środa, 13 grudnia 2017. Imieniny Dalidy, Juliusza, Łucji

Nie wiem, dlaczego ludzie mnie oglądają

2012-10-21 07:37:35 (ost. akt: 2016-10-21 09:21:01)

Autor zdjęcia: Paweł Kuźmicki

Przeszedł do życia realnego ze świata internetu. Stał się znany dzięki nagraniom na YouTube. Śpiewał popularne piosenki od tyłu i zamieszczał je w sieci. Dzięki temu trafił do programu Szymona Majewskiego. Od tamtej pory jego kariera nabrała tempa. We wtorek zagra w Olsztynie — muzyk Cezary „CeZik” Nowak.

— Kim jest CeZik?
— Za Chiny nie potrafię siebie opisać. Nie wiem, czy bardziej jestem muzykiem, montażystą czy performerem. Zostawiam otwartą furtkę dla ludzi, którzy sami muszą określić, kim jestem dla nich. Jak mnie określą? To już zupełnie obojętne.

— Ale bardziej jesteś gwiazdą czy artystą?
— Gwiazdą wolałbym się nie czuć. Jeżeli już muszę wybierać, to wolałbym być artystą.

— A polskie gwiazdy mają do siebie dystans?
— Pewnie, poza jakimiś małymi wyjątkami. Reagują pozytywnie i nie robią żadnych problemów, że stworzyłem te nagrania.

— Chcą poznać twórcę KlejNut?
— Magda Gessler wyraziła chęć spotkania, a z Czesławem (Mozilem — red.) historia jest jeszcze inna. On nawet uczestniczył w tworzeniu tego klipu.

— Na twojej stronie przeczytałem, że pod żadnym pozorem nie śpiewasz piosenek na życzenie…
— Bo życzeń dotyczących śpiewania piosenek jest mnóstwo. I gdybym tylko się tym zajmował, to nie miałbym czasu na nic innego. Napisałem o tym na stronie, żeby nie trzeba było każdemu osobno odpisywać.

— Nie występujesz też w centrach handlowych, na weselach, urodzinach.
— To zupełnie nie moja bajka. Źle bym się tam czuł. Dlatego moje koncerty są kameralne, z siedzącymi miejscami, w zamkniętych klubach i dla osób zainteresowanych.

— W jednym z wywiadów stwierdziłeś, że nie słuchasz muzyki. To wynika z tego, że takiej wartościowej muzyki nie ma, czy nie chcesz się inspirować?
— Dobrej i wartościowej polskiej muzyki było wtedy mnóstwo. Ale faktycznie bałem się, że im więcej posłucham, tym mniej będę mógł wymyślić. Na szczęście już się z tego wyleczyłem.

— To kogo słuchasz?
— Ostatnio? Najczęściej Moniki Brodki i płyty „Granda”. Nawet kupiłem jej płytę, a to u mnie rzadkość. Oprócz tego słucham kawałków, które trafiają do mojego menedżera. Widzę, jak młodzi ludzie próbują się przebić. I to w jakiś sposób określa poziom raczkującej muzyki w Polsce.

— Są jeszcze talent show.
— Patrząc na te programy to więcej jest osób, które poległy, niż zrobiły dzięki nim karierę. Talent show traktowałbym raczej jako rozrywkę niż szansę na wybicie się. Ciężko spodziewać się, że nagle po tym programie wokalista wyda dobrą płytę. Pomijam „Must be the music”, gdzie wielu występuje z autorskim repertuarem. Reszta to taka rozrywka dla mas.

— Talent show to w ogóle dobry przykład tego, że głosujemy pod wpływem emocji, a nie wartości muzycznej. Dziś liczy się litość i patos?
— Wszystko na to wskazuje. Nie poruszają mnie 13-letnie dziewczynki, które średnio śpiewają i tłumaczą, że zbierają na dom dla rodziców. Tam ważniejsze są właśnie emocje niż umiejętności. Byłem raz na castingu do „Szansy na sukces” i była to moja jedyna okazja do zaistnienia w talent show. Nigdy więcej tego nie powtórzę.

— I jak ci poszło?
— Zaśpiewałem tak, że sam bym się nie przepuścił w żadnym programie. To było po prostu marne.

— Pamiętasz co śpiewałeś?
— Oczywiście, Czesława Niemena „Dziwny jest ten świat”.

— Wyczytałem, że skończyłeś automatykę i robotykę. Dość nietypowe.
— Gdy zaczynałem studia, nie myślałem o robieniu kariery muzycznej, a chciałem koniecznie mieć jakiś zawód, dzięki któremu mógłbym zarabiać. W trakcie studiów pojawiła się muzyka.

— „Pracujesz” w internecie. Da się z tego wyżyć?
— Próbuję.

— Powiedz mi, jak radzisz sobie z komentarzami internetowych frustratów?
— Nie jestem zwolennikiem mówienia, że krytyka internetowa to skład frustratów. Często ludzie krytykują sensownie. Wiele osób przybiera łatwą linię obrony, że to jest frustrat i nie ma co się nim przejmować. Myślę, że jest się czym przejmować, bo im więcej osób jest na „nie”, tym gorzej dla artysty. Na początku było o wiele gorzej. Na szczęście im więcej klipów, tym więcej komentarzy i mniej czasu, by je wszystkie czytać.

— Leszek Balcerowicz mówił kiedyś, że jeśli minister finansów jest lubiany, to znaczy, że jest zły. Czy to nie dotyczy także muzyków?
— Każdy słucha innej muzyki, więc ciężko, żeby jakiś utwór podobał się każdemu człowiekowi na planecie. Jeśli ktoś jest fanem tylko jednego konkretnego gatunku muzyki, to chętnie będzie krytykował inne rodzaje.

— Ale „Gangnam Style” rapera Psy oglądają wszyscy. Wyjątek?
— Nie no bez jaj. Myślę, że bardziej traktujemy to jako karykaturę muzyczną z egzotycznego kraju (Korea Południowa – red.). Przecież wiele hitów stamtąd się nie wywodzi. To bardziej komedia niż wartościowa piosenka.

— Twoje klipy też się wyróżniają, oglądają ją miliony internautów. Skąd się wzięła ta popularność?
— Nie mam pojęcia. Robię to, co wydaje mi się, że jest dobre i wrzucam to do sieci. Czasem się zastanawiam tylko, dlaczego akurat ten klip ma większą liczbę wyświetleń niż inny. Ale internet jest nieprzewidywalny. Rzeczy bezsensowne zdobywają rzesze fanów, a te wartościowe nie mogą się przebić.

— Sądzisz, że przez sieć tracimy wartościowe materiały?
— Tak, bo internet nakręcają coraz młodsi ludzie, a młodość rządzi się innymi prawami, nie szuka wartości, ale dobrej rozrywki. Obawiam się, jak internet będzie wyglądał za 20 lat.

— A nie boisz się, że przeminiesz w tej wirtualnej rzeczywistości? — Boje się, ale to dobrze. Gdyby nie ta obawa, w ogóle bym się nie starał walczyć o publiczność i jakość. Będę się bał całe życie, dlatego muszę pracować na najwyższych obrotach.

— No dobra, a perfekcyjność cię nie zgubi?
— Dla mnie robienie klipów to straszna męka. Zanim uznam coś za gotowe, mijają tygodnie i miesiące. Boję się, że się zatracę w tej perfekcyjności, ale nie jestem w stanie tego przeskoczyć. Nie będę udawał, że mogę się wyluzować i wypuścić słaby klip. Dużo o tym myślę, ale to chyba cecha wielu artystów.

- Oprócz nagrywania Klejnut, śpiewasz wspak. Długo się do tego przygotowujesz?

— Powiedzmy, że nauka w miarę prostego refrenu zajmuje mi około tygodnia. <
— I odkrywasz czasem jakiś ukryty sens? Przecież o satanistycznym przekazie w granym wspak „Stairway to Heaven” Led Zeppelin krążą legendy.

— Moim zdaniem to całkowita nadinterpretacja, nie ma tam nic ukrytego i jest to wyłącznie wymysł słuchaczy.

— Myślisz już nad kolejnymi nagraniami?
— Cały czas, przez 24 godziny na dobę mam otwarty umysł na kolejne pomysły. Jest to dosyć męczące.

— To może warto zrobić przerwę?
— Nie. Przerwy będę robić, gdy już będę starszy i nie będę w stanie podnieść gitary.

— A czujesz się bardziej CeZikiem czy Cezarym Nowakiem?
— Na scenie jestem CeZikiem, zaraz po koncercie jestem już Cezarym Nowakiem, żeby nie oszaleć i nie zatracić tożsamości.

— To jaki jest Cezary Nowak?
— Myślę, że jest zupełnie szarobury. Chciałby być taki, jak każdy z nas, szwendać się po ulicy, nie wyróżniać się i nie budzić skrajnych emocji. Taki sobie zwykły szary człowiek.

Piotr Sobolewski

Polub nas na Facebooku:

Zobacz także

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB