Poniedziałek, 14 października 2019. Imieniny Alany, Damiana, Liwii

To teraz najbardziej niebezpieczny zawód świata?

2013-04-07 14:42:00 (ost. akt: 2013-04-07 15:03:07)

Autor zdjęcia: Stefan Łuczak

— To najbardziej niebezpieczny zawód świata. Nigdy nie wiesz, co będzie jutro — śmieje się dr Stanisław Suchecki, ekoklimatolog i szef stacji meteorologicznej na Dajtkach.

Doświadczenie mają ogromne — obserwują pogodę od 1949 roku. Osiem osób pracujących w Stacji Hydrologiczno-Meteorologicznej na Dajtkach na bieżąco monitoruje sytuację na ziemi, w powietrzu, w chmurach. Ale i pod ziemią. — Mierzymy temperaturę do metra w głąb ziemi — precyzuje dr Stanisław Suchecki.

Najważniejsze nowoczesne urządzenia potrzebne do obserwacji są na zewnątrz. W ogródku przy Sielskiej są więc deszczomierze, które łapią opady, i na tej podstawie wiadomo, ile deszczu napadało w danym czasie. Są wiatromierze, są rozmaite narzędzia do pomiaru temperatury, czujniki usłonecznienia, pokazujące, jak długo i z jakim natężeniem świeci słońce. Bada się też widzialność i mierzy wysokość podstawy chmur.

— Temperaturę powietrza mierzymy na wysokości dwóch metrach za pomoca urządzeń, które są w zamontowanej na takiej wysokości klatce. Temperaturę przy gruncie — pięć centymetrów nad ziemią lub pokrywą śnieżną. A opady — metr nad ziemią — mówi Suchecki.

To wszystko jest ważne dlatego, żeby wyniki pomiarów były precyzyjne i badane na tym samym terenie. To dlatego nie można pobrać próbki śniegu z pierwszej lepszej zaspy, a tylko ten, który spadł do ogródka meteorologicznego. Zajmuje się tym dyżurny obserwator. Wczoraj rano była nim Maryla Święcka.

— Tu jest mózg — pokazuje monitor komputera. A na nim wszystkie dane o aktualnej pogodzie w Olsztynie.
— Co godzinę informacja o pogodzie jest wysyłana na cały świat. To informacje z sytuacji o pełnych godzinach. Na przykład, aby opisać sytuację z godz. 12, obserwator ma pięć minut. O 12.05 musi ją wysłać — mówi dr Stanisław Suchecki. Podaje się wtedy też informacje m.in. o kierunku i prędkości wiatru czy chmurach.

— Pamiętam dyżur, kiedy wszędzie był spokój. Widziałam informacje z reszty stacji, nie było tam żadnych zjawisk niepokojących. W pewnej chwili patrzę, a u mnie stratus, niska chmura. I ona jest coraz niżej, i coraz niżej. W tym czasie dzwonili z lotniska, czy są warunki, aby helikopterem przewieźć narząd do transplantacji. Musiałam zdecydować, czy lot będzie bezpieczny. Ostatecznie narząd, chyba to było serce, pojechał karetką — opowiada Maryla Święcka.

A jej szef dodaje: — Trzeba pięciu lat, żeby wyszkolić dobrego obserwatora. Żeby kilka razy przeszedł przez wszystkie pory roku. To miejsce dla pasjonatów.

Unowocześnianie stacji meteorologicznych zaczęło się w 2000 roku. Po potężnej powodzi z 1997 roku ta służba zaczęła być traktowana poważnie. Jak mówi szef stacji na Dajtkach, wtedy przeskoczyliśmy od króla Ćwieczka do satelitów i radarów. Także na Dajtkach pracują specjaliści, którzy obserwują stan wód na rzekach i jeziorach. — Nasze szuwarki — żartuje Stanisław Suchecki. — W naszej branży operujemy zlewniami. Pod naszą opieką są więc zlewnie Pasłęki, Łyny, Węgorapy i Omulwi. W terenie jest aż 98 miejsc, w których trwają badania. Część jest zautomatyzowana, w części pracują obserwatorzy.

Olsztyn jest też szczęśliwym posiadaczem jednego z ośmiu radarów burzowych w Polsce. Dzięki niemu widać nie tylko, że burza już jest, ale przede wszystkim, że zaczyna się tworzyć.

Sam Stanisław Suchecki jest meteorologiem z zamiłowania. Już szkołę średnią skończył o takim profilu. — Nawet jak mi się zarost zaczął tworzyć, to w kształcie układów barycznych. Z jednej strony wyż, z drugiej niż — śmieje się.

Tegoroczna zima nie jest ewenementem, chociaż jest rzadkością. Doktor Suchecki spisał sobie na kartce zimy, które już wcześniej dały nam się we znaki.

— Pokrywa śnieżna w latach 1967-70 leżała od listopada do kwietnia. Podobnie było w sezonie 1995/96. Wtedy jeszcze w kwietniu w Olsztynie było 29 cm śniegu. Tym razem zima oczywiście przesadza, ale z drugiej strony nasza pamięć jest krótka, bo bardzo czekamy już na wiosnę. My tutaj, na Dajtkach, nie zajmujemy się prognozowaniem. Chociaż zdarza się, że jak ktoś wie, czym się zajmuję, to zaczepia mnie na ulicy i pyta, kiedy ta wiosna w końcu przyjdzie — mówi. I dodaje: — Meteorologia to najniebezpieczniejszy zawód świata. Nigdy nie wiesz, co będzie jutro.

mk
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB