Czwartek, 20 września 2018. Imieniny Eustachego, Faustyny, Renaty

Rozmowa z bratem himalaisty, który zaginął na Broad Peak

2013-03-07 08:29:52 (ost. akt: 2013-03-07 08:31:16)

Autor zdjęcia: polskihimalaizmzimowy.com

— W wysokich górach jest tak, że jak pan tam nie jest, nie dotknie, nie zobaczy, to trudno to porównywać do czegokolwiek. Pogoda zmienia się całkowicie co godzinę. I żeby działać poprawnie, to po prostu trzeba mieć ogromne doświadczenie: fizyczne, psychiczne, motoryczne. Trzeba być przygotowanym na sto procent — mówi Jacek Berbeka.

— Ma pan jakieś wieści o bracie, Maćku i Tomaszu Kowalskim, naszych himalaistach, którzy zaginęli w Karakorum, w drodze powrotnej z dwunastego szczytu świata Broad Peak?
— Miałem być na tej wyprawie, ale niestety wyszło inaczej. Ostatni Kontakt z moim bratem był o 6 rano w środę. Myślę, że coś wymyśli. Ma wielkie doświadczenie. Taką mam nadzieję. I ta nadzieja mnie nie opuszcza. Ale w górach, jak coś pójdzie nie tak, to...

— Czy oni są teraz zdani tylko na siebie?
— Nie ma szans, by ktoś mógł teraz dojść tam do góry. Absolutnie. Mimo, że Broad Peak jest jedną z łatwiejszych gór spośród wszystkich ośmiotysięczników. Najtrudniejsze warunki zimą panują na K-2 i Nanga Parbat, gdzie życie straciło wielu himalaistów.

— Dlaczego zdobywcy Borad Peak się rozdzielili, przecież na szczyt weszli we czwórkę, a schodzili już parami?
— Jak ktoś idzie na szczyt i potem z niego schodzi, to musi mieć swój rytm, bo jak go zmieni, to może być źle.

— Czy ci którzy idą szybciej, nie mogą poczekać na kolegów?
— Jeśli dzieje się coś złego, to powinni. Nie można zmieniać rytmu, do którego przygotowany jest organizm. Trzeba go utrzymywać tak długo, jak organizm pozwala.

— Pana brat ma 59 lat. Sporo, jak na tak ciężką wyprawę?
— Ma duże doświadczenie.

— I chyba koniecznie chciał wejść na Broad Peak, bo w1988 roku był bliski zimowego zdobycia tego szczytu, zatrzymał się na wysokości 8027 m, to zaledwie 20 metrów od szczytu.
— To dwadzieścia metrów, ale wysokości, co w wspinaczce może oznaczać jeszcze dwie, trzy godziny drogi. W wysokich górach jest tak, że jak pan tam nie jest, nie dotknie, nie zobaczy, to trudno to porównywać do czegokolwiek. Pogoda zmienia się całkowicie co godzinę. To nie jest hala, basen, gdzie warunki są zawsze jednakowe. Nie, tam bez przerwy wszystko się zmienia. I żeby działać poprawnie, to po prostu trzeba mieć ogromne doświadczenie: fizyczne, psychiczne, motoryczne. Trzeba być przygotowanym na sto procent. Ja wchodzę na szczyty bez tlenu, bez asekuracji, w stylu alpejskim, czyli najtrudniejszym. W górach nie ma czasu na naukę, ale coraz więcej pcha się tam bogatych amatorów. Z tlenem, z pomocnikami. A Himalaje nie są dla laików, bo co zrobią jak im odłączą tlen?

— Pan wchodzi bez tlenu?
— Wyłącznie.

— Z zaginionymi himalaistami nie ma kontaktu. Ich radio milczy. Co się mogło stać?
— Ja myślę, że będzie dobrze. Na K-2 pękł mi rak. A mieliśmy założyć obóz nr 3. Nie poddałem się, wspinałem się na rękach, długo to trwało. Szedłem pół nocy, zimno jak diabli, ale doszedłem. Telefon mi dzwonił w plecaku, ale wiedziałem, że jak się zatrzymam i odbiorę, to już nie ruszę dalej.

— Ile razy pan był w Himalajach?
— Oj, od dwudziestu lat tam jeżdżę. Byłem dwanaście razy powyżej ośmiu tysięcy metrów, bez tlenu. Byłem na czterech spośród 14 ośmiotysięczników.

— Tam zimą jest okropnie zimo, teraz minus trzydzieści kilka stopni.
— Trzydzieści stopni jeszcze umiarkowana temperatura. Bo bywa gorzej. Pamiętam, że na K-2 było prawie minus 50 stopni i wtedy odmroziłem sobie sześć palców. Ale udało się je uratować.

— To jak przetrwać w takich warunkach?
— Nie śpi się. Trzeba cały czas czuwać

— To kiedy odpoczywacie?
— W ataku szczytowym w ogóle się nie odpoczywa. Nie ma szans.

— Ile czasu można wytrzymać w takich warunkach?
— Zimą jest ciężko. Jedną noc bez niczego można, drugą już będzie ciężko. Muszą dojść do obozu nr IV. Może tam będzie pomoc.

— Z informacji, które do nas docierają, wynika, że na pomoc Polakom wyszli z obozu Pakistańczycy. Rzeczywiście mogą pomóc?
— Trzeba się tak przygotować, żeby być w stanie samemu wejść i zejść. Wejście na szczyt to 40 procent sukcesu, bo trzeba jeszcze zejść. I zejście to owe pozostałe 60 procent. Na górę ciągnie pana psychika. Po wejściu już nie ma tej motywacji.

— To było pierwsze zimowe wejście na Board Peak. Himalaizm zimowy stał się polską specjalnością.
— Zawsze tak było. Dwanaście ośmiotysięczników zdobyto zimą, a Polacy byli tymi, którzy po raz pierwszy weszli na dziesięć. Tylko dwie góry jeszcze czekają. To K-2 i Nanga Parbat. To najtrudniejsze góry na świecie. Byłem na zimowych wyprawach na te szczyty. I nie udało się ich zdobyć. Nie tylko nam.

— Dlaczego wchodzicie zimą, a nie latem?
— Mnie interesuje coś co jest mocne, a nie słabe, łatwe.

— Gna was tam adrenalina? Dlaczego igracie ze śmiercią?
— No nie, na drogach jest więcej śmierci, co minutę ktoś ginie w wypadku. Żeby iść w góry, trzeba wiedzieć, po co się idzie. W górach uwielbiam to, że nic mnie nie absorbuje. Jeżdżę w góry, żeby się wspinać. Realizuję siebie. Po prostu to lubię. Nie jeżdżę tam dla korzyści, dla pieniędzy czy żeby się pokazać.

— Idąc w wysokie góry, nie boi się pan?
— Co mam powiedzieć? Chodzę tam, skąd mam szansę wrócić. A zagrożenie jest nawet w bazie, nie tylko w drodze na szczyt.

— To co w tej wyprawie poszło nie tak?
— O tym może innym razem. Ale wierzę, że wszystko skończy się dobrze. Musi. Nie ma innej możliwości.

— A pan? Wybiera się pan jeszcze na K-2 i Nanga Parbat?
— A jak pan myśli...

Andrzej Mielnicki
Polub nas na Facebooku:

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Zobacz także

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. NO #1014150 | 46.186.*.* 7 mar 2013 09:53

    wspolczuje, nadzieja zawsze zostaje, ale co te zdobycie tej gory dalo, satysfacja?, watpie, to przeciesz ryzykowanie wlasnym zyciem i innych,, nikt z natura nie wygral i nie wygra. niech ta tragedia bedzie ostrzezeniem dla innych

    ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. xxx #1014095 | 80.52.*.* 7 mar 2013 09:23

    NIECH WRUCA NA DOL CALI I ZDROWI.....

    Ocena komentarza: warty uwagi (1) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  3. Leon #1014047 | 88.156.*.* 7 mar 2013 08:55

    Już pewnie nie żyją, ale przynajmniej żyli pełnią życia. R.I.P

    ! - + odpowiedz na ten komentarz