Wtorek, 15 października 2019. Imieniny Jadwigi, Leonarda, Teresy

Do telewizji poszłam dla pieniędzy

2013-04-01 10:18:22 (ost. akt: 2013-04-01 09:59:35)

Autor zdjęcia: Materiały promocyjne serialu W11

— Doskonale wiem jak to jest, kiedy w portfelu ma się ostatnie 1,5 zł i trzeba zdecydować, czy kupić jogurt czy pasztetową — mówi Joanna Czechowska, była policjantka grająca od dziewięciu lat w „W11. Wydział Śledczy” w TVN. Jej partnerem w serialu jest Sebastian Wątroba.

— Intryguje mnie, czy interesuje się pani tym, co się dookoła nas dzieje. Śledzi pani bieżące wydarzenia?
— Oczywiście. I o tym chce pani ze mną rozmawiać?

— Tak.
— Nareszcie! To pierwszy raz, odkąd stałam się osobą publiczną. Do tej pory dziennikarze pytali mnie tylko czym praca w serialu różni się od pracy w policji (śmiech). Nikogo nie interesowało, co ja mam do powiedzenia.

— Mnie interesuje choćby to, dlaczego tak wcześnie po porodzie wróciła pani do pracy. Po zaledwie miesiącu.

— Zdecydowała ekonomia. Wcale nie było tak, że tak bardzo chciało mi się do pracy. Chętnie posiedziałabym dłużej z dzieckiem, ale musiałam zarabiać pieniądze.

— Kobiety, które rodzą teraz, mogą być z dzieckiem choćby i rok.

— No tak, tylko żeby nie okazało się, że to strzał w stopę. Rodzą zwykle młode kobiety, które i tak mają kłopoty na rynku pracy. Mało kto chce je zatrudniać, bo wiadomo, zaraz zajdzie w ciążę i po pracowniku. Moim zdaniem trzeba by dzielić ten macierzyński po połowie dla mamy i dla taty. I niech mi nikt nie mówi, że matka nie może pracować, bo karmi piersią. To żaden problem. Sama karmiłam piersią, ściągałam mleko w pracy, miałam lodówkę, w której je trzymałam. Jak się chce, to wszystko można sobie zorganizować. Trzeba myśleć, a nie tylko mieć pretensje i wyciągać ręce: dajcie, bo nam się należy. Ta roszczeniowość nam została po komunie.

— Niektórzy po prostu nie potrafią o siebie zadbać, bo ich nikt tego nie nauczył.
— Czytałam o takich mazurskich wsiach, w których do dzisiaj ludzie strasznie biedują. Ja to pamiętam z praktyk, kiedy studiowałam w Wyższej Szkole Oficerskiej w Szczytnie. Ale to było dwadzieścia lat temu! Aż mi się nie chce wierzyć, że to się do dzisiaj nie zmieniło. Naprawdę tak jest?

— Naprawdę. W wielu przypadkach. Często to wynik uzależnień, na przykład od alkoholu, ale często też życiowej bezradności i słabej pomocy z zewnątrz.

— Pokolenie musi minąć, zanim się to poprawi.

— A pani wie, co to bieda?

— Doskonale to wiem. I wiem jak to jest, kiedy w portfelu ma się ostatnie 1,5 zł i trzeba zdecydować, czy kupić za to jogurt czy pasztetową. Musiałam sama się utrzymywać. Dlatego wielu rzeczy się nauczyłam.

— Dlatego właśnie, ze strachu przed brakiem pieniędzy, zgłosiła się pani do serialu?

— Może nie ze strachu, ale owszem, z powodów finansowych.

— Gra pani już dziewięć lat. Osiągnęła pani ten poziom materialny, do którego pani dążyła?

— Nigdy nie jest tak, że mamy już wszystko. Owszem, wybudowałam dom, stać mnie na utrzymanie go, na gaz, na prąd. Nie martwię się, czy mi wystarczy do pierwszego. Ale nadal jeżdżę 11-letnim samochodem. I pewnie zajeżdżę go do śmierci technicznej.

— „Detektywi” spadli z ramówki. Co będzie, jak spadnie też „W11”? Wróci pani do policji?

— Nie, na pewno nie. Nie mam pojęcia, co mogłabym wtedy robić. Mam nadzieję, że tak się nie stanie.

— Pani jest już na emeryturze.

— Tak, ale bez przesady z tą wysokością policyjnych emerytur. Sama mam bardzo niską, bo kiedy odchodziłam, miałam niskie uposażenie. Później były podwyżki, ale my wtedy byliśmy na urlopach bezpłatnych, żeby móc grać w serialu. Podwyżki więc nas nie objęły i stąd mam tę emeryturę tak niewielką. Nie mam o to pretensji, bo i tak jestem w komfortowej sytuacji. Nie muszę się martwić o ZUS, o ubezpieczenie medyczne. Teraz moim celem jest zabezpieczenie przyszłości dziecka.

— Długo pani na nie czekała.

— Mam 41 lat. Córeczka ma 2,5 roku. Jest zdrowa, śliczna — to najważniejsze. Ale mam koleżankę, która ma dziecko z autyzmem. To, co przeżywają rodzice tych dzieci to horror. Koleżanka jest jedyną pracującą spośród innych mam autystów. Ona więc radzi sobie, jest zaradna. Ale te kobiety — bo to zwykle kobiety, panowie często poodchodzili od nich — są w strasznej sytuacji. I jak słyszę o tym, że państwo zabrało im pieniądze na turnusy rehabilitacyjne, bo trzeba było wybudować strefy kibica na Euro 2012, to mnie krew zalewa. Dla tych kobiet i tych dzieci taki wyjazd na tydzień to bardzo dużo. A ktoś jedną decyzją zabrał im tę możliwość. Jestem wściekła. Koszty społeczne tej imprezy są katastrofalne, zwłaszcza z punktu widzenia dzieci niepełnosprawnych. Im było najłatwiej zabrać, bo to nie górnicy, którzy potrafią walczyć o swoje. To mała relatywnie grupa, nieroszczeniowa, nie wyjdą na ulice manifestować swojego nieszczęścia.

— Ucieszyła się pani, że przegraliśmy z Ukrainą 1:3?

— Mam to w nosie. Piłką nożną ekscytuje się grupa manipulowana przez działaczy. Każdy mecz to kładzenie pieniędzy na tacę PZPN-owi. A piłkarze? Przecież oni nie są w stanie bez zadyszki przebiec połowy boiska, czym tu się podniecać? Zamiast budować te wielkie stadiony, w tym Narodowy, lepiej byłoby te pieniądze dać rodzicom dzieci niepełnosprawnych. Przynajmniej potrafiliby zrobić z nich użytek z korzyścią dla dzieciaków.

— Gdyby tak powiedział polityk, to by usłyszał, że jest populistą.

— A ja mam to gdzieś. Lepiej być populistą niż wydawać potężne miliony na premie dla paru osób tylko za to, że odbyły się mistrzostwa Europy w piłce nożnej. To się w głowie nie mieści! Oni nie dostali tych pieniędzy za dobrą pracę, bo przecież mieli je zakontraktowane dużo wcześniej, kiedy nie było jeszcze wiadomo, jak Euro 2012 wypadnie.

— Jak krakowianie reagują na autystów? Pytam, bo "Gazeta Olsztyńska" na Warmii i Mazurach od wielu miesięcy prowadzi kampanię informacyjną na ten temat. Rodzice naszych autystów mówią, że zauważają poprawę.

— Super, to jest wielka rola wasza, dziennikarzy. Syna koleżanki spotykają czasami przykre sytuacje. W takich momentach, których on nie rozumie. Kiedy na przykład w sklepie kółka w wózku krzywo pojadą. Zdarzają się nieprzyjemne reakcje, kiedy chłopiec wyraża swoje niezadowolenie. Dlatego to, co wy robicie, jest bardzo ważne. Sama widzę, że świadomość społeczna się zmienia. Jeszcze 10-20 lat temu osoby niepełnosprawne, w tym autyści, byli zamykani i izolowani.

Z policji do serialu
Nadkomisarz Joanna Czechowska urodziła się 20 czerwca 1972 roku w Trzciance Lubuskiej. Po liceum ogólnokształcącym ukończyła studia w Szczytnie w Wyższej Szkole Oficerskiej, a później podyplomowe studia politologiczne. W policji pracowała od 1991 roku w KWP w Krakowie. Po zakończeniu praktyk rozpoczęła pracę jako posterunkowy. Później zajmowała się przestępstwami narkotykowymi. W 2004 roku wzięła urlop bezpłatny i zaczęła grać w serialu „W11. Wydział Śledczy” emitowanym w TVN.
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (10) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. moi #1043282 | 82.139.*.* 4 kwi 2013 11:13

    Jak można pójść do pracy miesiąc po urodzeniu dziecka i uzasadniać to względami materialnymi, co za obłuda! Urlop macierzyński, na którym otrzymuje się równowartość pensji nigdy nie był krótszy niż 3 miesiące! Potem jeszcze miesiąc urlopu wypoczynkowego, więc baba ta nie powinna wrócić do pracy wcześniej niż po 4. miesiącach od urodzenia dziecka, jeśli decyzję podejmowała pod wpływem sytuacji materialnej.

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. Ormowiec #1042783 | 89.228.*.* 3 kwi 2013 18:48

    Niech no ona nie kpi z zawodu i niskich zarobków w Policji. Nie są za wysokie, ale daj Boże, by kazdy pracownik, łącznie z tymi ch harują w stolarni po 8-10 godzin, tyle co szary policjant na rączkę co miesiąc zarabiał. Wiadomo, praca odpowiedzialna w policji. Jednak nie wszyscy się tam za bardzo przejmują.

    Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. aneczka #1042119 | 80.55.*.* 3 kwi 2013 08:08

    cieszę się, że miała Pani wsparcie w rodzinie - bo rozumiem, że bez tego nie udałoby się wrócić do pracy tak szybko. U mnie czysta ekonomia przemówiła za tym, żeby jednak zostać te 4,5 miesiąca z dzieckiem (plus 1 miesiąc urlopu). Jak się ma zarobki 1,5 tysiąca, to sobie można pomarzyć o opiekunce - bo za co dalej żyć.... No i jeszcze mój mały synek miał napięcie mięśniowe, z nikim nie chciał być tylko z mamą. Nawet na tatę płakał. Więc proszę nie oceniać innych mam. Każdy ma inną sytuację rodzinną. Nawet te, które mają 5 dzieci. Może rodziły jak miały dobrą sytuację finansową, a tu jedna choroba dziecka, druga i pracodawca rezygnuje z takiego pracownika.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. gość #1041248 | 83.9.*.* 2 kwi 2013 09:50

    Bez przesady,żeby wracać do pracy miesiąc po porodzie!dzisiejsze mamy!Miała pani szczęście,że w pracy mogła ściągać mleko,proszę sobie wyobrazić kasjerkę w markecie,która co trzy godziny chce wyjść ściągnąć pokarm!itd.,można zgrywać bohaterkę tak jak pani jak się ma taką pracą.

    Ocena komentarza: warty uwagi (5) ! - + odpowiedz na ten komentarz pokaż odpowiedzi (1)

    1. GM #1040812 | 213.158.*.* 1 kwi 2013 14:40

      Ma Pani racje,że tak jest nauczyliśmy sie tylko ,żeby dawano . Drażni mnie i to bardzo coś takiego tatuś sprawil sobie i żonie,a czesto konkubinie np.5 dzieci . Oczywiscie żadne z nich nie pracuje i nawet nie szuka ,bo i po co panstwo da . I jeszcze żądają większego mieszkania ,bo im ciasno. Okazuje się ,ze tak naprawdę takich my utrzymujemy z naszych podatków i jeszcze im opłacać mieszkanie, a może włąsnie takich tatusiów do pracy , a nie następne dziecko

      Ocena komentarza: poniżej poziomu (-1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

    Pokaż wszystkie komentarze (10)