorze. Czy jest rozsądnym, oszczędnym człowiekiem ceniącym sobie dyskrecję? Czy może zwykłym flejtuchem, który wyrzuca, co popadnie i na potęgę marnuje jedzenie? Cały przekrój społeczeństwa jak na dłoni.

Kiedyś znalazłem nieboszczyka


Jesteśmy w bazie olsztyńskiej firmy przy ul. Lubelskiej. Jan, Stanisław i Przemek właśnie skończyli swoją zmianę. Wciąż są w swoich pomarańczowych uniformach. Widać, że są zmęczeni.

Nic dziwnego, skoro na olsztyńskie ulice wyruszyli bladym świtem. Ale znaleźli dla nas chwilę. Kiedy zagajam rozmowę, próbuję wysondować, czy nazywanie ich śmieciarzami nie będzie dla nich obraźliwe. Ich przełożony w rozmowie ze mną mówi bowiem o nich „czyściochy”. Ale nie protestują.

— Jakie są najdziwniejsze rzeczy, jakie znaleźliście panowie w śmieciach? — pytam od razu. — Drogie telefony, nawet klucze do mieszkań. Zwykle jednak, kiedy znajdujemy podobne rzeczy, staramy się oddawać lokatorom, jeśli jest to akurat dom jednorodzinny. Kiedyś pewien facet szukał nawet w śmieciach paczki, w której było sześć bardzo drogich zegarków. Razem były ponoć warte blisko 100 tys. zł. Innym razem jakaś para szukała pieniędzy, które przez pomyłkę wyrzuciła. Kasa była zawinięta w reklamówkę. Nie wiem, czy ją znaleźli — opowiada 55-letni Stanisław, który na śmieciarce jeździ od 8 lat.

Od 19 lat w branży pracuje z kolei jego kolega Jan. Kiedy pytamy go o najdziwniejsze znalezisko, siedzący obok Stanisław od razu ożywia się: — Janek, no przecież nieboszczyka znalazłeś — mówi zaciągając się papierosem. Jan po chwili zaczyna opowiadać: — Przykra sprawa. Zaraz musi przyjechać policja, prokurator, a to same kłopoty. Jesteśmy wówczas bardzo szczegółowo przesłuchiwani na komendzie. Strasznie długo to wszystko trwa, no i stres jest — wspomina Jan.

Stanisław wtrąca, że to wcale nie pojedyncze przypadki. No i że znacznie częściej zwłoki w śmietnikach znajduje się zimą, kiedy zamarzają bezdomni. Bo wtedy to tam najczęściej szukają schronienia. — Kiedyś chciałem opróżnić taki duży pojemnik stojący na dworcu PKP i kiedy był już w górze zauważyłem nagle, że jest w nim dwójka bezdomnych. Od razu zatrzymałem urządzenie. Gdyby człowiek trafił potem na prasę, to byłaby miazga. Przecież tam jest ze dwieście atmosfer — przekonuje.

Widać, kto choruje, a kto się szprycuje


Przemek jest z nich najmłodszy. Ma 27 lat. W firmie pracuje od sześciu. — Ludzie wyrzucają dokumenty, faktury, sprawne telewizory. No i bardzo duże ilości jedzenia. Co ciekawe, najwięcej wyrzucanego jest chleba — mówi „Gazecie Olsztyńskiej”.

— Znajdujemy przeróżne wędliny, szynki, torty. Najwięcej jest tego po świętach. Ludzie marnują ogromne ilości jedzenia. Mieszkańcy są rozrzutni i często nawet nie wiedzą, co wyrzucają — dodaje Stanisław, kończąc swoją herbatę.
Zupełnie inaczej wygląda zawartość śmietników mieszkańców osiedli jednorodzinnych, a inaczej tych żyjących w blokach. Ale zdaniem naszym rozmówców, znacznie większe ilości jedzenia marnowane są paradoksalnie u tych drugich.

Zawartość pojemników na śmieci jest w wielu przypadkach zaprzeczeniem kryzysu, o którym wszędzie się trąbi. Częściej zamiast niedokończonej kaszanki można tam znaleźć drogą rybę, czy butelki po rzadkim alkoholu. Ale nie tylko jedzenie marnujemy. W śmietniku ląduje wiele wartościowych przedmiotów, takie jak meble, które jeszcze długo mogłyby komuś posłużyć. Stosunkowo łatwo jest też zgadnąć, który pojemnik lubią uzupełniać studenci. Butelki po alkoholu niemal z nich wypadają. — Śmieci mówią o nas wszystko. Pokazują bardzo wiele szczegółów z naszego życia — twierdzi Jan.

Spoglądając w śmieci bez trudno można określić, jakie życie prowadzi dana osoba. Czasami jak na dłoni widać, że niektórzy nawet z nim igrają. Nie raz nasi rozmówcy znajdywali igły po strzykawkach i wcale nie zawsze służyły one wcześnie do podawania leków. Niektórzy zwyczajnie się szprycują i nawet nie próbują tego ukryć. Łatwo zgadnąć też, kto na co choruje. Niektórzy lokatorzy wrzucają do kontenerów pozostałości po kroplówkach, przesiąknięte krwią bandaże, lekarskie recepty. W niektórych przypadkach bez trudu można byłoby poznać historię czyjejś choroby.

Kolejną rzeczą, która irytuje olsztyńskich czyściochów i która wiele mówi o mieszkańcach, jest wciąż rzadka segregacja śmieci. Nawet jak część mieszkańców bloków chce wrzucać odpady do określonego pojemnika, zawsze znajdzie się ktoś, kto — nawet dla zabawy — wrzuci do plastików papier, albo odwrotnie. — Ja w domu zawsze segreguję. Nigdy nie wyrzucam śmieci w worku. Plastik, makulatura i inne odpady zawsze muszą być oddzielnie.

Idzie się przyzwyczaić, jak do żony


Czasami ich praca bywa wyjątkowo obrzydliwa, ale i z tym trzeba sobie radzić. Jak mówią, kiedyś wielką plagą były szczury, które panoszyły się niemal wszędzie. Głównie była to domena pojemników, które zsypami napełniają mieszkańcy olsztyńskich wieżowców. — Pamiętam, jak kiedyś na Nagórkach śmietniki trzeba było najpierw otworzyć i poczekać, aż szczury wybiegną, tyle tego było. Bywało, że nawet na plecy skakały. Straszne — krzywi się Jan.

Jak przyznają, mimo wszystko lubią swoją robotę. Doceniają bowiem, że dziś — w czasach hulającego bezrobocia — każda praca jest cenna. I dlatego niewielu jest takich, którzy rzucają tę robotę. — Wie pan, nie każdy może być przecież inżynierem. Robota może jest i trudna, ale da się do niej przyzwyczaić. Jak do własnej żony — żartują.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. obserwer #1109013 | 188.33.*.* 10 cze 2013 13:12

    Prawdę o skarbach w smietnikach odkryli ludzie którzy od 04. z latarkami buszują po smietnikach.Niekoniecznie margines,4 śmietniki widzę z okna i widzę dosłownie kolejki.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. ptr #1106157 | 31.175.*.* 7 cze 2013 08:43

    "...facet, co wyrzucił paczkę z sześcioma zegarkami za blisko 100 tys. zł..." - ciekawe, kto to? Macie jakieś pomysły ?

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. ja #1105174 | 95.160.*.* 6 cze 2013 06:50

    znalazłam portfel i 231 zł

    ! - + odpowiedz na ten komentarz