Niedziela, 23 września 2018. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

Agent Tomek: Koledzy okazali się zdrajcami

2013-03-09 11:02:00 (ost. akt: 2013-03-08 22:07:09)

— Koledzy, z którymi pracowałem, okazali się zdrajcami i bez mojej wiedzy wykonali zdjęcie, które później przekazali mediom. Dziś chce się mnie zdyskredytować, ośmieszyć — mówi Tomasz Kaczmarek, poseł PiS i były agent Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

— Walka z korupcją z perspektywy ławy poselskiej to chyba zupełnie co innego niż praca przykrywkowca.
— Jako parlamentarzysta wykorzystuję do walki z korupcją swoją wiedzę praktyczną. A przede wszystkim mam wpływ na zmiany w polskim prawie. Jako poseł chcę uzdrowić polskie służby specjalne, mundurowe. Chcę, aby funkcjonariusze czuli, że ich praca ma sens. Klub Prawa i Sprawiedliwości przygotował już propozycję nowelizacji ustawy o policji, w której zawarliśmy pomysł wyodrębnienia Centralnego Biura Śledczego ze struktur Komendy Głównej Policji. Oczywiście podobna propozycja wychodzi też z obozu partii władzy. Donald Tusk w przeciwieństwie do nas zdecydował się jednak jedynie na pół kroku. My wsłuchaliśmy się w głos policjantów. Projekt PiS ma na celu przede wszystkim usprawnić funkcjonowanie CBŚ. Jednostka powołana do walki z przestępczością zorganizowaną może działać szybciej i przynosić dużo lepsze efekty.

— Nie było problemów z przestawianiem się z roli agenta na polityka? Wcześniej prowadził pan raczej... ekstremalny tryb życia.
— Byłem jeszcze młodym chłopakiem — miałem 19 lat — kiedy wstąpiłem do policji. Już wtedy miałem poczucie pełnienia misji, misji pomocy ludziom poprzez walkę z przestępczością. Swoją drogę służby ojczyźnie przeszedłem od najniższych szczebli aż do mandatu poselskiego. Znam specyfikę służb, sam to przecież przeżyłem. Dlatego dziś mogę głośno mówić o tym, z czym służby w naszym kraju się borykają.

— Od pana przeszłości zawodowej nie da się jednak uciec. Nie ma pan wrażenia, że wyborcy bardziej przychodzą na spotkanie z agentem Tomkiem, niż z posłem Tomaszem Kaczmarkiem?
— Jeśli pofatyguje się pan na dzisiejsze spotkanie z mieszkańcami Olsztyna (rozmawialiśmy 4 marca — red.), to sam się Pan przekona, jak wyglądają spotkania ze mną, i jakie tematy są przez ich uczestników poruszane. Przede wszystkim są to sprawy związane z korupcją, także dotyczące akcji, które sam prowadziłem jako funkcjonariusz Centralnego Biura Antykorupcyjnego.

— Ale oni często odnoszą się do głośnych spraw, w których to pan brał udział. Mówię tu o sprawie byłej posłanki Beaty Sawickiej czy celebrytki Weroniki Marczuk. I tyle.
— Tak, ale zwracają też uwagę, że w naszym kraju jest wiele innych problemów, które niejednokrotnie łamią obowiązujące przepisy prawa. Od co najmniej roku mamy sytuację, w której afera goni aferę. Gdybym miał je wszystkie dziś wyliczać, to zabrakłoby nam czasu na rozmowę. Ja nie ukrywam, że nie jestem ekspertem z zakresu edukacji czy służby zdrowia. Człowiek od wszystkiego jest bowiem do niczego. Nie można być człowiekiem orkiestrą, dlatego faktycznie koncentruję się głównie na tym, na czym znam się najlepiej.

— Czyli, pana zdaniem, w Polsce jest jeszcze wiele do zrobienia w kwestii walki z korupcją?
— Myślę, że bardzo wiele.

— Nie sądzi pan, że pana kariera polityczna stała się w ogóle możliwa tylko i wyłącznie dzięki pracy w CBA? Dzięki pana akcjom, które były szeroko komentowane, stał się pan bardzo popularny.
— Duży wpływ mają na to przedstawiciele mediów. Będąc tajnym agentem służb specjalnych, nigdy nie podejrzewałem, że będę parlamentarzystą. Rzeczywiście, to osoby, które były w sferze zainteresowań CBA, później w akcie zemsty dostarczyły moje zdjęcia mediom, a dziennikarze uczynili ze mnie osobę publiczną. Dziś staram się to dobrze wykorzystać. Na pierwszym miejscu stawiam patriotyzm i dobro ojczyzny. Nie mogę zawieść wyborców. Tych, którzy zdecydowali się oddać na mnie głos.

— Nie żałuje pan, że w pewnym momencie zbyt bardzo otworzył się na media? Nie stronił pan od wywiadów, nie unikał kamer. Chyba pan to nawet polubił?
— Dziennikarze wciąż posiadają karty z mojego życiorysu, które dalej są dla nich zagadką. I niech już tak pozostanie.

— Sporo osób patrzy jednak na pana jak na celebrytę i z tej perspektywy ocenia pana i pana pracę. Nie przeszkadza to panu?
— Odpowiem szczerze: absolutnie nie. W Prawie i Sprawiedliwości też muszą być takie osoby. Nie upierajmy się w przekonaniu, że człowiek PiS to osoba w wyciągniętym swetrze, która nie potrafi dobrać sobie gustownego garnituru. Mam jednak nadzieję, że ludzie doceniają mnie nie tylko wizualnie, ale też za to, jakim człowiekiem jestem i za to, czego do tej pory dokonałem.

— To jak odnoszą się do pana wyborcy?
— Nie spotkałem się raczej z objawami wrogości czy niechęci. Prowokacyjne pytania przy każdych otwartych spotkaniach się jednak zdarzają. Rolą polityka jest to, by umiejętnie udzielać odpowiedzi i być przy tym taktownym.

— Zamykając powoli kwestię pana pracy w CBA, chciałbym zapytać, czy z perspektywy czasu jest coś, czego by pan nie zrobił?
— Chyba wcześniej rozpocząłbym studia i na innym kierunku (śmiech). Dziś, gdybym miał do wyboru cofnięcie się w czasie, chyba bardziej przydałaby mi się wiedza prawnicza niż socjologiczna. Z wykształcenia jestem właśnie socjologiem. Prawo odegrałoby teraz bardziej znaczącą rolę.

— A zdjęć z gołym torsem nad walizką pełną pieniędzy pan nie żałuje?
— Pamiętajmy jednak, panie redaktorze, że to była wtedy moja praca, którą wykonywałem nad wyraz profesjonalnie. Koledzy, z którymi pracowałem, okazali się zdrajcami i bez mojej wiedzy wykonali zdjęcie, które później przekazali mediom. Rozumiem, że dziś chce się mnie zdyskredytować, ośmieszyć CBA, które walczyło z ludźmi czującymi się bezkarnie. Okazało się jednak, że w Polsce są funkcjonariusze, którzy nie boją się takich spraw i takich ludzi. Ja zawsze powtarzam, że wszyscy jesteśmy równi wobec prawa i prawo musi być równe wobec wszystkich. Nie ma w Polsce miejsca dla świętych krów.

— W naszym kraju od lat trwa debata, czy nasze państwo stać na utrzymywanie trzydziestokilkuletnich emerytów. A, niestety, w Polsce takich funkcjonariuszy na emeryturze nie brakuje. Pan został emerytem w wieku zaledwie 34 lat.
— Dziś pewnie moi polityczni przeciwnicy będą mi to wytykać, dlatego podkreślę, że ja nie chciałem odchodzić na emeryturę. Kiedy zostałem posłem, podjąłem decyzję o zawieszeniu emerytury i jako jedyny poseł, któremu takie świadczenie przysługuje, nie pobieram tych świadczeń. Podkreślę też, że chciałem dalej służyć Polsce i pracować w służbach specjalnych. Zostałem jednak zmuszony do tego, aby opuścić szeregi CBA. Odnosząc się do obowiązujących w służbach mundurowych przepisów emerytalnych, uważam, że niektóre zadania, które są wykonywane przez pracowników służb takich jak GROM, antyterroryści czy jednostki przykrywkowe nie są możliwe do wykonywania przez kilkanaście lat. Nie można wrzucić do jednego worka sapera rozbrajającego na co dzień bomby i pracownika biurowego. Ryzyko utraty życia lub zdrowia przez tego pierwszego jest nieporównywalnie większe.

— Ma pan jeszcze kolegów w służbach?
— Wciąż mam wielu kolegów, którzy walczą z przestępczością na pierwszej linii frontu i wielokrotnie spotykam się ze zdaniem, że to państwo powinno w szczególności o nich zadbać. O tych, którzy poświęcają swoje życie, zdrowie i niejednokrotnie rodzinę Polsce. Może nawet teraz, kiedy rozmawiamy, dokonują zakupu kontrolowanego dwóch kilogramów kokainy czy amfetaminy lub materiałów wybuchowych. I jest to obarczone ogromnym ryzykiem. Dlatego cieszę się, że dziś mogę być ich głosem w parlamencie.

— Na koniec zapytam żartem, bo już dawno nazwano pana polskim Jamesem Bondem. Nie żałuje pan, że najnowszy film o Bondzie nie dostał więcej Oscarów?
— (śmiech) Myślę, że najnowszy Bond dostanie masę Oscarów tylko wtedy, kiedy ja w nim zagram (śmiech).

Rafał Bieńkowski

Trzy głośne sprawy

Tomasz Kaczmarek urodził się 15 sierpnia 1976 roku we Wrocławiu. Były funkcjonariusz policji i Centralnego Biura Antykorupcyjnego, obecnie poseł na Sejm z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Z wykształcenia socjolog. Z powodu głośnych akcji prowadzonych jako przykrywkowiec CBA, w mediach nazwany został "agentem Tomkiem". We wspomnianych sprawach działał pod przykryciem i przedstawiał się jako bogaty biznesmen. Przez kilka lat, aż do przejścia na emeryturę walczył z gangami złodziei samochodów i przestępcami gospodarczymi.

Metody działania Kaczmarka jako funkcjonariusza były mocno krytykowane. Najczęściej jest kojarzony z głośnymi akcjami CBA dotyczącymi przede wszystkim byłej posłanki Platformy Obywatelskiej Beaty Sawickiej, Weroniki Marczuk, celebrytki i byłej żony Cezarego Pazury, oraz Jolanty Kwaśniewskiej.

Sawicka w październiku 2007 roku została zatrzymana przez CBA w związku z podejrzeniem przyjęcia łapówki za próbę ustawienia przetargu publicznego wspólnie z burmistrzem Helu. Ówczesna posłanka broniła się, że została celowo uwikłana miłymi i czułymi sms-ami oraz kwiatami w "sytuację korupcyjną" przez funkcjonariusza CBA, którym okazał się Kaczmarek. Sawicka, która zarzucała agentowi manipulację, została skazana przez sąd.

Weronika Marczuk została zatrzymana we wrześniu 2009 roku w związku z domniemanym przyjęciem łapówki i planowanym przyjęciem kolejnych 300 tys. zł w zamian za pomoc w ustawieniu planowanej prywatyzacji jednego z wydawnictw. Znana aktorka i producentka trafiła do aresztu, ale opuściła go po wpłacie kaucji. Swoją wersje opowiedziała później w programie "Teraz my". Wkrótce została oczyszczona z zarzutów płatnej protekcji, a sprawę umorzono. Niedługo potem postawiono zarzuty przeciwko agentowi Tomaszowi Kaczmarkowi oraz innym funkcjonariuszom CBA, którzy brali udział w akcji. Zarzuty w toczącym się śledztwie dotyczą m.in. przekroczenia uprawnień oraz naruszenia tajemnicy państwowej i służbowej. Tomasz Kaczmarek wielokrotnie zaprzeczał, aby uwodził Sawicką i Marczuk. Twierdził, że to kobiety składały mu propozycje korupcyjne.

Tomasz Kaczmarek pod nazwiskiem Małecki prowadził również sprawę w Kazimierzu Dolnym, w trakcie której dokonano kontrolowanego zakupu na rzecz CBA jednej z willi. Akcja miała być skierowana przeciwko Jolancie Kwaśniewskiej, żonie byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. To do nich rzekomo miała należeć ta nieruchomość zakupiona na inną osobę (tzw. słup). Nikomu nie postawiono jednak zarzutów prania brudnych pieniędzy, a akcja uznana została za wielką porażkę służb.
Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (27) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. rys #1019846 | 95.41.*.* 12 mar 2013 11:04

    czy on myśli że wszyscy prezentują ten poziom intelektu co on, szczerzy się jak Kasztanka Marszałka tył do bata, patrząc się wprost w dziurę (obiektyw) aparatu

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. lolo #1019124 | 83.11.*.* 11 mar 2013 17:48

    Do pól rozebrany Tomuś nie wiedział, ze kolega go "pstryka" jednak Tomus nie zapomniał się uśmiechnąć

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. J-23 #1017354 | 83.25.*.* 10 mar 2013 12:05

    Jaki agent? karierowicz, cwaniak ,celebryta.na usługach Prezesa. Arent obwozi go po spotkaniach jak niedżwiedzia po jarmarkach w dawnych czasach . Jarmarczne widowisko . A ile było publiki ludzie pchali się drzwiami i oknami. Prawdziwy agent zmienia tozsamość lub odchodzi w niebyt a ten znalzżł się w sejmie bo ma "wizję"i "misję"

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  4. niezly numer #1017308 | 84.62.*.* 10 mar 2013 11:24

    Agent Tomus jest misjonarzem. Najlepiej wyglada bez koszuli.

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  5. gargamel #1017125 | 46.186.*.* 10 mar 2013 06:49

    Od 19 roku życia w policji? To znaczy,że wojsko odsłużył w ZOMO wielki agent Tomek.Skarży sie,że koledzy go zdradzili i robili foty z ukrycia a przeciez wyraźnie widać na zdjęciach,że on pozuje do tych fotek.Czyzby był nacpany,że nie paięta.każde tłumaczenie jego jest próbą wciskania ciemnoty ludziom.Wielki agent Tomek kreuje się na wielkiego przykrywkowca a przecież był pionkiem ,którego zadaniem była prowokacja i nakłanianie do popełnienia przestępstw.W jego malenkim "zomowskim" móżdżku tak jak i w móżdżku Kaminskiego (jegoo byłego szefa) plan zwalczania korupcji bazował głównie na prowokacji i nakłanianiu do przestępstw.A to powinno być karalne.Wielki agent w wieku 35 lat ma emeryturę 4.999 zlotych (tj. jest 40% branych poborów.Znaczy to,że Tomuś zarabiał za prowokacje i nakłanianie do popełniania przestepstw ponad 10.000 zł miesięcznie.To już jest PiSowska paranoja.

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

Pokaż wszystkie komentarze (27)